Forum Strona Główna -> PROZA -> Bohaterowie dwaj cz.2.
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
Bohaterowie dwaj cz.2.
PostWysłany: 25 Cze 2015 19:34
daniela j. jarszak

 
Dołączył: 16 Sty 2010
Posty: 1005
Przeczytał: 19 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/2





Bohaterowie dwaj cz.2.





- Aaa, z Ukrainy… - odpowiedziałam dość przeciągle – nie sądzicie panowie, że można by tak nieco ciszej się zachowywać? Ludzie wokół, tudzież i ja, przychodzimy tu po oddech spokoju. Marzy nam się zwyczajny, taki pozamiejski relaks.

- O przepraszamy, panią bardzo, już się uciszamy. Chciałem powiedzieć, że u nas to normalne, a u was tak trzeba uważać. A w ogóle, to jestem Wołodia, no Włodek po polsku, a mój kolega to Igor.

- Panowie na wczasach, turystycznie zapewne?

- Ale gdzie tam, my tu pracujemy. Dla dość znanej sieci handlowej.

- Pani, my tu musimy pracować – wtrącił się Igor – bo my, tam u nas, w tej naszej kochanej Ukrainie nie mamy nic, dosłownie nic, a wy macie wszystko, wszystko! Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jaki macie luksus! – Igor coraz bardziej zaczął wykrzykiwać rzeczoną kwestię, wreszcie kląć najsiarczyściej po polsku i zdradzać ból podszyty najczystszej wody zawiścią i złością: dlaczego wy, a nie my!

Jego zacietrzewienie rosło coraz bardziej, więc było niejako falą, która objęła również Włodka, który podobnie jak jego kolega, co i rusz urozmaicał wypowiedź najbrutalniejszymi przekleństwami.

-Tak, tak… kolega ma rację, oni nie chcą mi dać obywatelstwa polskiego. Pani rozumie!? Złożyłem w Warszawie dokumenty, a teraz w kwietniu przesłali je za mną do Gdańska, mamy już początek czerwca i nic. A mam synka małego, już mi się zgodzili, że żonę na zaproszenie wpuszczą, ale dziecka nie, bo za małe. Jak tak można, wot bladź, wot kakaja bladź!

Oprócz naszych kurew i wszystkich najwulgarniejszych, za to tych bardziej rodzimych, bo polskich określeń, było to najczęściej wymieniane słowo. Ichnie słowo. Padało ono co i rusz, pomiędzy dwoma przyjaciółmi. Wskutek czego, od czasu do czasu przychodził kelner i bardzo dyskretnie, bo w imieniu innych gości, zwracał im uwagę, ale na nic się to zdało.

- A tam w Samborze, to w jakim języku pan mówi, skoro tak dobrze włada pan po polsku, a i przeklinać po naszemu, też pan znakomicie umie?

- Pani, po polsku to my gadalim od zawsze, ano bo cała nasza ulica to same Polaki, a że matka Ukrainka, to nic nie ma do rzeczy, ale skoro więcej Polaków, to normalne, że po polsku my brechali. Choć od matki i innych kolegów ukraińskiego ja się wziął i nauczył. Bo pani, Ukraina, to moja ojczyzna, to mój kraj i ja tak naprawdę to Ukrainiec. I na Ukrainę kochaną wrócę. Jak nic wrócę!

- Wrócisz, wrócisz do tej nędzy!? – po ukraińsku zagadnął go Igor – tam chłopie? ty bladź takaja, wierniosz tam? Do czego ty chcesz tam wracać? Mówię ja tobie, ty bladź, do czego ty chcesz tam wracać?

- A do domu!

- Ty nie rozumiesz, tam nie ma już nic, zobacz oni tu mają wszystko, a my nic! - Igor powtarzał to jak mantrę, tyle że z coraz większą złością.

- Przepraszam bardzo - wtrąciłam - dlaczego nie macie nic? Czy nie dlatego, że jest wojna, a jak wojna, to panoszy się wówczas głód?

- Pani, wojny nie było i też był głód i nic nie było. Toż mówię pani, to nie jest kraj, w którym można żyć.

- A to ciekawe, macie najżyźniejsze ziemie w Europie i głodujecie. Jak na mój prosty rozum, to się wcale kupy nie trzyma! - wtrąciła się nagle dość atrakcyjna brunetka w średnim wieku, siedząca nieopodal – może podobnie jak nam, nie chce wam się na ziemi pracować? Chociaż u nas, już niektórzy poszli po rozum do głowy i wracają na wieś.

- Pani, to przez ruskich głód! Tych skurwysynów.

- Stop, stop, szanowny panie, ale byliście jakiś czas niezależnym państwem i co? Mieliście szansę wziąć się za gospodarkę. I jakoś nie zrobiliście nic. A wręcz przeciwnie, doprowadziliście kraj do większej jeszcze ruiny, a Rosja, według ostatnich danych, gospodarczo kwitnie.

- To wszystko przez tych oligarchów, pani. I Krym także oni sprzedali. Pani myśli, że tam wojna była? To wszystko było udawane, ta niby wojna o Krym. Wcześniej sprzedali, a potem udali, że się biją. Przebrane wojska za wroga i takie tam machlojki – Igor rozjaśniał problem po swojemu.

- Aaa… Krym? Otóż, szanowny, zadałam sobie trud prześledzić jego historię od archaicznych czasów. Tak naprawdę Krym nigdy nie był ukraiński. To, że Chruszczow dał go w administrowanie Ukrainie jako Republice, a nie jako samodzielnemu państwu i to na przestrzeni zbyt krótkiego czasu, niewiele oznacza. Zresztą po rozpadzie ZSRR, to nie Rosja wyciągała po te terytorium łapy, które na początku chciało się usamodzielnić, ale Ukraina w sposób bardzo podstępny pozbawiła Krym niezależności. Nie bacząc, że wyniki referendum oraz wyniki wyborów prezydenckich absolutnie przeczyły takim działaniom, albowiem gro ludności tam, to Rosjanie, którzy zdeklarowali się zdecydowanie po stronie Rosji, a nie Ukrainy, która wykorzystała z kolei bunt niezadowolonej garstki Tatarów. Historia ma swoje prawa i wcześniej czy później rachunek za niewłaściwe działania trzeba zapłacić. I o czym tu mówić? Sprzedali, nie sprzedali… Najlepiej zgonić na innych. Za Stalina też mieliście głód i wszystkiemu winien był Stalin, nieprawdaż? - kontynuowała wspomniana, ciemnowłosa jejmość.

- A tak, tak. Był winien, a kto by inny?- Igor cietrzewił się dalej, zapijając co i rusz piwem, zagryzając przy tym przestygniętą frytką.

- Przypominam panu, że to był bardzo trudny czas, gdzie kraj wciąż lizał rany powojenne i porewolucyjne, gdzie głód dziesiątkował ludzi i znaczył trupami całą Rosję. I nie było innego wyjścia, jak podzielić plony, czyli zabrać nadmiar od tych, co mieli za dużo i dać tym, co ginęli z głodu. Ale przecież Ukraińcy, tęgie kozaki, powiedzieli: precz łapy od naszego i by uniknąć grabieży, (bo tylko w takich kategoriach pojmowali ów nakaz), to co mieli oddać państwu, czyli innym, nie tylko nie oddali, ale też przestawali wychodzić w pole i uprawiać je tak jak dotychczas. Było to działanie na zasadzie psa ogrodnika. To i marli tysiącami z głodu, a wszystko przez swój upór i zacietrzewienie. Hardy to naród, oj hardy! Nie podobało się to Stalinowi i zabierał im tę resztkę, którą sobie zostawili. Nie rozumiesz innych, przymierających głodem, to zrozumiesz, jeśli sam znajdziesz się w podobnej sytuacji. Taka była jego filozofia. Zwłaszcza, że Stalin pochodził z ubogiej rodziny. I w ten oto sposób Ukraińcy poprzez swój bunt i zaciętość woleli umierać. Ale to był ich wybór. Bardzo nieracjonalny w obliczu tak daleko idących przemian. Oto dowód jak krótkowzroczność oraz buta może zaślepiać i prowadzić na manowce. I czyż teraz nie jest przypadkiem podobnie?

- Oj pani, widzę historię zna nie najgorzej, aż dziw bierze, że kobieta… ale wygląda na to, że broni pani Stalina? I całą tę pierdoloną komunę? Pani u nas kobieta jak ma za dużo do powiedzenia, a nie daj Boże zapyskuje do mężczyzny, od razu w mordę dostaje i tak jest zawsze! Nie może tak być, żeby baba na chłopa się darła. Oj, nie może to być! U was kobiety mają o wiele więcej do powiedzenia, a nam się to nie za bardzo podoba. Baba musi znać swoje miejsce i tyle!

- Ach to tak... – zadumała się Jejmość na chwilę.

- Nie jest dla pani oczywistym, że Stalin to wielki zbrodniarz? – wtrąciłam tym razem ja.

- I owszem, podzielam pani zdanie jak najbardziej. Trzeba też zauważyć, że to nie Rosjanin. Ale szuje i sprzedawczyki są w każdym narodzie, toteż tak naprawdę nie bronię niczego i nikogo. Niemniej są działania, których nie poprę nigdy, jeśli człowiek drugiemu człowiekowi krzywdę czyni, ponieważ stoją za tym partykularne interesy. I nieważne czy to Polak, Ukrainiec, czy Żyd i nawet święty turecki. I o tym właśnie mówię.

- Toteż myślę – kontynuowała swój wykład - że i Stalin i cała ta komuna sami muszą się ze wszystkiego rozliczyć. I to każdy z osobna. A z osobna dlatego, że we wszelakich ugrupowaniach, czy to politycznych, religijnych, bądź innych, znajdą się również światli i zagorzali ideowcy, którzy nie mają na rękach cudzej krwi, tylko najszczytniejsze intencje i czyste działania, to chyba oczywiste i dla panów także. Tak więc, nie mam w zwyczaju wszystkiego potępiać w czambuł; wolę badać przyczynę zjawisk i całą dostępną strukturę oraz uwikłania i zależności. A zresztą, panowie sądzą, że twórcami komunizmu są Rosjanie? To się panowie grubo mylą.

- A jak nie, jak tak!? – nie wytrzymał tym razem Włodek – jeśli już, to raczej pani się bardzo myli.

- Otóż, proszę sobie wyobrazić, że carska Rosja na początku XX wieku bardzo zagrażała Zachodowi. Chodziło wówczas także o Konstantynopol. Należało zatem zrobić wszystko, żeby unicestwić carską potęgę. I stali za tym głównie Żydzi. To było w ich interesie przede wszystkim. I to właśnie oni byli głównymi pomysłodawcami i wykonawcami tej, bodaj najpotężniejszej ze wszystkich, rewolucji. To oni wówczas piastowali wysokie urzędy i mieli największy wpływ na kształt i ówczesne oblicze Rosji. Z czego dosyć późno zdał sobie sprawę Stalin, próbując ich wyrugować, ale co się stało, to się już stało. I powiem nawet więcej; bezpośrednimi wykonawcami zbrodni w Katyniu byli także żydowscy oficerowie. A skąd wiem? Ano, wreszcie wyznał to w Izraelu, tuż przed śmiercią, jeden z Żydów.

- Nie lubi pani Żydów? – zapytałam bez ogródek.

- Nie o to chodzi, czy lubię, czy nie lubię. Osobiście, mam ogromny szacunek do wielu z nich, do ich osiągnięć. Generalizując, śmiało można powiedzieć, że to naprawdę wybitny naród. Bo niezwykle światły, inteligentny i utalentowany. Tak w ogóle, to nie mam uprzedzeń do żadnej nacji. I tu się pani zdziwi, ale sama jestem Ukrainką, choć od wielu lat mieszkam w Polsce i czuję się także Polką. Bo to moja nowa ojczyzna, która mnie przygarnęła do siebie. Niemniej, interesują mnie fakty. A z tym, sama pani wie, bywa różnie. Jednakże Żydzi są nie tylko ofiarą narodów. Myśli pani, że ta ich karma wzięła się znikąd? Podobnie karma Polaków? Zgodzi się pani ze mną, że mało który naród dostaje łupnia tak jak Polacy. Dla przykładu powiem, że w przeciwieństwie do nagonek np. na film Pokłosie jestem po tej drugiej stronie. Prawda jest prawdą, niezależnie po której jest stronie na dany moment.

- Ale pomimo to, my Słowianie, nie aż takie wredne? – wymachiwał rękami, tym razem, Włodek.

- Wie pan, jesteśmy z natury dość pokojowymi, łagodnymi plemionami, którymi łatwo manipulować, a że carat uciskał i chłopa i robotnika, a wojna dopełniła dzieła, więc przelała się czara goryczy. Zresztą, a gdzie miał wtedy chłop, czy robotnik dobrze? Moment był więc doskonały, by przejąć władzę i osłabić zagrażającą potęgę. Czas jednak mijał i następnym zagrażającym mocarstwem stał się Związek Radziecki. Tak więc należało go najzwyczajniej w świecie rozmontować.

- A’ propos carów, to ci aż takimi Rosjanami do końca nie byli, przez te ich arystokratyczne mieszanki, to i dlatego gnębili i wyzyskiwali to nasze słowiańskie plemię. A dla przykładu, to mało to Katarzyna Wielka Niemców naściągała za jej panowania do Rosji? Potrzebne to komu było, żeby tak się potem panoszyli? Ale skąd pani, wie to wszystko? – wtrącił się Igor.

- Chcę wiedzieć, to wiem. Dużo czytam. Ostatnio na przykład jeden z finansowych potentatów, Amerykanin, w obszernym wywiadzie chwalił się, ile to milionów wpakował w służby CIA, FBI i inne podobne ugrupowania, by przygotować najlepszych agentów i najlepszą broń, w tym właśnie dokładnie, celu. To jest by rozbić potęgę komunizmu. Chwalił się między innymi, jak to pierwsza na tapecie była Polska i berliński mur, a nam się wydaje, że mieliśmy takiego bohatera w Lechu Wałęsie. Pośrednio może i tak… ale niemniej to następny i następny pionek w całej tej szaradzie. Czy pan wie, jak łatwo posłużyć się tłumem, wpłynąć na jego psychikę? Owóż, wspomniany powyżej rekin, w wywiadzie tym dowodził dalej, ile teraz poszło jego pieniędzy na najlepiej wyspecjalizowanych agentów i na najznakomitsze środki oraz broń przeznaczoną na podobne działania na Ukrainie. I stąd ten wasz cały Majdan. Wasza krew za ich pieniądze. Myślicie, że robią to oni, ot tak sobie, bezinteresownie?

- Nie może być pani, kurwa wasza mać, nie może być! Ale co te pierdolone Amerykany, czy też Żydki mają do nas?

- A no mają, mają… więcej aniżeli nam się wszystkim wydaje. Otóż, nie od dziś rozglądają się za nową ojczyzną.

- Co też, pani szanowna, plecie, za przeproszeniem. Mają przecież ten swój Izrael, cuda nie wida, ponoć. Kraj bogaty i piękny jak mało który.

- Mają i nie mają. Tyle, że kończą się tam zapasy wody i ropy. I co dalej? Muszą zatem rozglądać się za nową, a raczej starą ojczyzną. Z ich punktu widzenia to zrozumiałe. A nawet konieczne.

- Pani, wybaczy, szto znaczyt za nowuju ili za staruju otcziznu?

- Ano to, że gdzieś do trzynastego wieku mniej więcej, nim powędrowali dalej, obecne tereny Ukrainy mieli w posiadaniu hordy tatarskie, które przyjęły judaizm, bo wydał im się wtedy najbezpieczniejszą religią, stąd byli to tak zwani Hazarowie, czy też Żydzi aszkenadzyjscy. Mimo, że z natury to koczowniczy naród, to tak dalece się potem poprzez religię utożsamili z narodowością judaistyczną, iż zapomnieli kim są naprawdę; nie zapomnieli jednak ziemi mlekiem i miodem płynącej, na której po ich exodusie, osady i miasta zaczęli zakładać Polacy. Nie Ukraińcy, ale przede wszystkim Polacy. I to począwszy od trzynastego wieku. Oczywiście pozostało część na tych ziemiach i Rusinów, i w znikomej ilości, ale jednak aszkenadzyjczyków, którzy z ówczesnymi autochtonami stworzyli zapewne tę ognistą mieszankę, a przypominam, że historycznie była to Ruś Czerwona i Ruś Halicka. I że to stąd ci temperamentni i nieprzejednani Kozacy. Potem doszły mieszanki z Polakami, nie mówiąc o wpływach tureckich, rumuńskich, greckich, mołdawskich. Niemniej, ci niby Żydzi przypomnieli sobie o wspaniałej, dawniej zagrabionej przez nich Rusi i starej ich ojczyźnie, choć nie najstarszej. W każdym razie o tej pięknej i żyznej ziemi, to jest Ukrainie obecnej, a także i Polsce. A że Polskę w zasadzie ekonomicznie i politycznie już niemal doszczętnie opanowali, więc należało dobrać się do Ukrainy właśnie. Teraz rozumiecie wasz Majdan i wszelkie wynikające z tego konsekwencje?

- Pani, czort jewo znajet, jakie interesy mają nasi oligarchowie, i kim oni są do końca tak naprawdę, ale że mają prywatne wojska i tłuką się z ruskimi, to jasne. Z naszymi, to ponoć i wasz Kwaśniewski ma jakieś interesy, a ponoć to pół Żyd. Julia Tymoszenko, całkowita Żydówka i ma na względzie tylko własny interes. Poroszenko siedzi w kieszeni u Amerykanów, bo przez nich jest podstawiony. Tak przynajmniej ludzie gadają. I co taki biedny obywatel ma do gadania?

- No, a wy? - zapytałam tym razem ja – dlaczego nie idziecie walczyć za ojczyznę?

- Daragaja, my po to do Polski uciekli, żeby na wojnę nie iść. U mego ojca, już kilka razy policja była, a on mówi, że nie wie gdzie jest syn i niech się od niego odczepią! I niech go tylko spróbują tknąć, to do prokuratury skargę złoży za użycie przemocy. Wystarczy, pani, że dwóch moich kolegów ze szkoły podstawowej nie żyje. A ja mam rodzinę i chcę żyć. Mój syn mnie potrzebuje. I moja żona też.

- I ja toże choczu żyt’– przytaknął skwapliwie Igor. Ja nie choczu walczyć, pani. Nie choczu! Ale Żydków, co by nasze chcieli wziat’ budiem riezat’. Odin Ukrainiec ich pięciu ludziom łeb utnie. Zobaczy pani. Nasz jeden na ich pięciu!

- Tak jest, ot swołocz, ale prawdę mówi. Ja też Ukrainiec, choć i niby Polak i także budu riezat. – nader skwapliwie dołączył się Włodek.

- Ja swołocz?! – zaperzył się Igor i klepnął zbyt mocno Włodka w ramię. I wtedy się dopiero zaczęło! W powietrzu zrobiło się gęsto od hujów, bladzi i kurew. Fruwało od nienawiści, werbalnej przemocy, co zwróciło tym większą uwagę siedzących przy stolikach konsumentów. Mimo, że było to na powietrzu i nadmorski wiatr głuszył nieco zwadę roznamiętnionych młodzieńców, atmosfera najeżona była prostactwem i awanturnictwem w stylu Bohuna i to w tej najgorszej odsłonie. Na nic się więc i tym razem zdała delikatna, acz coraz bardziej stanowcza i kolejna już interwencja kelnera.

Oczywiście, myślałam, że moje mediacyjne talenty odniosą skutek, ale gdzie tam! Zdarzało mi się bowiem, nieraz wkraczać w najbardziej skrajne sytuacje, zazwyczaj gdzieś przypadkiem na ulicy i to czasem w najgorsze bójki. I tak się jakoś składało, że zawsze udało mi się rozpuścić największe gromy i odwieść szaleńców od aktów przemocy. Ale tu, zaczęła się taka wojna pomiędzy obydwoma, iż żadne racjonalne argumenty nie wchodziły w rachubę. Ani wykrzesana na gorąco przeolbrzymia doza życzliwości, mająca za zdanie zneutralizować ten huragan bezsensownych i nadmiernie rozpasanych emocji, z chwili na chwilę, coraz bardziej napędzających się. Ni stąd, ni zowąd powstała, a raczej uczyniła się z tego potężna i bardzo niebezpieczna machina. Machina, która haust za haustem wypluwała, niczym łuny, a raczej opary wszechogarniającego, bo mokro kleistego ognia, tak długo tłumionych, najprymitywniejszych popędów. Było więc okrutnie nieznośnie, bo wciąż nieprzejednanie burzliwie, i nad wyraz hałaśliwie, ale przede wszystkim ciągnęło się to o wiele za długo. Po raz pierwszy byłam dostatecznie wstrząśnięta i zupełnie bezradna. W tej jednej, niepojętej, nie tylko przeze mnie, sytuacji konfliktowej, zrozumiałam istotę i bezsens całej tej wojny. Wszelkiej, zresztą, wojny!

Wstałam więc dostatecznie leniwie, z właściwym i adekwatnym do sytuacji ociąganiem się, i zaczęłam zbierać się do domu. Co oczywiście, zakomunikowałam dość ostentacyjnie. I tu, jak przeczuwałam, udało mi się wreszcie uzyskać pożądany skutek, albowiem nie wiem dlaczego, ale spodobało się widać moje towarzystwo młodym rozhukańcom; gdyż widząc, iż zbieram się do wyjścia przerwali wreszcie ten bezsens coraz straszliwszej utarczki i zamówili wódeczkę. Oczywiście, także i dla mnie, choć absolutnie wbrew mojej woli.

No, a potem tłumaczyli się, jeden przez drugiego, że u nich to normalno, że oni tak naprawdę, to się kochają. I to także przejaw ich szczególnej miłości. Może spodobało im się, że nie krygowałam się, i mówię to, co czuję naprawdę.

- A to ci… - pomyślałam zdumiona, i dodałam – spójrzcie panowie na Polaków. Jest tu ich, w porównaniu do was, o wiele więcej. A słychać tylko was i to jak mocno. Jak zdołałam zauważyć, to jedynie Niemcy tak się zachowują, gdy przyjeżdżają do Polski. No i wy teraz. Nie można jednak trochę wziąć przykładu z Polaków?

- Toż ja pani mówię, że my się tak kochamy. I pani musi z nami na tę okazję wypić.

- Panowie, ależ nie muszę, nic nie muszę – próbowałam oponować.

Spróbuj jednak z Ukraińcem nie wypić, to biada ci człecze, choćbyś nawet i kobietą był... Nie muszę chyba mówić, że po tym spektakularnym bardzo fakcie, tym bardziej wzrosło zaufanie do mojej skromnej osoby. Zatem i otwartość moich rozmówców także wzrosła wprost proporcjonalnie do sytuacji.

- A niech no tylko do nas przyjdą te muzułmany, to też będziem rżnąć. Ino łby będą im spadać, jeśli oni tak chrześcijan traktują, to my ich lepiej potraktujemy. Bo, my Ukraińcy, to wszyscy wierzymy w Boga. Rozumie pani? Dosłownie wszyscy, nie tak jak u was! - kontynuował tym razem Włodek. - Pani, ja niby w połowie Polak, ale Polaków nie lubię, zwłaszcza tu w Gdańsku. W Warszawie to jakoś inaczej było. Tam ludzie lepsi, niż u was.

- W czym są lepsi?- zapytałam.

- Bo oni tam pani, jacyś serdeczniejsi, bardziej zwyczajni. Mniej wyniośli. A tu jakoś inaczej. Trudno nam się odnaleźć w tym waszym Gdańsku. No i ruskich tak bardzo tutaj nienawidzą, że aż trudno wytrzymać.

- Ale wy przecież Ukraińcy, nie ruscy. Wszak wasi pobratymcy walczą z ruskimi.

- Pani, walczą, bo muszą. A tak naprawdę my, wszyscy Ukraińcy, to byśmy woleli, żeby oni sobie wzięli tę wschodnią Ukrainę, bo tam Rosjan dużo więcej, a nas tylko garstka. Byleby tylko spokój był i żadnej wojny nie było. Ja bym sobie wtedy spokojnie wrócił do domu i ziemię sobie uprawiał, byłbym z synem i żoną i miałbym, święty spokój. Pani, bo to mój kraj i nie ma piękniejszego na świecie. Ale dlaczego Polacy obywatelstwa dać mi nie chcą, to już wcale nie rozumiem. Pani podłe to bardzo, bardzo podłe. Mam żonę, a nie ma żony, mam dziecko, a nie mam dziecka. I jak można tak żyć? – perorował w dość pomieszany sposób Włodek.

- A u mnie jest w Moskwie siostra - tym razem, rozmowę przejął od kolegi, Igor - i ona mnie tłumaczy: Igor, to nie my zaczęli tę wojnę, to wy, a raczej Amerykany was do tego sprowokowali. Pani, ale co ona tam wie!? Ruska propaganda i ona głupia przez to jest. I tak my się z siostrą zaczęli przez to wszystko kłócić, że trudno że sobą było gadać, przez telefon nawet. Skutek, pani tego taki, że mieliśmy już dość tych przykrości wzajemnych, tak i my się teraz umówili, że od tej pory nie rozmawiamy o polityce, tylko o wszystkim innym. Byle nie o tej cholernej polityce.

- A Bandera? – zapytałam dość odważnie, jako że wcześniej Włodek wspomniał o nim i to z niemałym zachwytem.

- Szto, Bandera? – zareagowali tym razem obydwaj dość żywo i niemal jednocześnie.

- Jaki stosunek mają do niego Ukraińcy? To znaczy, do jego działań i idei jakie propagował? Ponoć także był w połowie Polakiem?

- Pani się nie obrazi, jak powiem prawdę? – odezwał się Włodek jako pierwszy.

- Nie, nie obrażę się. Właśnie mi na niej zależy. Nie pytałabym inaczej.

- To ja pani powiem, choć będzie pani pewno przykro, ale cały nasz naród go uwielbia. Cały naród. Dosłownie cały naród! Ten ukraiński oczywiście.

- Ach tak… panowie, mam nadzieję, zdają sobie sprawę ze zbrodni dokonywanych na Polakach w czasie i zaraz po II wojnie światowej? Jako że, trudno nie wiedzieć co się działo na Wołyniu i między innymi, na całej Zamojszczyźnie, którą Ukraińcy mieli objąć w posiadanie, bo taka była wówczas wola Hitlera. Poza tym już przed wojną mordował i Polaków i Ukraińców za ich wzajemne serdeczne stosunki, uważając to za zdradę, ale swojej współpracy z hitlerowskimi Niemcami nie postrzegał jako zdrady. Zdumiewające, nie sądzą panowie? Widać, to kwestia optyki postrzegania problemu, a nie jakieś tam historyczno-moralne racje.

- Pani, to nie do końca tak było, nie do końca… - w tym miejscu poczułam, że wkraczamy na bardzo cienką krę. Rozmyślnie więc zaniechałam tematu.

- Ja pani powiem, nas tu w Gdańsku jest tak dużo, że więcej niż was. Wy sobie nawet sprawy nie zdajecie, ilu nas tu jest, Ukraińców, u was. Nie domyślacie się nawet! - wychylił się tym razem ze swoją butą Igor.

Trudno ocenić, czy brzmiało to jak przestroga, groźba, nie wiem? Ale że nie brzmiało najcieplej, to bardziej aniżeli pewne. Na nic zdało tłumaczenie postawnej, dość ładnej brunetki, siedzącej obok, że tak naprawdę, to Słowianie od pewnego już czasu są raabami Europy, że Polska jest już rozprzedana w całości niemal, i że nie od dziś pracujemy za psie pieniądze na obcy kapitał. Że być może komuś naprawdę zależy, by nas ze sobą skłócić. Byśmy się nawzajem znienawidzili i powyrzynali.

Niestety, nie dało się tego wytłumaczyć, Igorowi zwłaszcza, który uczepił się frazy, iż my mamy wszystko, a oni nic, że mógł być pilotem, po to kończył studia, ale na Ukrainie przestały istnieć linie lotnicze, a na zachodzie go nie wezmą, bo ma za mało wylatanych godzin. Że jak przekroczą limit pobytu w Polsce, to ich potem nie wypuszczą do Polski znowu. A jak wrócą na Ukrainę zgodnie z prawem, to pewnie będą musieli iść na wojnę, której nie chcą, a może i będą musieli zginąć za sprawę, której tak naprawdę nie czują. Bo chcą najzwyczajniej w świecie żyć! I to jest ich największe i niezbywalne prawo i nikt im nie wmówi, że jest inaczej.

Dużo iskier fruwało wokół tych młodych ludzi, dużo emocji, hałasu i bezprzytomnego zacietrzewienia i rozgoryczenia. Oraz niepotrzebnej buty, połączonej z czym? Cwaniactwem? Wygodnictwem? Czy zdrowym rozsądkiem? Nie wiem, ale wiem, że działo się przez te kilka godzin o wiele za dużo i zbyt intensywnie. Jakby przez spokojną, na co dzień, tawernę, przeleciało tornado co najmniej. Czemu zatem, poświęciłam aż tyle godzin takiej niewybrednej sytuacji? Co sobie mogli pomyśleć o mnie, siedzący obok, Polacy?

Ano, nie miało to dla mnie najmniejszego znaczenia, bo najzwyczajniej w świecie, chciałam wiedzieć. Zrozumieć, jak to jest naprawdę. Co czują, kim są? I dlaczego są tu teraz aż w takiej ilości?

Kiedy dostatecznie udręczona wstałam od stolika, zerwał się paskudny i dość zimny, jak na wcześniej dość parny poranek, wiatr. Kobieta, siedząca nieopodal, która równocześnie ze mną poderwała się od stołu, rzekła:

- Ot, znaleźli się bohaterowie dwaj. Ot, gieroje! Cóż, za niepohamowanie straszliwa energia, że aż strach się bać. I gdzie ci politycy mają oczy?

Tak, czy owak, piękną pogodę, jeszcze tego samego dnia, diabli wzięli. A ten wiatr i ciężkie stalowe chmury skradał się niepostrzeżenie. Minęło trzy tygodnie już niemal i nie zmieniło się nic. Mimo czerwca, jest bardziej niż często, przenikliwie zimno i nieprzyjemnie. Czasem wyjrzy słońce, popatrzy i się chowa, tak jakby mówiło: dla mnie tu za wietrznie i za zimno. I tak jakoś niebezpiecznie i odpychająco. Nie mam tu już nic do roboty, skoro tacy jesteście mądrzy i nieprzejednani. Że też tak dajecie się napuszczać jedni na drugich.


I czy to ma być epilog?


Takie było moje spotkanie na plaży. Zaledwie kilka dni temu, miałam zaszczyt uczestniczyć w kolejnym międzynarodowym festiwalu filmów dokumentalnych. Jadąc nań, spotkałam na przystanku tramwajowym dość pewną siebie i rozgadaną grupę Ukraińców, w pobliskim markecie spotykam ich także, co i rusz spotykam ich na rynku; a na wspomnianym festiwalu zaprezentowano film pt. Ukraińcy. Niezła odmiana – pomyślałam.

Spodziewałam się filmu o wojnie, więc oglądałam pilnie. Wyreżyserował go młody człowiek, który chwalił się, iż wstąpił do ochotniczej gwardii narodowej i że mają oni nadzwyczajną misję, że są to wyjątkowi ludzi, wybrańcy, prawdziwi bohaterowie, patrioci, którzy nie piją, nie klną i walcząc zaświadczają o miłości. O całkiem nowej jakości miłości do kraju, do ludzi w ogóle. I że jego zadaniem było przedstawić światu prawdę, taką jak ona od środka wygląda.

Istotnie, żaden z bohaterów filmu nie przeklął, nie wypił. Wszyscy tacy trzeźwi i językowo poprawni. Pewni tego, co mówią i robią. Życzliwi jeden do drugiego, bez żadnych negatywnych emocji. Jednym z dowódców był aktor. Oczywiście, jako wspaniały przykład odwagi i właściwego dowodzenia, jak na aktora. Bo jak aktor, to w tym sensie, powinien być lebiegą zapewne… A ten nie był! Był też wśród walczących, a raczej wciąż sposobiących się do walki, z której nic nie wynikało, jeden Rosjanin, nie bez kozery eksponowany, jak to na oczy przejrzał i walczy teraz o właściwą ojczyznę, to jest o matuszkę Ukrainę.

Najbardziej jednak wypunktowaną postacią był dowódca o skrajnie semickich rysach. I ciemnobrązowej karnacji. Ogniście i najsolenniej zaangażowany w całą tę historię, jak wynikało z obrazu mało-wojennej wojny, bo brakowało ludzi, właściwego sprzętu i broni. A więc i walki jako takiej nie było, tylko ustawiczne podchody i wycofywanie się. Był może, na przestrzeni iluś dni, jeden albo dwa trupy i niesamowite dłużyzny, które tak bardzo chciały oddać grozę cierpienia i wojny poprzez
zbombardowanie lotniska w Donbasie i pałętanie się po nim wspaniałej, ukraińskiej doborowej gwardii. Owszem, oddały, ale bezbrzeżną ludzką głupotę. Głupotę bezmyślnego niszczenia, nieprzejednania. I gdzie tu było miejsce na rzeczoną i tak podkreślaną przez reżysera misję u tych młodych wilków, za wszelką cenę kreowanych na wielkich bohaterów bez żadnej skazy? Za to z miłością i patosem.

Od kiedy to jednak, jakakolwiek wojna implikuje taką terminologię? Od kiedy wojna, to tylko bezbrzeżna odwaga, heroizm i wreszcie miłość, a nie zwyczajne ludzkie przerażenie, lęk implikujący najbardziej ze skrajnych emocji, to jest agresję, tudzież nierzadką chęć ucieczki z placu boju? Wreszcie tęsknotę za domem, za bliskimi. Gdzie nie ma miejsca na gładkie słówka, gdzie iskrzy się ból i skrajne nierzadko porywy. No, bo w imię czego, od tysięcy już lat ginąć i ginąć, gdzie tak naprawdę nie zmienia się nic? Nie licząc oczywiście, ustawicznych sposobów unowocześniania technologii zabijania. Tak więc żyjemy, od wojny do wojny, niezmiennie przez całe stulecia. Co już dawno powinno zabić wszelką wyobraźnię, albo ją dostatecznie wyczulić i spowodować wreszcie ostateczny bunt przeciwko wszelkiemu zabijaniu.

Jednakże reżyser i zarazem członek wspaniałej i cudownie świetlanej gwardii, jak się można domyślać, pod sztandarami banderowskich idei, zapewniał nas osobiście na spotkaniu, bo bezpośrednio po seansie, iż przyniósł nam film o prawdzie i miłości.

I choć pokrętni i nieznośni byli, a wręcz prymitywni, wulgarni i niebezpiecznie dzicy, moi bohaterowie dwaj na gdańskiej plaży, wydali mi się o wiele bardziej prawdziwi, aniżeli ci z ekranu. Ci, którzy mieli zaświadczać rzekomo o tym, jak tam jest, to jest w samym centrum wydarzeń. Coś mi się jednak wydaje, że od jednych i drugich historia odwróci się plecami, jeśli i teraźniejszość takie psikusy już czyni.

I dziwić się, że i nawet Słońce się wzięło i tak ostatnio zbiesiło, bo mnie na pewno opadły ręce i po jednej i po drugiej konfrontacji. Z Ukraińcami i Ukraińcami.

A prawda jak zwykle, bardzo głęboko i zazwyczaj po środku – podpowiedział niepytany staruszek Księżyc- jeśli nie zupełnie na zewnątrz, bo i tak czasem bywa.

A że w nocy zazwyczaj mniej wieje, to i Księżyc odważny o wiele bardziej. I gadatliwy nawet się taki jakiś zrobił. I cóż teraz?

Ano, jeśli nie można zwyczajnie w dzień myśleć, w tej olbrzymiej skali zakłóceń z każdej strony, to widać na spokojnie, nocą trzeba...




[link widoczny dla zalogowanych]
.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez daniela j. jarszak dnia 09 Lip 2015 1:05, w całości zmieniany 40 razy
Zobacz profil autora
Bohaterowie dwaj cz.2.
Forum Strona Główna -> PROZA
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin