Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
Forum Strona Główna -> WOLNE MIASTO GDAŃSK -> RZEŹ GDAŃSKA 1308
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
RZEŹ GDAŃSKA 1308
PostWysłany: 22 Sty 2009 7:56
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





RZEŹ GDAŃSKA 1308


Tak to z czterech stron świata miasto kaszubskie otoczone zostało przez zastępy krzyżackie. (...) Z jednogłośnym okrzykiem - "Gmewe!" - który był tak wielki, iż zagłuszył do szczętu rozgwar targowicy, knechty zakute w żelazo, zmarznięte w rowach podmiejskich, rzuciły się naprzód. Szli z czterech stron wszystkimi drogami, wszystkimi ulicami. Niby ruchome mury runęli w bramy miasta. Wykłuli i wysiekli straże przede wroty rozstawione. Wyłamali i wyrwali bram zawory. Połyskując w świetle ostrzem nastawionych grotów, obnażonych mleczów i wzniesionych toporów wbiegli na rynek. Poprzez wywrócone stragany i budy przekupniów, poprzez zwierzęta i stosy towarów czarne wojsko krzyżackie rzuciło się skokiem na lud zgromadzony. Rąbano od ucha, ktokolwiek stał pod ostrzem topora.

Ścinano łby kupców i chłopów, siekąc z ramienia aż do pasa. Ginęły baby i dziewki. Grot dzidy przeszywał po równo panów i kuglarzy. Trup rybaka walił się w gnojowisko świni, a bartnik padał w kadź z rybami. Ludzie na targowisku zebrani ścisnęli się w ucieczce panicznej i jako fala poprzez rozerwaną groblę runęli w jedne stronę, gdy na ich braci spadało nieszczędne żelazo. Lecz z każdej ulicy, z każdego załamania drogi, dokądkolwiek w ucieczce pędzili, raziła ich napaść równie straszliwa jak pierwsza. Pod nowym miejskim murem, nie wiedząc, dokąd się schronić, ludzie darli się pazurami na ścianę wysoką, ślepą i głuchą, jakby w nagłym olśnieniu pojęli, że ten mur kamienny zazna uczucia litości, gdy je ludzie stracili. Lecz wieża Kiek in die Kok niema była i z czucia wyzuta, wysoka w swej zemście, twarda w pogardzie i zabijająca z rozkoszą jak ludzie. Tam to, u jej stóp, rzeź stała się istnym piekieł obrazem.

Krzyżackie soldnery, zaprawione do zbrodni najbardziej wymyślnych w lasach i na zgliszczach pruskiego podboju, rąbały tu ludzką masę, jak drwal rąbie drzewo, stękając od swej pracy i pocąc się w trudzie. Rycerze w liczbie szesnastu, których opiece oddało się było miasto, przetarłszy oczy ze strasznego zdumienia, porwali się do obrony. Zwoływali się w tłumie i poczęli wydawać rozkazy stadu ludzkiemu. Ten i ów dopadł w izbie pancerza, przypasywał oręż, wdziewał zbroję. Ten i ów walczył sam jeden z nawałą, zasłaniając piersiami kobiety i dzieci. Jak na samotnego w kniei odyńca rzucały się na tych mężnych psy niemieckie i osaczały każdego kupą, zgrają, nawałą.

Żołnierzy pojmanych bez broni żołdactwo krzyżackie roznosiło na ostrzu żelaza, mordowało pospólnie. Ktokolwiek zostawił broń w gospodzie, na noclegowisku, pomykał klasztornymi zaułkami po zbroję. Lecz nim zdołał dorwać się miecza i hełmu, padał pod razami pościgu, w sieniach, w dziedzińcach, na schodach. Pewien szlachcic polski zginął na wieży kościelnej. Inny przypasawszy brzeszczot walczył sam z dziesiątkiem morderców w kościele. Żołnierze Zakonu wtargnęli do obudwu kościołów i przelewali krew ludzką wokół filarów, konfesjonałów i przy stopniach ołtarzów. Siekiera krzyżacka nie przepuszczała nikomu na targowicy. Płatała w szaleństwie zbrodni, w dzikim upojeniu, w zemście dla zemsty i w istnej sztuce mordowania. Jeden odcinał od zamachu głowy od tułowiów, inny oddzielał od ramion ręce wzniesione błagalnie. Aż świnie leżące w swych ciepłych kałużach poczęły ze zdziwieniem smakować w błocie krwią przesyconym. Popłynęły strumyki czerwone do łożyska Raduni. Zaczerwieniły się wody Motławy. Na próżno opat Rudiger usiłował zasłaniać bezbronnych, rzucać się między walczących i błagać o zaprzestanie mężobójstwa. Skamlania jego żadnego nie odniosły skutku. Pchnięto go poza siebie między konające, żeby tam sobie do woli spowiedzi posłuchał.


Rzadko dawniej wylano więcej polskiej krwi przy zdobywaniu jakiejś miejscowości, rzadko rzeź była bardziej nieludzka. Nie było żadnego rodzaju gwałtu i okrucieństwa, którego by ku zatracie Polaków nie użyła sroga ręka wrogów. Ośmielili się popełnić podwójną, niegodziwą i najohydniejszą zbrodnię, której nie można porównywać z żadnym barbarzyńskim okrucieństwem. Najpierw bowiem wezwani przez księcia Władysława Łokietka do obrony grodu Gdańska, wnet po haniebnym wygnaniu tych, którym przyszli z pomocą, zajęli gród. Następnie, kiedy wymordowali, jak jakie zwierzęta ofiarne, rycerzy, którzy przybyli na targ, zajęli z biegiem czasu miasto Gdańsk, a Polacy byliby woleli raczej ponieść klęskę z ręki Sasów niż z Krzyżakami odnieść zwycięstwo nad Sasami
Poruszające opisy, prawda? I jakże zgadzają się z tym, czego uczono nas w szkole...

Pierwszy to literacka wizja rzezi dokonanej przez Krzyżaków w Gdańsku w 1308 roku, ubrana w słowa przez wielkiego polskiego pisarza Stefana Żeromskiego w jego słynnym „Wietrze od morza” – zbiorku opowiadań z historii Pomorza Gdańskiego wydanym w 1922 roku i uhonorowanym natychmiast ministerialną nagrodą. Drugi – to fragment „Roczników albo kroniki sławnego Królestwa Polskiego” Jana Długosza, powstałych w połowie XV w.

Problem tylko w tym, że w obu opisach rzezi gdańskiej nie zgadza się prawie nic.

A jak było naprawdę?

U progu XIV w. stabilizacja polityczna w środkowej Europie była pobożnym życzeniem i pieśnią przyszłości. W Polsce trwały próby ratowania całości dawnego państwa piastowskich jedynowładców, które, w odróżnieniu od członków św. Stanisława, jakoś nie chciało się równie sprawnie zrosnąć. Na północ od granic polskich księstw rozwijało się niepostrzeżenie, ale dynamicznie państwo Krzyżaków. Na zachodzie, pomiędzy Wielkopolskę a Pomorze wciskały się klinem posiadłości brandenburskie. W Rzeszy chaos był jeszcze większy niż w Polsce i, w odróżnieniu od Polski, stan ten utrzymać miał się aż do XIX w.

Gdańsk i Pomorze Gdańskie, utraciwszy w 1294 roku samodzielność na mocy zawartego 12 lat wcześniej układu w Kępnie, stało się przedmiotem działań różnych aktorów czternastowiecznej polityki. Na dwa lata przypadł zatem Gdańsk wielkopolskiemu księciu Przemysłowi II, który przez rok zdołał nawet utrzymać na skroniach polską koronę królewską. W 1298 r., a więc w dwa lata po jego śmierci, Pomorze Gdańskie przypadło po raz pierwszy kujawskiemu księciu Władysławowi, z powodu nikczemnego wzrostu zwanego „Łokietkiem”. Nie trwało to długo, bowiem z impetem na scenę polskiej polityki wkroczył świeżo koronowany król Czech – Wacław II, który tuż przed swoją koronacją na króla Polski, sprawnie wykorzystał konflikt z Łokietkiem o złożenie hołdu lennego (1299) i na 5 lat usunął go z gry.

Tak rozpoczął się siedmioletni okres rządów dwóch czeskich Przemyślidów, z których drugi na polskim tronie, a trzeci wg numeracji dynastycznej - Wacław, zginął z ręki skrytobójcy w Ołomuńcu w 1306 r. W 1301 r. Miasto przeżyło najazd księcia Rugii, Wisława II i wówczas po raz pierwszy pojawili się w nim Krzyżacy – jako sojusznicy polskiego (i czeskiego przy okazji) króla Wacława. Krzyżacy wywiązali się wówczas z sojuszniczej umowy nader sprawnie i lojalnie, rozpędzając Rugijczyków na cztery wiatry, poczym oddali Gdańsk Wacławowi – moment widocznie jeszcze nie był właściwy...

Całość na:

[link widoczny dla zalogowanych]

.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
RZEŹ GDAŃSKA 1308
Forum Strona Główna -> WOLNE MIASTO GDAŃSK
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin