Forum Strona Główna -> PROZA -> NELL GWYNN. PIĘKNOŚĆ ZRODZONA W BURDELU
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
NELL GWYNN. PIĘKNOŚĆ ZRODZONA W BURDELU
PostWysłany: 03 Lip 2013 7:56
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





Rozdział 4

        PIĘKNOŚĆ ZRODZONA
        W BURDELU


        (Nell Gwynn. Beauty Born in a Brothel)



W gruncie rzeczy, każda aktorka to sprzedajna dziwka - tak zawsze było, jest i będzie, bo to nie jest zawód artystyczny ale sprzedajny charakter!
Lord Anthony Ashley Cooper


O głównej bohaterce tego eseju zapisano w opasłych księgach tysiące stronic a jej imię i nazwisko weszło do historii Anglii, angielskiego dramatu i obyczajowości. Nie znaczy to, iż jest postacią powszechnie znaną Polakom, których pięćdziesiąt procent w ogóle nic nie czyta. Przypuszczam, że gdyby była kulawą i zezowatą bohaterką serialu Niewolnica Isaura albo Ryśkiem z Klanu, jej losy znałyby miliony. Na szczęście dla mnie, nie była postacią z powieści tylko z krwi i kości i równie interesującą, co Barbara Radziwiłłówna, Żydówka Sara czy hrabina Cosel. Zatem, po cóż o niej pisać dla tych nic nieczytających Polaków? Po pierwsze dlatego, że ja piszę dla czytającej połowy a po drugie, że była mega-gwiazdą Restauracji. Nie, Kochani, nie restauracji w postaci jadłodajni, tylko mega-gwiazdą epoki restauracji monarchii angielskiej XVII wieku.

DZIWNY ROK

Rok 1658 „był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia”. Albowiem w on czas, jak raz na rocznice swych militarnych tryumfów pod Worcester i Dunbar, Oliver Cromwell bredząc Dzieło moje skończone! kona chwilę później. Było pewne, iż władzę nad Wielką Brytanią i całym Elżbietańskim imperium przejmie Ryszard, syn nieboszczyka. I prawie mu się udało. Ale wszem i wobec wiadomo, że w polityce słówko „prawie” jest klęską, której w przypadku Oliwerowego syna należało się spodziewać, gdyż był to osobnik bez śladów charyzmy i autorytetu ojca a do tego żaden wódz, strateg i polityk żaden, więc władza błyskawicznie mu się wymsknęła i chwacko ucapili ją oponenci. Nasi dziadowie mawiali o faktotum jak Ryszard, iż to ni pies ni wydra, coś na kształt świdra a i dziś jeszcze funkcjonuje porzekadło o kimś nie nadającym się do niczego, że dupa nie oficer. Suponuję, byśmy określając Ryszarda tą częścią ciała zapomnieli o nim tak, jak go zapomnieli rodacy kiedy zwiał z kraju i tyle go widzieli. A on ich.

Liczni jak biblijna szarańcza zwolennicy teorii spiskowych, którzy nawet Boga gotowi są obdarzyć szwarccharakterem i cyniczną tendencją do faworyzowania Żydów sprzymierzonych z cyklistami powiadali, że Cromwell został czymsiś otruty a w materii spisku na jego życie cuś było na rzeczy. Ale że spiskoteoretycy we wszystkim węszą cuś na rzeczy ot, jak choćby osławiony wpływ gejowskiego lobby na torebkę niebieskiego Teletubisia, zostawmy ich tam gdzie Mzimu zostawia złych Murzynów i szparko wracajmyż do naszych baranów.

Otruty grzybami czy nie, 3 września 1658 roku Cromwell umiera w glorii znakomitego żołnierza i wodza a zarazem nieprawdopodobnego religijnego oszołoma, piastującego z woli kadłubowego Parlamentu godność Lorda Protektora Anglii, Szkocji i Irlandii. Jak każdy nawiedzony dysponujący nieograniczoną władzą, dzielny wojak Oliver nim odszedł na niebieskie pastwiska, manu militari solidnie przetrzebił pogłowie obywateli Albionu za preferowanie odmiennej formy wiary, sodomię tudzież parę innych drobiazgów. Można domniemywać, iż z chwilą jego zejścia wielu Anglików zawołało

- Już nikt przez tego pana pozbawiony życia nie będzie!
Aliści, czy okrzyki brzmiały tak właśnie czy inaczej pewności nie mamy, przeto nie będziemy jak niektórzy rozsiewać wieści niesprawdzonych, zatem niewiarygodnych ergo - kłamliwych.

Pan Cromwell tak był zawzięty na wszystko co arystokratyczne, szlacheckie i nie-purytańskie, że gdy w wyniku wojny domowej przejął władzę, rychło zdekapitował Bożego pomazańca Karola I Stuarta a przy okazji liczne stadko jego dworzan. I z całą pewnością byłby wyrżnął w pień wszystkich członków królewskiego rodu i dworu, ale mu pod osłoną nocy spłynęli morzem do nieodległej Holandii w której zakotwiczą na jakiś czas.

6 maja 1649 ustanawiając republikę, Cromwell bez wahania stawia na jej czele swą wielce nabożną osobę, co jest o tyle zrozumiałe iż tylko dureń nie ustawiłby się na czele państwa które ukradł jak kokosz z dworskiego gumna. Aliści ubicie króla i trwające lat jedenaście szatkowanie rojalistów i nie-purytanów było działaniem wielce niepragmatycznym i w krótkim czasie zohydziło Anglikom pana Cromwella jako pana Cromwella i wyznawaną przez niego formę anglikanizmu, doprowadzając w 1660 do restauracji monarchii z synem ściętego króla, Karolem Stuartem w roli nowego władcy. To o Cromwellu przesławny alchemik i wizjoner Nostradamus napisał

        Bardziej kosz mięsa (rzeźnik) niżeli król Anglii,
        Zrodzony w ciemnościach osiągnie swoją godność za pomocą siły.
        Tchórz bez wiary zaleje kraj krwią,
        Jego czas jest już bliski.



ROK 1660

W maju 1660 roku, wraz z objęciem władzy przez świeżutko upieczonego Karola II, Anglię i Anglików ogarnia nadzieja na nowe, wspaniałe czasy. Dla historyka sformułowanie nowe czasy w odniesieniu do czasów post-rewolucyjnych nie zawiera żadnego novum, bowiem znawcy dziejów doskonale wiedzą iż rewolucje nie zmieniają koryt. Zmieniają się tylko żrące z nich świnie. A więc mafia Stuartów wymiata z dworu i urzędów mafię Cromwellowską, pozostawiając na stołkach tego i owego z krągłych łbów jak naonczas od krótkich fryzur zwano purytanów, po uprzednim złożeniu przez nich przysiąg na wierność nowemu władcy i zaparciu się poprzedniego pana. Co też nihil novi sub sole, bowiem od zarania dziejów wiadomo, iż nikt nie służy nowej władzy lepiej od zaprzańców. Tezę ową wyśmienicie potwierdził niejaki Szymon Kephas a paskudny czyn jego dogłębnie opisują Ewangelie.

Zaprzańcy zaprzańcami a zdrowy trzon zwierzchności musi być wsparty na ludziach pewnych i zaufanych czyli na swoich, bo inaczej jakże bezpiecznie oszukiwać i okradać naród? Zatem natenczas każdy, kto miał odpowiednie wyznanie i pochodzenie a przy tym stracił krewniaka na szafocie, kogo pozbawiono majątku na rzecz republiki, kto mniej czy bardziej jawnie sympatyzował z dynastą Stuartów a szczególnie ci, którzy posiadali matkę, ojca, siostrę lub brata sypiających z kim trzeba, wszyscy oni dostali niepowtarzalną okazję zanurzenia ryjów w korytach.
Bowiem z rewoltami jest jak z piwem: gdy opadnie piana złudzeń, na wierzch zawsze wypływają męty pospołu z szumowinami. Anno Domini 1660, jak korek wypływa na powierzchnię historii niejaki Samuel Pepys, absolwent Kolegium św. Magdaleny Uniwersytetu Cambridge, zatem młodzieniec kształcony acz ubogi wielce i natenczas kompletnie niczym się niewyróżniający. No może tym, iż pośród bliskiej familii ma potężną osobistość której sekretarzuje za skromniutki pokoik w Whitehall, opierunek, wikt i kilka funtów rocznie. Tym jego nad wyraz życzliwym protektorem jest sir Edward Montagu, dowódca floty republikańskiej, na co dzień i od święta Samuelowy wujaszek.

W kontekście późniejszych wydarzeń uznajmy za niepodważalny fakt, iże wujo obdarzony został nader krótką pamięcią, bowiem niepomny z czyjej kiesy bierze na jelenie combry, uciechy z dziwkami i szamerowane złotem gacie, cały czas dyktatury jak ostatnia świnia knuje z dworem królewskim na wychodźctwie, przeciwko Cromwellowi, swemu chlebodawcy i towarzyszowi broni. Knucie, o ile kończy się sukcesem knującego, zazwyczaj przynosi profity a te w przypadku sir Edwarda okazały się nad wyraz szczodre. W uznaniu jego wybitnych zasług na polu zdrady i przeniewierstwa, natychmiast po restauracji monarchii obdarzono go tytułem lorda Sandwich, jednocześnie powierzając stanowisko admirała i pieczę nad Royal Navy.

Chcąc familię tak znakomitą nieco przybliżyć Czytelnikowi, któremu może nie zechce się nurzać w ponad 1000 stron zapisków pana Pepysa, zaczerpnę szczodrą garścią z wprawdzie niedoskonałej jeszcze, lecz jakże przydatnej każdemu ćwierćinteligentowi Wikipedii, która o Samuelu Pepysie i jego progeniturze tak między innymi wspomina

„Pepysowie byli starym rodem drobnoszlacheckim zamieszkującym okolice Cambridge. Linia Samuela wywodziła się z Brampton, wsi leżącej na północny zachód od Londynu (obecnie Cambridgeshire). Bliskimi ich sąsiadami była rodzina Cromwellów, którzy tamtejsze dobra ziemskie odsprzedali sir Sydneyowi Montagu, ojcu Edwarda Montagu; wujowi Samuela drugiego stopnia. Był on protektorem Pepysa. (...) o karierze Pepysa zadecydowały jego wrodzone talenty. W 1655 Pepys ożenił się z niespełna 15-letnią Elizabeth Marchant de St. Michel, córką Aleksandra, emigranta - hugenoty z Francji. Zaczął wtedy też służbę u swego protektora Edwarda Montagu. W przededniu przewrotu rojalistycznego był jego sekretarzem. W 1660 został sekretarzem Urzędu Marynarki (Clerk of the Acts to the Navy Board), co zapoczątkowało jego karierę. Samuel Pepys był też szefem kancelarii Tajnej Rady Królewskiej.”

SKĄD POMYSŁ?

Zaczęło się w roku 1655, zupełnie jak w powieściach z kolekcji wydawniczej Harlequin. Naonczas człowiek-nikt, za to napalony jak oczadziały buchaj dwudziestodwuletni Samuel Pepys zdobywa Elizabeth St. Michel, słodziutką czternastolatkę z kunsztownie lokowaną łepetynką, cycuszkami jak jabłuszka i usteczkami wydętymi jak u Bardotki cmoktającej sporych rozmiarów banana. I jak to bywa w przypadku miłości od pierwszego razu, młodzieniec dostaje hopla na punkcie szeroko dlań otwartej dzieweczki a sprawy nabierają impetu armatniej kuli...

I tu zaskoczę Czytelnika wyznaniem: nie jest to story o Elżbiecie i Samuelu Pepys i żaden suspens nie kołatał mi w głowie. Moje przydługie acz, mam nadzieję nienudne wprowadzenie było niezbędne, gdyż właśnie Samuel Pepys i jego szyfrowane Dzienniki były dla mnie źródłem najwiarygodniejszym z możliwych dla opisania postaci, której esej ten poświęcam.

A więc kogo na dzisiejszy wieczór wyciągnąłem z kufra na strychu? Pannę, która wprawdzie zrodziła się w londyńskim burdelu, lecz sięgnęła Himalajów ówczesnego establishmentu. I właśnie w Pepysowych Dziennikach 1660-1669 znalazłem o niej porcję wiedzy na tyle interesującą a solidną, by zająć się nią w sposób możliwie dogłębny. Czy miała wpływ na życie i losy mężczyzn którzy jej pragnęli a którymi umiejętnie i bez krępacji posługiwała się by zdobyć wszystko, co w on czas zdobyć mogła niewiasta i czy tym samym można liczyć ją do Kobiet ich Życia? Gdy się jest zrodzoną w lupanarze córką burdel-mamy a kończy w królewskim łożu, w dodatku jako mamusia królewskich bastardów, to i owszem, jest się kobietą ich życia. Choćby na drodze do gwiazd, facetów kładących się między jej uda naliczono tylu, ilu zbudowało chiński Mur. A paru ich było.

AB OVO

Przez długich lat jedenaście mister Cromwell i purytańskie klechy drakońskimi restrykcjami trzymali za mordy poddanych, zabraniając im jak nie tego, to owego. A co zakaz wydali, to głupszy był i straszniejszy jak zawsze, gdy władzę nad państwem sprawuje kler czy religijni fanatycy. Narzucono modę na ubiory w wesołych cmentarnych kolorkach, chodzenie do kościoła było obowiązkowe, zakazano publicznego muzykowania a śpiewów innych, niźli nabożnych. Zostały zabronione walki kogutów, wszelkie gry hazardowe, publiczne uprawianie sportów w tym piłka nożna, krykiet, walki bokserskie a nawet wyścigi konne. Krzywym okiem patrzono na poetów i pisarzy, polecając ich twórczość i osoby czułej opiece inwigilatorów w komżach. Pijaństwo i bluźnierstwo były surowo ścigane a burdele i większość karczm pozamykano. Ani wspomnę co powyczyniano z dziwkami niezliczonych zamtuzów Londynu, szczególnie z lupanarów panabiskupowej dzielnicy Liberty of Winchester, zwanych Winchesterskie Gęsi od świętobliwego alfonsa ściągającego z nich podatki.

Jakby karlenia moralnego i fizycznego było mało, wypowiedziano wojnę kulturze i sztuce zabraniając teatrom działalności a sędziom pokoju nakazując zniszczenie wszelkich teatralnych pomieszczeń, dekoracji, rekwizytów, schodów, galerii, siedzeń i... okien. Za udział w nielegalnym spektaklu aktorzy mieli być karani publiczną chłostą a widzowie płacić grzywny w wysokości pięciu szylingów, kwotę niemałą.

28 stycznia 1661 roku czyli niedługo po wykopaniu z Parlamentu i życia publicznego resztek Cromwellowskiej watahy, wykopano z grobu w Opactwie Westminsterskim truchło samego Cromwella. Umrzyka najpierw powieszono a następnie przy aplauzie gawiedzi pogrzebiono u stóp szubienic grodzkich. Czyn niepiękny i nad wyraz barbarzyński, lecz doskonale ilustrujący ówczesną obyczajność a przede wszystkim uczucia obywateli do fanatyka i dyktatora.

23 kwietnia 1661 roku Karol Stuart jest wreszcie oficjalnie koronowany w katedrze Westminster na króla Anglii i Wielkiej Brytani z przyległościami. Zdjąwszy koronę i odłożywszy berło, nowy pan imperium uznał, że coś mu się należy od życia. Tym czymś a jakże, były baby, bale i bękarty. Więc teraz, podobnie jak na wychodźctwie, z zapałem inwestuje w kochanki, precjoza, luksusowe stroje i peruczki i wszystko, co umila życie za forsę podatników. Ale trzeba oddać sprawiedliwość jurnemu panu – jest szczodrym mecenasem kultury i sztuki. Natychmiast kasuje wprowadzony przez Cromwella zakaz wystawiania sztuk teatralnych i wszelkie inne wymienone powyżej zakazy.

Jednym z jego pierwszych aktów było powołanie teatralnych kompanii Królewskiej i Książęcej, mających przywrócić sceniczne tradycje oraz wydanie dekretu legalizującego prawo kobiet do występowania na scenie. Albowiem do chwili wydania tych rozporządzeń, na scenie występowali tylko mężczyźni (z małym wyjątkiem – pierwszą i na długo jedyną kobietą która zagrała na scenie, była niejaka pani Coleman, która w roku 1565 wystąpiła jako Lanthe w sztuce Davenanta "Oblężenie Rodos").
8 listopada 1660 roku na terenach dawnego kortu tenisowego Gibbonsa w Lincoln's Inn Fields, otwarto Nowy Teatr pod kierownictwem Tomasza Killigrew. Później ów teatr słusznie nazwano Kings Theatre a w 1663 kompania założona przez króla i kierowana przez tegoż Killigewa otworzyła kolejną scenę, Playhouse Theatre, przebudowany i nazwany Theatre Royal. A teraz cofnijmy się nieco w czasie, bo od nadmiaru danych pobłądzić możemy jak ślepiec we mgle.

NARODZINY GWIAZDY

Wprawdzie cofnęliśmy się nieco w czasie, by od nadmiaru danych nie pobłądzić jak ślepiec we mgle, lecz dopiero teraz mam nielichy zgryz, posiadając na magazynie aż dwie możliwości rozpoczęcia historii. Możliwość pierwsza: jest mroźny acz słoneczny dzionek 2 lutego 1650 roku, w którym w walijskim miasteczku Hereford w domu przy Pipewell Lane przychodzi na świat Eleanor Gwyn (Gwynn albo Gwynne), dziewczynka którą świat zapamięta jako Nell (Nel). Zaręczam, iż zapamięta nie tylko dla ładnie brzmiącego imienia. Możliwość druga: jest mroźny acz słoneczny dzionek 2 lutego 1650 roku, w którym to w lupanarze Coal Yard w Drury Lane na terenie Covent Garden, tym londyńskim centrum prostytucji i sztuki (dokładnie w takiej kolejności) przychodzi na świat Eleanor Gwyn (Gwynn albo Gwynne), dziewczynka którą świat zapamięta jako Nell (Nel). Zaręczam, iż zapamięta nie tylko dla ładnie brzmiącego imienia.

A więc mam dwa warianty początku, bowiem z miejscem urodzenia Nell mamy problem analogiczny do opisywanych w przypadku dzieciństwa np. Amy Lyon i Elizabeth St. Michel, gdyż co najmniej trzy (ówczesne) miasta - Hereford, Londyn (Covent Garden) i Oxford spierają się o to, gdzie przyszła na świat. Prawdą jest, że Gwyn to nazwisko walijskiego pochodzenia, co sugerowałoby uznanie Hereford, zapyziałej pipidówki, za miasto właściwe. Słownik National Biography wyraża opinię, że Nell urodziła się właśnie w Hereford przy Pipe Well Lane, którą w XIX wieku przemianowano na Gwynne Street. A przemianowano, bowiem postaci świętych czy kurew, byle sławnych, zapyziałym pipidówkom zawsze przydawały powagi, napędzając japońskich i amerykańskich turystów z aparatami fotograficznymi. Na miasto Londyn wskazywano dlatego, iż tam właśnie urodziła się jej matka, madam Gwyn, jak wyczytać można na inskrypcji w londyńskim kościele parafii St. Martin in the Fields i że właśnie w Londynie wychowywała swoje dzieci. Nie wnikajmy jakie to było chowanie, albowiem mądrze powiadają świniopasy: jaka matka, taki miot.

Co do daty jej urodzenia, to ma być ona zawarta z dokładnością do godziny w pewnym horoskopie. Zapis brzmi „sobota, 2 lutego 1650, godzina szósta rano”. Zważywszy na fakt, iż zegary nie były wówczas liczne jak obecnie a czas mierzono stopniem wypalania się świecy, węszmy łgarstwo apokryfistów. Dla lepszego zagmatwania jej CV dodać warto, iż niektórzy historycy sugerują przesunąć datę urodzenia dzieweczki na rok 1642 ale nie podpowiadają, jak na przykład dwudziestojednoletnia panna miałaby udawać trzynastolatkę a właśnie w tym wieku Nell obejmie w przyszłości funkcję sprzedawczyni pomarańcz w King's Theatre. I właśnie z powodu tych ośmiu nadliczbowych lat, włóżmy sugestyje historyków-bajkopisarzy i ową datę między bajki.

Więc Nell przychodzi na świat kiedyś-tam a szczęśliwą mamusią jest hoża dziwka i bajzel-mama w jednym, Eleonora Gwyn (Gwynn) urodzona Smith, od profesji i zamiłowania wołana Old Madame Gwynn, zaś tatusiem panienki mógł być jej mąż Thomas Gwynn (Guin), ex-kapitan rojalistycznej armii z czasów Angielskiej Wojny Domowej, hulaka, utracjusz i birbant. Niektórzy twierdzą iż ślubu nie było, zatem Nell porodziła się bękartem, podobnie jak o rok starsza od niej siostrzyczka Rose. Ale kogo dziś obchodzą takie duperele jak ślub?Wyprzedzając dynamiczny rozwój wydarzeń informuję, iże Old Madame Gwynn postrada żywot w pewnym nie nazbyt głębokim stawie w Chelsea, do którego wpełznie na potężnym fleku, byc może pragnąc utopić kaca. Natomiast ojcowe drogi pokryła siwa mgła stuleci i poza jednym, prawdopodobnie fałszywym tropem, datowanym na 1681 a wiodącym wprost do Oxfordu w którego więzieniu miał zakończyć żywot, wiemy tyle co nic. Zatem proponuję nie szukać pana kapitana, niechaj śpi słodko pod drzewem na którym go powieszono.

Gdy Nell podrasta na tyle, iż miedziany dzban nie wypada z jej maleńkich rączek, bywalcom rodzinnego bordelu serwuje alkohole, owoce i różne takie. Uprzedzam ewentualne zapytania Czytelników domagających się szczegółów i smaczków bardziej pikantnych: tak, mała Nell imała się dziecięcej prostytucji, albowiem źródła zbyt poważne by je ignorować utrzymują, iż z burdelu mamusi maciupka a rezolutna dziewuszka została przeflancowana wprost do zamtuza niejakiej pani Rose, w którym zarobkowała jako dziecięca prostytutka.

Historyk Peter Thomson w swojej Oxford Illustrated History of Theatre twierdzi, że świadczenie usług seksualnych przez Nell od dziesiątego do trzynastego roku życia jest w świetle pewnych niezaprzeczalnych faktów "wielce prawdopodobnym". Dlaczego do trzynastego roku życia? Bowiem w wieku lat trzynastu wraz z Rose, siostrzyczką starszą od niej o rok zadebiutują w teatrze jako pomarańczowe dziewczynki. Ksywki rozszyfrujemy później.

By rzucić nieco światła na ówczesne obyczaje dodajmy, iż płatny seks z nieletnimi nie był niczym nowym. Przykładem niechaj będzie dobrze udokumentowane istnienie w Londynie licznych burdeli i domów schadzek, w których prostytuowały się wyłącznie dziewczynki od siedmiu do czternastu lat; podobne instytucje funkcjonowały w ówczesnej Francji a dzisiaj, domy nierządu w Tajlandii, Kambodży czy Indiach przeżywają apogeum powodzenia wśród milionowych rzesz bogatych turystów z Zachodu, oferując im dzieci do seksualnych uciech. Jak mawiał Ben Akiba? Wszystko już było...

W szesnastowiecznej Anglii popyt na bardzo nieletni erotyczny towar tworzyli pedofile z kręgów arystokracji a szczególnie nowobogackich kupców, dysponujących fortunami wyrosłymi w koloniach nieskończonego imperium królowej Elżbiety (onoć sama imperatorka-dziewica wzorem Harun Al-Rashida wizytowała burdele w maseczce i przebraniu. Czy były to lustracje li tylko w celach poznawczych czy zupełnie innych, nie dowiemy się nigdy).

Skoro jest popyt, musi być podaż; na potrzeby nadzianej gwineami chuci, londyński półświatek odpowiedział natychmiastowym działaniem, rzucając na rynek wielotysięczną armię dzieci ulicy. Rekrutowano je spośród rzeszy bezdomnych i nikomu niepotrzebnych sierot, albo jak szczenięta kupowano za psi pieniądz w skorumpowanych bidulach lub od zwyrodniałych rodziców. Bywały też po prostu porywane z domów rodzinnych małych miast, miasteczek i wsi, w czym specjalizowały się grupy wędrownych Cyganów będących na usługach rajfurek i alfonsów.
Podkreślmy z całą stanowczością iż pedofilia, słówko wielce dziś modne acz od nadużywania sprane jak stare gacie, było w czasach wesołego króla Karola II kompletnie nieznane. Słówko było nieznane lecz czyny i owszem. W Anglii XVI-XVII wieku, małżeństwa między ledwie dychającymi bogatymi dziadami a dziewczątkami ledwie opierzonymi lub nieopierzonym wcale były na porządku dziennym i niejeden stary lubieżny satyr rozdziewiczał w swej łożnicy kupioną za mieszek gwinei kilkunastoletnią żonę; żonę wprawdzie bez majątku i praw do czegokolwiek, lecz świeżutką i słodką jak kiść winogron zerwanych o porannym brzasku.

Nie mamy jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, co skłoniło Nell do porzucenia pracy w burdelu i podjęciu funkcji sprzedawczyni pomarańcz w King's Theatre, w którym wielokrotnie bywał imć Samuel Pepys. Nie wiemy czy już wówczas znał ją osobiście, czy zapoznał dopiero gdy stanęła na deskach sceny; takiej informacji w jego memułarach nie znajdujemy. Wiemy natomiast, że Nell już w roku 1662 miała co najmniej jednego stałego kochanka imieniem Duncan (lub Dungan). Związek miał trwać dwa lata i ów Duncan zobowiązał się do załatwienia Nell pracy w teatrze.

Istnieje kilka wersji „załatwiania” pracy dla Nell. Więc wspomniany Duncan-Dungan. Nie mogąc podołać realizacji obietnicy, stręczy ją słynnemu aktorowi i menadżerowi Charlesowi Hartowi, postaci w ówczesnym mondzie sztuki wielce potężnej i wpływowej niebywale. Jako że Nell nie skąpi uciech protektorowi, może pracować w teatrze sprzedając widzom pomarańcze po sześć pensów sztuka. Widać Hart dostrzegł w niej iskrę talentu, skoro używa swych woływów by załatwić dla iespełna piętnastoletniej kochaneczki poważną rolę Cydarii, córki Montezumy w sztuce Cesarz Indii pióra wielkiego Drydena. Rola to wielce poważna, do której według naocznych świadków Nell nie była nazbyt dobrze przygotowana. Ale już w następnym roku miała zagrać wybornie postać lady Wealthy w komedii Jamesa Howarda Angielski Monsieur.
Inna wersja głosi, iż to niejaka Mary Meggs, była prostytutka a zarazem serdeczna przyjaciółka Old Madam Gwyn, od koloru włosów nosząca przydomek Pomarańczowa Moll, gdy zdobyła koncesję na sprzedaż „pomarańczy, cytryn, owoców, bakalii i wszelkiego rodzaju owoców oraz wyrobów cukierniczych" w King's Theatre, wyłuskała z burdelu dla dzieciaków trzynastoletnią Nell, zatrudniając ją wraz Rose jako skąpo odziane Pomarańczowe Dziewczynki, oferujące widzom małe a słodkie pomarańczki. Małe a słodkie Dziewczynki parały się także pośrednictwem między męską częścią widowni a aktorkami, otrzymując w zamian pieniężne gratyfikacje. Czy owo posłannictwo nosiło znamiona stręczycielstwa? No cóż, angielscy znawcy tematu powiadają iż to „kwestia semantyki”. Zgódźmy się, to kwestia semantyki. Jedno nie ulega wątpliwości, od najwcześniejszych lat Nell miała wielu stałych kochanków i wielu stałych oraz przygodnych klientów, podobnie jak niezliczone zastępy podręcznych, "pomarańczek", służebnych, garderobianych, szwaczek, fryzjerek a szczególnie - aktorek zatrudnionych w rozlicznych przybytkach kultury i sztuki ówczesnego Covent Garden.


KOCHANICA KRÓLEWSKA

Jakoś tak pod koniec roku 1667, drugi książę Buckingham czyli sir George Villiers, został protektorem-stręczycielem Nell. Powód? Stary jak świat - polityka. Sir George bowiem umyślił wkręcić do łoża Karola II pannicę, która prowadzona na jego sznurku dałaby mu nieograniczony wpływ na króla, królewskie decyzje a tym samym - na losy imperium. Przede wszystkim zaś, dziewczynę tak seksualnie wyszkoloną w ars amandi, która wepchnięta do łożnicy króla raz na zawsze usunęłaby z dworu Barbarę Villiers vel Lady Palmer alias lady Castlemaine, długoletnią nałożnicę królewską, będącą stronniczką i totumfacką jego odwiecznego wroga, Lorda Clarendona. Jak widać, obaj panowie rozgrywali swoje interesy za pomocą interesu króla.

Plan uperfumowanego alfonsa bierze w łeb, gdyż Nell za możność eksploracji przez króla wszelkich zakamarków swojego ciała żąda 500 funtów. Przy czym jedni powiadają że był to ryczałt za każdy rok cielesnych usług a inni, że za każdy miesiąc. 500 funtów nawet jak na królewską szkatułę było kwotą astronomiczną, więc pan Villiers chwilowo odpuszcza interesy z naszą panną. Nie znajdziemy go jednak zasmuconym, albowiem w kuplerskiej stajni trzyma rozliczne kandydatki, w tym niejaką Mary „Moll” Davis, takoż aktorkę z Duke's Theatre Company, o której Samuel Pepys w Dziennikach napisał, iż była nieślubną córką lorda Berkeshire. Jej "koronnymi" atutami są nie tyle olśniewająca uroda i talent pożenione z wiotką kibicią i biustem nader poręcznym, ile niewygórowany cennik, erotyczne menu i całodobowa gotowość czynienia rozwartego cyrkla z kim tylko się da, a z królem wielce chętnie
- Dawać go tu zaraz, plis!

Większość historyków twierdzi zgodnym chórem, iż romans Nell z Karolem II rozpoczął się w kwietniu 1668. Śmiem wątpić, bowiem Pepys w swoim Dzienniku pod datą 11 stycznia 1668 roku zapisuje
(...) przyszła pani Knipp (…) dowiedziałem się od niej, że panna Davis opuściła Teatr Książęcy, jako że Król się w niej rozmiłował; najął dla niej dom i w piękny sprzęt go zaopatrzył i dostała od niego pierścień wartości 600 funtów; i że Król kilka razy już posyłał po Nell Gwynn, i że z nim obcowała (…)

A więc Buckingham drugi przebił lorda Clarendona asem w postaci Moll Davies i jokerem w osobie Nell Gwyn, obie ładując do łóżka króla. Zapisek z 11 stycznia sugeruje, że Nell obniżyła wymagania i została kochanicą królewską co najmniej pod koniec roku 1667. Wierzę, iż tak właśnie było albowiem więcej niż historykom ufam Pepysowi. Wszak gdyby jego Dzienniki wpadły w niepowołane ręce, głowa pamiętnikarza potoczyłaby się z szafotu podobnie jak głowa pani Knipp, dla której życie erotyczne aktorów, aktorek i wszelkich postaci ówczesnego mondu nie miało tajemnic. Dodajmy, że nie ma powodu sądzić by pani Knipp kłamała o sprawach, o których huczał cały Londyn. Dla świętego spokoju pozostańmy przy dacie „kwiecień 1668 roku” jako dacie rozpoczęcia romansu między królem Karolem II a prześliczną aktoreczką Nell Gwyn.
Dla świętego spokoju pozostaliśmy przy dacie „kwiecień 1668 roku”. W owym miesiącu acz dnia nieznanego, miał się zawiązać namiętny romans między władcą Anglii i niezmierzonego brytyjskiego imperium, Karolem II Stuartem a Nell Gwyn, hożą aktoreczką o reputacji nad wyraz lekkiej.
Krytycznego dnia nasza pannica ma latek naście (może nieco mniej, choć może ciut więcej) i wystrojona jak na dworski bal zmierza w towarzystwie sir Georga Villiers do teatru w Lincoln's Inn Fields, na sztukę George'a Etherege'a pt. She Wou'd if She Cou'd. Czy dzień był słoneczny, czy siąpił pierwszy wiosenny kapuśniaczek - nie wiemy. Wiemy za to, że Karol II uprzedzony przez sir Georga, nie kryjąc podniecenia spieszy do teatru, gdzie zasiada w pobliżu dziewczyny. Jak było do przewidzenia, ten satyr i lubieżnik miast śledzić akcję sztuki, obleśnie analizuje dekolt aktoreczki z którego wychylają się ku niemu dwa, wprawdzie nieprzesadnie duże, lecz za to jakże urokliwe cycuszki. Oczarowany nimi a przy tym nielichą erudycją niziutkiej a gibkiej interlokutorki z długimi czerwonawo-brązowymi włosami, monarcha akceptuje ofertę pana Villiers, zapraszając kompaniję na wieczerzę w przyszykowanej na ten cel tawernie. Bażanty i ragout z cielęciny ma pożywać z nimi Jakub, książę Yorku czyli królewski brat a od czasu do czasu królewski rajfur, przy tym hulaka w rozpasaniu seksualnym nie ustępujący braciszkowi namaszczonemu świętymi olejami.

To nadzwyczaj dobry moment na przypomnienie słynnej anegdotki tyczącej owej biesiady, na zakończenie której okazało się, iż ani Karol II ani królewski brat nie posiadają przy sobie pieniędzy na opłacenie rachunku. Pretensje karczmarza finansowo zaspokaja Nell Gwyn a imitując głos i sposób mówienia króla, pointuje sytuację
- To najbiedniejsza kompania w jakiej kiedykolwiek byłam!

Inteligentna, wesoła, utalentowana i wyuzdana jak sam szatan czyli taka, o jakiej śnią faceci. Sir Alfred Joseph Hitchcock, wielki reżyser m.in. Psychozy i Ptaków zdefiniował: „Idealna kobieta? Księżniczka za dnia, dziwka w nocy”. Miał rację, prawda Chłopcy?

Wiadomo że Nell była analfabetką z trudnością sygnującą listy inicjałami NG, resztę pisali za nią inni. Czym więc podbiła serce i rozporek niegłupiego przecie króla? Ano tym, że nigdy nie udawała iż jest kimś więcej, niż tylko dzieckiem ulicy, jak o niej wówczas i później pisano. A do tego dziewczyną z niebywałą inteligencją, polorem i sprytem wyniesionymi z matczynego burdelu, londyńskich zaułków i choć częstych, to jednak licho płatnych usług seksualnych.

Obdarzona żywiołowym temperamentem i doskonałym poczuciem humoru Nell stanowiła doskonałą antytezę Cromwellowskiego purytanizmu. Rzec można, iż całą sobą obiecywała królowi rozkosze dalece bardziej interesujące niż te, które mogła monarsze zaoferować Mary „Moll” Davies, jej koleżanka po fachu, nie mogąca się z nią równać urodą, intelektualnym erotyzmem i erotycznym intelektem, popartymi ekspresyjnym wykonywaniem łóżkowych akrobacji. Król oszalał na jej punkcie. A właściwie nie tyle oszalał, ile po prostu się zakochał. Patrząc na portrety Nell, było w kim.

Pani Villiers alias lady Palmer czyli lady Castlemaine mimo szóstki dzieci spłodzonych z Karolem II traci wszelkie wpływy. Żorżyk Villiers czyli II książę Buckingham dopina swego za pomocą Nell i jej seksualnych zdolności i od teraz, jak dowodzą fakty, mieć będzie nieograniczony wpływ na Karola II i losy imperium. Trzeba wyjaśnić skąd się wzięła stręczycielska profesja pana Villiers. Nieoceniony Pepys tak rzecz całą wspomina:

„3 marca 1667 r. (…) Potem do Lorda Kanclerza [Clarendon], gdzie spotkałem sir H. Cholmely'ego, z którym chodząc po kanclerskim ogrodzie rozmawialiśmy m.in. o księciu Buckinghamie [Jerzym Villiers]. Cholmely powiada, że winy, jakie mu zadają, są te, że wdał się był w kabałę z kilku niezadowolonymi posłami z Izby Gmin, a zabiegając o popularność naradzał się z nimi, jak Gminy mają sobie poczynać oponując Królowi, a jak on znów rzeczy w Izbie Lordów ku temu poprowadzi. Mówi, że ten głupi książę naraził sobie księcia Yorku [Jakuba, królewskiego brata], Lorda Kanclerza [Clarendona] i wszystkie wysokie osobistości i że pono nie ujdzie śmierci. Rzekł mi też o jego zdradzieckich praktykach przeciw królowi za Cromwella, o czym Król dobrze wie, a przecie mu to wybaczył (...)”

A że w owych czasach głowę traciło się łatwiej niż reputację, Buckingham przyparty do muru Tower, rozpaczliwie szukał ratunku. Znając doskonale osobowość władcy, postanowił poszukać i znaleźć szyję, która zakręci głową monarchy tak, jak on, Buckingham zechce. Znalazł i odegrał rolę rajfura doskonałego; odtąd i on i Nell żyć będą dostatnio i szczęśliwie. Książę, po doprowadzeniu do upadku Lorda Clarendona jako wszechmocny dworski intrygant, zaś Nell jako sowicie opłacana pieszczoszka i matka królewskich bastardów, Charlesa Beauclerk barona Heddington, hrabiego Burford oraz Jamesa Beauclerk, księcia St. Albans.
Zanim panna Gwynn zamieszka w tak eleganckich rezydencjach jak ta przy Pall Mall w Westminster albo ta przy Church Street w Windsor, król (jak prawi legenda) chcąc zbudować specjalnie dla niej Burford House przy Home Park /graniczący z pałacem Windsor/ nakaże wyłapać lub pozabijać bandytów, którzy grasowali na drodze wiodącej do jej przyszłego pałacu przy obecnej Kings Road. By zapewnić sobie i kochance komfort intymnej samotności, wykupi wszystkie tereny, szczególnie te wzdłuż drogi do niego prowadzącej. Ojezu, jaki ładny gest!
Dziewczyna nie potrzebowała królewskiego łoża by doceniano ją na scenie. Zagrała w ogromnej ilości sztuk i prawie zawsze oceniana była wysoko. Prawie zawsze, bo drobne potknięcia zdarzały się nawet najlepszym, o czym łacno można się przekonać czytając Dzienniki pana Pepysa, smakosza teatru o doskonałej znajomości aktorskich talentów. Nell nie odpowiadały role dramatyczne,największą biegłość osiągnęła grając postaci komediowe, co potwierdza Pepys i rozliczni pamiętnikarze owych czasów.

A więc Nell już jest oficjalną kochanką Karola II, panna Davies odchodzi w niebyt zachowując wszelkie królewskie darowizny i 1000 funtów na otarcie łez. Należy zaznaczyć, że cały czas konkubinatu z Karolem II, Nell grała na scenie. Zatem na jej korzyść wnioskować trzeba, iż łożnica królewska była dla niej tylko spełnieniem snu o pozycji społecznej i finansowej, bo miejsce w historii angielskiego dramatu zapewniła sobie niekwestionowanym talentem. Jej ostatni występ miał miejsce pod koniec 1670 roku, w rolach Almahide w Almanzorze według Harta i w Podboju Grenady Drydena. Zmarła siedemnaście lat później, 14 listopada 1687 i została pochowana w kościele St. Martin-in-the-Fields. Nad trumną wielce patetyczną a wzniosłą mowę pogrzebową wygłosił ówczesny wikary Thomas Tenison, facet który wkrótce zostanie arcybiskupem Canterbury i będzie mógł do woli molestować nadobnych alumnów.

By zilustrować miłość króla do aktoreczki, warto przytoczyć pewien fakt, który wzrusza do głębi nawet takiego starego dziada i cynika jak ja. Otóż Karol II wprawdzie miał szczery zamiar nadać kochance tytuł hrabiny Greenwich ale z rozmaitych powodów nie zdążył. I oto, umierając zwraca się z prośbą do brata, Jakuba księcia Yorku

- Proszę cię, zrób wszystko, żeby moja biedna Nell nie głodowała.

Po koronacji, brat spełnił prośbę zasilając szkatułę Nell i płacąc jej długi z tajnych funduszy Korony. Arcypięknie!

Czy z upływem wieków Nell Gwyn, wspaniała dziwka, aktorka i kochanica królewska poszła w zapomnienie? Nic podobnego! Na kanwie jej życia napisano wiele ksiąg i nakręcono filmów, wystarczy przewertować Internet lub wszelakie źródła pisane i odczytać zawartość hasła „Nell Gwyn”, by dostrzec ogromne zainteresowanie postacią tak sympatycznie barwną.

To wszystko? O nie, istnieją ulice, puby i sklepy opatrzone jej imieniem i nazwiskiem a na przykład taki obiekt, jak Nell Gwynn House, Luxury Apartaments w Londynie stoi w miejscu, w którym kiedyś Karol i Nell oddawali się tak namiętnym uściskom, iż okoliczne drzewa pękaly z trzaskiem pod naporem tornada ich seksu.

Dzisiaj każdy pasjonat historii rodem z Polski pomieszkujący w pięknym mieście Londynie, w chwili wolnej od stania przy zmywaku czy pod latarnią może tam wejść, rozprostować nogi i pooddychać atmosferą rozpasania, snując optymistyczne refleksje
- Jej się udało, może i mnie się poszczęści?


Czy napisałem wszystko i najdokładniej jak tylko można? A skąd! O pięknej Nell można by bez końca. A że tu i tam pofolgowałem słowu i wyobraźni, cóż...







Bibliografia

Henryk Sienkiewicz, Ogniem i Mieczem; tom I, rozdział I
Michel de Nostre-Dame (Nostradamus, 1503-1566), czterowiersz 76 z Centurii VIII. Por. Francis X. King, Stephen Skinner, Nostradamus. Wielka księga przepowiedni, Warszawa 1995, s. 31.
[link widoczny dla zalogowanych]
Dziennik Samuela Pepysa, tłum. Maria Dąbrowska, t. 1,2; Państwowy Instytut Wydawniczy 1954
Samuel Pepys' Diary. First Edition. 1892. 18 vol. The C.C. Brainard Publishing Co., Boston and New York. 1892-1899.
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
Pedofilia, określenie zastosowane przez Richarda Freiherr von Krafft-Ebing w wydanej w 1886 roku w Stuttgarcie Psychopathia sexualis
Bullough V.I., Bullough B. The History Of Prostitution,, New York 1968
Taylor R.G., Sex in History, London 1953
Henriques F., Prostitution and Society London 1962 – 1968, t.I i II
Carlton C. Królewskie Faworyty w Anglii, tłum. H. Szłapka, Wrocław 1992
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]



Tekst publikowany m.in. w trójmiejskim Kwartalniku Literackim "Migotania"






.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 01 Sie 2013 10:17
ella_hagar
Rada Strasznych

 
Dołączył: 10 Cze 2005
Posty: 1048
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Warszawa





Czytałam , bodajże w Akancie. Może w Migotaniach?
Dobre, panie literacie, dobre.
Cieszę się, że jesteś i jak widzę w dobrej kondycji i humorze (mam nadzieję). Tak mi czegoś brakowało ostatnio. Pozdrawiam.
: )


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
NELL GWYNN. PIĘKNOŚĆ ZRODZONA W BURDELU
Forum Strona Główna -> PROZA
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin