Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
Forum Strona Główna -> NEW AGE GOTYKU -> JOANNA WOJCIECHOWICZ
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
JOANNA WOJCIECHOWICZ
PostWysłany: 05 Lip 2008 19:06
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





[link widoczny dla zalogowanych]

JOANNA WOJCIECHOWICZ

ur. 4 listopada 1944 w Ostrowcu Świętokrzyskim. Absolwentka Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej (1970).

1970-77 zatrudniona w Miejskiej Pracowni Urbanistycznej w Gdańsku, 1977-80 w Wydziale Architektury przy Urzędzie Miasta Gdańska. Od 1979 współpracownik WZZ Wybrzeża i RMP. W sierpniu 1980 uczestniczka strajku w Stoczni Gdańskiej im. Lenina.

W Związku od 1980. 13 grudnia 1981 internowana, osadzona w ZK w Strzebielinku, Gdańsku, Fordonie, ośrodkach w Gołdapi i Darłówku (współtwórczyni gazetki „Internowanka”), zwolniona w lipcu 1982.

23-27 grudnia 1984 uczestniczka głodówki przeciwko aresztowaniu Andrzeja Gwiazdy. 1984-89 założycielka, dziennikarka i pierwsza szefowa Gdańskiej Agencji Informacyjnej „S”, odpowiedzialna za kontakty z dziennikarzami zagranicznymi. Współorganizator codziennych modlitw za więźniów politycznych w bazylice Mariackiej w Gdańsku; wielokrotnie zatrzymywana i przesłuchiwana przez SB. Pod koniec lat 80. organizatorka wystawy fotograficznej „Grudzień 1970”.

W maju i sierpniu 1988 koordynuje obsługę informacyjną strajków w S.G.; zakłada „Gdańską Agencję Informacyjną - G.A.I.”, która aktywnie funkcjonuje w jej prywatnym mieszkaniu, informując międzynarodową opinię publiczną o działaniach Solidarności i opozycji, przekazując codzienne relacje RWE, BBC, VOA, RFI.

W lipcu 1989 wyjechała do USA, nie tracąc kontaktu z Polską i życiem kulturalno-politycznym kraju.


[link widoczny dla zalogowanych]

3 maja 2007 r. Prezydent Lech Kaczyński, podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim z okazji Święta Narodowego 3 Maja, w uznaniu znamienitych zasług dla Rzeczypospolitej Polskiej odznaczył Joannę Wojciechowicz Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.




Napisała w blogu syna, Michała,
pn. "SŁODKA POLSKO"


[---]

Ale zanim był strajk, już się i tak wiele w moim życiu zmieniło: odeszłam z Wydziału Architektury. Grałam z PRL-em w ciuciubabkę od trzech lat - nie mogli mnie zwolnic, bo sie nie dawałam. Zawsze byłam chora, kiedy by mi mogli wręczyć zwolnienie, półtora roku zwolnienia miałam przez te trzy lata pracy. Pyszczyłam przeciw Państwu Polskiemu gdzie sie tylko dało, demonstracyjnie obnosiłam sie z wielkimi dziurami w rajstopach, i kiedy to tylko ktoś zauważył, a trudno było nie zauważyć w budynku Urzędu Miejskiego, gdzie przez korytarze przewalały się setki interesantów, wydzierałam gębę: "Ja sie mam wstydzić? JA?!!! Niech sie Państwo Polskie wstydzi, że inżynier wiele lat po studiach, na stanowisku, acha!, nie może sobie pozwolić na parę nowych rajstop!"

Robiłam w tym Wydziale co chciałam, nawet podkładałam świnie szefom, nie wykonując służbowego polecenia, a głownie "anarchizowałam mieszkańców społeczeństwa województwa gdańskiego", co mi w kilka lat później słusznie zapisano w "Decyzji o Internowaniu'.

[---]

Zanim wrócę do tego, co trzeba, czyli moich doświadczeń z agentami różnych rodzajów, chciałam parę słów, o tym, co się dzieje teraz.

Oglądam ten nieszczęsny TVN 24, szczęśliwie coraz mniej, a przed chwila (wasza 18:45, moja 9:45 rano) przełączyłam sobie "Skaner Polityczny" na dobry, poczciwy amerykański kanał "USA". Właśnie leci "Trzęsienie Ziemi w Nowym Yorku" - odetchnęłam z ulgą.

Walą się domy, ci co przeżyli spod gruzów wyciągają rannych i martwych, świat się kończy na tym ekranie amerykańskiej TV, i jest to znacznie sympatyczniejsze, znacznie lepsze, i na pewno znacznie bardziej wartościowe moralnie w swoim oddziaływaniu na widza, niż prawie cokolwiek, co mogę zobaczyć w postępowej TVN.

W tym "Skanerze.." niejaki Sławomir Sierakowski się wyżalał, jak mu źle, jak okropnie jest widzieć taki brak wrażliwości, jaki wykazał niejaki Giertych jadąc do Gdańskiej szkoły, w której dwa tygodnie temu się powiesiła dziewczynka. I myślę o tym, jak szkodliwe jest wygłaszanie takiego poglądu, i w ogóle jest mi trochę dziwnie myśleć, ze to jest prawdopodobnie pogląd polowy Polaków.

Jeśli tak rzeczywiście jest, to znaczy ze Polsce potrzeba jeszcze mnóstwo, żeby naprawdę się zmieniła ludzka mentalność. Bo w Ameryce z tej szkoły by prawdopodobnie nie zostałby kamień na kamieniu. Na pewno kilka osób poszłoby siedzieć, a wszystkie ważne polityczne mowy wygłaszane byłyby właśnie z terenu rozwalonej szkoły.

[---]

[link widoczny dla zalogowanych]

MICHAŁ WOJCIECHOWICZ "Pistolet"- syn Joanny, b. działacz opozycyjny i znany pisarz - patrz w tym samym Dziale.
.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Herbaciarnia "U Joanny" WOJCIECHOWICZ
PostWysłany: 05 Lip 2008 19:07
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





HERBACIARNIA
"U Joanny"



Joannie Wojciechowicz
na pamiątkę wszystkich herbat wspólnie wypitych
w Jej herbaciarni.





    - Jeden człowiek - jedna herbata; dwadzieścia osób - dwadzieścia herbat.
    - Ty, a jeśli więcej ludzi?
    - No to więcej herbat! Co za pytanie...


Mieszkanie na pierwszym piętrze przy ulicy Ogarnej w Gdańsku należy do Joanny Wojciechowicz, architekta. Architekta czy architektki? „Architektki” nie chce łyknąć tezaurus worda. I brzmi paskudnie a Joanna paskudna nie jest. Jest kobietą o przenikliwych: oczach i umyśle. Cera śniada, włos prosty, czarny, długi i lśniący. Ubiór kryje figurę ponętną. Joanna ma nieco nerwowe ruchy i prawdziwie spontaniczne reakcje na dowcipy i najnowsze wieści „z frontu”. Front toczy się za oknem, za drzwiami wejściowymi; u wylotu bramy na Ogarną albo tuż, tuż - na ulicy Długiej.

Z jednej strony ONI, z drugiej my. Oni to komuniści i ich agenci. Kim są MY? My, to wszyscy nie-ONI. Proste, jak budowa dzidy. Więc "U Joanny" herbaty spijamy My. ONI tkwią tam - przyczajeni w bramach i klatkach schodowych, za filarami, pod arkadami, za słupami ogłoszeniowymi i w samochodach bez oznaczeń "MO"; siedzą w pokojach SB przy pobliskiej Okopowej, zasłuchani w gwar rozmów toczonych przy stole kuchennym "U Joanny". Jak ONI mogą słuchać rozmów przy kuchennym "U Joanny" stole, jak ONI siedzą tam, w gabinetach swoich przy Okopowej? ONI mają po to podsłuch, żeby podsłuchiwać życie.

"U Joanny" trwa życie rewolucyjno-konspiracyjne. Drzwi powinny być obrotowe a herbata „Indyjska” czy „Ulung” - dostarczana hurtowo przez wraże ośrodki na Zachodzie. Nie dostarczają cholery, ani darmo ani odpłatnie a ludzi pełno, jak na Jarmarku Dominikańskim! I weź i zrób coś z takimi „Zachodnimi mocodawcami”, co nawet na herbatę nie dadzą!

Więc bezsprzecznie "U Joanny" drzwi powinny być obrotowe; jak nie Piotruś Bikont przelotem z Warszawy, to dwie Przyjaciółki, Panie - Maria Koszarska z Janiną Werhstein a za nimi niebawem Borusewicz Bogdan. A tu telefonem się zapowiadają jeszcze jacyś z Poznania. Pałubicki? Niech przybędzie i Pałubicki. Kto dzwoni? Bernard Margueritt? Avec plaisire, Monsieur! Jack Bloom z Indiana University? Ofkors! Czeka na pana Joanna-architekt-konspiratorka, w swojej kuchni U Joanny. Welcome Mister Bloom!

Siedzą herbatopije, herbaty piją; Klipra i Klarę ogromne, barankowo łagodne psy głaszczą i - judzą. Judzą przeciwko mateczce-PZPR ze Związkiem Radzieckim na czele. Będą obalać. Może by i nie obalali, ale konspiratorzy to mają do siebie, że im nijak nie obalać. "Biesy" czytali, komunizm widzą na co dzień od półwiecza, to go wezmą i obalą, bo jak - nie obalić? Mus!

Telefon.
- Oczywiście! Zapraszam, przychodź!
Zaprasza Joanna do "U Joanny".

Puk-puk:
- Aaaaaa, witaj! Zaprasza Joanna, ale w puszce blaszanej gdzie herbaty liść wonny spoczywać winien - widać dno. No, to do sklepu trza. Idzie "Pistolet" czyli Michał czyli Joanny syn i albo psy weźmie, albo ich nie weźmie choć popiskują łasząc się, jak te łasice. Albo idzie niemichał, tylko ktoś inny; może pójdę ja sam, a może z tą blondyneczką pszenną o bławatkowych oczach, na widok której Wałęsa wykrzyknął: „To są jeszcze dziewczyny, które się rumienią? Danka! Popatrz!”. I Danka Wałęsowa w ręce plasnęła. Rumieniąca się panienka tez ma na imię Joanna, ale nie jest z niej żadna „architektka”, tylko specjalistka od zlepiania skorup archeologicznych w Archeologicznym Muzeum, co robi wspaniale, jak mało kto w Polsce. I jest moją żoną, na którą nie zasłużyłem. No, a jak nie my pójdziemy, to pójdzie "Docent", który docentem nie jest, tylko Ryśkiem Czajkowskim, co „robił” kiedyś RAS - Radiową Agencję „Solidarność”.

Ktokolwiek by nie poszedł, iść musi, bo inaczej nie dostanie herbaty a jak tu knuć przeciw władzy bez herbaty? Nie do pomyślenia. I w ogóle - taka bezherbaciana konspiracja, to ona do dupy jest bardziej, niż do walki z.

O, albo pójdzie osobiście Joanna-architekt w towarzystwie Basi, która jeszcze jest tylko Madajczyk albo już Madajczyk-Krasowska; zależy w jakim czasie w kuchni "U Joanny" zabrakło herbaty. Idą one dwie i dwa psy i to jest jedyny czas, kiedy Joanna odpoczywa. Kupi tej herbaty z kilogram, do siatki schowa i powędruje skwerkiem przy Alei Leningradzkiej, obsługę tłumu gości w kuchni "U Joanny" powierzając gościom w kuchni licznie zgromadzonym.

Pochodzi Joanna, poduma, powietrzem pooddycha nienasyconym papierosowym dymem. Samochody szumią, ludzie drepczą ale jest znakomicie ciszej, niż w kuchni "U Joanny" gdzie prawica ściera się z hurraprawicą a konserwatysta przebija ostrzem swych filipik liberała. Na ile wystarczy w kuchni "U Joanny" jeden kilogram herbaty? Na trzy-trzy i pół dnia. Może krócej, nigdy na dłużej.

Pije herbatę Mariusz Wilk z żoną Bernadettą, pije Bogdan Borusewicz szepcząc wykrzywionymi ustami konspiratora do uszka Ani Walentynowicz. Józek Kuśmierek opowiada Jadzi Staniszkis o zawiłościach polityki rolnej komunistów a my z Joanną „od rumieńców” słuchamy, herbaty pijemy (a jakże!) i głaszczemy psy.

Zapowiadają telefonami swoją wizytę jacyś dziennikarze z RFN, jacyś korespondenci z Francji czy Hiszpanii; jakaś telewizja zamorska i skośnooka. Dzwonią z RFI albo Głosu Ameryki. Uf! Dobrze, że nie mogą przez telefon pić herbaty; dopiero by było!

Ma Joanna trzy pokoje i jedną kuchnię. W trzech pokojach jacyś przyjezdni bojownicy o „Waszą i Naszą” i czyjąś tam jeszcze. Kiedy jedni bojownicy śpią, drudzy wstają i idą do kuchni "U Joanny" na herbatę, bo jak inaczej? Więc Joanna też siedzi w kuchni "U Joanny". A gdzie ma siedzieć Joanna, w więzieniu? Spokojnie, jeszcze się nasiedzi, tylko najpierw gości napoi i sama się napije tej herbaty „Indyjskiej” albo „Ulung”.



Sławek Majewski


.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia 29 Mar 2012 15:18, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
JOANNA WOJCIECHOWICZ
Forum Strona Główna -> NEW AGE GOTYKU
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin