Forum Strona Główna -> PROZA -> Awers i rewers 2.
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
Awers i rewers 2.
PostWysłany: 17 Sty 2016 3:46
daniela j. jarszak

 
Dołączył: 16 Sty 2010
Posty: 1006
Przeczytał: 15 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/2





Rewers





Stał pod ścianą oparty lekko o framugę drzwi, odgrodzony założonymi rękoma od reszty. Wszyscy bawili się doskonale. A ona chyba najbardziej. Jak zwykle, zresztą. Taniec, to jej żywioł…

Nie potrafiła wybronić się przed żadnym, dobrze zagranym, dźwiękiem i rytmem. Każda komórka w niej wtedy kipiała i bezgranicznie wręcz poddawała się władzy tej nadzwyczajnej wibracji. Robert Monroe, który doświadczył osobiście i niejeden raz penetracji Wszechświata poprzez przypadkowe OOBE, twierdził, że istnieją planety, na których ludzie porozumiewają się wyłącznie poprzez dźwięk, albo na przykład ruch. Czyli że w tym drugim przypadku cały czas niejako tańczą. Może ona Stamtąd? Przy czym znamienny był też fakt, że choćby całe lata kogoś nie widziała i zobaczyła potem ze znacznej odległości, czy też nawet z góry, nie rozpoznawszy sylwetki ani twarzy, to i tak zawsze rozpoznała po ruchu ciała, kto zacz? Nieważne ile czasu upłynęło od ostatniego kontaktu. I na ile ktoś się zestarzał i przykurczył...

Tak więc taniec to jedyny akt, na który mogła sobie pozwolić bez najmniejszych oporów. Albowiem, to bodaj jedyne spektrum rzeczywistości gdzie do końca była sobą. I nikt nie miał takiej mocy i władzy by ją powstrzymać. Dzięki temu wymykała się też wszelkiej ocenie i jakimkolwiek przypuszczeniom, czy też wyobrażeniom na jej temat. Nie obchodziło jej wtedy nic poza rytmem, który tym więcej wyostrzał jej zmysły i uczucia wobec otoczenia. A zarazem uwalniał z pęt codzienności, bezrozumnych lęków i niepokojów o jutro. Zaiste, przedziwna to sprzeczność i kompilacja. Lecz dla niej było to o wiele prostsze. Bo szczególnie wtedy czuła sens swojego jestestwa. Tak zwaną lekkość bytu. Szczęśliwa, niczym ryba w wodzie, a przy tym maksymalnie rozluźniona i nadzwyczaj zwiewna. Jako że ciało poddane dźwiękom i rytmowi przestawało w tym momencie dla niej istnieć, stawało się bowiem posłusznym narzędziem wewnętrznej ekspresji i prawdy. Było już tylko otwartym kanałem dla przestrzeni, gdzie wszystko było zwyczajnie proste a zarazem całkiem niezwyczajnie oczywiste. Śmiało można by to nazwać przedsionkiem Wiedzy lub doskonałym przejawem Intuicji. Ktoś powiedziałby, że to znakomita medytacja w ruchu. Można i tak! Pamiętała, że już dość dawno temu, gdy gdzieś tam na ulicach Sopotu, Gdańska, Warszawy, tańczyła bluesa, jazz etc…, ni stąd ni zowąd miała przebłyski jasnowidzenia. Natychmiast odgadywała imiona, profesję, wiek, problemy ludzi stojących nieopodal i gapiących się z zachwytem na to, najzwyklejsze w świecie, spotkanie z sobą samą. I to było piękne. Ale też widziała jak jej zazdroszczą. Zbyt jasnym było dla niej, że pragnęli oto wreszcie, przynajmniej niektórzy, wyzwolić się z ograniczeń i podobnie jak ona, puścić się tak w pląs bezrozumnie i do końca, a raczej do tego zaczątku bezgranicy i bezpamięci. I ponieść się tej fali, której istnienie zaledwie przeczuwali. Patrząc na nią, być może domyślali się, co może się kryć się za zszarzałą już dostatecznie zasłoną codzienności. Jakże bowiem dość już mieli wszechobecnych konwenansów oraz całej tej nadto skomplikowanej sieci schematów, w postaci ocen właśnie i wszelakich kryteriów oraz krytyk, a także zbędnych w tym względzie kalkulacji, pozbawionego zdrowej emocji, rozumu. I jakże nie mogli się z tego wszystkiego ostatecznie wyzwolić. Ta sprzeczność była niewymownym cierpieniem, z którego wcześniej nie zdawali sobie specjalnie sprawy. Raczej przeczuwali ten swoisty dyskomfort i zakamuflowaną tak dalece dychotomię. To pewnie stąd to powiedzenie: raz kozie śmierć!, na okoliczność tej wyjątkowej iluminacji, gdzie wreszcie doznaje się olśnienia i chce się przerwać ów, jakże bolesny, proceder.

A więc ten specyficzny niepokój jaki zauważała wokół siebie, był dla niej jasny i bardzo znaczący. Nie miała najmniejszej wątpliwości; była to najlepsza zazdrość z możliwych. Ta bardzo dobra zazdrość. Cieszyła się, gdy w kimkolwiek zaczynało już puszczać pączki, owo tuzinkowe i dość negatywne z pozoru uczucie. I wtedy to natychmiast szła za tym procesem. Dyskretnie więc brała delikwenta, delikwentkę za rękę i subtelnie wprowadzała w świat, jednej z najcudowniejszych, magii. Wdzięczność była wówczas przeogromna. I to po obu stronach. Nie była już sama w tej nadzwyczajnej i odświętnej oddzielności, którą tym bardziej chciała się dzielić, im bardziej się jej poprzez rytm i to szczególne kołysanie ciała, poddawała. Tak więc, gdy zdarzył się ten cud odnalezienia, byli dla siebie wzajemnym darem. I na ten moment, najczystszym Dobrem. Nie każdy jednak miał odwagę pójść za tym niecodziennym zjawiskiem. Za zwyczajnym, najprostszym, a czasem skomplikowanym nieco bardziej, rytmem. Bo to nie zwykła dyskoteka, czy też zwyczajny weekendowy ubaw, ale uliczne zazwyczaj, świętowanie życia. Spontaniczne, bez przymusu, za to z niebywałą pasją i wielką namiętnością.

Zdawała sobie sprawę, dopóki była dość jeszcze młoda, że dla tych mało odważnych a podobnie czujących, o podobnym poziomie ekspresji i wibracji, była niedościgłym marzeniem, które rozpalało się coraz mocniej z każdym jej następnym i następnym ruchem. Czytała to w ich twarzach a zwłaszcza oczach i wystarczająco nieśmiałej mowie ich delikatnie budzących się, ale jeszcze nadto zasklepionych ciał. Gdzie subtelnie ale jednak, przebijał się ponad wszystko ten specyficzny zachwyt, marzenie, tęsknota i uwielbienie wreszcie. Jasnym było dla niej, że to swoista pułapka, niczym syreni śpiew. Nie miała co do tego najmniejszych złudzeń. Przypominała bowiem o ich własnej wolności i własnych możliwościach. Jednakże im wydawało się, że tak bardzo nieosiągalnych, więc tym mocniej tęsknili za Nią. Wiedziała już wtedy jak wielka to ułuda. Nie rozumieli bowiem, że ona miała być tylko Bramą, przez którą się przechodzi i idzie dalej…

A On ? Minęło tyle lat, a on wciąż czaił się niczym tygrys do skoku. I wciąż nieodłącznie stał z boku, z trudem chowający się za innymi i udający, że ta oto kobieta, to jakaś zjawa nie mająca z nim nic wspólnego. Albo, że ta kobieta, to właśnie jego korona, jego nimb, byleby nie za długo to trwało. To znaczy ten jej taniec, ten pląs niesamowity, na który nie miał przecież najmniejszego wpływu. A to było najtrudniejsze. Zostać aż tak przez nią obnażonym. Ogołoconym i to publicznie! I choć od czasu do czasu, uczestniczył wraz z nią w tym odwiecznym rytuale, to wciąż z największym trudem i straszliwym oporem.

Męczyło to ją okrutnie i im dalej w czas, tym bardziej pozbawiało nadziei na wzajemne współuczestniczenie w postaci całkowitego oddania i tej niesamowitej radości wynikającej z ostatecznego odnalezienia, o czym ją, już na samym początku znajomości, tak solennie zapewniał. Dlaczego wciąż nie wykazywał w tym względzie inicjatywy? I dlaczego nie był gotowy na konfrontację, która mogła ich tylko jeszcze bardziej do siebie zbliżyć? Upłynęło tyle lat! Wszystko wskazywało na to, że nie miał zaufania do procesu życia, nie miał przede wszystkim, zaufania do niej. A to bolało...

I co czuł w tej dokładnie chwili, gdy tak stał oparty o ścianę? Co czuł w ogóle, na co dzień? I kim tak naprawdę jest? Co ma do ukrycia? Czego się boi?

Minęło tyle lat, gdy wreszcie zdała sobie sprawę, że tak naprawdę nie wie o nim nic. Co też tam się kłębi w tej jego głowie i jakie uczucia nim targają? Jeśli w ogóle w nim cokolwiek, tam w środku, żyje jeszcze swoim własnym życiem. I gdzie podział się jej dar jasnowidzenia?

Tak dalece był twardy i nieprzenikniony, niczym bazalt! A co najmniej skorupa zółwia. I kto tu jest śpiącą królewną? Ona czy on?



.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez daniela j. jarszak dnia 28 Sty 2016 23:58, w całości zmieniany 28 razy
Zobacz profil autora
Awers i rewers 2.
Forum Strona Główna -> PROZA
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin