Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
Forum Strona Główna -> PROZA -> Nasza podróż do Hiszpani, czyli o Romanie...cz.5.
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
Nasza podróż do Hiszpani, czyli o Romanie...cz.5.
PostWysłany: 05 Lis 2014 2:52
daniela j. jarszak

 
Dołączył: 16 Sty 2010
Posty: 1003
Przeczytał: 28 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/2





Nasza podróż do Hiszpani, czyli o Romanie...cz.5.





Co jednak zrobić w tej przedziwnie niejasnej sytuacji? Co robić? - Tłukło mi się w dzień i w nocy po głowie. Tutaj tęga zima, tam egzotyczna rozkosz! Dzwonię więc do Tomka. Ba! Nie pisałam o Tomku jeszcze. Pierdolonym nerwicowcu, jak określali go koledzy z Docentowej kapeli. Ano, bo Tomek nie grał na żadnym instrumencie, był tylko szkolnym kolegą i najbardziej wiernym akolitą kapeli. Akolitą, to za mało powiedziane. Tomek był jej duchowym przewodnikiem, choć nie mówił wiele, ale jego charyzmę odczuwaliśmy wszyscy. I wszyscy też lubiliśmy jego obecność. Zawsze, gdy się pojawiał, wraz z nim pojawiała się ta specyficzna przestrzeń owiana niedopowiedzeniem, spowitym niczym mgłą bliżej nieokreślonej tajemnicy, z tym swoistym namaszczeniem każdej, wspólnie spędzonej, chwili. Toteż u Tomka właśnie, spotykaliśmy się wszyscy, zwłaszcza wtedy, gdy jego rodzice wymknęli się cudem do Stanów Zjednoczonych. To jemu jedynemu przynosiliśmy prezenty na urodziny. Jemu też zwierzaliśmy ze wszystkiego i to tak, że lepszej spowiedzi nie było! U niego też szukaliśmy pomocy, a jak trzeba było to i schronienia. I dlatego chyba, to właśnie u Tomka wybrał sobie miejsce na śmierć, niezapomniany Marcin vel Madziar, pomimo, że zaledwie dwa bloki dalej mieszkali jego rodzice, którzy kochali swojego jedynaka jak mało kto. Jan i Janina. Zawsze ciepli, ulegli, spełniający kaprysy swojego wiecznego chłopca, choć było mu wtedy tak ze dwadzieścia sześć lat. A jednak umarł w domu Pierdolonego nerwicowca. I Docent też tam nie jeden raz przemieszkiwał; a kto zresztą, nie?

A czemu zaraz Nerwicowiec i do tego Pierdolony? Ano, bo Tomek był wrażliwy jak mało kto i przy tym głęboko mądry, bo bardzo subtelny, choć jednocześnie kiedy trzeba, przejawiający nadzwyczajną, typowo męską moc. Ponadto był w stosunku do reszty nadzwyczaj oczytany i jako jedyny z całej tej szczególnej paczki słuchał dobrego jazzu; szczególnie zaś uwielbiał króla trąbki, to jest Milesa Davisa. I był nie tylko melomanem, ale także niemałym znawcą literatury oraz koneserem dobrego kina.

W swoich ustawicznych poszukiwaniach sięgał też do tajemnic ludzkiej natury, tudzież kondycji; to jest do głęboko ezoterycznych treści. Czynił to z właściwym dystansem i powściągliwością, o którą tak bardzo trudno w tym względzie, czyli że nie był nietaktowny, czy też nachalny w swoich niecodziennych, jak na owe czasy, zapatrywaniach. Tak więc spotkania z nim były swoistym sacrum, uświęceniem gównianych ideałów reszty zbuntowanych chłopców, ponieważ swoją obecnością równoważył wszystkie te szalone zapędy i młodociane mrzonki, absolutnie nieadekwatne do otaczającej rzeczywistości. Toteż, za każdym razem, świadomie czy też nie, podnosił poprzeczkę wobec podwórkowej braci. Czynił to w zasadzie bez słów prawie. A my sącząc dobre piwo czy też wino, albo przy kubku dobrej zielonej herbaty ( co mieściło się już w kategoriach misterium niemal), najczęściej w blasku spokojnie płonących świec, oraz w dymie unoszącym się z pachnących Tybetem, bądź bardzo odległymi Indiami, kadzidełek, słuchaliśmy najlepszej muzyki, oglądaliśmy bardzo przyzwoite filmy, a potem opowiadaliśmy anegdoty, oraz jak zwykle żartowaliśmy z siebie nawzajem. Co też stało się już rytuałem nieomal codziennym.

W ten oto sposób, odpoczywaliśmy od wszelakiej i zanadto wydumanej kontestacji, oraz kaleczących jestestwo, prowokowanych i tych nie chcianych zawirowań. W obłokach tytoniowego i kadzidlanego dymu i nie tylko, chowaliśmy się przed pazerną rzeczywistością, przed bardziej rzeczywistym obłąkaniem, aniżeli nasze.

Najzwyczajniej też w świecie pragnęliśmy, żeby ktoś z nami naprawdę i wreszcie był. Z milczącym, ale za to jakże dobrotliwym oraz subtelnie rozświetlonym cieniem, zapełniającym wszelką pustkę. Nie narzucającym się, łagodnym i wszechobecnym. Bo coś lub ktoś wyżarł to, co naprawdę cenne i co powinno wciąż znajdować się w człowieku.

A Tomek z nami, po prostu był!





cdn.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez daniela j. jarszak dnia 19 Cze 2016 13:51, w całości zmieniany 39 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 06 Lis 2014 0:31
daniela j. jarszak

 
Dołączył: 16 Sty 2010
Posty: 1003
Przeczytał: 28 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/2





Miałam wiele do poprawienia. I oby, to ostatni już raz.

Dopisuję, że nie był to absolutnie ostatni raz. Sad I znowu poprawiałałam, jak zwykle. No, ale cóż...


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez daniela j. jarszak dnia 06 Lis 2014 11:41, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 08 Lis 2014 12:50
ella_hagar
Rada Strasznych

 
Dołączył: 10 Cze 2005
Posty: 1047
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Warszawa





I co ty tak poprawiasz, Danielo? Opowiedz.

Ale piszesz zajmująco : )


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 08 Lis 2014 20:06
daniela j. jarszak

 
Dołączył: 16 Sty 2010
Posty: 1003
Przeczytał: 28 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/2





Literówki, szyk czasem i podobne jakieś głupotki, czyli interpunkcja. Ucieka mi coraz bardziej wzrok. Okulary nie wiele już mogą. Jak jestem przerażona, nie muszę mówić!

Także dzięki Kochana, że znowu jesteś. Też taka cicha, a obecna! I wciąż taka ciepła.

Pozdrawiam Ello serdecznie.
Smile


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 08 Lis 2014 20:56
ella_hagar
Rada Strasznych

 
Dołączył: 10 Cze 2005
Posty: 1047
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Warszawa





Oj, bo ja ciągle tu czytam. : )

Kiedyś Plezantropia była miejscem kultowym. Teraz ta nazwa jest jakby wstydliwa. Było już, że megazin… Dziś magazyn ... Niby, ok.
Ale teraz kiedy piszesz w treści posta dawny nick założyciela forum, wskakują ci inne słowa……. Jakby ten stary nick był wstydliwy … Hm.

Z tymi poprawkami, to ja mam podobnie. Ale nie tylko ort czy styl. Poprawiam, bo ciągle mi jest nie tak, ciągle ulepszam, choć - przez to - czasami pogaraszam : )))))
Ale przez to wcale nie publikuję : (
Pozdrawiam serdecznie, Danielo. Pisz, kochana, pisz. Robisz to całkiem interesująco.

Buźka.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez ella_hagar dnia 08 Lis 2014 21:29, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
PostWysłany: 10 Lis 2014 13:08
daniela j. jarszak

 
Dołączył: 16 Sty 2010
Posty: 1003
Przeczytał: 28 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/2





Przeczytałam Twoje opowiadanie, dzięki kóremu Plezantropia, znowu nazywać się może MEGAZYN, zwłaszcza, gdyby niejaki Sławek wrzucił swoje cuda jeszcze i inni wspaniali.

Pozdrawiam ciepło. Smile

d.j.j.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 12 Lis 2014 14:21
ella_hagar
Rada Strasznych

 
Dołączył: 10 Cze 2005
Posty: 1047
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Warszawa





Ba! Żeby Plezantropia znowu była kultowa? Byłoby pięknie.
A gdyby niejaki Sławek wrzucił swoje cuda jeszcze i inni wspaniali? Ech, żeby zechcieli tu wrzucać!
Czytałoby się, czytało! Chciałoby, chciało!
: )


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Nasza podróż do Hiszpani, czyli o Romanie...cz.5.
Forum Strona Główna -> PROZA
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin