Forum Strona Główna -> PROZA -> Mezalians - cz. IV ( Kryzys)
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
Mezalians - cz. IV ( Kryzys)
PostWysłany: 09 Sie 2014 9:30
karibu

 
Dołączył: 15 Sty 2010
Posty: 360
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: a pisz Pan na Berdyczów !





Mezalians cz. IV ( Kryzys)


Jak po burzy wychodzi słońce, tak po dniach ciężkich i niespokojnych przychodzą słoneczne chwile. Wykształcenie i zdolności Adama przynosiły owoce w tej nowej Polsce.
Umiejętności inżynierskie zapewniły mu zajęcie i pozwoliły na własny warsztat pracy. Zajmował się po trosze wszystkim - jubilerstwem, naprawą zegarów i wyrobem rozmaitych mechanicznych części. Miał nawet na swoim koncie kilka drobnych wynalazków i ulepszeń dotyczących maszyn i urządzeń. Takich specjalistów nie było w Krakowie wielu. Zapotrzebowanie stało się naprawdę wielkie i zleceń nie brakowało, a tym samym chleba w domu. Adam jednak nie cenił sobie zbytnio własnych unikalnych umiejętności, nie miał
w sobie tej szczypty handlowca, która pozwoliłaby mu przekuć wyjątkowe zdolności i umiejętności w zgromadzenie i odbudowanie utraconej fortuny. Płacono mu za nie często żenująco mało, wręcz symbolicznie. Rodzina mogła jednak dzięki jego ogromnej pracowitości dość spokojnie i pewnie żyć.

To był okres wielkiego rozwoju i wytężonej pracy. Co rusz to przychodziły do domu kurierem w ogromnych drewnianych skrzyniach opasłe tomiska w grubych tłoczonych w skórze okładkach, pisane w ojczystym języku Nitshego i Kanta.
Na kartkach widniały niezrozumiałe dla wszystkich, poza adresatem, opisy i schematy jakichś maszyn i urządzeń. Dzieci nabożnie patrzyły na skórzane oprawy, złocone litery tych dzieł, których nie odważyły się dotykać pod srogim ojcowskim nakazem. Co jakiś czas głowa rodziny wyjeżdżała niespodziewanie z domu na kilka dni zapraszana na przeróżne zagraniczne sympozja i zjazdy naukowe. Świat stał otworem przed Adamem i żądał haraczu od niepospolitego umysłu.
Adam kochał niezmiernie swoją rodzinę, kochał szczerze Agatę, ale niedostatek jej wykształcenia i obycia w towarzystwie, niemożność pełnego intelektualnego porozumienia czyniły go w jakiejś mierze samotnym. Jednocześnie wiedział, jak bezcenne jest jej praktyczne podejście do rzeczywistości, jej zdrowy rozsądek i pracowitość. Drażniła go jednak zwykła, codzienna monotonia życia, jej proza pachnąca mydlinami i gotowaną kapustą. Te podróże po Europie były dlań jakby haustem czystego powietrza niezbędnego do dalszej egzystencji. Agata niechętnie i z dezaprobatą patrzyła, jak mąż wymyka się z domu na długie godziny - za interesami - jak mawiał. Wiedziała, że wraca potem dość późno, na lekkim rauszu, bardziej gadatliwy, niż zawsze, pachnący tytoniem i perfumami, po godzinach spędzonych na rozdyskutowanych krakowskich salonach u państwa Z, lub T i licho wie jeszcze jakich.
- Ciii … Jadziu … ciii … (mawiał do Agaty nie wiadomo czemu – Jadziu w przypływie czułości) - Nie rób awantury, bo dzieci pobudzisz …

Przewidywania matki Adama w pewien sposób jednak nie były oderwane od rzeczywistości i wynikały z mądrości życiowej. Dwa odrębne światy Agaty i Adama dawały znać o sobie.
Dzielna kobieta nie miała lekkiego życia - kilkoro dzieci wychowywanych w ciasnocie, bez pomocy kogokolwiek wymagało nieustannej uwagi.
Adam wywodzący się z tradycyjnej polskiej, szlacheckiej rodziny nie potrafił przejąć żadnych domowych obowiązków i nawet się ich tak do końca nie domyślał. Denerwował go hałas dzieciarni, zaduch pieluch i ciągłego prania. Uciekał więc jak najdalej i jak najczęściej w świat obcy Agacie - obszar salonów towarzyskich, kawiarni i innych świątyń nauki, rozgadania, rozpolitykowania i wiedzy.

Tymczasem Jaś - ich jedyny syn, dziedzic nazwiska, mając lat około dziesięciu przejawiać zaczął zdrowotne problemy. Chorował, jak wszystkie dzieci na powszechne dziecięce choroby, jednak jedna z nich nie przeszła bez echa i zaciążyła nad chłopcem brzemieniem. Janek przestał się rozwijać, wyraźnie coś się z nim działo niedobrego. Zdrowe, bystre dziecko słabło z dnia na dzień. Opadało z sił, w szybkim tempie chudło i skarżyło się na uporczywe bóle głowy. Rodzice ze ściśniętym sercem patrzyli, jak ich jedyny syn stopniowo odchodzi od nich, marnieje z każdym dniem i cierpi ogromne męki za każdym razem, gdy po bruku hałasując, przejeżdża rozpędzony wóz. W końcu Jaś przestał samodzielnie chodzić i leżał całymi dniami nic nie mówiąc i patrząc w sufit.
Ta niejasna dla wszystkich choroba postępowała, wzywany kilkakrotnie doktor rozkładał ręce nie mogąc ustalić diagnozy i w końcu poradził umieścić go w ośrodku dla nieuleczalnie chorych.
Agata długo nie mogła pogodzić się z tym rozwiązaniem, ale mając pozostałą czwórkę dzieci i trudne warunki nie dawała sobie rady z dodatkową rolą pielęgniarki.

Skończyły się dobre czasy. W Europie nastał kryzys jakiego jeszcze nie było. Padały fortuny. Adam tracił zamówienia z dnia na dzień. Zapanował wszechobecny głód i bezrobocie.
Liczył się każdy grosz. Rozgadane salony świeciły pustkami, w okna zapuszczono żaluzje, drzwi zamknięto na głucho. Na ulicach zaroiło się od ludzi w łachmanach o szarych, wychudzonych twarzach. Kryzys dotknął również tę rodzinę. Adam całymi dniami patrzył w okno nie odzywając się słowem do nikogo. Marszczył brwi, zaciskał pięści bezsilnie. W nocy przewracał się z boku na bok i patrzył w ciemność pustymi oczami. Już dawno nikt nie pukał do drzwi z jakimkolwiek zamówieniem. Żyli z resztek pieniędzy odłożonych na czarną godzinę - pozostałych po niegdysiejszej pracy w Italii.

Agata któregoś dnia o świcie podjęła trudną dla matki decyzję. Zwlokła wyniszczonego chorobą Jasia z łóżka i ułożyła sobie wątłe ciałko na plecach. Na inny transport nie miała pieniędzy, na pomoc Adama nie mogła liczyć. Skrzypnęły cicho drzwi za matką z synem, tworzących jakby jedno ciało. Tak zrośnięci ze sobą, jak onegdaj przez dziewięć miesięcy.
W ośrodku powitał ją smród uryny i lizolu.

Noc była ciemna, gęsta i nieprzenikniona. Słychać było równe, ciężkie oddechy licznych śpiących. Zegar odmierzał pracowicie godziny i wybijał je dźwięcznie w regularnych odstępach. Po dwunastym uderzeniu ciszę przerwało nagłe szamotanie się koło Jaśkowego łóżeczka. Porwali się niemal wszyscy mrugając niewidzącymi oczami, niezbyt przytomnie z pościeli.
- Tosia!? – To ty? - świszczący szept obudził Agatę
- Nieee … ja tu leżę przecież mamo ...

Szamotanie powtórzyło się raz jeszcze i rąbek białej koszulki zamigotał w ciemności podzwaniającej delikatnie, jak dzwoneczek, blaszanym nocnikiem zostawionym pod łóżeczkiem dziecinnym.
Zapadła cisza otulając miłosiernie skulone w pościeli ciała pobudzonych. Agata tknięta przeczuciem zaczęła modlić się półgłosem: - Kto się w opiekę odda Panu swemu ...
Nazajutrz przyszła wiadomość z ośrodka o śmierci małego Jasia.


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez karibu dnia 12 Sie 2014 10:40, w całości zmieniany 3 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 10 Sie 2014 23:32
daniela j. jarszak

 
Dołączył: 16 Sty 2010
Posty: 1004
Przeczytał: 27 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/2





Wstrząsające opisy. Tak przybliżyć przejmującym obrazem kryzys, który kojarzy się głównie z Ameryką, to trzeba mieć informacje z pierwszej ręki, oraz wyobraźnię i "pióro" Karibu.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Mezalians - cz. IV ( Kryzys)
Forum Strona Główna -> PROZA
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin