Forum Strona Główna -> PROZA -> Mezalians, czyli skandal w rodzinie-2 ( ITALIA) dokończenie
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
Mezalians, czyli skandal w rodzinie-2 ( ITALIA) dokończenie
PostWysłany: 17 Maj 2014 17:49
karibu

 
Dołączył: 15 Sty 2010
Posty: 360
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: a pisz Pan na Berdyczów !





Mezalians, czyli skandal w rodzinie (2) ( ITALIA)


Ostatnie dni czerwca A.D 1914r - jeszcze przed nadejściem największych upałów płynęły równie leniwie, jak drobne puchowe obłoczki za oknami przestronnego jasnego mieszkania na piętrze.
Agata siedziała oparta łokciami o parapet i obserwowała leniwie ruchliwą o tej porze dnia ulicę Triestu. Lubiła te krótkie chwile, które miała tylko dla siebie, uwielbiała patrzeć na przewalające się fale ludzkich ciał poniżej, na taniec lekkich parasolek noszonych filuternie przez wszystkie miejscowe modnisie. Powietrze falowało rozgrzane prawie do czerwoności jak piec chlebowy i z chwili na chwilę upał narastał, potężniał i wibrował wydobywając zapachy odległych eukaliptusów i oleandrów sadzonych na obrzeżach miasta. Gwar ulicy brzmiał, jak szum liści pomieszany ze szczekaniem psów, okrzykami dzieci, piskami i turkotem kół. Mieszały się kolory zapachy i odgłosy, dając zmysłom niepowtarzalny spektakl.

W oknie naprzeciwko po drugiej stronie ulicy regularnie pojawiał się o tej porze dnia czarnoskóry mężczyzna. Wpatrywał się w jasnowłosą i niebieskooką kobietę szczerząc do niej w uśmiechu bielutkie zdrowe zębiska. Musiała mu się wydawać nieziemska ta jasna Słowianka na tle urody Włoszek. Agata często słyszała komplementy na ulicy i określenie " bella donna" stało się prawe jej przydomkiem. Z początku nawet nie bardzo wiedziała co to znaczy i czy nie jest obraźliwe. Tym razem jednak na widok intruza za oknem w nagłym impulsie chwyciła połówkę sporej cytryny i jeden jej celny rzut wpakował roześmianemu mężczyźnie kwaśny poczęstunek prosto w usta ! W ten sposób zakończyły się wesołe manewry i niewczesne amory, a niedoszły amant już nigdy nie podchodził do owego okna.

Tego upalnego dnia u schyłku czerwca ulica wyglądała zwyczajnie, jak zawsze. Jednak jeden szczegół odróżniał go od innych. Wszystko przez głośniejsze nawoływania małych ruchliwych gazeciarzy biegających jak owady pomiędzy zwartą uliczną tłuszczą. Ich głosy jak ostrza cięły i szatkowały powietrze i dolatywały do górnych pięter. Małe obdartusy trzymały znikające naręcza gazet wydzieranych sobie z rąk. – Zamach na księcia Ferdynanda! Ostatnie wiadomości! Wielki zamach na księcia Ferdynanda!!! - Ile tchu wołały młode płuca, ciesząc się niespodziewanym utargiem.

Kiedy Agata pochylała się nad łóżeczkiem dzieci : Józefiny i Jasia - różowych, rozgrzanych pachnących jeszcze południowym snem, w otwartych drzwiach domu z gazetą w ręku stanął Adam. Blady ze zdenerwowania opadł na krzesło. Interesował się polityka od zawsze i nowa wiadomość o zamachu wzbudziła w nim spory niepokój. Niby nic się nie działało, przecież nie we Włoszech, ale przeczuwał czarne chmury zbierające się nad ich przyszłością. Na chwilę obecną ich byt był zapewniony, jako dobry inżynier nie bał się o pracę, udziały w fabryce makaronu gwarantowały dostatek. Jednak …

Z każdym dniem Adam był coraz chmurniejszy, życie toczyło się pozornie jak dawniej, ale głęboka zmarszczka na jego czole pojawiła się od owego dnia i nijak nie chciała zniknąć.
Agata chodziła przy nim prawie na palcach i uciszała rozbawione dzieci. Wiele godzin spędzała z nimi na spacerach nie mogąc wytrzymać nerwowej atmosfery, jaka zaistniała w domu.

Pobliski park był od dawna ich oazą normalności – śmiechy dzieci biegających wokół fontanny, nawoływania matek i niań działały tak uspokajająco... Gazety nieustannie zachłystywały się opisami działań politycznych, ogłaszano mobilizację wojsk efektem domina początkowo w Rosji, potem we Francji i w następnych krajach. W powietrzu zawisł nastrój grozy, a spokojna dotąd Europa stawała się obszarem wojennym. Po sierpniowych wydarzeniach w Afryce Adam spodziewał się najgorszego.

Lato kończyło się szybko, słońce obniżyło swój tor, zieloność ciemna, rozbuchana ciążyła ku ziemi, zapachy znad Oceanu przybrały na sile rozwiewane coraz bardziej porywistym wiatrem. Jakże ta wczesna jesień inna od tej naszej, polskiej - myślała Agata i zatęskniła nagle za tymi pagórkami rozpostartymi za rodzinnym oknem, okrągłymi jak brzuchy śpiących, leżących leniwie olbrzymów, pokratkowane drobnymi pólkami w różnych odcieniach i kierunkach: Od jasnych pszenicznych, słomkowych do ciemnego brązu gryki, poprzecinanych bezładnie zielonymi łąkami. Tak dawno już nie widziała brata Franka, a listy z domu przychodziły z rzadka, lakoniczne choć w podpisie serdeczne, to krótkie. Ostatni raz widziała brata gdy pierwszy raz brzemienna pojechała do Polski. Cieszyła się na ten wyjazd, nie chciała rodzić w obcym kraju. Czuła narastający strach. Jakże to tak – bez bliskich - zlegnąć bez ich opieki. To było dlań niepojęte. Adam wiecznie zajęty, wracał z pracy wieczorami, nie znał się na babskich sprawach, wstyd było o nich mówić. Słaba jeszcze znajomość włoskiego czyniła ją bezradną wobec zbliżającego się terminu porodu.

Ponowna wielogodzinna podróż koleją minęła spokojnie pod pieczą obsługi pociągu. Adam początkowo wzbraniał się przed tym niewiarygodnym pomysłem samotnej podróży żony, jednak sam nie mógł porzucić pracy z ważnych przyczyn. Z bijącym sercem machał jej na pożegnanie, aż szarość wagonu rozpuściła się w obłokach kurzu i pary buchającej z ciężarnej lokomotywy. Stacje, stacyjki, pola lasy... Wszystko zlewało się w jedno, stukot kół brzmiał uspokajająco jak stukot puszczonej w ruch dziecięcej drewnianej, malowanej w kwiaty kołyski. Taką Agata zapamiętała z domu w Budzowie i do takiej we Frankowym domu jechała.

Drewniany dom powitał kobietę radośnie skrzypiącym progiem drewnianego domostwa. Wspomnienia opanowały ją w jednej sekundzie. Zdawało się, że to matka przysiadła pomiędzy rozbieganym pod oknami drobiem, a to tatko schyla się własnie do sążni świeżo urąbanych drew. A to tylko wiatr powiewał zawieszoną na płocie szmatą, a to tylko niedbale porzucony pod płotem snopek słomy udawał ludzki grzbiet. Franek z rodziną przyjęli ją serdecznie i uściskom nie było końca. Jednocześnie gospodarz patrzył z rosnącym niepokojem na sino-szare chmury gromadzące się na zachodzie. Zanosiło się na porządną burzę. Niebo skłębione groźnie rozpłaszczało tłustą grubą warstwę nad samym domem. Pierwsze krople deszczu ryły wąskie korytarzyki w pyle podwórka i nie nadążały wsiąkać w grunt rozlewając się w pierwsze kałuże. Odległe grzmoty dochodziły z wszystkich stron skoncentrowane nad wzgórzem na którym stał dom. Dzieci pochowane po kątach popiskiwały strachliwie po każdej eksplozji nieba. Na okna powędrowały grube gromnice i popłynęły miodowe łzy roztopionego wosku. Mijały długie ciężkie godziny, chmury bezradnie kręciły się w kółko, błyskawice szyły niebo ostrymi igłami, a echo grzmotów odbijane przez góry wwiercało się bezlitośnie w uszy, jakby ktoś wbijał w nie tępe gwoździe.
Agata nadwrażliwa w swoim stanie pierwsza poczuła swąd. Gryzący, gęsty dym podstępnie zaczął wciekać szparami wywołując gwałtowny kaszel. Wypadli przed dom niepomni na rozszalałe żywioły.
- Pali się! Pali się! - Rozdzierający krzyk zwołał sąsiadów. Dom stał niebezpiecznie blisko innych domów. Strach dławił i dodawał sił. Frankowa rzuciła się wypuszczać uwięziony inwentarz, ryczały przysmalone krowy, kwiczały rozpaczliwie prosięta. Franek szybko jednym spojrzeniem policzył dzieci. Wszystkie! Dom stał w ogniu karmiąc swoim drewnem chciwe płomienie i obracając w proch cały skrzętnie wypracowany dobytek.


Na porosłym trawą wzgórzu, na tle czarnego nieba pełnego ostatnich rozbłysków burzy majaczyła sylwetka kobiety z gromadką dzieci. Siedzieli skuleni w ciszy, przytuleni ciasno do siebie. Agata w odruchu obronnym nie dopuszczała do siebie rozpaczy. Chłonęła wspaniały widok ruchliwej czerwonej pochodni z fajerwerkami iskier strzelających w niebo. Mijały długie chwile - czerwień ognia z wolna zaczęła konkurować z czerwienią brzasku i kiedy ta zaczynała dominować patrzyli w milczeniu na leżące poniżej pogorzelisko. Poczuła pierwsze bóle.


Przez kilka następnych tygodni słychać było w pobliskich lasach rytmiczne stukanie wielu siekier i młotków. Sąsiedzka pomoc ruszyła pełną parą, a nowy pachnący żywicą dom rósł z każdym dniem. Przed pierwszymi mrozami był już gotów i Agata wdychając z przyjemnością zapach nowych desek włożyła swoje niemowlę do nowiutkiej kołyski.


Wojna kroczyła naprzód i pochłaniała Europę, jak olbrzymie żarłoczne zwierzę, które nigdy nie ma dosyć. Zakończył się pewien nader szczęśliwy etap życia małżonków.
Któregoś dnia Adam przyszedł do domu z wiadomością, że wszyscy obcokrajowcy mają nakaz opuścić państwo. Nie było odwołania od rządowej decyzji. Agata z bijącym sercem pakowała najpotrzebniejsze rzeczy - reszta poszła na sprzedaż.
W drodze na stację mała Józefina popłakiwała drepcząc u boku matki, maleńki Jaś spał w objęciach rodzicielki nieświadom powagi sytuacji.
Adam przygryzał nerwowo wąsa – zżymając się na myśl o nastrojach rodzinnych po powrocie.
Pociąg do Polski, nieobecnej na mapach, ale wyrytej w sercach ruszył wolno, niechętnie, ociągając się i tocząc nasmołowane cielsko, sycząc białą parą i pogwizdując żałośnie.
Żegnaj słoneczna Italio !!!


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez karibu dnia 28 Maj 2014 17:48, w całości zmieniany 19 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 18 Maj 2014 19:47
daniela j. jarszak

 
Dołączył: 16 Sty 2010
Posty: 1004
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/2





karibu, mnie to teraz głupio Cię tu chwalić, bo Ty mnie się wpisowywujesz i podnosisz na duchu. ale prawdę mówiąc, to wręcz obowiązkiem mym, tak oto Ci wreszcie rzec: uwielbiam te wszystkie Twoje literki poskładane tak, a nie inaczej. Lekkość stylu, malowanie słowem jak pędzlem i to pastelowymi kolorami sprawia mi ogromną przyjemność.


Odpoczywam przy Twojej prozie jak bachor na wakacjach. w porównaniu z moim jak lokomotywa ciężkim pisaniem, jest to prawdziwy rarytas w postaci deseru po ciężkim posiłku. jak dobrze, że tacy różni jesteśmy. bo gdyby nie, świat do końca już by zwariował był.

jeno te akapity ciasnawe jakieś, czy mnie się wydaje?


serdeczności wiele Smile

d.j.j.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 18 Maj 2014 20:10
karibu

 
Dołączył: 15 Sty 2010
Posty: 360
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: a pisz Pan na Berdyczów !





Ano, strona edytorska to moja pięta - niestety jak robię akapity w systemie edycji tego forum to nie wchodzą.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez karibu dnia 18 Maj 2014 20:14, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
PostWysłany: 18 Maj 2014 21:37
daniela j. jarszak

 
Dołączył: 16 Sty 2010
Posty: 1004
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/2





ale już widzę duże poprawki. tak trzymaj! i widzę, że dopisałaś mocny kawałek z pożarem. Powinnaś informować czytelników o dopiskach, bo szkoda uronić cokolwiek z tekstu.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez daniela j. jarszak dnia 18 Maj 2014 22:04, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
PostWysłany: 19 Maj 2014 17:23
Wanda Szczypiorska

 
Dołączył: 25 Lut 2014
Posty: 21
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2





Jeśli źle się dzieje to gdzieś na zewnątrz, bo główni bohaterowie są szlachetni i dobrzy. W życiu nie zawsze, ale w opowiadaniu, czemu nie.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 20 Maj 2014 9:05
karibu

 
Dołączył: 15 Sty 2010
Posty: 360
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: a pisz Pan na Berdyczów !





Wanda Szczypiorska napisał:
Jeśli źle się dzieje to gdzieś na zewnątrz, bo główni bohaterowie są szlachetni i dobrzy. W życiu nie zawsze, ale w opowiadaniu, czemu nie.


Pani Wando - jak dotąd w opowiadaniu trzymam się ściśle faktów podanych z tzw. drugiej ręki, jednak potwierdzanych przez inne rodzinne źródła. Prawdziwe jest również osadzenie w czasie i opisywany polski krajobraz tej okolicy. Domyślam się jedynie emocji, ale te podpowiadają mi geny Smile) Reszta dopowiedziana, żeby się lepiej czytało Smile)


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 20 Maj 2014 20:42
daniela j. jarszak

 
Dołączył: 16 Sty 2010
Posty: 1004
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/2





to sie karibu tłumaczy pięknie, ale czy koniecznie? wszak Pani Wanda pisze, jak rzekła, o sobie i też nie widzę, by bohaterka negatywną specjalnie była. a może nawet i wcale....a z taką ciekawością otworzyłam stronkę, sądząc że więcej jakich zdań ładnych i okrągłych na temat karibowego pisania się doczytam, a tu tylko tyle, szkoda.... Crying or Very sad


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 22 Maj 2014 12:36
ella_hagar
Rada Strasznych

 
Dołączył: 10 Cze 2005
Posty: 1047
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Warszawa





Karibu, twoje pióro jest sprawne. Smile
Podoba mi się jak barwnie opisujesz świat, np. tu:

„uwielbiała patrzeć na przewalające się fale ludzkich ciał poniżej, na taniec lekkich parasolek noszonych filuternie przez wszystkie miejscowe modnisie. Powietrze falowało rozgrzane prawie do czerwoności jak piec chlebowy i z chwili na chwilę upał narastał, potężniał i wibrował wydobywając zapachy odległych eukaliptusów i oleandrów sadzonych na obrzeżach miasta. Gwar ulicy brzmiał, jak szum liści pomieszany ze szczekaniem psów, okrzykami dzieci, piskami i turkotem kół. Mieszały się kolory zapachy i odgłosy, dając zmysłom niepowtarzalny spektakl.

lub tu:

„wszystko przez głośniejsze nawoływania małych ruchliwych gazeciarzy biegających jak owady pomiędzy zwartą uliczną tłuszczą. Ich głosy jak ostrza cięły i szatkowały powietrze i dolatywały do górnych pięter. Małe obdartusy trzymały znikające naręcza gazet wydzieranych sobie z rąk.”


Bardzo sugestywne - taniec parasolek, powietrze falowało jak w piecu chlebowym, zapachy eukaliptusów i oleandrów, gwar jak szum liści, gazeciarze jak owady, naręcza gazet itp.


ukłony ślę z gorącego Mazowsza Smile


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 22 Maj 2014 16:56
karibu

 
Dołączył: 15 Sty 2010
Posty: 360
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: a pisz Pan na Berdyczów !





serdeczne dzięki za wszystkie dobre słowa- paliwo do 3 części Smile)

zachodniopomorskie pozdrawia Pomorze i Mazowsze - tak gorąco, jak dzisiejszy upał, aż miło ! Smile


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez karibu dnia 22 Maj 2014 16:58, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Mezalians, czyli skandal w rodzinie-2 ( ITALIA) dokończenie
Forum Strona Główna -> PROZA
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin