Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
Forum Strona Główna -> GIGANCI LITERATURY / WYBITNI AUTORZY, WIELKA LITERATURA -> PAWEŁ JASIENICA
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
PAWEŁ JASIENICA
PostWysłany: 04 Mar 2010 6:34
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





PAWEŁ JASIENICA


właściwie Leon Lech Beynar (ur. 10 listopada 1909 w Symbirsku, zm. 19 sierpnia 1970 w Warszawie) - polski pisarz historyczny, eseista i publicysta Tygodnika Powszechnego.



RODZINA

Dziadek, Ludwik Beynar, był uczestnikiem powstania styczniowego, po upadku którego wyemigrował do Francji. W Tuluzie zawarł związek małżeński z pochodzącą z Hiszpanii Joanną Adelą Feugas. Ich synem był Mikołaj Beynar, z zawodu agronom i muzyk[1], ojciec Lecha Beynara - Pawła Jasienicy. Ojciec matki pisarza, Heleny Maliszewskiej, Wiktor Maliszewski, urodzony w Nantes, był synem powstańca z powstania listopadowego. Obie rodziny w latach 70. XIX wieku przeniosły się na teren Rosji.


LATA MŁODOŚCI I II WOJNY ŚWIATOWEJ

Absolwent historii Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. Pracował jako nauczyciel i spiker w Polskim Radiu Wilno.

Urodził się w 1909 w Symbirsku nad Wołgą i pozostał z rodziną w Rosji do roku 1920, choć już w 1914 wyruszyli do Polski. Początkowo zamieszkali w okolicach Białej Cerkwi i Humania, następnie w Kijowie, Warszawie i ostatecznie na Wileńszczyźnie. W Wilnie skończył gimnazjum, a następnie historię na Uniwersytecie Stefana Batorego. Należał do młodzieży aktywnej społecznie w Klubie Intelektualistów oraz w Akademickim Klubie Włóczęgów. Używał wtedy przydomka Bachus. W latach 1928-32 był nauczycielem historii w Grodnie. Zadebiutował w 1935 roku książką „Zygmunt August na ziemiach dawnego Wielkiego Księstwa”. Przed wojną pracował w Słowie Wileńskim, gdy redaktorem był sławny pisarz Stanisław Cat-Mackiewicz, uważany za masona, co dało pretekst w okresie PRL do oskarżania Jasienicy o sympatię i przynależność do masonerii.

W czasie II wojny światowej oficer Armii Krajowej (m.in. w sztabie Wileńskiego Okręgu Armii Krajowej). W lipcu 1944 uczestniczył w walkach o Wilno jako szeregowiec w stopniu oficerskim. Od 19 sierpnia do 21 sierpnia 1944 roku jego oddział, dowodzony przez pułkownika Macieja Kalenkiewicza ps. Kotwicz, stoczył bitwę z Armią Czerwoną. Oddział został rozbity, a on sam pod koniec sierpnia dostał się do niewoli w okolicach Grodna, skąd został przewieziony do Białegostoku, gdzie był przesłuchiwany przez NKWD. Wcielony do jednostki LWP w Dojlidach, z której zdezerterował. Od jesieni 1944 po dezercji z LWP służył w 5 Wileńskiej Brygadzie AK, gdzie był od lipca (dokładny dzień nie ustalony) 1945 adiutantem dowódcy brygady Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki". Ranny w nocy z 8 na 9 lipca 1945, opuścił brygadę i uniknął losu większości jej oficerów skazanych na karę śmierci. Schronienie znalazł we wsi Jasienica. Miejscowy proboszcz, Stanisław Falkowski ukrywał go do czasu wygojenia się rany na swojej plebanii.


LATA POWOJENNE

Działalność powojenna
Po wojnie przedostał się do Krakowa i w 1946 r. zadebiutował na łamach Tygodnika Powszechnego i został również jego współredaktorem. Przyjął wtedy pseudonim Paweł Jasienica, by nie narażać żony, która ówcześnie znajdowała się w Wilnie, pod okupacją radziecką, gdzie formalnie miała status wdowy.

2 lipca 1948 roku, podczas akcji likwidacji grupy wileńskiej został aresztowany przez komunistyczny Urząd Bezpieczeństwa. Wolność odzyskał dzięki interwencji Bolesława Piaseckiego. Zwalniający go funkcjonariusz UB powiedział: Wyjdzie pan na wolność, zobaczymy, czy się to Ojczyźnie opłaci. Wstąpił do Stowarzyszenia "Pax", z ramienia którego w 1950 roku zarządzał stowarzyszeniem Caritas. Od grudnia 1959 jeden z wiceprezesów Związku Literatów Polskich. Był działaczem i ostatnim prezesem Klubu Krzywego Koła (1962). Publikował m.in na łamach tygodnika "Świat".


PRZEŚLADOWANIA I CENZURA

W 1964 był jednym z 34 polskich intelektualistów, którzy podpisali protest w związku z zaostrzeniem cenzury prasowej. W drugiej połowie lat 60. był prześladowany za sprzeciwianie się cenzurze i aktywną działalność w opozycji liberalno-demokratycznej. Od 1966 był wiceprzewodniczącym polskiego PEN Clubu. Brał udział w protestach przeciw zdjęciu z afisza Dziadów. Poparł otwarcie protest młodzieży akademickiej w 1968 roku, co doprowadziło do zakazu publikacji jego prac w latach 1968-1970 i usunięcia go ze Związku Literatów Polskich.

Władysław Gomułka w roku 1968 publicznie pomówił Jasienicę o współpracę z aparatem władzy, mówiąc że "Śledztwo przeciwko Jasienicy zostało umorzone z powodów, które są mu znane. Został on zwolniony z więzienia." Pomówienie to Jasienica odebrał bardzo ciężko i stanowiło ono dla niego problem aż do śmierci.
Twórczość

Paweł Jasienica jest najbardziej znany ze swej syntezy dziejów Polski przedrozbiorowej (Polska Piastów, Polska Jagiellonów, Rzeczpospolita Obojga Narodów), w której przedstawił poglądy kłócące się z poglądami większości współczesnych mu historyków. Zarzucano mu tzw. personalistyczne pojmowanie dziejów, sprzeczne z odgórnie narzuconą i obowiązującą wówczas historiozofią marksistowską. Inne popularne dzieła Jasienicy to Słowiański rodowód - zbiór reportaży archeologicznych (książka ta to nieco zmieniona wersja książki Świt słowiańskiego jutra), Trzej kronikarze - rozważania o Polsce średniowiecznej na podstawie fragmentów kronik Thietmara, Galla Anonima i Wincentego Kadłubka, Dwie drogi - refleksje o powstaniu styczniowym (książka ta to nieco zmieniona wersja książki Biały front), Ostatnia z rodu - dzieło poświęcone Annie Jagiellonce. Pisarz był również autorem książek reportażowych takich jak Kraj nad Jangcy, Wisła pożegna zaścianek. Nie pisał on wyłącznie o historii, zajmował się archeologią (Archeologia na wyrywki, Słowiański rodowód), nauką i techniką (Opowieści o żywej materii, Zakotwiczeni), jednak w niemalże każdej jego książce obecne są liczne refleksje nad przeszłością. Ostatnią ukończoną książką Pawła Jasienicy są Rozważania o wojnie domowej - esej o kontrrewolucji w Wandei. Ostatnią książką, którą pisarz pisał, ale jej nie ukończył, jest Pamiętnik. Jasienica nie mógł z czystym sumieniem napisać i wydać książki o historii najnowszej, ponieważ albo musiałby w takiej książce przedstawić poglądy zgodne z obowiązującą ideologią, albo książka taka nie zostałaby dopuszczona do druku. Z tego też powodu zawarte w Dwóch drogach refleksje o powstaniu styczniowym są ostatnim fragmentem dziejów, jakim Jasienica zajął się na kartach swych książek.


POGLĄDY HISTORYCZNE

Jasienica był zwolennikiem (w przeciwieństwie do np. Lwa Tołstoja) poglądu, że na kształt historii mogą wpływać pojedyncze jednostki, skupiał się przy tym głównie na działaniach władzy centralnej.

Gwałtownie zwalczał tezy o charakterze narodowym i teorię o anarchizmie polskiej szlachty, uznając ją za "łatwiutką i zwalniającą od myślenia". Uważał Piastów za okrutników, cenił jednak ich za dążenia do scalenia państwa i stworzenie polskiej myśli politycznej. Jagiellonowie zaś byli dynastią stosunkowo łagodną i wprowadzili Polskę w krąg wyższej kultury umysłowej, zmarnowali jednak (zwłaszcza ostatni dwaj) koniunkturę polityczną. Rządy Wazów zostały przedstawione jako katastrofalne w skutkach "przestępstwo polityczne". Poglądy Jasienicy wywoływały gorące spory wśród historyków. Jego książki cieszą się jednak wielką popularnością (także w okresie PRL).



ZWIĄZEK Z ZOFIĄ O'BRETENNY

Owdowiał w latach sześćdziesiątych; wkrótce potem tajnej współpracowniczce Służby Bezpieczeństwa Zofii O'Bretenny (Nena Darowska-Beynar) ps. "Ewa" udało się zaskarbić jego zaufanie do tego stopnia, że po pewnym czasie wyszła za niego za mąż, nie przestając donosić. Gdy poznała pisarza, miała 40 lat i pracowała w dziekanacie jednej z warszawskich uczelni. Gdy SB potrzebowało informacji o Jasienicy, to właśnie ona z przygotowanymi pytaniami szła na spotkanie z pisarzem. Siadała w pierwszym rzędzie tak, żeby ją zapamiętał. Wreszcie zaprosił na kawę, a ich znajomość trwała i stawała się coraz głębsza, aż skończyła się małżeństwem. Po ślubie zmieniła swój pseudonim w SB na "Max". Donosy pisała w toalecie, a następnie funkcjonariusz prowadzący odbierał je jako jej dobry znajomy, który przyszedł pożyczyć książki. Osiem miesięcy później Paweł Jasienica zmarł, zaś agentka zmarła w 1997 roku, pozostawiając Marka O'Breteny, syna z wcześniejszego małżeństwa.

Ostatnie wydania dzieł Jasienicy ukazały się w 1999 roku. Po ujawnieniu w 2002 roku w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej faktu współpracy, jedyna córka pisarza, Ewa Beynar-Czeczott, odmówiła zgody na kolejne wznowienia i złożyła do sądu wniosek o odebranie praw spadkowych (w tym autorskich praw majątkowych) synowi agentki, jako powód podając, że była ona niegodna dziedziczenia, gdyż działała na szkodę męża. Do czasu zakończenia sporu dzieła Jasienicy miały być niewydawane. 28 grudnia 2006 sąd przyznał wyłączność praw autorskich córce pisarza; pasierb Jasienicy miał otrzymać księgozbiór ojczyma.


[link widoczny dla zalogowanych]

.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
UBECKIE DONOSY Z SYPIALNI
PostWysłany: 04 Mar 2010 6:35
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





UBECKIE DONOSY Z SYPIALNI



Mężczyzna w średnim wieku, zaciśnięte usta, niespokojne spojrzenie, przez całą rozprawę ucieka wzrokiem od patrzącej nań powódki. – Ja już swoje powiedziałem wcześniej – odpowiada mrukliwie na pytanie sądu, aż trzeba go zdyscyplinować.

– To znaczy – niechętnie wyjaśnia – zrzekam się praw wydawniczych do książek Pawła Jasienicy, które należą mi się w spadku po matce. Nadal nie patrząc na powódkę szybko opuszcza gmach warszawskiego sądu.

Nazywa się Marek Obretenny, jest synem Zofii Neny O`Bretenny-Beynar, drugiej żony Pawła Jasienicy. Jego sądowy spór z córką pisarza wyniknął stąd, że zdaniem powódki nie żyjąca od 1997 roku Zofia O`Bretenny-Beynar, jest niegodną dziedziczenia po mężu; odkąd poznała Pawła Jasienicę, aż do jego śmierci, szpiegowała go, jako T.W. (tajny współpracownik) Ewa–Max, pisała nań raporty do UB. Konsekwencją takiego stanowiska córki pisarza jest odmowa podpisywania z Markiem Obretennym umów wydawniczych na wznowienie druku książek Pawła Jasienicy. Oto powód, dlaczego tej twórczości od lat nie można spotkać w księgarniach.

Proces ciągnął się prawie cztery lata. Gdy wydawało się, że córka Jasienicy już nie ma szans na wygraną (jej roszczenia z prawnego punktu widzenia uległy przedawnieniu) Marek Obretenny wycofał się walkowerem.


BAL POWIESZONYCH

– Wystąpiłam o teczkę ojca z IPN – mówi Ewa Beynar-Czeczott – bo chciałam wiedzieć, co naprawdę kryło się za słowami Gomułki, że w latach 50. Jasienica został wypuszczony z aresztu „z powodów, które są mu znane”. Przywódca PZPR wykrzyczał to publicznie w 1968 roku na zjeździe aktywistów partyjnych, wyraźnie sugerując, że mój ojciec doniósł na swoich towarzyszy broni od Łupaszki Córkę Pawła Jasienicy poraziła skala donosicielstwa – w IPN przyniesiono jej na biurko kilkanaście tomów. Z ich lektury wynikało, że tajniacy otaczali pisarza wszędzie - w kościele, w kawiarni, w jego własnym mieszkaniu. Nawet na cmentarzu. Tak było przez całe jego życie w PRL, z wyciszeniem w roku 1956. Osiem lat później inwigilacja z siłą lawiny osaczyła pisarza w związku ze sprawą listu 34.

To Antoni Słonimski przyniósł pewnego marcowego przedpołudnia 1964 roku do kawiarenki PIW na Foksal, (mała kanciapa, ale słynna; przesiadywały w nich same opozycyjne już wówczas nazwiska: Paweł Hertz, Jan Kott, Leszek Kołakowski), kartkę z tekstem: "Ograniczenie przydziału papieru na druk książek i czasopism, oraz zaostrzenie cenzury, stwarza sytuację zagrażającą rozwojowi kultury narodowej. Niżej podpisani, uznając istnienie opinii publicznej, prawa do krytyki, swobodnej dyskusji i rzetelnej informacji za konieczny element postępu, powodowani troską obywatelską, domagają się zmiany polityki kulturalnej w duchu praw zagwarantowanych przez Konstytucję i zgodnych z dobrem narodu”. Dziś nie pobrzmiewa w tym nic bulwersującego. Ale w tamtych latach…

Słonimski powiedział stałym bywalcom kawiarni, że Andrzejewski, zaprosił kilkunastu twórców, aby wspólnie zastanowić się, w jakiej formie zaprotestują przeciwko temu wszystkiemu, co władza wyprawia z kulturą. Przyszli m. in. Maria Dąbrowska, Paweł Jasienica, Zygmunt Mycielski, Jerzy Zawieyski. Słonimski sam napisał projekt oświadczenia.

– Popadłeś pod zły wpływ Jana Józefa Lipskiego. Ale niech będzie – ocenił Hertz w PIW-owskiej kawiarni. I obiecał, że pomoże w zbieraniu podpisów.

Wkrótce mieli autografy: Jasienicy, Wańkowicza, Stanisława Cata-Mackiewicza, Turowicza. Uzbierało się 34 znanych sygnatariuszy. Antoni Słonimski tak mówił ,w wywiadzie, nagranym przez Witolda Mieczysławskiego: „Nigdy nam nie przyszło do głowy, że to zostanie zużyte jako pewnego rodzaju prowokacja i uderzenie w środowisko. Poszedłem do kancelarii premiera i w sekretariacie złożyłem za pokwitowaniem List 34. Gomułka wpadł w pasję. – Wszystkim – powiedział – dać paszporty zagraniczne i wyrzucić z Polski” Po kilku dniach milczenia, władza zareagowała rewizją i zatrzymaniem na 48 godzin Jana Józefa Lipskiego.

Sprawę nagłośniło Radio Wolna Europa. Wtedy włączyli się studenci UW, demonstrując poparcie dla sygnatariuszy listu na wiecu. W Timesie ukazało się oświadczenie z wyrazami solidarności pisarzy (Susan Sontag, William Styron, Robert P. Warren, Elia Kazan, Norman Mailer, Arthur Miller, Alberto Moravia, i inni) Polski premier odpowiedział restrykcjami. Tygodnikowi Powszechnemu, którego kierownictwo w całości podpisało się pod listem, zmniejszono przydział papieru. W Wydziale Prasy KC powstała lista z nazwiskami pisarzy - m. in. Andrzejewski, Jasienica - których nie wolno zapraszać na wieczory autorskie, a także do radia i telewizji.

Dziesięciu polskich uczonych (m.in. Julian Krzyżanowski, Jan Szczepański, Kazimierz Wyka) wysyłało protest do londyńskiego Timesa przeciw „wykorzystywaniu przez antypeerelowską propagandę Listu 34, dotyczącego pewnych spraw kulturalnych w naszym kraju, który w ostatnich 20 latach przeszedł gruntowną rewolucję kulturalną”.

Podstawowa organizacja partyjna warszawskiego oddziału ZLP przygotowała za podszeptem KC tzw. kontrlistę. Każdy pisarz - członek partii, ma obowiązek zwerbowania pięciu towarzyszy. Po miesiącu na kontrliście jest już 600 nazwisk, które w odcinkach drukuje Życie Warszawy. KC ocenia akcję na piątkę – wśród zdobytych podpisów są znaczące: Kazimiera Iłłakowiczówna, Jarosław Marek Rymkiewicz, Julian Przyboś, Tadeusz Różewicz, Wisława Szymborska. (Z poetką jest pewien kłopot: napisała bowiem do redakcji protest, że ze zdumieniem zobaczyła swoje nazwisko pod tekstem oświadczenia, którego nie sygnowała. Znała inną wersję. List trafia do kosza).

Do siedziby władz ZLP osobiście udaje się, po raz pierwszy w życiu, Władysław Gomułka. Prezes Jarosław Iwaszkiewicz czapkuje I sekretarzowi od progu, od razu dystansując się od kolegów - sygnatariuszy listu 34. Ocenia ich wyskok jako wysoce nierozsądny i niepolityczny. Ale Gomułce to nie wystarcza. Przyjechał, aby oskarżać.

–My dysponujemy dowodami – grzmi – że inspiratorem i organizatorem całej akcji był pan Słonimski. Wiemy dobrze, że pan Słonimski uzgadniał treść listu z Janem Józefem Lipskim. Nie muszę chyba mówić, kim jest ten osobnik. Jak wykazała ekspertyza, skierowaną do paryskiej Kultury kopię listu 34 odbito na tej samej maszynie, co pozostałe egzemplarze znalezione u Lipskiego. Nazajutrz zaczyna się wzywanie pisarzy na czerwony dywanik do KC PZPR. Przesłuchują Cyrankiewicz i Kliszko. – Sygnatariusz listu 34 słyszą polecenie: – Oddajcie, towarzyszu, partyjną legitymację. Jesteście zawieszeni w prawach członka.

Tak potraktowani Marian Brandys, Julian Stryjkowski i Wiktor Woroszylski urządzają sobie na pocieszenie – akurat zaczął się karnawał - huczny Bal Powieszonych.
PIĘKNA KOBIETA NA PRZYNĘTĘ

Ale wkrótce nie jest im do śmiechu. Bo oto został aresztowany 72-letni Melchior Wańkowicz. Podstawą aktu oskarżenia, jak wyjaśnia Jasienica w liście do córki mieszkającej wówczas w Bieszczadach, jest fotokopia brudnopisu przemówienia w sprawie listu 34, przygotowywanego przez pisarza na zebranie w ZLP. Maszynopis wysłał przez „okazję” do córki w Ameryce. Tekst został odczytany w Radiu Wolna Europa.

Wyrok - trzy lata więzienia, zredukowane na podstawie amnestii do połowy. Sąd po naradzie na miejscu, bez wychodzenia z sali, uchylił areszt. W środowisku literackim szerzy się rozgoryczenie i bunt przeciwko zniewoleniu.

Dwa lata później śledzący Jasienicę T.W „Konrad” nagrał mowę pożegnalną pisarza nad grobem Stanisława Cata–Mackiewicza: „Ostatnie lata, czas od chwili podpisania Listu 34 spędził w nieustającym zatargu. Żył w walce i płacił za to”.

W raporcie tajniaka znalazło się ostrzeżenie: figurant zamierza kolportować swoje przemówienie. Po śmierci Cata–Mackiewicza, z którym był związany, przejął jego kontakty z Londynem i paryską Kulturą; zamierza tam przesłać pozostałe po Mackiewiczu listy, w celu ich opublikowania. Poczta przejęła jedną taką przesyłkę – do Seweryny Orłosiowej, siostry Cata–Mackiewicza. Z doniesienia wynikało też, że doskonałym miejscem obserwowania pisarzy były domy pracy twórczej.

Jasienica mimochodem utrudniał to zadanie, bo na przykład w podwarszawskich Oborach, gdzie w dawnym pałacu mieści się taki ośrodek ZLP, nigdy się pojawił. Twierdził, że nie bywa w domu pod nieobecność gospodarza. Przed wojną była to własność hr. Potulickiego. Z każdego posiedzenia, odczytu, spotkania w kawiarni z udziałem pisarza, fabrykowano doniesienie TW, zakończone „zadaniami” i „przedsięwzięciami”, jakie wyznaczał agentowi prowadzący go oficer MSW. Śledzących Jasienicę było co najmniej trzydziestu. Zdarzali się nadgorliwcy, którzy pisali nie tylko to, co wiedzieli, ale i to, czego się domyślali.

- Około roku 1965 – opowiada Ewa Beynar-Czeczott - wśród donosicieli pojawia się kobieta o pseudonimie Ewa. Bardzo pracowita agentka. Raporty pisze nawet dwa razy dziennie. Zorientowałam się, że to Macusia, bo tak nazywaliśmy w rodzinie drugą żonę ojca - Zofię Nenę z Darowskich primo voto O` Bretenny. W jej pierwszych raportach bardzo dużo było o „zacieśnianiu się znajomości wokół obiektu zainteresowań”. Że nie chce go zrazić. Wiele razy powtarzała się uwaga: „O więcej nie pytam, ażeby nie wzbudzić podejrzeń i nie spłoszyć”.

Ewa była wytrawną, sprawdzoną TW. Wcześniej mieszkała na Wybrzeżu, prawdopodobnie rozpracowywała tam m. in. Leonida Teligę. (Jak dotąd, dostęp do jej teczki ma tylko jej syn). W Warszawie UB załatwił jej etat w dziekanacie Uniwersytetu, aby mogła rozpracowywać środowisko studenckie i naukowe. Przychodziło jej to łatwo; była miła, komunikatywna, potrafiła dużo wypić i nawet gdy się jej plątał język, wiedziała, co mówi. Pomysł osaczenia Jasienicy był iście szatański: Agentka ma chodzić na wszystkie spotkanie autorskie, siadać w pierwszym rzędzie i zwracać na siebie uwagę prelegenta nie tylko atrakcyjnym wyglądem, ale i inteligentnymi pytaniami, świadczącymi o znajomości tematu. Nad zestawem pytań pracowali historycy, pozostający na usługach MSW. Jasienica musiał się złapać na ten haczyk.

Czytaj całość na

[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
CHICHOT UBECJI
PostWysłany: 04 Mar 2010 6:36
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





CHICHOT UBECJI


Jasienica odzyskany.

Z Ewą Beynar-Czeczott, córką Pawła Jasienicy, rozmawia Andrzej Franaszek



Ciągle dowiadywał się jakichś monstrualnych rzeczy na swój temat, będąc pisarzem, miał zakaz druku... Szczególnie na początku nie potrafił sobie z tym wszystkim emocjonalnie poradzić. Potem stopniowo z tego wychodził, próbował walczyć o dobre imię, rozsyłając sprostowania do gazet, co zresztą nie przynosiło skutku, bo nikt w Polsce nie odważył się takiego oświadczenia wydrukować.

Andrzej Franaszek: – Przede wszystkim chcę pogratulować zakończonego procesu i uzyskania praw autorskich do książek Pani ojca. Rozumiem, że spowoduje to pojawienie się wreszcie ich wznowień. Bo w ostatnich latach co prawda widać było duże zainteresowanie tą postacią – były liczne artykuły omawiające odkrycia poczynione przez Panią w IPN, ukazała się Pani książka, powstaje film dokumentalny w reżyserii Piotra Morawskiego – ale jednocześnie miałem wrażenie, że doszło do odwrócenia proporcji. Paweł Jasienica stał się znany w pierwszym rzędzie nie jako pisarz, ale jako...

Ewa Beynar-Czeczott: – ...mąż swojej drugiej żony Zofii Neny O'Bretenny, która przez ostatnie lata jego życia donosiła nań Służbie Bezpieczeństwa. Oczywiście chciałam, by tak się nie stało, by nie robić z tego sensacji, ale jest to temat bardzo medialny i chwytliwy.
Dla mnie są to kwestie niezwykle bolesne. Nie lubię o nich mówić. Obawiam się, że dla większości ludzi, którzy się nimi pasjonują, najmniej istotna jest niestety twórczość mego ojca. Aczkolwiek z drugiej strony jestem też wzruszona, że cały czas są czytelnicy, którzy domagają się wznawiania książek Jasienicy oraz zainteresowane tym wydawnictwa. Na przeszkodzie stała jedynie sprawa praw autorskich. Dziś sprawa wreszcie się skończyła, pan Marek O'Bretenny, syn Neny, zachowuje m.in. księgozbiór mojego ojca, ale prawa autorskie pozostają przy mnie.

Przez lata miałam wrażenie, że cała ta historia to pośmiertny triumf Gomułki, chichot ubecji, spóźniona realizacja założonego wtedy celu, by Pawła Jasienicę jako pisarza zniszczyć, usunąć ze świadomości społeczeństwa. Ustrój się zmienił, ale „zapis" – praktycznie rzecz biorąc – pozostał. Pewnie zapyta pan, czy nie chciałam wcześniej zawrzeć jakiegoś kompromisu z panem O'Bretennym. Otóż nie. Jestem pewna, że takie postępowanie nie byłoby zgodne z intencją mojego ojca, że on by się na to nie zgodził.

– Szczerze mówiąc, nie chciałem o to pytać, bo wydaje mi się, że rozumiem Pani stanowisko i wyraźnie przez Panią podkreślany moralny aspekt sprawy. Muszę natomiast zapytać o inną rzecz. Czy Paweł Jasienica, żyjąc pod jednym dachem z donosicielem, mógł o tym nie wiedzieć?

– Myślę, że niczego się nie domyślał. Ojciec tak brzydził się donosicielstwem, że gdyby znał prawdę, to by Nenę natychmiast wyrzucił z domu. Ona była dość inteligentna, np. mówiła otwarcie, że ma znajomości właściwie wszędzie, także w „tej firmie". Owszem, wiele osób domyślało się, że może mieć luźne związki z SB, ale moim zdaniem nikt nie wiedział, że jest po prostu płatnym i bardzo gorliwym informatorem. Ja sama uważałam ją za osobę niezbyt wiarygodną, ale do głowy mi nie przychodziło, jaka jest jej rzeczywista funkcja. Był tu też oczywiście pewien delikatny aspekt. Jeśli np. Władysław Bartoszewski przypomina sobie swoją rozmowę na ten temat z Janem Rzepeckim, to jasne jest, że było im łatwiej snuć jakieś domysły między sobą, niż podzielić się nimi z moim ojcem.

W tamtych czasach w ogóle panował klimat podejrzeń, stałych, ale zawsze niejasnych. Wszyscy wszystkich podejrzewali, krążył dowcip, że jeśli jest gdzieś sześć osób, to na pewno jedna z nich donosi – tak się to oceniało statystycznie. Jedni się tym przejmowali mniej, drudzy bardziej, ale nikt chyba nie traktował tego do końca poważnie. Nie do końca wierzyliśmy w podsłuchy telefoniczne, pluskwy, np. bodaj Melchior Wańkowicz kładł na telefon poduszkę i był przekonany, że to załatwia sprawę... Choć czasem w domu istotne informacje pisało się na kartce, a poważne rozmowy raczej odbywano w parkach, gdzie co najwyżej można było zostać sfotografowanym. W sumie podejrzewało się wszystkich i nikogo, i nie mieliśmy pojęcia, jak rzeczywiście olbrzymia jest skala inwigilacji.

– Z początku byłam wstrząśnięta ilością ludzkiej słabości, a czasem podłości. Później naturalnie oswoiłam się z tą wiedzą, ale jestem zdecydowaną zwolenniczką ograniczania dostępu do akt, uważam, że nie ma sensu wywlekanie tego morza ludzkich grzechów, upadków... Za dużo krzywdy może z tego wyniknąć, choć powinny być prześwietlane osoby, które chcą sprawować jakieś ważne funkcje. Istnieją tu zresztą różne absurdy, bo ja nie mam szans zobaczenia teczki kobiety, która będąc żoną mojego ojca, donosiła na niego, a właściwie każdy dziennikarz może uzyskać do niej dostęp.

Całość czytaj na
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]

.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 04 Mar 2010 6:42
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





TECZKA PAWŁA JASIENICY

Jerzy Morawski

PISARZ POD NADZOREM



Po zajrzeniu do teczek, jakie komunistyczna bezpieka zgromadziła na jej ojca, Ewa Beynar-Czeczott, córka Pawła Jasienicy, zaczęła porządkować rodzinny album. Zdjęć pisarza nie zachowało się wiele. Nie ma fotografii z pobytu w brygadzie "Łupaszki". Oto pisarz podpisujący książkę czytelnikowi, pisarz na spotkaniu autorskim. A to już fotografia z pogrzebu Pawła Jasienicy.

Przy grobie wśród rodziny stoi ostatnia żona pisarza: w żałobnej, zasłaniającej oczy woalce. Postać z zakrytą twarzą. Teraz, po lekturze teczek, Ewa Beynar-Czeczott wie, kim naprawdę była Zofia Nena O'Breteny. Przez ponad cztery lata, dzień po dniu pisała doniesienia do Służby Bezpieczeństwa na Jasienicę, początkowo swego znajomego, a później męża. Ewa Beynar-Czeczott nie jest pewna, czy wdowa płakała na pogrzebie. - Chyba tak - mówi po zastanowieniu.

Ostatnie doniesienie Nena O'Breteny napisała z pogrzebu swego męża. Jest to długa lista osób, przeważnie znanych literatów, żegnających na cmentarzu Pawła Jasienicę. O pisarzu nie ma tam już ani słowa.


"EWA" ALBO "MAX"

Pierwsze donosy z maja 1966 roku nie pozostawiają wątpliwości - agentkę podesłała SB. Bo Nena O'Breteny nie była przypadkową donosicielką. Pisze: "W ciągu ostatnich dni widziałam się parokrotnie z Pawłem Jasienicą. Rozmowy miały charakter dość osobistych zwierzeń, w których opowiadał mi o własnych przeżyciach z okresu okupacji i z czasów partyzanckich walk w wileńskim oddziale AK 'Łupaszki'. Następnie dość szczegółowo opisywał mi swój pobyt na Mokotowie, badania przez Różańskiego itp. historie".

Później w punktach wymienia, że partnerami rozmów pisarza i uczestnikami wspólnych akcji politycznych są Paweł Hertz i Jan Józef Lipski, że Jasienica dąży do zyskania dużej popularności w kręgu inteligencji. Przytacza słowa pisarza: "Wtedy, jeżeli mu coś będą władze zarzucać, opinia go obroni".

"Ewa" - taki miała pseudonim Zofia Nena O'Breteny jako tajny współpracownik SB - w swym pierwszym doniesieniu nie ogranicza się do relacji o Jasienicy. Pisze na przykład, że w redakcji "Szpilek" o dwudziestej drugiej występuje kabaret "Owca". "Jest to sensacja Warszawy. Teksty ostre politycznie, ale interpretacja wręcz zaskakująca". Na marginesie doniesienia odręczny dopisek kogoś z nadzorców z SB: "Koniecznie więcej informacji na ten temat".

Przyjmujący od "Ewy" doniesienie starszy oficer operacyjny Wydziału III MSW wyznaczył jej nowe zadania. Miała rozpoznać plany działań pisarza "na terenie warszawskiego oddziału Związku Literatów Polskich i co do kontaktów z osobami z kręgów opozycyjnych". W notatce pod donosem oficer SB informuje swoich zwierzchników, że spotkał się z "Ewą" na jej prośbę u niej w mieszkaniu. Wręczył agentce kwiaty z okazji imienin. "T.w. (tajny współpracownik - J.M.) bardzo za nie dziękowała. (...) Chce ona doprowadzić do tego, aby poprzez Jasienicę wejść głębiej w krąg... (tu następują zaczernione przez pracowników IPN nazwiska osób - J.M.), a nawet ściągnąć ich do siebie do domu".

Nena O'Breteny była cenną agentką, jedną z najważniejszych dla SB. Jej znaczenie potwierdzili zwierzchnicy z MSW w kilku relacjach opublikowanych w latach dziewięćdziesiątych. Nikt nie ujawniał, oprócz pseudonimów "Ewa" i "Max", jakimi się posługiwała, jej bliższych danych.


KRYTYCY NA SŁUŻBIE RESORTU

Pod koniec lat czterdziestych w teczkach kompletowanych przez bezpiekę na Pawła Jasienicę zaroiło się od krytyczno-literackich donosów na temat jego publikacji. Chyba żaden artykuł nie został niezauważony. Na przykład: "W numerze z 21 sierpnia 1949 roku w 'Dziś i jutro' znajduje się znakomity artykuł polityczny Pawła Jasienicy o roli politycznej Węgier w czasie wojny". "W 'Tygodniku Powszechnym' zamieścił tekst 'Dziesięciolecie'. Artykuł jest znakomity".

Donosy są pełne uznania i zachwytu nad publikacjami Jasienicy. Ich autorzy, zapewne ze środowisk literackich i dziennikarskich, piszą, że podzielają poglądy autora. Relacje utrzymane w tonie przychylnych recenzji zapewne dla nich samych były rozgrzeszeniem ze współpracy z bezpieką.

W czasach stalinowskich donosy doceniające poziom intelektualny przeciwnika, a takim był Jasienica, w nieodległej przeszłości oficer AK, związany z oddziałem "Łupaszki", określanym po wojnie jako bandyckie podziemie, tylko wzmagały czujność i mobilizację Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Luna Bristigerowa, stojąca na czele jednego z departamentów MBP, robiła wszystko, by "zneutralizować wrogów ludu w nadbudowie", jak to się po marksistowsku określało.

Niektóre "recenzje" miały cechy typowego donosu. Na przykład dotycząca artykułu "Demony czy kucharze" wydrukowanego w "Słowie Powszechnym". Jej autor zastanawia się, czy Jasienica jest masonem. Zaznacza na wstępie, że Lech Beynar (Jasienica to nazwisko, jakie pisarz przybrał po okupacji) pracował przed wojną w "Słowie Wileńskim", "którego redaktorem był Stanisław Cat-Mackiewicz, mason". Recenzent donosił dalej: "Poglądy Jasienicy pozostają w całkowitej zgodności z linią taktyczną i wytycznymi masonerii. Jasienica starał się ośmieszyć doszukiwanie się wpływów masonerii na przestrzeni historii". "Reasumując - kończy - w oparciu o wyżej scharakteryzowane dane należy stwierdzić, iż Paweł Jasienica jest bardzo podejrzany o przynależność do masonerii".


STARE, NOWE DONOSY

W 1954 roku ponownie zaroiło się od donosów w teczkach Jasienicy. Trudno dziś dociec, dlaczego. Bezpieka słabła, stalinizm murszał. Jakaś sekcja II Wydziału A MBP odnotowała: "Nie stwierdzono, by Jasienica się źle prowadził pod względem moralnym. Nie ustalono jego oblicza politycznego. Kontaktu jego z klerem i działaczami katolickimi nie ustalono". Nie było to jednak rutynowe czuwanie.

Naczelnik Wydziału III Departamentu XI MBP zlecał jednocześnie szefowi bezpieki w Ostrołęce przeprowadzenie wywiadu i zebranie charakterystyki Władysławy Beynar, zamieszkałej we wsi Jasienica, żony pisarza, "rozpracowywanego figuranta". Naczelnik z centrali precyzował, o co chodzi: "jakie ma oblicze moralno-polityczne, czy utrzymuje bliższe stosunki ze sferami katolickimi?".

Nieznana jest odpowiedź z Ostrołęki. W tym czasie żona pisarza nie mieszkała już w Jasienicy (przebywała tam tuż po wojnie) i nie posiadała we wsi willi, wbrew temu, co pisano w kolejnym donosie. Świadczy to jednak o tym, że bezpieka rozpaczliwie szukała nowego "haka na figuranta".

Kilka lat później, po październikowej odnowie, już odmieniona pod szyldem SB bezpieka znowu zabrała się za Pawła Jasienicę. W lutym 1957 roku założono mu - w żargonie MSW - sprawę ewidencyjno-obserwacyjną. "Wybitnie wrogo występuje na dyskusjach w Klubie Krzywego Koła. Dlatego wnoszę o założenie sprawy ewidencyjno-obserwacyjnej na Beynara Lecha Leona jako na byłego bandytę z NSZ, adiutanta Łupaszki, kpt. AK Wileńskiego Okręgu i o zarejestrowanie w departamencie X wydziale X MSW". Dopisek na marginesie: "materiały archiwalne włączam do sprawy", oznaczał, że zebrane przez kilkanaście lat donosy na pisarza rozpoczęły nowy etap życia.

Doniesienia agenturalne z Klubu Krzywego Koła, będącego miejscem spotkań niepokornej warszawskiej inteligencji, płynęły szerokim nurtem. Pisało je kilku autorów niezależnie od siebie. "Prelegentem był Melchior Wańkowicz. Mówił o polskiej emigracji, obecnych było 150 osób". Po ogólnikach konfidenci przechodzili do konkretów: "Najbardziej 'bojowe' w sensie negatywnym spośród wymienionych były przemówienia Jasienicy". "Negatywne wystąpienie miał Jasienica". "Na uwagę zasługuje Jasienica - literat. Występuje z pozycji 'osoby niezadowolonej' ".

Po takich relacjach szefowie SB postanowili "wziąć pod obcas" pisarza, który został prezesem Klubu Krzywego Koła. Zanotowali: "Starać się zebrać bliższe dane odnośnie Jasienicy, sprawdzić, czy agentura pozostająca na kontakcie wydziału posiada możliwości pogłębienia informacji odnośnie negatywnego nastawienia ww., mając na uwadze ewentualne założenie sprawy".

Choć do rozprawy sądowej nie doszło, SB pilnie zbierała donosy na Jasienicę, planowała następne posunięcia. W zbiorach przekazanych przez IPN nie ma dokumentów świadczących o tym, że śledzenie Jasienicy zostało zakończone. Kompletowano dalej materiały, puchły teczki. Czekały na okazję.


GBUR BATORY TO CHRUSZCZOW

Czasem nie było o czym pisać. "Dyskusja w Klubie Księgarza nad książką 'Polska Jagiellonów' nie zawierała elementów, które zainteresowałyby Służbę Bezpieczeństwa" - informował jeden z donosicieli. Inny pisał: "Na odczycie Jasienicy spotkałem dużo koleżanek z pracy". Albo: "Jasienica na zebraniu oddziału warszawskiego ZLP siedział do końca i nie zabierał głosu".

Konfident podbijał bębenka, gdy relacjonował na przykład wieczór autorski w Klubie Lekarza (18 stycznia 1964 roku) w ten sposób: "Twórczość Jasienicy jest wielce dwuznaczna z wykorzystaniem formy ubranej w historię Narodu Polskiego, ale w kontekście wzbudzającym u czytelnika skojarzenia i aluzje nie wypowiedziane dziś do końca, nawiązujące do wielu spraw obecnej rzeczywistości. Gdy Jasienica mówił o Batorym, że był gburem, to ludzie na sali się śmieli, że chodzi o Chruszczowa".

Wokół pisarza stale krążyli konfidenci, dotrzymywali mu kroku na licznych odczytach i spotkaniach autorskich.

Z perspektywy lat rzeczywistość wyłaniająca się z ubeckich teczek wydaje się groteskowa i niemająca istotnego znaczenia. Tym bardziej że pisarz, podobnie jak inne osoby publicznie krytykujące ówczesne władze PRL, miał świadomość, że jego słowa odbiją się echem, a każde jego ostrzejsze sformułowanie wyłapują czujne uszy. Nie prowadził jednak gry politycznej, wbrew temu, co "ustalali" funkcjonariusze na Rakowieckiej. Robił to z potrzeby, jak pisał, sumienia.

29 lutego 1968 roku odbyło się słynne zebranie Związku Literatów, na którym pisarze zaprotestowali przeciw zdjęciu "Dziadów" ze sceny Teatru Narodowego i polityce kulturalnej partii. Tego dnia Jasienica poranek spędził na cmentarzu Powązkowskim. Rozmyślał. Jak napisał w pamiętniku, nie miał złudzeń co do pomyślnego skutku protestów literatów. Ale perspektywa braku rezultatu nie zwalniała go od obowiązku. Postanowił, z nikim tego nie uzgadniając, że wieczorem na spotkaniu ZLP powie o antysemityzmie rozpętanym przez władze PRL. Tak nakazywała mu przyzwoitość.


KRYJÓWKA W MIESZKANIU AGENTKI

19 marca 1968 roku Władysław Gomułka, pierwszy sekretarz KC PZPR, w przemówieniu w Sali Kongresowej, transmitowanym przez telewizję, oskarżył literatów o wrogi spisek. Najostrzej zaatakował Stefana Kisielewskiego za nazwanie władzy ludowej "dyktaturą ciemniaków". O Jasienicy powiedział, że pisarz dobrze wie, dlaczego uniknął po wojnie więzienia. Gomułka zasugerował, że Jasienica zdradził kolegów z AK, wydał "Łupaszkę" i w śledztwie podpisał zobowiązanie do współpracy z bezpieką. Były to ciężkie, bolesne dla pisarza oskarżenia.

W teczkach przekazanych córce pisarza przez IPN znajduje się dokument z KC PZPR domagający się akt Jasienicy. Wszystkie donosy, materiały ze śledztw UB itd. trafiły na biurko Gomułki. To na podstawie agenturalnych doniesień i wynurzeń funkcjonariuszy bezpieki towarzysz Wiesław komponował akt oskarżenia przeciw niepokornemu pisarzowi, który odczytał w Sali Kongresowej wobec ryczącego z nienawiści aktywu partyjnego.

Kisiel został na ulicy pobity przez "nieznanych sprawców". Jasienica mieszkał samotnie i z obawy o własne bezpieczeństwo przeniósł się do swojej przyjaciółki Neny O'Breteny. Zapewne myślał, że się dobrze ukrył. Tymczasem przyjaciółka, konfidentka "Ewa", przygotowywała na niego raporty.

Funkcjonariusz SB, który prowadził "Ewę", wspominał, że donosy pisała w toalecie. Jako jej dobry znajomy pukał do drzwi mieszkania, w którym ukrywał się Jasienica. Pożyczał książki. Wraz z nimi zabierał doniesienia agenturalne. Jechał prosto do KC, gdzie "czekali na informację". "Wtedy czułem, że mam władzę, że kieruję sprawami najwyższej wagi państwowej" - wspomina funkcjonariusz.

Nietrudno zgadnąć, że doniesienia na Jasienicę trafiały prosto na biurko Gomułki. "Ewa" relacjonowała, że Jasienica oglądał przemówienie Gomułki w telewizji. Potem "napisał coś w rodzaju testamentu moralnego". Tekst umieścił w zalakowanej kopercie i poprosił "Ewę", aby kopertę dostarczyła do kardynała Wyszyńskiego, gdyby nagle zmarł. Donosiła też, że pisarz "jest w fatalnym stanie psychicznym".
- Stan był wprawdzie daleki od euforii i zachwytu, ale nie tak zły, jak donosiła Nena - mówi Ewa Beynar-Czeczott.

Wkrótce telewizja przedstawiła reportaże o bandyckich wyczynach "Łupaszki" i Jasienicy, a prasa zaroiła się od publikacji demaskujących pisarza.


OBRZYDZENIE DO DONOSÓW

Ewa Beynar-Czeczott wystąpiła o wgląd do teczek skompletowanych na jej ojca głównie dlatego, że chciała poszukać śladów uwięzienia pisarza w lipcu 1948 roku. Są więc zapisy przesłuchań Jasienicy w śledztwie. Nie pada w nich nazwisko księdza Falkowskiego, u którego w domu w Jasienicy Lech Beynar ukrywał się w 1946 roku. "Łupaszkę" aresztowano w czerwcu 1948 roku, Jasienicę uwięziono później. Insynuacje Gomułki, że pisarz wydał bezpiece kolegów z AK, były kłamliwe.

W dokumentach z okresu uwięzienia obok donosów czy relacji współwięźniów jest list do ministra bezpieczeństwa publicznego z prośbą o uwolnienie Lecha Beynara, współpracownika "Tygodnika Powszechnego". List podpisali: Jerzy Turowicz, Zofia Starowieyska-Morstinowa, Antoni Gołubiew i Stanisław Stomma. Pod koniec września tego samego roku Jasienicę zwolniono z aresztu. Nastąpiło to w wyniku zabiegów Bolesława Piaseckiego.

W materiałach z okresu uwięzienia nie ma pisemnego oświadczenia pisarza o współpracy czy choćby podpisanego zobowiązania, że zachowa w tajemnicy prawdę o śledztwie, co jako rutynowy dokument podsuwano wychodzącym na wolność.

Ewa Beynar-Czeczott zaznacza, że jej ojciec brzydził się donosami. Miał jednak pewność, że jest śledzony.
- Zapewne poraziłaby go, tak jak mnie, liczba donosów. Osaczali go. Dobrze, że o tym nie wiedział - mówi Ewa Beynar-Czeczott. - Taka masówka, taki tłum donosicieli. Niektórzy zapewne już nie żyją, a innych mijamy na ulicach. Dlaczego tyle osób dało się w to wciągnąć?

Córka pisarza wystąpiła już o odtajnienie pseudonimów agentów, których podpisy pod donosami na razie pracownicy IPN zaczernili. Postawili przy nich numerki: 10, 17, 123.


ŻONA NA POLECENIE SB

Do Ewy Beynar-Czeczott dotarły w latach dziewięćdziesiątych wydawnictwa i publikacje na temat agentki "Ewy". Jej działalnością chwalili się byli funkcjonariusze MSW, sugerowali, że donosiła na Pawła Jasienicę. Jak bywa w przypadku tego typu "świadków historii", nie wiadomo do końca, co jest prawdą, a co kłamstwem. Z napisanych przez "Ewę" setek donosów, zgromadzonych w teczkach pisarza, można odtworzyć działalność warszawskich literatów i środowiska opozycyjnego w latach sześćdziesiątych. Z wieloma osobami Nena O'Breteny była zaprzyjaźniona, m.in. z Melchiorem Wańkowiczem, Martą Miklaszewską i Janem Olszewskim.

Otrzymywała od SB zadania: "W toku pobytu w kawiarni PIW dążyć do wysondowania stanowiska znanych osób wobec 'Miesięcznika Literackiego' ". Donosiła też, że Jasienica opowiedział jej o spotkaniu z osobą (nazwisko zamazane przez pracowników IPN - J.M.), która ma gotową nową operę. Oczywiście chodziło o Janusza Szpotańskiego, który za operę "Cisi i gęgacze" siedział w więzieniu. Sygnał agentki, że powstała nowa opera, zapewne spowodował kolejną rewizję w mieszkaniu autora i jego zatrzymanie.

Nena miała czterdzieści lat, gdy poznała 57-letniego Pawła Jasienicę. Kim była? Brała udział w powstaniu warszawskim, jako żołnierz AK trafiła do oflagu. Po wyzwoleniu wyszła za mąż za Irlandczyka. Ten związek nie trwał długo.

- Nie była ładną kobietą, ale zadbaną, zgrabną. Taką w dobrym gatunku - mówi Ewa Beynar-Czeczott. - Twierdziła, że studiowała dziennikarstwo.

Pracowała w dziekanacie jednej z warszawskich uczelni. Nie wiadomo, jak ją zwerbowano. Donosiła na studentów i profesorów. SB zatrudniła ją jako kelnerkę w Grand Hotelu, aby miała łatwy dostęp do zagranicznych gości. Postanowiono zarzucić sieci na Jasienicę. Przygotowywano "Ewie" pytania i wysyłano na spotkania autorskie pisarza. Siadała w pierwszym rzędzie i zadawała pytania. Bywała na wszystkich spotkaniach, pisarz ją poznawał. Kiedyś zaprosił na kawę. Stała się jego towarzyszką. Przez ostatnie osiem miesięcy życia - żoną. Za zgodą SB.


NIE JESTEM PANEM WŁASNEJ SZUFLADY

Dlaczego "Ewa" donosiła? Funkcjonariusze SB twierdzą, że dla pieniędzy. Jej wynagrodzenie za donosy było wyższe niż pensja kapitana SB. Córka pisarza przeczy temu, bo nie było widać po Nenie, że ma wielkie pieniądze.

Po śmierci Jasienicy w 1970 roku "Ewa", już jako "Max", dalej była agentką. Śledziła innych. Zajmowała się też spuścizną po pisarzu, prowadziła rozmowy z wydawnictwami. Robiła to bardzo dobrze. Radziła sobie również z cenzurą, bo książki Jasienicy zawsze wywoływały ingerencje. Może w tym przypadku korzystała ze swoich kontaktów z bezpieką.

Nena O'Breteny w latach dziewięćdziesiątych dostała wylewu i była na wpół sparaliżowana. Straciła mowę. Ewa Beynar-Czeczott jeździła do niej do hospicjum. Nie miała szansy nic wyznać ani napisać.
- Moja córka odniosła kiedyś wrażenie, że babcia Nesia chce jej coś powiedzieć. Trzymała córkę za rękę, łzy jej leciały. Zmarła, nie odzyskawszy mowy - mówi Ewa Beynar-Czeczott.

Na początku 1970 roku Paweł Jasienica zaczął pisać pamiętnik. Zanotował: "Nie wiem, nikt nie może mi zaręczyć, jaki będzie los tych pokrytych pismem kartek, czemu i komu one posłużą. Mój dom wcale nie jest moją twierdzą. Nie jestem panem szuflady własnego biurka". Czyżby domyślał się, że bliska mu osoba jest zupełnie kimś innym?
biurka".

Rzeczpospolita - 26.02.2005

.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 04 Mar 2010 6:44
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





SPÓR O SPADEK PO PAWLE JASIENICY

Elżbieta Misiak


NIE JESTEM PANEM WŁASNEJ SZUFLADY




"Nie wiem, nikt mi nie może zaręczyć, jaki będzie los tych pokrytych pismem kartek, czemu i komu one posłużą" - pisał w styczniu 1970 roku Paweł Jasienica. Czuł się osaczony, wiedział, że jest śledzony. Nie domyślał się, że szpiclem jest własna żona. Nie przypuszczał też, że dziesiątki lat po jego śmierci sądy będą decydowały, kto ma prawo do spadku po nim. I to decydowały wbrew woli spadkobierców.

W marcu 1968 r., Wiesław Gomułka, ówczesny I sekretarz PZPR, publicznie insynuował, jakoby Jasienica ocalił głowę i wyszedł w 1948 roku z więzienia za cenę zdrady. Z tym piętnem pisarz żył do końca. Nie było wtedy Instytutu Pamięci Narodowej, a mury jeszcze pamiętały afisze "AK - zapluty karzeł reakcji". "Żywot przypadł mi na czasy historii skondensowanej, jak nigdy jeszcze" - skwitował swój życiorys Leon Lech Beynar, który podpisywał swoje książki jako Paweł Jasienica.

Dla komunistycznych władców był on podejrzany niejako z definicji. Jego dziadkowie pochodzili z Francji, jedna babka była sfrancuziałą Hiszpanką; on sam rodowód miał tatarski, urodził się w Symbirsku jak Lenin, wczesne dzieciństwo spędził w dalekiej Rosji, na Ukrainie przeżył rzezie różnokolorowych komandirów nazwane przez historię rewolucją październikową, lata międzywojenne i wojenne w Wilnie. Żołnierz, akowiec, "bandzior od Łupaszki" - jak go określała komunistyczna propaganda. Autor dwudziestu książek związanych przeważnie z historią Polski, spośród nich najbardziej znane to "Polska Piastów", "Polska Jagiellonów", "Ostatnia z rodu", "Rzeczpospolita Obojga Narodów".

Z Wilna wyniósł wykształcenie uniwersyteckie, przyjaźnie, Klub Włóczęgów, rodzinę. "Kiedy zostałem literatem, udało mi się niekiedy przynajmniej zachować twarz, nie zgrzeszyć układnością, to w znacznej mierze dlatego, że mój uniwersytet nauczył mnie wstydzić się pewnych uczynków" - napisał później.

Słynny Klub Włóczęgów to był styl bycia i życia, wędrówki, zgrywy i poważne dyskusje. Był w nim między innymi Czesław Miłosz, była też koleżanka Władka. To dla niej napisał dedykację na zdjęciu zrobionym obydwojgu na drzewie: "Wśród szumu gałęzi żyliśmy wysoko, muskało słońce, całował wiatr, do siebie perskie puszczaliśmy oko..." Klubowa koleżanka została ukochaną żoną Władeńką, której na innej, banalnej fotografii napisał "O, jakąż jest rozkoszą oglądać bezbożnie to wszystko, czego nie ma na tej fotografii".

Córka Ewa wspomina, że rodzice bardzo się kochali. Jej dali radość życia, wpoili styl Klubu Włóczęgów. Ona przekazała to swoim czworgu dzieciom. Niespodziewaną śmierć żony w 1965 roku Paweł Jasienica przeżywał bardzo ciężko. Ewa bała się o niego, zabierała w Bieszczady, gdzie pracowała przy budowie zapory w Solinie. Jego ciągnęło tylko na Powązki.
Inteligentne pytania

Niecały rok po śmierci żony objawiła się Nena O'Bretenny. Kobieta nie tyle urodziwa, ile elegancka i błyskotliwa. Przychodziła na spotkania autorskie Jasienicy, siadała blisko, zadawała inteligentne pytania. Bardzo starała się zainteresować pisarza swoją osobą. W teczce Jasienicy, udostępnionej córce przez IPN, pojawiają się z tego czasu doniesienia od "źródła" - "Ewy": "rozmowy (z Pawłem Jasienicą - przyp. E.M.) miały charakter dość osobistych zwierzeń, w których opowiadał mi o swych przeżyciach z okresu okupacji i z czasów partyzanckich walk w wileńskim oddziale AK Łupaszki". "Ewa" otrzymuje zadanie: "podczas rozmów z Jasienicą uzyskać w oględny sposób dane dotyczące planów jego działalności na terenie OW ZLP (Oddziału Warszawskiego Związku Literatów Polskich - przyp. E. M.). W maju 1966 roku zdaniem "Ewy" "w zachowaniu Jasienicy pojawia się tendencja do nawiązania flirtu". - O żadnym flircie ojca nic nie wiedziałam - mówi Ewa Beynar-Czeczott.

Zofię O'Bretenny, zwaną Neną, poznała w marcu 1968 roku, w czasie nagonki na ojca. Władze rozpoczęły ją po pamiętnym zebraniu warszawskich literatów. Jasienica tak to wspominał w "Pamiętniku": "Poranek 29 lutego 1968 roku, który to dzień przeszedł do historii jako data protestacyjnego zebrania literatów warszawskich, poranek ten spędziłem na Cmentarzu Powązkowskim, samotnie. Było to zaiste najbardziej właściwe miejsce do rozmyślań o tym, co miało się odbyć wieczorem. Nie łudziłem się ani przez chwilę, nie wierzyłem w doraźnie pomyślny skutek protestu. Co razem wzięte nie zwalniało od dotkliwie odczuwanego obowiązku. Z własnej inicjatywy, nie naradzając się z nikim, postanowiłem poprzednio, że wystąpię, złożę wniosek o tajne głosowanie, a w przemówieniu podniosę między innymi sprawę antysemityzmu. Nic to nie pomoże, niczemu nie zapobiegnie, lecz zgodne będzie z tą najprostszą i najbardziej słuszną filozofią życiową, która nakazuje przestrzegać przyzwoitości".

Ów wniosek o tajne głosowanie spowodował lawinę konsekwencji. Uczestnicy zebrania przegłosowali uchwałę protestującą przeciwko zdjęciu "Dziadów". W odwecie Gomułka powiedział publicznie, że Jasienica ma na sumieniu wiele przestępstw popełnionych podczas wojny w podziemiu, za co został aresztowany, a z więzienia zwolniono go z powodów, "które są mu znane". W mieszkaniu Jasienicy przy ul. Dąbrowskiego urywały się telefony z pogróżkami i wyzwiskami.

- Nawet nie potrafię ich teraz cytować - mówi Ewa Beynar-Czeczott. - Nauczyłam się odkładać słuchawkę.

Narastała atmosfera zagrożenia i strachu. - Wtedy zjawiła się u mnie w pracy jakaś pani. Myślałam - opowiada córka - że to konspiratorka, która chce pomóc ojcu. Przedstawiła mi się z najlepszej strony. Uczestniczka powstania warszawskiego, z dobrej rodziny. Do głowy mi nie przyszły żadne damsko-męskie sprawy. Ani tym bardziej podejrzenia ubeckie. Ojciec skorzystał wtedy z jej opieki i z mieszkania. Latem wyjechaliśmy z tatą w Bieszczady. Mieszkaliśmy pod namiotem nad zalewem. Żeglowaliśmy. Ojciec odżył. Nie zauważyłam, żeby wspomniał Nenę. W grudniu 1969 roku powiedział jednak, że postanowili się pobrać. Nie miałam nic przeciwko.

W donosach do ubecji napisano, że córka i siostra Jasienicy bardzo sprzeciwiały się małżeństwu. Siostra rzeczywiście była przeciw, ale Ewa nie.

- Wstyd mi teraz, że byłam tak głupia i naiwna. Nawet wtedy, gdy już wiedziałam, że miała jakieś związki z UB, myślałam, że coś tam może czasem chlapnęła. Nie starczyło mi wyobraźni, żeby ogarnąć pajęczynę, jaką oplątała ojca - wspomina dziś Ewa Beynar-Czeczott.

Na kilka miesięcy przed śmiercią Jasienica pisał w "Pamiętniku": "Mój dom wcale nie jest moją twierdzą. Nie czuję się panem własnej szuflady".
Dał się wpuścić

Paweł Jasienica zmarł 19 sierpnia 1970 roku. Ubecja zgromadziła pełną dokumentację uroczystości pogrzebowych. Na zdjęciach widać "żałobną wdową". Bardzo szybko po śmierci męża zadbała o przeprowadzenie sprawy spadkowej. Prawa autorskie dziedziczyły z Ewą po połowie.

- Twierdziła, że gdy umrze, wszystko odziedziczę. Nie sprawdziłam, jak reguluje to prawo spadkowe. Dopiero po jej śmierci radca prawny wydawnictwa Czytelnik mnie uświadomił. A honoraria były znaczące - mówi Ewa.

Wdowa została w mieszkaniu Beynarów, z meblami, biblioteką. Potem zamieniała mieszkania, a Ewa nie odzyskała nawet rodzinnych pamiątek.

Kiedy w 1992 roku w książce Michała Grockiego "Konfidenci są wśród nas" ukazała się informacja na temat TW "Ewa" i "Max" jako osoby inwigilującej środowisko literatów, Ewa Beynar-Czeczott nie zdawała sobie sprawy, jaką Zofia odegrała rolę w życiu jej ojca oraz jej samej.

- Mówiła, że chodzą okropne pogłoski, że się ją oczernia, że świat taki niewdzięczny, a ona taka biedna. Był jakiś film, na którym wystąpiła jako spłakana wdowa. Co miałam robić? Teraz każdemu głupio, że tak się dał nabrać. Mnie głupio, że brudy z życia taty muszę poruszać. Dał się wpuścić. Nasza rodzina zawsze była naiwna.

Paweł Czeczott, syn Ewy, specjalnie się nie przejmuje. - Traktowałem ją jak jakąś ciocię, którą widuję rzadko, raz na sto lat, i która mnie nic nie obchodzi. Jest mi przykro ze względu na mamę.
Mszę odprawi kard. Wojtyło

Zofia Beynar zmarła w 1997 roku. Jej syn Marek Obretenny (tak zmieniła się pisownia nazwiska) z tytułu dziedziczenia po matce stał się współwłaścicielem praw autorskich Pawła Jasienicy.

Obydwoje spadkobiercy ustalili, że Ewa po swoich rodzicach zabiera tylko pamiątki, on w zamian zrzeka się praw spadkowych. Następnego dnia wycofał się z ustaleń. W efekcie Ewa nie odebrała pamiątek, każdą umowę wydawniczą musiałaby zaś podpisać wspólnie z Markiem Obretennym. A ponieważ tego nie robi, dlatego nie wznawia się książek Jasienicy.

W 2002 roku Ewa Beynar-Czeczott dostała możliwość wglądu do teczek dotyczących ojca. Zwróciła się o nie powodowana chęcią oczyszczenia jego dobrego imienia, zszarganego przez Gomułkę. Na podstawie zawartych tam informacji potwierdziło się, że Jasienica wyszedł z więzienia po interwencji szefa PAX Bolesława Piaseckiego, nie podpisując żadnych zobowiązań ani też nikogo nie obciążając zeznaniami.

Doniesienia zawarte w teczce z lat 1966 - 1970 skłoniły Ewę Beynar-Czeczott do złożenia wniosku o odtajnienie, kto krył się za pseudonimami Ewa i Max. Była to Zofia Nena O'Bretenny-Beynar.

Lektura notatek zgromadzonych w teczkach nie pozwala spokojnie zasypiać. Nie dlatego, że tak bulwersujące są tematy donosów. Wprost przeciwnie, są one przeraźliwie banalne. Dziś możemy się tylko zadumać, jak system, dla którego plany literackie pisarza zajmującego się historią były przedmiotem agenturalnych donosów, mógł trwać tak długo.

W teczkach zawarty jest obraz małości i podłości ludzkiej. I z tym trudno sobie poradzić. Donoszą wszyscy na wszystkich. Donosi "Ewa", donoszą na nią. Pewnie ci, którzy nie wiedzieli, że donoszą na donosiciela. Donosi "Lubicz". W notatce tajnej specjalnego znaczenia ktoś donosi, że w kwietniu 1970 roku Adam Michnik powiedział Staszewskim, że obecna żona Jasienicy jest na pewno agentką Służby Bezpieczeństwa od 25 lat. Nie wiadomo, co bezpieka zrobiła z informacją, że ich agentka jest rozszyfrowana. Wiadomość o tej agenturze nie rozeszła się wtedy w środowisku, nie dotarła do Jasienicy ani do jego córki. Dlaczego?

W tydzień po śmierci pisarza wdowa spotykała się z oficerem prowadzącym, z którym ustalała, jak przeciwdziałać wydostaniu się maszynopisów Jasienicy na Zachód, donosiła, kto pomagał przy organizacji uroczystości pogrzebowych, opowiadała, że matka pisarza jest umierająca (co akurat nie było prawdą) oraz że nabożeństwo żałobne w Katedrze na Wawelu będzie odprawiał kard. Wojtyło (tak w oryginale).
Niegodna dziedziczenia

Ewa Beynar-Czeczott długo szukała adwokata, który wniósłby w jej imieniu sprawę o pozbawienie Marka Obretennego prawa do spadku po jej ojcu. Z góry uznawano sprawę za niemożliwą do wygrania z powodu upływu określonych przez prawo terminów. "Czy w świetle ustawy o IPN, czy też innych dokumentów, czy precedensów, widzi Pan możliwość zmiany tego układu - pisała do prof. Leona Kieresa, szefa IPN. - Nie chodzi mi o wynikające z niego konsekwencje finansowe. Sytuacja w sensie moralnym jest niemożliwa do zaakceptowania".

Pozew "o uznanie Zofii Beynar, żony Lecha Beynara, za niegodną dziedziczenia po swoim mężu" wniósł do sądu mecenas Maciej Bednarkiewicz. Jeśli sąd przychyliłby się do poglądu, że współpraca z SB skierowana przeciwko mężowi i jego przyjaciołom czyni Zofię Beynar niegodną dziedziczenia, prawa do spadku po Pawle Jasienicy pozbawiony zostałby jej syn. Taki wniosek można jednak wnieść w ciągu roku od powzięcia wiadomości o niegodności dziedziczenia, ale nie później niż trzy lata od śmierci spadkodawcy (art. 929 k.c.). W uzasadnieniu pozwu mecenas Bednarkiewicz powoływał się na "szczególne okoliczności o charakterze ustrojowo-politycznym, które dla pokrzywdzonego mają charakter siły wyższej i wstrzymują bieg terminu z art. 929 k.c. Ponadto podnosił "konieczność zniwelowania stanu prawnego, naruszającego podstawowe zasady słuszności i moralnego postępowania, w którym o możliwości wydawania twórczości Pawła Jasienicy decydować ma osoba, która swoje prawa dziedziczy po agencie SB".

- Obawiałem się - mówi Bednarkiewicz - że Marek Obretenny nie będzie stawiał się na rozprawy, że udowodnienie niegodności spadku będzie musiało jego dotyczyć. Tymczasem pozwany nie tylko przyszedł na rozprawę, ale zachował się nadzwyczajnie: oświadczył, że jego matka była niegodna dziedziczenia, i on uznaje powództwo, czyli zrzeka się przypadającej mu połowy praw autorskich Pawła Jasienicy.

- Powstała zupełnie nowa sytuacja. Przed sądem dwoje ludzi zgodnie prosi o to samo. Sędziemu nie pozostaje nic innego, niż tę prośbę spełnić. Chyba że naruszałaby ona porządek prawny - mówi Bednarkiewicz. - Ale to nie był taki przypadek.

A jednak sąd rejonowy orzekł, że nie może uznać zgodnej prośby Ewy Beynar-Czeczott i Marka Obretennego. Wprawdzie powództwo w tej sprawie nie mogło być wniesione przed upływem trzech lat od śmierci spadkodawcy z przyczyn obiektywnych, ale sąd nie może odejść od ustawowego terminu, bo to "godziłoby w cel stanowienia norm prawnych i podważało zaufanie do sądu jako organu wymiaru sprawiedliwości. Takie skutki wyrokowania są niedopuszczalne, choćby ich następstwem miało być zaspokojenie żądania zrozumiałego według poczucia sprawiedliwości obu stron". Mówiąc po ludzku: sąd nie mógłby wydać wyroku zgodnego z poczuciem sprawiedliwości, bo to podważałoby zaufanie do sądu.

W apelacji od wyroku Bednarkiewicz podkreśla: "Rola instytucji niegodności dziedziczenia ma w systemie prawnym znacznie większą wartość, niż powołany przez sąd cel w postaci praworządności, polegającej na dokonaniu wykładni przepisu wyłącznie w oparciu o wykładnię gramatyczną".

Sąd okręgowy podzielił stanowisko sądu rejonowego i apelację oddalił. "Nie ma znaczenia fakt, iż istniała niezależna od strony przeszkoda, która uniemożliwiła jej wystąpienie z powództwem w ustalonym terminie" - pisze w uzasadnieniu sędzia J. Zaporowska. Nie pisze jednak, co dla sądu ma znaczenie.
Nic nie można zrobić?

- W sprawach karnych Instytut Pamięci Narodowej prowadzi postępowanie i nie jest związany przepisami o przedawnieniu - mówi mecenas Bednarkiewicz. - Trzeba koniecznie wprowadzić też przepis, zgodnie z którym IPN mógłby podejmować kroki prawne w sprawach cywilnoprawnych. Teraz z powodu obowiązujących terminów przedawnienia nie można dochodzić roszczeń. Najnowszą jest nagłośniona ostatnio sprawa Anny Walentynowicz. Adwokaci nie mają prawnych możliwości, aby w imieniu ludzi poszkodowanych żądać odszkodowania za to, że UB kogoś pobił czy zabił, że odbierano majątki, mieszkania, działki. Zdarzało się, że UB dawał paszport za zrzeczenie się mieszkania. I niczego w tych sprawach nie możemy dzisiaj zrobić.

Rzeczpospolita - 06.04.2002


[link widoczny dla zalogowanych]



.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia 04 Mar 2010 6:45, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
PAWEŁ JASIENICA
Forum Strona Główna -> WYBITNI AUTORZY, WIELKA LITERATURA
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin