Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
Forum Strona Główna -> ROZWAŻANIA O LITERATURZE I SZTUCE -> CZY DLA LITERATURY ŚWIATOWEJ ISTNIEJE POLSKA SZKOŁA...
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
CZY DLA LITERATURY ŚWIATOWEJ ISTNIEJE POLSKA SZKOŁA...
PostWysłany: 20 Lut 2009 5:16
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





CZY DLA LITERATURY ŚWIATOWEJ
ISTNIEJE "POLSKA SZKOŁA" ?





W światowym słowniku kultury istnieją pojęcia polskich szkół:
filmu (fabularnego i krótkometrażowego), teatru, baletu, plakatu, tkaniny, form przestrzennych i muzyki. Nazwiska takie, jak:

Andrzej Munk, Andrzej Wajda, Jerzy Kawalerowicz, Wojciech Jerzy Has, Tadeusz Konwicki, Kazimierz Kutz, Janusz Morgenstern, Ewa i Czesław Petelscy, Stanisław Różewicz; Jerzy Grotowski, Józef Szajna, Tadeusz Kantor, Henryk Tomaszewski, Magdalena Abakanowicz, Władysław Hasior, Jan Młodożeniec, Franciszek Starowieyski, Krzysztof Penderecki, Witold Lutosławski, Mikołaj Górecki
- to nazwiska, które wykreowały owe "polskie szkoły", znane i cenione na całym świecie. A czy przymiotnik "polska szkoła" istnieje także w odniesieniu do prozy? A jeśli ktoś twierdzi, że tak, istnieje, to kto w niej, w tej Polskiej Szkole Literatury wykłada Urbi et Orbi od 1945 roku?


Z pewnością
świat na pewno zna i ceni Tadeusza Konwickiego, na pewno - Janusza Głowackiego, z pewnością Marka Nowakowskiego i...? I? Dlaczego nie ma polskiej szkoły prozy; co powoduje, że jesteśmy w zakresie nowych form literackich zapleśniałym, zapyziałym i beznadziejnie anachronicznym zaściankiem Europy? Nie, nie Proszę Państwa, Andrzej Brycht, Edward Redliński, Paweł Huelle czy Dorota Masłowska nie stanowią dla "świata" żadnej szkoły; podobnie, jak 500 czy 800 nazwisk krajowych pisarzy, od 1945 roku piszących tak samo, to samo i dla tych samych.

Oczywiście,
zrozumiem krzyk oburzenia i chęć urwania mi głowy wraz z jajami, że
- Jak to: nie tworzą żadnej szkoły? Huelle nie tworzy? Huelle, Masłowska nie tworzą? Cały świat ich zna i docenia!

Oczywiście,
że "cały świat" ich zna i docenia; świat Polonii i świat specjalistów od literatury polskiej a - świat czytelników? Jak to jest ze znajomością polskich pisarzy i ich dzieł AD 1945-2008 wśród tzw. "zwykłych czytaczy"?

Otóż tak:
z pisarzami tworzącymi u nas w powyższym okresie jest dokładnie tak , jak z tymi "mega-gwiazdami" polskiej muzyki i seriali - już o jeden metr za mostem na Odrze czy Nysie Łużyckiej nawet pies z kulawą nogą nie zna i nigdy nie słyszał ani widział tych "mega-gwiazd"; no, chyba że znaleźli się szczególni koneserzy.

Razu pewnego
chlałem wódeczkę i rozmawiałem z pilotem linii lotniczych SABENA; człowiek wykształcony, erudyta-intelektualista; strzelał nazwiskami i tytułami pisarzy z całego niemal świata; pił "Polish Vodka" i rozwijał wątki coraz to nowych kręgów literackich, o których miałem blade pojęcie.

Zapytałem o jego znajomość polskiej literatury.
- Sienkiewicz? Quo Vadis. Bruno Szulc? Sklepy Cynamonowe. Konwicki? Mała Apokalipsa, Dziura w Niebie. Głowacki? Antygona w Nowym Jorku. Nowakowski? Układ Zamknięty, no i... O! Ucieszył się - Miłosz! Aaa, nie, Miłosz nie; to Litwin...
No, będzie tego katowania, pomyślałem litościwie; pijmy i śpiewajmy.

Dane mi było także rozmawiać z fotografikami, grafikami, malarzami i rzeźbiarzami o nader znanych w Europie nazwiskach i reakcja - j.w. Więc gdzie tkwi błąd? I w czym tkwi przyczyna, że jeśli polską (współczesną) książkę wezmę do ręki, to za każdym razem mam nieodparte wrażenie, iż (stylistycznie) to albo Żeromski albo Prus, albo też (dla odmiany) Żeromski lub (w najlepszym przypadku) Prus?

Do czego zmierzam?
Zmierzam do tego, że czuję zmęczenie polską literaturą współczesną, która za komuny opisywała życie robotnika, chłopa i strażnika zakładów przemysłowych albo pani sklepowej romansującej z księgowym acz rozumiem "szczupłość" tematyczną: to były tematy dozwolone cenzurą.
Teraz, "kiedyśmy som Amerykany" czuję zmęczenie literaturą, jaką produkuje się u nas na obraz i podobieństwo jakiegoś Holly- czy Bollywood: żeby miała "branie". I żeby były naręcza cycków. Ale żeby było "o i dla prostych, zwyczajnych ludzi"; "z ich problemami codziennymi". Ale przede wszystkim - żeby napisane było "fajnie". I o bardzo "fajnych" sprawach, jak seks, narkotyki, kariera w reklamie i filmie, długi; mafia czyli miszmasz "Zabij Mnie, Glino" + "Psy" + "Killer" a wszystko razem: "Plebania".

W konsekwencji, jest tak fajnie, że porzygać się można!

Ja wiem, żea hard day's night Polak i Polka mają prawo do wypoczynku; mają prawo do niemyślenia. Do relaksu. Do obejrzenia przy chipsach i coca-coli jeszcze jednego "fajnego" serialu, do przeczytania jeszcze jednej "fajnej" książki o duchowych rozterkach pt.: - A z kim to ja dzisiaj jestem w ciąży? jakiejś gospodyni domowej, albo do pooglądania "Cosmopolitan" w poszukiwaniu przepisu na powiększenie cycków (kosztem mózgu).

Rozumiem to doskonale, więc nawet kurwami nie obrzucam polskiej mierzwy intelektualnej, bo jak powiedział mój Przyjaciel Wojtek:
- Dopóki mierzwa żyła w komunie, od drzew, grzybów i zwierząt leśnych się nie odróżniała; teraz modyfikuje świat stuknięciem w klawiaturę.

Przeraża mnie tylko, że modyfikuje ten świat na obraz i podobieństwo swoje.

.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia 13 Mar 2010 18:03, w całości zmieniany 14 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 21 Mar 2009 7:54
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





    KONSTANTY A. JELEŃSKI
    DRAMAT I ANTY-DRAMAT
    (końcowy fragment)


    [...] Zamachy na formę i fascynacja niedojrzałością doprowadziły
    go do dzieła. Ale przez to samo doprowadziły go do formy i do
    dojrzałości. Miarą czujności Gombrowicza jest jego świadomość,
    że dokonanie było również pułapką. W Dzienniku z roku 1966
    wyrzucał sobie jeszcze, że "nie potrafił wyrazić należycie
    swego przejścia z niższości w wyższość, tego przewek-
    slowania z Gombrowicza nieznacznego na Gombrowicza
    znacznego". W dwa lata później w Rozmowach, "przemyśliwa
    nad rozmaitymi podstępami... by zbuntować się jeszcze raz,
    na stare lata, tym razem przeciw niemu, Gombrowiczowi",
    by "powrócić do pra-początku, skryć się znowu w gąszczu
    owej Niedojrzałości wstępnej".

    Teraz, gdy nie ma już Witolda Gombrowicza, dylemat ten
    rozwiązany jest na zawsze. Wbrew zakłamaniom, sklerozom,
    tyraniom, dzieło jego przemyci, choćby w trumnie, jak
    Złodziejaszki z Operetki Albertynkę, "zwykłą, nieśmiertelną,
    Nagość wiecznie młodą, Młodość wiecznie nagą". Będzie dla
    przyszłych pokoleń lekcją prawdy i rzeczywistości, afirmacją
    swobody i poezji.

    Kultura, Nr 9/264, 1969, Paryż





[link widoczny dla zalogowanych]
(M. Nowakowski; J. Głowacki; T. Konwicki)
Collage by Sławek



WSTĘP

Jak na Plezantropa przystało, uzurpuję sobie prawo do ułożenia listy Twórców i Wykładowców Polskiej Szkoły Prozy, których styl pisania, nadając literaturze polskiej europejski i światowy format, według mnie zapełnia lukę między Żeromskim a piszącymi dzisiaj jakimiś "Kowalskimi".

W czym tkwi dla mnie wielkość i nowatorstwo tych pisarzy, których wybrałem spośród tysięcy nazwisk polskich autorów? W tym, co dla mnie najważniejsze - w ich zmaganiach nie z tematem czy tworzywem ile z budową zdań; z ich konstrukcją i czasoprzestrzennością; z walką z czasami: przeszłym, teraźniejszym i przyszłym, które (jak w rzeczywistym myśleniu), splatają się ze sobą w jedno stanowiąc - i owszem - trudność dla Czytelnika w rozumieniu treści ale zbliżającymi go jednocześnie do relatywnej "prawdziwości" zapisanego.

Pomiędzy Marcelem Proustem, Louisem Aragonem i Andre Gidem a francuskimi pisarzami dnia dzisiejszego, istnieli tacy twórcy, jak np. Albert Camus czy Boris Vian, których pisarstwo właśnie na tym polegało - na poszukiwaniu nowych form stylu i sposobu podania myśli. Na szukaniu odmiennego od klasycznego sposobu narracji; odmiennego od stylistyki a la Balzac, Stendhal czy Guy de Maupassant.

Literatura polska utknęła na narracji i stylistyce zaprezentowanej w "Rozdziobią nas kruki, wrony" Żeromskiego; niczym piana wodna dokoła skały, kłębi się wokół narracji a la "Noce i Dnie" Marii Dąbrowskiej jakby nie było Emila Zegadłowicza...

Z pewnością publikowana tutaj lista nazwisk nie jest kompletna; będę szukać brakujących ogniw i czekać na propozycje Czytelników.


Sławek



Czytaj dalej na:

http://www.archipelagi.fora.pl/b-tworcy-polskiej-szkoly-prozy-b,13/


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia 21 Mar 2009 8:21, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
CZY DLA LITERATURY ŚWIATOWEJ ISTNIEJE POLSKA SZKOŁA...
Forum Strona Główna -> ROZWAŻANIA O LITERATURZE I SZTUCE
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin