Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
Forum Strona Główna -> PROZA -> Danusia. Majteczkowa przygoda III
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
Danusia. Majteczkowa przygoda III
PostWysłany: 20 Paź 2016 17:22
daniela j. jarszak

 
Dołączył: 16 Sty 2010
Posty: 1003
Przeczytał: 28 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/2





Majteczkowa przygoda III






Miała wtedy chyba ze sześć lat, ale ten dzień pamięta szczególnie. Choć była jedyną córką pośród trzech braci, nie pamięta, by kiedykolwiek ją rozpieszczano, czy specjalnie jakoś hołubiono. Było raczej wręcz przeciwnie. Od niej wymagano więcej, bo była dziewczyną, więc z racji już tego faktu spoczywało na niej więcej codziennych obowiązków aniżeli na jej braciach. Jednak w ten dzień było inaczej, dostała prezent, co było wielkim ewenementem w jej życiu w ogóle. Był to prezent od Matki. Jasna, kretonowa sukieneczka w szaro-ciemną kratkę, zawiązywana na paseczek. Danusia była zawsze bardzo powściągliwa i skromna. Nawet nie umiała się jakoś specjalnie cieszyć. Nie była jeszcze wtedy spontaniczna, naturalnie radosna. Ale ta sukieneczka, którą założyła na siebie w dostojnym milczeniu, była dla niej bardzo ważna. Bo nowa, a przez to dodatkowo piękna, mimo że przecież była taka zwyczajna. Codzienna wręcz.

- Weź ten koszyczek i narwij wiśni na zupę owocową. Pójdź do cioci, tam koło jej obórki rosną wiśnie – powiedziała matka, która nie używała jej imienia za często; a zdrobniałego, to może nawet nigdy. W każdym razie, Danusia nie miała tego w swojej pamięci. Jeśli już, to potem była zawsze tylko Danka, ale nigdy Danusia.

Z koszyczkiem w ręku i w nowiutkiej sukieneczce miło tak było iść. Dla niej samej było miło. Zdumiewającym jest to, że Danusia nie wiedziała jeszcze wtedy, co to jest chwalić się nową sukieneczką, czy czymkolwiek innym, przed kimkolwiek. Sukieneczka była piękna sama w sobie, gdyż była inna od wszystkiego, co posiadała dotąd. Inna była w niej faktura, krój i deseń. Chyba tak już jest, że człowiek zaczyna chwalić się dopiero wtedy, gdy zazna od świata krytyki, upokorzenia a w każdym razie niedocenienia. Wtedy też zapewne zaczynają się wszelkie wzajemne porównania oraz rywalizacja. I chęć pokazania się z jak najlepszej strony, by uchronić się przed cierpieniem, jakiekolwiek by ono nie było.

Tak więc strojna inaczej, aniżeli dotąd, Danusia, zadowolona, że jej mamusia jest dla niej taka miła, bo dość, że dała jej sukieneczkę, to jeszcze w takim zaufaniu i z tak poważnym zadaniem posłała po wiśnie aż na wieś. Czworaki były blisko, ale na wioskę trzeba było iść aż za Pałac. Tam mieszkało o wiele więcej ludzi, i może mamusia chciała być dumna ze swojej jedynej córeczki, dlatego tak ją ładnie ubrała? Nigdy nie umiała okazywać jej uczuć wprost, może więc sukieneczka i pokazanie ją innym, miało być tym istotnym, w tym akurat względzie, substytutem? Tego jednak Danusia nie wiedziała. Toteż spokojnie dotarła w okolicę obórki, wokół której rosło mnóstwo złotych kul i nawłoci oraz wiśniowe drzewka.

Mimo, że Danusia miała już sześć lat, nie mogła dosięgnąć owoców, żeby je swobodnie zerwać, ale że była ambitna, to wdrapała się jakimś cudem nie tylko na wiśnię, ale wdrapała się też na obórkę, w której ciocia Władka trzymała swoją młodą jałówkę. No, teraz może wreszcie swobodnie je zrywać, nic już jej w tym nie przeszkodzi. Nie urwała jednak ich za wiele, gdy wtem coś pod nią zatrzeszczało i nim zdołała przywołać jakąkolwiek myśl, wylądowała z ogromnym impetem w obórce, i to prosto na świeży, ciepły jeszcze placek krowiego łajna. Całe szczęście, że nie było cielaka, bo dopiero by się przestraszył! A czyste majteczki, bo matka była bardzo schludną kobietą i zawsze bardzo dbała o swoje dzieci i męża, a także nowiutką i w tym momencie najpiękniejszą sukienkę na świecie, diabli wzięli.

Danusia nie pisnęła nawet, gdyż nie miała w zwyczaju skarżyć się komukolwiek, pomimo że poczuła silny i tępy ból w wiadomej części ciała. Wygramoliła się więc z tym większym trudem, otrzepała z siebie resztki, przemoczonej także cielęcym moczem, słomy i wyszła z obórki bez słowa. Mogła iść do cioci, która była bardzo dobrą ciocią, albo do stryjenki, która mieszkała obok, i także była najlepszą stryjenką na świecie, ale Danusia, widocznie czuła, że jest to sytuacja bardzo upokarzająca i że znowu musi poradzić sobie sama. Oczywiście, nie szła tym razem ścieżką obok Pałacu, tylko opłotkami za tartakiem. Stała tam pompa z wodą, taka sama jak ta koło ich domu. Musiała mieć dość siły i sprytu, by jedną ręką pompować wodę, a drugą prać zabrudzone ubrania. Następnie umyć się bardzo dokładnie. Jakże musiała śmiesznie wtedy wyglądać, gdyby ktoś ją wtedy zobaczył... Ale na szczęście, nie zobaczył, gdyż było to chyba sobotnie popołudnie i nikogo wówczas nie zauważyła. A rozglądała się pilnie, chcąc dokonać tego niezwyczajnego aktu ablucji. Traki w pobliskim tartaku tym razem milczały... poza tym nowa sukienka w środku tygodnia?

Sobota, niedziela, to dni, które miały zupełnie inny wymiar. Wtedy szorowano drewniane podłogi i kuchenne, poniemieckie posadzki, wywieszano pranie na zewnątrz domu. A wcześniej, miotłą z brzozowych lub wierzbowych witek, zamiatano podwórka. Już w sobotę po południu robiło się z chwili na chwilę coraz bardziej majestatycznie i odświętnie. A w każdą niedzielę rano wszystkie kobiety obowiązkowo gotowały rosół i robiły swój makaron do tegoż rosołu, piekły kurczęcie, kacze, czasem gęsie, i rzadziej jeszcze, indycze mięso. Potem z całą rodziną, dzień wcześniej wyszorowaną w cynowej, wielkiej balii, szły uroczyście ubrane do kościoła. Toteż sukieneczka także musiała pasować do takiej odświętnej atmosfery. W każdym razie, do soboty na pewno!

Teraz jednak, z chwili na chwilę, przestała pasować. Danusia była chyba jeszcze zbyt mała, by postrzegać życie w kategoriach dramatu, chyba że się taka już urodziła, albowiem zawsze w sytuacjach trudnych, traumatycznych zachowywała raczej stoicki spokój. Toteż podeszła do pompy i zaczęła z niemałym trudem pompować wodę. Niełatwo było iść w takim obklejeniu, ale było to tym większą motywacją, by dotrzeć tam jak najszybciej i napompować wody potrzebnej do uprania sukieneczki i majtek. A potem oczywiście, trzeba było się gdzieś schować i czekać aż to wszystko wyschnie. Najbardziej jednak obawiała się matki, że nie spełniła jej oczekiwań. Że skalała tak piękny i rzadki dar.

Co działo się potem, nie pamięta. Jak zareagowała z natury jej dość surowa matka, która przeżyła piekło pacyfikacji na Zamojszczyźnie i o wiele za wcześnie straciła matkę, która nie zdążyła jej utulić i dokochać jak należy? Niestety, Danusia, nie ma pojęcia. Może była to jej pierwsza poważniejsza kara, za niewypełnienie poruczonego zadania, której nie chce pamiętać? Wystarczy, że Los dokonał takiej małej zemsty za coś, czego w zasadzie, także nikt z nas nie chce pamiętać.



.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez daniela j. jarszak dnia 10 Mar 2017 21:22, w całości zmieniany 19 razy
Zobacz profil autora
Re: Danusia. Majteczkowa przygoda III
PostWysłany: 16 Gru 2016 11:29
daniela j. jarszak

 
Dołączył: 16 Sty 2010
Posty: 1003
Przeczytał: 28 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/2





daniela j. jarszak napisał:
Majteczkowa przygoda III






Miała wtedy chyba ze sześć lat, ale ten dzień pamięta szczególnie. Choć była jedyną córką pośród trzech braci, nie pamięta, by kiedykolwiek ją rozpieszczano, czy specjalnie jakoś hołubiono. Było raczej wręcz przeciwnie. Od niej wymagano więcej, bo była dziewczyną, więc z racji już tego faktu spoczywało na niej więcej codziennych obowiązków, aniżeli na jej braciach. Jednak w ten dzień było inaczej, dostała prezent, co było wielkim ewenementem w jej życiu w ogóle. Był to prezent od Matki. Jasna, kretonowa sukieneczka w szaro-ciemną kratkę, zawiązywana na paseczek. Danusia była zawsze bardzo powściągliwa i skromna. Nawet nie umiała się jakoś specjalnie cieszyć. Nie była jeszcze wtedy spontaniczna, naturalnie radosna. Ale ta sukieneczka, którą założyła na siebie w dostojnym milczeniu, była dla niej bardzo ważna. Bo nowa, a przez to dodatkowo piękna, mimo że przecież była taka zwyczajna. Codzienna wręcz.

- Weź ten koszyczek i narwij wiśni na zupę owocową. Pójdź do cioci, tam koło jej obórki rosną wiśnie – powiedziała matka, która nie używała jej imienia za często, a zdrobniałego, to może nawet nigdy. W każdym razie, Danusia nie miała tego w swojej pamięci. Jeśli już, to potem była zawsze tylko Danka, ale nigdy Danusia.

Z koszyczkiem w ręku i w nowiutkiej sukieneczce miło tak było iść. Dla niej samej było miło. Zdumiewającym jest to, że Danusia nie wiedziała jeszcze wtedy, co to jest chwalić się nową sukieneczką, czy czymkolwiek innym, przed kimkolwiek. Sukieneczka była piękna sama w sobie, gdyż była inna od wszystkiego, co posiadała dotąd. Inna była w niej faktura, krój i deseń. Chyba tak już jest, że człowiek zaczyna chwalić się dopiero wtedy, gdy zazna od świata krytyki, upokorzenia a w każdym razie niedocenienia. Wtedy też zapewne, zaczynają się wszelkie wzajemne porównania oraz rywalizacja. I chęć pokazania się z tej jak najlepszej strony, by uchronić się przed cierpieniem, jakiekolwiek by ono nie było.

Tak więc strojna inaczej, aniżeli dotąd, Danusia, zadowolona, że jej mamusia jest dla niej taka miła, bo dość, że dała jej sukieneczkę, to jeszcze w takim zaufaniu i z tak poważnym zadaniem posłała po wiśnie aż na wieś. Czworaki były blisko, ale na wioskę trzeba było iść aż za Pałac. Tam mieszkało o wiele więcej ludzi, i może mamusia chciała być dumna ze swojej jedynej córeczki, dlatego tak ją ładnie ubrała? Nigdy nie umiała okazywać jej uczuć wprost, może więc sukieneczka i pokazanie ją innym, miało być tym istotnym, w tym akurat względzie, substytutem? Tego jednak Danusia nie wiedziała. Toteż spokojnie dotarła w okolicę obórki, wokół której rosło mnóstwo złotych kul i nawłoci oraz wiśniowe drzewka.

Mimo, że Danusia miała już sześć lat, nie mogła dosięgnąć owoców, żeby je swobodnie zerwać, ale że była ambitna, to wdrapała się jakimś cudem nie tylko na wiśnię, ale wdrapała się też na obórkę, w której ciocia Władka trzymała swoją młodą jałówkę. No, teraz może wreszcie swobodnie je zrywać, nic już jej w tym nie przeszkodzi. Nie urwała jednak ich za wiele, gdy wtem coś pod nią zatrzeszczało i nim zdołała przywołać jakąkolwiek myśl, wylądowała z ogromnym impetem w obórce, i to prosto na świeży, ciepły jeszcze placek krowiego łajna. Całe szczęście, że nie było cielaka, bo dopiero by się przestraszył! A czyste majteczki, bo matka była bardzo schludną kobietą i zawsze bardzo dbała o swoje dzieci i męża, a także nowiutką i w tym momencie najpiękniejszą sukienkę na świecie, diabli wzięli.

Danusia nie pisnęła nawet, gdyż nie miała w zwyczaju skarżyć się komukolwiek, pomimo że poczuła silny i tępy ból w wiadomej części ciała. Wygramoliła się więc z tym większym trudem, otrzepała z siebie resztki, przemoczonej także cielęcym moczem, słomy i wyszła z obórki bez słowa. Mogła iść do cioci, która była bardzo dobrą ciocią, albo do stryjenki, która mieszkała obok, i także była najlepszą stryjenką na świecie, ale Danusia, widocznie czuła, że jest to sytuacja bardzo upokarzająca i że znowu musi poradzić sobie sama. Oczywiście, nie szła tym razem ścieżką obok Pałacu, tylko opłotkami za tartakiem. Stała tam pompa z wodą, taka sama jak ta koło ich domu. Musiała mieć dość siły i sprytu, by jedną ręką pompować wodę, a drugą prać zabrudzone ubrania. Następnie umyć się bardzo dokładnie. Jakże musiała śmiesznie wtedy wyglądać, gdyby ktoś ją wtedy zobaczył... Ale na szczęście, nie zobaczył, gdyż było to chyba sobotnie popołudnie i nikogo wówczas nie zauważyła. A rozglądała się pilnie, chcąc dokonać tego niezwyczajnego aktu ablucji. Traki w pobliskim tartaku tym razem milczały... poza tym nowa sukienka w środku tygodnia?

Sobota, niedziela, to dni, które miały zupełnie inny wymiar. Wtedy szorowano drewniane podłogi i kuchenne, poniemieckie posadzki, wywieszano pranie na zewnątrz domu. A wcześniej, miotłą z brzozowych lub wierzbowych witek, zamiatano podwórka. Już w sobotę po południu robiło się z chwili na chwilę coraz bardziej majestatycznie i odświętnie. A w każdą niedzielę rano wszystkie kobiety obowiązkowo gotowały rosół i robiły swój makaron do tegoż rosołu, piekły kurczęcie, kacze, czasem gęsie, i rzadziej jeszcze, indycze mięso. Potem z całą rodziną, dzień wcześniej wyszorowaną w cynowej, wielkiej balii, szły uroczyście ubrane do kościoła. Toteż sukieneczka także musiała pasować do takiej odświętnej atmosfery. W każdym razie, do soboty na pewno!

Teraz jednak, z chwili na chwilę, przestała pasować. Danusia była chyba jeszcze zbyt mała, by postrzegać życie w kategoriach dramatu, chyba że się taka już urodziła, albowiem zawsze w sytuacjach trudnych, traumatycznych zachowywała raczej stoicki spokój. Toteż podeszła do pompy i zaczęła z niemałym trudem pompować wodę. Niełatwo było iść w takim obklejeniu, ale było to tym większą motywacją, by dotrzeć tam jak najszybciej i napompować wody potrzebnej do uprania sukieneczki i majtek. A potem oczywiście, trzeba było się gdzieś schować i czekać aż to wszystko wyschnie. Najbardziej jednak obawiała się matki, że nie spełniła jej oczekiwań. Że skalała tak piękny i rzadki dar.

Co działo się potem, nie pamięta. Jak zareagowała z natury jej dość surowa matka, która przeżyła piekło pacyfikacji na Zamojszczyźnie i o wiele za wcześnie straciła matkę, która nie zdążyła jej utulić i dokochać jak należy? Niestety, Danusia, nie ma pojęcia. Może była to jej pierwsza poważniejsza kara, za niewypełnienie poruczonego zadania, której nie chce pamiętać? Wystarczy, że Los dokonał takiej małej zemsty za coś, czego w zasadzie, także nikt z nas nie chce pamiętać.



.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Danusia. Majteczkowa przygoda III
Forum Strona Główna -> PROZA
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin