Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
Forum Strona Główna -> MIECZYSŁAW CZYCHOWSKI -> PALENIE W PIECU
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
PALENIE W PIECU
PostWysłany: 25 Sty 2009 10:15
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





Mieczysław Czychowski

Palenie w piecu

Pozbierałem rozrzucone:
rozrzuciłem obumarłe.
Ile trzeba się natrudzić,
żeby zlepić z prochów - garnek.
Garnek w domu - rzecz potrzebna,
na miód pszczeli i gorczycę.
Siedzę teraz. W piecu palę.
I u ręki palce liczę.
Liczyć palce - rzecz okrutna.
Łatwa. I ogromnie smutna.
Napisałem list do matki - jakbym z kwiatu otrząsł jabłoń.
W głowie mi zakołowało - tak wysoko i bezdomnie.
I upadłem twarzą na dno.
Żółty mnie podziobał dzwoniec.
Upaść na dno - rzecz okrutna.
Łatwa. I ogromnie smutna.
Drogi mi się zagubiły,
jakby wszystkie z wiatru były.
Obróciłem się na wiatr:
Jakie drogi - taki świat.
Nie mieć drogi - rzecz okrutna.
Ludzka. I ogromnie smutna.

***
Sen

Komu ten wiersz jest potrzebny.
Do kogo ja piszę i po co.
Serca czerwone mrowisko
ciężko pracuje nocą.
Ktoś biegł za mną. Ktoś strzelał.
Miał moje życie w dłoni.
Poznałem w nim przyjaciela - gangstera co mi się skłonił.

***
Projekcja architektoniczna

Katedra - logika abstrakcji,

wyważenie pionu i poziomu.

Gołąb wzbił się - zawiązał przestrzeń.

Szły morderczo łukiem sklepień:

nogi, ręce, plecy budowniczych.

W huku armat

w rzezi - na chwałę,

każdy wiek

dorzucał kamień.

Dano jej imię Marii Panny

Matki Syna Człowieczego - Boga - Cieśli.

I oto ukrzyżowany

od dwóch tysięcy lat,

rozgrzesza narody.

Zbrodnie i przebaczenie

składa w ludzkie ręce.

Czas jest dźwiękochłonny.

Nie ma litości dla żywych.

Trafiony prawdą - ginie wraz z nią.

Quidam - poćwiartowany w jatkach Rzymu.

Fatalność jest dziedziczna.

Ale kto pisze losy narodów

Czyj palec wskazuje ofiarę.

Płodność natury

warstwami udeptuje proch.

Sytość i nadmiar.

Użycie i zużycie - piramida równana z ziemią.

I ciągle te pochody niewolników przez pustynię.

***

Zaułek kościoła św. Jana w Gdańsku
Ryszardowi Stryjcowi

Gdzie stare budy, śmietniki, zdziczałe koty

zdychające powoli, oślepłe i chude,

stary człowiek grzebał patykiem w odpadkach.

Mruczał coś pod nosem, upychając worek.

Śnieg kołował nad miastem. Krzyczały mewy.

W skupie butelek karaluchy z plastiku

przywarły nieruchomo do parapetu okna.

Syreny małych statków buczały ochryple.

Szedł ciemnym korytarzem w górę czasu.

Zmarli przyjaciele wychylali się ze ścian,

mówili: nie martw się, chłopie. Wszystko marność.

Przeminie jak zły sen. Nie warto się zadręczać.

Na strychu pracowni rytownik skupiony i powolny jak żółw

rysował gryfa unoszącego w szponach jagnię.

Farby, słoiki po chemikaliach walały się porzucone

jak gdy kto dzieła dokona - i zapomni.

Maszkary wyłupiaste, ludzie o ptasich głowach,

lew na pierwszym planie leżący dostojnie,

ówdzie święty Hieronim kuszony przez widziadła,

z boku kałamarz, pędzelki, klepsydra i czaszka.

Trumnę już wynieśli. Czuć wosk i palony jałowiec.

Krucyfiks na ścianie. Rękopisy po zmarłym.

Trzeba zapalić ogień w kominie, zaciągnąć story

i wreszcie o sobie pomyśleć, po własnej stypie.

Strych chwieje się, stukają makówki w polu.

Sosna wali się z trzaskiem podmyta przez rwący nurt,

ale wczepiona jeszcze w zbocze korzeniami.

Słychać pojękiwanie bombowców. To oddala się burza.

W wykuszu zatrzepotał gołąb. Groźny pomruk kota.

Rynna chluszcze i dzwoni. Mnich zakapturzony w oknie.

Potem wszystko ucicha. Czujnie zasypia świat.

Dom tonie jak okręt. W snach buszują szczury.

Majaczy kościół świętego Jana o wypalonych gotyckich żebrach,

przy nim dom Mrongowiusza wypatroszony po dach.

Niemych świadków historii, pożarów i wojen,

mrok obejmuje gęsty. Sypie tłustą sadzą.


Bajka

Spod łopuchów osrebrzonych i bylic

duszki wyszły na bocianich nogach

w pole, szukać zmyślonego Boga,

i zbłądziły w sny puszyste i zieleń.

I Bóg przyśnił się im na wierzbie fujarkowej

z brodą pełną pliszek i motyli,

ale oczy wielkie miał i złote jak u sowy

a na głowie biały wieniec z lilii.

Powiał bór w puste pole na me smutki,

o, niedobre, o nietrwałe sny mysie.

I Bóg skrył się do czarnej dziupli

i samotny - sam sobie śni się.

***


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PALENIE W PIECU
Forum Strona Główna -> MIECZYSŁAW CZYCHOWSKI
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin