Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
Forum Strona Główna -> ROZWAŻANIA O LITERATURZE I SZTUCE -> Dramaturgia po 1989 roku
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
Dramaturgia po 1989 roku
PostWysłany: 22 Sty 2009 5:23
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6575
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





Jacek Sieradzki


TRUDNA WOLNOŚĆ



Dramaturgia po 1989 roku


1.

Rok 1989 dla polskich dramatopisarzy był rokiem euforii, ulgi i nadziei - jak dla całego społeczeństwa, może poza grupą satelitów odchodzącej władzy i zupełnie znikomą garstką komunistycznych ortodoksów. Dalibóg nikomu już nie chciało się ze swoimi utworami dreptać przed drukiem lub wystawieniem do państwowej cenzury (która, zwłaszcza w schyłkowej dobie działalności, wydawała decyzje kuriozalne, jak z kabaretu), nikomu też się nie chciało uzgadniać repertuarów teatrów z wytycznymi odpowiednich towarzyszy z wszechwładnej partii. Uzyskana wolność była dla twórców darem wspaniałym; umieli - w większości - go cenić. Nie zdawali jednak sobie sprawy z tego, że w nowej sytuacji w kraju zmieni się wszystko, a część tych zmian boleśnie dotknie właśnie ich; że, paradoksalnie, będąc beneficjentami przewrotu, będą równocześnie jego ofiarami. W wielu przypadkach euforia prędzej czy później zmieniała się w - mniejsze lub większe - rozgoryczenie, a tak czy owak wybuch wolności narodowej i intelektualnej nie zaowocował taką erupcją twórczości artystycznej, jakiej można się było spodziewać.

Ale też punkt wyjścia - nastrój z czasów bezpośrednio poprzedzających ów, co tu dużo mówić, niespodziany wybuch wolności - był wysoce niesprzyjający. Trudno o gorszy.

Polska sztuka sceniczna drugiej połowy dwudziestego wieku miała swoje dwa podniebne wzloty. Pierwszym był okres tak zwanej odwilży, po październiku 1956 roku. Wówczas to, po odejściu od stalinizmu w Związku Radzieckim i odpowiedniej wymianie władz również w Polsce, unieważniono obowiązującą, ideologicznie sztywną i jałową doktrynę realizmu socjalistycznego, tudzież podniesiono żelazną kurtynę odcinającą polskie sceny od zachodniego repertuaru. Efekt był piorunujący. W europejskim dramacie już od końca lat czterdziestych działo się dużo i ciekawie; fala nowości estetycznych, formalnych, treściowych wlała się jak powódź przez otwarte śluzy, wypełniając bez reszty teatralne afisze. Ponad wszelką wątpliwość dramat i teatr były w tamtych czasach jednym z najważniejszych narzędzi artystycznej wypowiedzi o rzeczywistości. Inwazji zachodnich dramatopisarzy towarzyszyło też pojawienie się równych im rangą twórców rodzimych; debiutowali najwybitniejsi polscy pisarze teatralni całej połówki wieku - Tadeusz Różewicz i Sławomir Mrożek w otoczeniu mniej sławnych, lecz również cenionych autorów.

Drugi tak płodny okres zdarzył się półtorej dekady później w czasach, które można by uznać za zwieńczenie polskiej mutacji ruchów kontrkulturowych. Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych Wrocław ze swoim Międzynarodowym Festiwalem Teatru Otwartego był jedną ze światowych stolic buntowniczych ruchów scenicznych; u szczytu teatralnej sławy (a chwilę przed odejściem od tworzenia widowisk) znajdował się Jerzy Grotowski, powstawały nowe ensamble, ostro i nowocześnie (w miarę, rzecz jasna, cenzuralnych możliwości, ale i niekiedy niejako ponad tę miarę) artykułujące niepokoje społeczne, polityczne, etyczne, egzystencjalne. Epoka ta nie wydała swojej "osobnej" dramaturgii, ale "pisane na scenie" scenariusze, powstające na próbach (częściowo z improwizacji), podtrzymywały żywy, gorący charakter scenicznych wypowiedzi. I stymulowały, rzecz jasna, tradycyjny teatr i dramaturgię, choć do obowiązującego tonu należało zaprzeczanie tym wpływom.

W latach osiemdziesiątych z tamtych płomiennych okresów pozostało już tylko wspomnienie. Postarzała się i osłabła popaździernikowa dramaturgia, wypalił się kontrkulturowy bunt. Traumatycznym doświadczeniem Polaków były wydarzenia lat 1980-1981: powstanie wielomilionowego, nominalnie związkowego, a realnie po prostu żywiołowego ruchu społecznego "Solidarność", usiłującego bezkrwawo poszerzyć granice wolności - i siłowe stłumienie tego ruchu w ramach stanu wojennego wprowadzonego przez władzę komunistyczną przeciw własnemu narodowi. Represje nie miały charakteru fizycznej pacyfikacji, ale o pacyfikacji psychicznej można mówić: odbierały nadzieję. Nie licząc pojedynczych tekstów, przedstawień i zjawisk teatralnych, dekadę wypełniły jałowe próby sił między twórcami i cenzurą; sporo tryumfalnie "przepchniętych" wówczas utworów już parę lat później było całkowicie anachroniczne. Stan wojenny podciął też skrzydła całemu pokoleniu wchodzącemu w dorosłe, twórcze życie; wypalili się szybciej, niż przewidują normy, pozostały po nich vacaty we wszystkich dziedzinach twórczości, w teatrze i dramaturgii też.

Czy można się więc dziwić, że po 1989, kiedy komunistyczną cenzurę odesłano do lamusa, wszelkie nadzieje na genialne utwory pisane ponoć "do szuflady" okazały się płonne? Szuflady były puste. Rzekłoby się, krzycząco puste.

[---]

FRAGMENT



Czytaj dalej na:

[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Dramaturgia po 1989 roku
Forum Strona Główna -> ROZWAŻANIA O LITERATURZE I SZTUCE
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin