Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
Forum Strona Główna -> OPÓR -> MAJ/SIERPIEŃ 1988 - Strajki Zapomniane
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
MAJ/SIERPIEŃ 1988 - Strajki Zapomniane
PostWysłany: 22 Sty 2009 7:04
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





Strajki Zapomniane

MAJ/SIERPIEŃ 1988

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

Pierwszy od lewej, mój serdeczny Przyjaciel, św. p. Sławomir Adamski,
zamordowany w 1989 r. przez "nieznanych sprawców" w Ciechanowie.
Fot. [link widoczny dla zalogowanych]



Majowe stoczniowe dni


15.05.2008.

Na wiosnę 1988 władze PRL nie były w stanie poradzić sobie z narastającym kryzysem społecznym i gospodarczym, szumnie zapowiadane programy reformy gospodarczej sprowadzały się do kolejnych podwyżek cen, pozbawiony zachodnich kredytów system „realnego socjalizmu” dogorywał. Zdecydowana większość społeczeństwa polskiego znajdowała się w trudnej sytuacji ekonomicznej i życiowej. Atmosfera społeczno-polityczna w kraju stawała się coraz bardziej napięta.


W drugiej połowie kwietnia 1988 rozpoczęły się protesty płacowe. Jako pierwsi zastrajkowali pracownicy komunikacji miejskiej w Bydgoszczy – 25 kwietnia, dzień później – Huta im. Lenina w Nowej Hucie, 29 kwietnia – huta w Stalowej Woli.

Strajk w Bydgoszczy zakończono w godzinach wieczornych 25 kwietnia – władze wojewódzkie zdecydowały się na spełnienie żądań płacowych, protest w Stalowej Woli załamał się bardzo szybko, strajkowała jedynie Nowa Huta.

W środowisku Stoczni Gdańskiej im. Lenina bacznie przyglądano się rozwojowi strajkowych wydarzeń, zdawano sobie sprawę z ogromnej roli, jaką ma do odegrania w tej sytuacji Stocznia Gdańska – symbol „Solidarności”, powszechne było oczekiwanie, że stocznia stanie i przyłączy się do strajku Nowej Huty.

1 maja, w niedzielę, w Gdańsku po mszy św. w kościele św. Brygidy podczas wiecu na przykościelnym dziedzińcu Lech Wałęsa, odnosząc się do sytuacji i odpowiadając na powtarzające się pytania, czy stocznia stanie, expressis verbis nie użył słowa „strajk”, ale jego wypowiedzi były na tyle jednoznaczne, że można było się domyśleć, iż tak w istocie będzie. Sens wypowiedzi Wałęsy zgodny był z oświadczeniem Tajnej Komisji Zakładowej „S” stoczni wydanym 29 lub 30 kwietnia, w którym zapowiedziano, że jeżeli władze nie spełnią postulatów hutników z Krakowa, stocznia włączy się w akcję protestacyjną, chociaż na linii przewodniczący – tajna struktura nie doszło do żadnych uzgodnień na ten temat.



Początek

W poniedziałek, 2 maja od samego rana w stoczni czuć było, że „coś wisi w powietrzu”. Około godz. 6.30 do działacza TKZ Brunona Baranowskiego (wtedy spawacza na wydziale K-2) zgłosiło się trzech młodych robotników z wydziału K-1 („od Borowczaka”) z pytaniami: „co robić”?, „co ze strajkiem”? Baranowski nie do końca wiedział, co w tej sytuacji należy uczynić. Co najmniej z trzech powodów. Po pierwsze, w ramach tajnej struktury uzgodnione było, że pogotowie strajkowe (strajk?) rozpocznie się dopiero we wtorek, a nie w poniedziałek. W zamierzeniu działaczy TKZ poniedziałek miał być tym dniem, w którym opadną największe emocje, po drugie Brunon Baranowski nie znał przybyłych do niego stoczniowców, w związku z tym nie do końca im ufał. Po trzecie zaś, jak wspomina ten były działacz podziemnej organizacji: „Byłem obstawiony stoczniowymi esbekami, którzy patrzyli na każdy mój krok. Sytuacja była niejasna, nie wiadomo było, jak to się wszystko skończy. Nie chciałem dekonspirować swoich kontaktów”.

Strajkowi emisariusze z K-1 nie odeszli jednak z kwitkiem, Baranowski zapewnił ich, że jeżeli dojdzie do strajku, to on powiadomi „odpowiednich ludzi, którzy pomogą im w prowadzeniu akcji protestacyjnej”

Strajk wybuchł na wydziale K-1, hasło do rozpoczęcia rzucił spawacz Jan Stanecki. Około godz. 9.30 zawiązała się na kilkudziesięcioosobowa grupa stoczniowców, na czele ze Staneckim, która zadecydowała o przerwaniu pracy. Następnie ludzie ci z biało-czerwonymi i stoczniowymi flagami przeszli przez inne wydziały, nawołując do przyłączania się do akcji strajkowej. Po obchodzie stoczni, w grupie aktywnych strajkujących znalazło się około 400-500 osób, skierowali oni swoje kroki pod budynek dyrekcji.

Według wspomnień Alojzego Szablewskiego, przewodniczącego TKZ, wśród zebranych pod budynkiem dyrekcji 90 procent stanowili ludzie młodzi, o niewielkim stażu pracowniczym. Wybrali oni Szablewskiego na przewodniczącego Komitetu Strajkowego, spisano i ogłoszono postulaty. Było ich pięć:

    podwyżka zarobków o 15–20 tys. zł

    przywrócenie legalnej działalności NSZZ „Solidarność”*

    zwolnienie wszystkich więźniów politycznych

    przyjęcie do pracy wszystkich zwolnionych za przekonania polityczne

    nierepresjonowanie i gwarancje bezpieczeństwa dla wszystkich
    strajkujących.



_____
* W pierwszych 2 dniach strajku ten postulat brzmiał:

"przywrócenie legalnej działalności NSZZ „Solidarność” Stoczni Gdańskiej";

osobiście zmieniłem go na "przywrócenie legalnej działalności NSZZ „Solidarność”, kiedy bez wiedzy i zgody Alojzego Szablewskiego zamalowałem szarą farbą litery S.G.

_____



Dla Szablewskiego, jak i innych działacz TKZ stoczni najważniejsze było przywrócenie do legalnej działalności „S”. Związek miał bowiem spełniać rolę instytucjonalnej płaszczyzny, a zarazem gwaranta dla realizacji pozostałych postulatów. Rodzaj zgłoszonych żądań jednoznacznie określał polityczny charakter akcji protestacyjnej. O tym, że strajk w stoczni prowadzony będzie pod szyldem „S”, według Brunona Baranowskiego, zadecydowały trzy osoby: Szablewski, Marian Moćko i on sam. Zgodnie z ich intencją, wejście w strajk jako „Solidarność” służyć miało rozciągnięciu nad strajkującymi parasola ochronnego, który w przypadku niepowodzenia akcji protestacyjnej łagodzić miał ewentualne represje władz. Doszło do pierwszych rozmów z dyrekcją zakładu, które jednak nie przyniosły żadnych rezultatów.

W godzinach popołudniowych do stoczni po raz pierwszy przyjechał Lech Wałęsa, który w swoim oświadczeniu poparł i pozdrowił strajkujących, opuścił ich jednak i udał się do domu. Na pierwszą strajkową noc w zakładzie zostało około 500–1000 osób.


Dzień drugi

Lech Wałęsa przybył do stoczni następnego dnia – 3 maja, w dalszym ciągu był jednak niezdecydowany, czekał na rozwój wydarzeń, był zawiedziony małą liczbą strajkujących.

Do stoczni przybyli pierwsi doradcy: Jarosław i Lech Kaczyńscy, Krzysztof Dowgiałło. Lech Kaczyński został wybrany rzecznikiem Komitetu Strajkowego. Również 3 maja mecenas Jacek Taylor złożył w Sądzie Wojewódzkim w Gdańsku wniosek o rejestrację Komitetu Założycielskiego NSZZ „S” Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Wniosek podpisany został przez czternastu członków komitetu, na liście znaleźli się: Andrzej Durzyński, Jan Grzelka, Eugeniusz Ignarski, Jan Jabłoński, Paweł Maciejewski, Adam Makarewicz, Marian Moćko, Wiesław Piela, Bronisław Przybysz, Edmund Soszyński, Alojzy Szablewski, Grzegorz Szrejder, Jan Wójcik, Paweł Zińczuk. Z tych osób tylko dwie (Szablewski i Zińczuk) były formalnie członkami Tajnej Komisji Zakładowej „S” stoczni.

Zgodnie z przyjętym planem postępowania, w trakcie majowego strajku nie doszło do zdekonspirowania podziemnej struktury. Tylko pojedynczy jej członkowie w sposób oficjalny włączyli się w organizowanie i prowadzenie akcji protestacyjnej oraz w próbę legalizacji (na terenie stoczni) związku zawodowego „S”. Jednak nawet oni przy okazji swoich działań nie ujawniali ani nie powoływali się na swoje związki z tajną strukturą.

Tego samego drugiego dnia protestu w Stoczni Gdańskiej wybrano formalnie Komitet Strajkowy. Jego skład do 6 maja był tajny. Dopiero trzy dni po powstaniu struktury strajkujący zdecydowali się ujawnić listę jego członków. W momencie utworzenia w skład KS wchodziły następujące osoby: Mieczysław Chełminiak, Edwin Dobrzyński, Andrzej Durzyński, Roman Gałęzewski, Jan Górczak (wiceprzewodniczący), Jan Grzela, Janusz Maliczenko, Marian Moćko, Zdzisław Pokładzki, Krzysztof Siwek, Jan Stanecki, Alojzy Szablewski (przewodniczący), Edward Szwajkiewicz, Paweł Świerczyński, Jan Wójcik. Skład komitetu nie był stały. W trakcie trwania strajku doszło do kilku zmian w jego ramach. W momencie, gdy zdecydowano się ujawnić nazwiska osób tworzących Komitet Strajkowy, w jego składzie nie było już Grzeli, Maliczenki, Pokładzkiego i Siwka. Zastąpili ich: Marek Hinburg, Jan Jabłoński, Wojciech Kreft (przedstawiciel Uniwersytetu Gdańskiego).



Dzień trzeci

Środa, 4 maja rozpoczęła się od porannego przemarszu po terenie stoczni, zaopatrzonych w biało-czerwone flagi (z napisem „Solidarność”) robotników. Strajkujący zachęcali przybyłych do zakładu pracowników, aby ci przyłączali się do akcji protestacyjnej. Podczas zebrania KS strajkowe władze poinformowały o poparciu, jakim cieszył się protest stoczniowców. Odczytano listy z wyrazami poparcia nadesłane przez kilkanaście środowisk i zakładów pracy. Wśród nich były: PSK nr 3 i Akademia Medyczna w Gdańsku, Zakład Remontowy Energetyki, Spółdzielnia Pracy Usług Wysokościowych Gdańsk, Spółdzielnia Doradca, Modem, Spółka Omega, środowisko „Przeglądu Politycznego”, pismo gdańskich neonarodowców „Polityka Polska”, Ośrodek Analizy Wartości.

Przybyli delegaci „S” Ziemi Tczewskiej, robotnicy ze stoczni Radunia oraz studenci Uniwersytetu Gdańskiego, którzy równolegle podjęli solidarnościowy strajk okupacyjny na Wydziale Humanistycznym. 4 maja zastrajkowali również studenci Politechniki Gdańskiej, strajk wobec nacisków prokuratora i Senatu uczelni został jednak zawieszony.

Wobec utrzymującego się od początku strajku faktu ignorowania strajkujących przez dyrektora stoczni Czesława Tołwińskiego, radosną dla nich wiadomością było przybycie wysłanników Episkopatu Polski – Tadeusza Mazowieckiego i Andrzeja Wielowieyskiego wraz z nimi ponownie przyjechał Lech Wałęsa, a także trzech kolejnych doradców: Andrzej Celiński, Aleksander Hall, Adam Kinaszewski. Optymizm ten niebawem przygasł, kiedy to wysłannicy Episkopatu wrócili z rozmów z dyrekcją z pustymi rękoma. Na dodatek nie udało się rozpocząć strajku w Gdańskiej Stoczni Remontowej, pomimo wysłania tam dwustu stoczniowców na czele z Andrzejem Gwiazdą. Taki obrót sprawy w nieuchronny sposób negatywnie wpłynął na samopoczucie osamotnionych stoczniowców Stoczni Gdańskiej.



Dzień czwarty

5 maja nad ranem dotarła do Stoczni Gdańskiej wiadomość o pacyfikacji przez oddziały ZOMO strajku w Hucie im. Lenina. W odpowiedzi na pacyfikację Nowej Huty, Komitet Strajkowy w Stoczni Gdańskiej wydał specjalny komunikat, w którym potępiono zastosowanie przemocy wobec robotników oraz stwierdzono, że takie działanie jest sprzeczne z narodowym interesem Polski. Strajkowe władze opublikowały również protest w sprawie decyzji dyrektora stoczni o zawieszeniu jej działalności.
Kolejny dzień nie przyniósł poprawy nastrojów, do strajkujących dotarły informacje o decyzji dyrektora Tołwińskiego w sprawie zawieszenia działalności stoczni – od 5 maja do odwołania. Decyzja wywołała spory niepokój wśród robotników. W tamtej chwili ich morale nie było zbyt duże.

Pojawiły się dramatyczne pytania o dalsze losy stoczni oraz o to, co stanie się w przyszłości z załogą zakładu. Dla przeciwdziałania dalszym negatywnym skutkom otrzymanej informacji Lech Wałęsa (od 4 maja został w zakładzie aż do zakończenia strajku) poinformował strajkujących, że za strajk otrzymają oni wypłaty pochodzące ze środków NSZZ „S”. Obowiązek wypłacenia pieniędzy wzięła na siebie Komisja Interwencji i Praworządności związku, a odpowiednia decyzja została podpisana przez Lecha Wałęsę i Zbigniewa Romaszewskiego.

Pierwsza po pacyfikacji Nowej Huty noc w Stoczni Gdańskiej była bardzo nerwowa. Stoczniowcy spodziewali się, że władze PRL kontynuować będą bezkompromisową postawę wobec strajkujących i że tej nocy celem ataku ZOMO będzie stocznia. Pomimo nocnych prowokacji, do szturmu na stocznię jednak nie doszło.




Dzień piąty

6 maja Komitet Strajkowy zdecydował się ujawnić swój skład oraz zwrócił się do biskupa gdańskiego Tadeusza Gocłowskiego o pomoc w umożliwieniu rodzinom stoczniowców podejścia do bramy nr 2 oraz odprawienie przez ks. Henryka Jankowskiego mszy św. na terenie zakładu. Od tej pory biskup gdański aktywnie włączył się w proces szukania porozumienia na linii strajkujący – władze. Jeszcze tego samego dnia o godz. 15 delegacja strajkujących w składzie: Jan Górczak, Brunon Baranowski, Lech Kaczyński, Tadeusz Mazowiecki udała się do rezydencji hierarchy gdańskiego, by wspólnie zastanowić się nad możliwym rozwojem wydarzeń.

W porównaniu z dniem poprzednim, w piątek, 6 maja nastroje strajkującej załogi znacznie się poprawiły. Nie sprawdziły się dramatyczne przewidywania dotyczące powtórki z pacyfikacji Nowej Huty. Mimo odizolowania stoczni od miasta kordonem ZOMO, do zakładu dzięki ofiarności wielu osób (w tym dzieci) docierały żywność, lekarstwa i informacje. Dzięki przebywającym w stoczni osobom z zewnątrz zaczęła powstawać strajkowa aura. Powstały m.in. oddające ducha majowego protestu przyśpiewki i piosenki. Jedna z nich, w której refren składał się z trzech słów: „Solidarność zwycięży znów”, stała się strajkowym szlagierem.



Dzień szósty

Sobota, 7 maja rozpoczęła się od kolejnych nocnych manewrów oddziałów ZOMO. W trakcie jednej z tych symulacji, o godz. 2.30 liczna grupa funkcjonariuszy w bojowym natarciu podeszła do bramy stoczni, oświetlonej przy tym jaskrawym światłem reflektorów. Do ataku na strajkujących nie doszło. Zomowcy pozwolili sobie na żart (z dzisiejszej perspektywy nawet śmieszny). Gdy tylko znaleźli się przy samej bramie, z ich szeregów rozległ się gromki okrzyk: „Życzymy wam spokojnej nocy”.

Po południu doszło do spotkania delegacji strajkujących z władzami stoczni. Dyskusja dotyczyła trzech postulatów: płacowego, dotyczącego powrotu do pracy zwolnionych z powodów politycznych oraz gwarancji bezpieczeństwa dla strajkujących (nie rozmawiano o możliwości ponownego zalegalizowania „S”). W żadnym z trzech punktów dyskursu nie uzyskano zgody obu stron.

Wtedy to coraz bardziej wśród doradców Komitetu Strajkowego i Lecha Wałęsy zaczęła dojrzewać myśl o koncepcji „rozwiązania autonomicznego” (autorstwa Andrzeja Celińskiego), według której w obranym przez siebie momencie strajkujący wyszliby ze stoczni zwartą kolumną i tak zakończyli strajk, nie podpisując „zgniłego porozumienia”, oznaczającego w istocie kapitulację, gdyż nie spełniłoby ono żadnego z postulatów strajkowych (oprócz bezpieczeństwa uczestników). Koncepcja „rozwiązania autonomicznego” była odpowiedzią na rysujący się coraz wyraźniej fakt niepowodzenia strajku.

Warto wspomnieć o jeszcze jednym ważnym wydarzeniu, które miało miejsce w sobotę, 7 maja. Otóż na stadionie we Wrzeszczu odbył się mecz I ligi piłki nożnej gdańskiej Lechii z Górnikiem Wałbrzych, wygranym przez Lechię 1:0. Rozgrywany w obecności około ośmiu tysięcy kibiców mecz był wielką demonstracją poparcia i solidarności z protestującymi w stoczni robotnikami. Zgromadzeni na trybunach kibice wielokrotnie dawali wyraz swoim politycznym sympatiom. Wtedy nad stadionem przy ul. Traugutta rozlegało się potężne skandowanie: „Stocznia Gdańska, Stocznia Gdańska”, a także: „Solidarność, Solidarność”. Tamtego dnia strajkujący stoczniowcy jeszcze raz spotkali się z dowodami sympatii. Tym razem ze strony studentów Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, którzy napisali do protestujących w stoczni robotników specjalny list z wyrazami solidarności. List ten podpisało 600 osób.



Dni ostatnie

Niedziela i poniedziałek, kolejne dni strajku, nie przyniosły przełomu, pomimo rozmów przedstawicieli KS: Baranowskiego, Górczaka, Szablewskiego, Jarosława i Lecha Kaczyńskich, Mazowieckiego z przedstawicielami dyrekcji stoczni. Toczyły się również rozmowy na linii Władysław Siła-Nowicki – gen. Czesław Kiszczak. Negocjacje jednak nie przynosiły żadnych rezultatów.

Los strajku był przesądzony. Osamotniona stocznia nie była w stanie dłużej protestować, przedłużanie strajku w nieskończoność nie miało sensu. Zresztą strajkujących z dnia na dzień było coraz mniej. Do strajku nie przyłączyły się inne zakłady pracy, na co bardzo liczono w Stoczni Gdańskiej.



Zakończenie

We wtorek, 10 maja przed południem Komitet Strajkowy podjął ostateczną decyzję o zakończeniu strajku – tego dnia wieczorem o godz. 20 stoczniowcy mieli opuścić teren zakładu. Poinformowano biskupa Gocłowskiego o podjętej decyzji oraz o sposobie, w jaki decyzję tę planowano zrealizować. Bardzo zadowolony z przyjęcia koncepcji „rozwiązania autonomicznego” gdański hierarcha obiecał, że postara się, aby „władze w momencie wyjścia strajkujących ze stoczni zachowały się przyzwoicie”.

Około godz. 18.15 w stoczniowej stołówce rozpoczął się ostatni w czasie tego strajku wiec. Pomysł zakończenia strajku bez uzyskania zgody władz na realizację postulatów nie wszystkim się spodobał. W milczeniu słuchano wystąpień Alojzego Szablewskiego, Lecha Wałęsy, Tadeusza Mazowieckiego, przekonujących, że podjęto najlepszą możliwą decyzję (w tej chwili).

O godz. 20.08 otwarto legendarną drugą bramę. Strajkujący w kolumnie (około tysiąca osób) opuścili stocznię. Na czele pochodu szedł Tadeusz Szczudłowski, trzymając wielki drewniany, strajkowy krzyż. W przejmującej scenerii, w milczeniu, bohaterowie najnowszej historii Polski udali się w kierunku kościoła św. Brygidy. Blokujące drogę milicyjne samochody zjechały na bok. Zniknęły kolejne blokady. Początkowo w trakcie marszu strajkującym nikt nie towarzyszył. Gdańszczanie nie wiedzieli, że stoczniowcy będą wychodzić. Wreszcie, po kilkudziesięciu metrach – już wiadomo – „wyszli”. W jednej chwili tłum mieszkańców miasta otoczył idących w milczeniu strajkujących. W górę podniósł się las rąk ze znakiem zwycięstwa. Setki osób krzyknęły na cały głos: „Dziękujemy!”, „Solidarność!”.


Arkadiusz Kazański
Gdański Oddział Instytutu Pamięci Narodowej


[link widoczny dla zalogowanych]


Kalendarium strajków majowych i sierpniowych 1988 rokuw majowych i sierpniowych 1988 roku

15.05.2008.

2 maja – Początek strajku w Stoczni Gdańskiej, rozpoczętego na znak solidarności z robotnikami z Nowej Huty, strajkującymi od 26 kwietnia. Na czele Komitetu Strajkowego stanął Alojzy Szablewski, przewodniczący KZ NSZZ „Solidarność” Stoczni Gdańskiej od 1981 roku. W sformułowanych postulatach domagano się podwyżki płac o 15-20 tys. złotych, przywrócenia działalności NSZZ „Solidarność” w stoczni, zwolnienia wszystkich więźniów politycznych, przyjęcia do pracy wszystkich zwolnionych za przekonania polityczne oraz nierepresjonowania członków Komitetu Strajkowego i innych strajkujących.

3 maja – Do Stoczni Gdańskiej przybyli z pełnomocnictwem Episkopatu Polski Tadeusz Mazowiecki i Andrzej Wielowieyski w charakterze mediatorów. Ich rozmowy z dyrekcją zakładu nie przyniosły żadnych rezultatów. Rozpoczął się okupacyjny strajk solidarnościowy studentów Uniwersytetu Gdańskiego na znak poparcia dla Stoczni Gdańskiej.

4 maja – ZOMO otoczyło stocznię, odcięto łączność telefoniczną z zakładem. Rozpoczął sie strajk solidarnościowy na PG.
5 maja – Dyrekcja stoczni zawiesiła działalność zakładu. Pracowników odesłano na przymusowe płatne urlopy. Zawieszono strajk na Uniwersytecie Gdańskim i na Politechnice.

10 maja – Zakończono strajk w Stoczni Gdańskiej bez podpisania porozumienia. Wcześniej w rozmowie telefonicznej generał Czesław Kiszczak proponował stoczniowcom podwyżki w zamian za rezygnację z postulatu ponownej rejestracji NSZZ „Solidarność”. Strajkujący udali się w pochodzie do bazyliki św. Brygidy na mszę, która koncelebrował biskup gdański Tadeusz Gocłowski.

22 sierpnia – początek strajków w Stoczni Gdańskiej i Stoczni Północnej.

23 sierpnia – przystąpienie do strajku Gdańskiej Stoczni Remontowej im. Józefa Piłsudskiego oraz Portu Gdańskiego.

24 sierpnia – strajk obejmuje stocznie Wisła i Radunia.

1 września – koniec strajków w trójmiejskich zakładach pracy.

7 listopada – dwudniowy strajk Stoczni Remontowej w Gdańsku, jego celem było wpłynięcie na przyspieszenie rozmów Okrągłego Stołu.


Wspomnienia uczestników strajków

15.05.2008.

Brunon Baranowski, członek Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej

– Mimo że byliśmy dobrze zorganizowani, jednak ze względu na nastroje panujące wśród załogi nie byliśmy do końca pewni, czy jesteśmy w stanie przeprowadzić strajk solidarnościowy ze Stalową Wolą. Wiedzieliśmy, że ci, którzy wywołali ten strajk w odpowiedzi na apel Lecha Wałęsy pod kościołem św. Brygidy, nie są przygotowani do jego prowadzenia. W porozumieniu z przewodniczącym tajnej komisji zakładowej Alojzym Szablewskim, który był symbolem „Solidarności” w Stoczni Gdańskiej, przejęliśmy odpowiedzialność za strajk. Z dnia na dzień sytuacja stawała się jednak coraz bardziej dramatyczna. Kadra kierownicza zorganizowała bojówki, które miały siłą zmuszać pracowników do powrócenia na stanowiska pracy.

Dochodziło do ataków fizycznych dokonywanych na strajkujących, szczególnie nocą, gdy spali. W środku panował terror, a na zewnątrz stocznia była obstawiona czołgami i milicją. Odłączono telefony. Byliśmy odizolowani od świata. W desperacji zajęliśmy centralną stołówkę, musieliśmy się gdzieś schronić. Przez cały okres okupacji ksiądz Henryk Jankowski organizował dla nas pomoc w postaci żywności, dostarczanej przez kurierów, byli to młodzi ludzie. Pamiętam, że skatowano szesnastoletnią dziewczynę złapaną na przemycaniu chleba w plecaku. Sposób rozprawiania się z kurierami był bezwzględny, gdy byli złapani przez milicję z artykułami spożywczymi bądź ulotkami.



Anna Galus-Czerwonka, Komitet Strajkowy na Uniwersytecie Gdańskim

– Od początku studiów na Uniwersytecie Gdańskim byłam związana z Niezależnym Zrzeszeniem Studentów. Kiedy nadszedł 1988 rok, byłam studentką IV roku prawa. O strajku dowiedziałam się dzień wcześniej czy nawet w dniu jego wybuchu. Wówczas zaproponowano mi funkcję członka Komitetu Strajkowego na uczelni. Chyba najtrudniejszym momentem, który utkwił mi głęboko w pamięci, była wiadomość o pacyfikacji w Nowej Hucie. Wówczas poczułam wielką odpowiedzialność za ludzi strajkujących na uczelni. Głównym zadaniem, które mi powierzono, była kontrola nad sprawami aprowizacyjnymi. Ludzie chętnie zgłaszali się do pomocy przy przewożeniu produktów żywnościowych i do prac kuchennych. Dzięki temu wsparciu mogłam więcej czasu poświęcić spotkaniom i rozmowom o przebiegu i przyszłości strajku. Nie tylko byliśmy solidarni wobec stoczniowców, ale zainicjowaliśmy poważne rozmowy z władzami uczelni odnośnie działalności NZS-u, który wówczas działał jeszcze nielegalnie.

Wśród pracowników naukowych stosunek do strajkujących studentów był różny. Wspierali nas zwłaszcza członkowie uczelnianej Komisji Zakładowej „Solidarności”. We władzach uczelni byli również i tacy, którzy żądali natychmiastowego zaprzestania strajku. Zorganizowali spotkanie z prokuratorem, który cytował łamane przez nas przepisy prawne oraz kary, które groziły za ich naruszenie.

W kwestii sposobu zakończenia strajku nie było wśród nas jednomyślności. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że nasz strajk stanowił niewielki element większej całości, ale nikt z nas nie spodziewał się, że zmiany nastąpią tak szybko.



Wojciech Kwidziński, członek Komitetu Strajkowego na Politechnice Gdańskiej

– Tworzyliśmy w gronie kilku osób Tymczasową Komisję Uczelnianą NZS na politechnice. Nasza działalność m.in. polegała na wydawaniu pisma środowiskowego NZS „Polibuda”. Zorganizowanie strajku wydawało nam się niemożliwe przy tak niewielkich siłach, jakimi dysponowaliśmy. Mieliśmy nieformalne kontakty z kilkoma pracownikami politechniki, którzy działali w „Solidarności”. Wspólnie umawialiśmy się na zorganizowanie wiecu, którego termin wyznaczono na 5 maja. W jego trakcie wezwałem do udzielenia poparcia strajkującym poprzez zorganizowanie strajku solidarnościowego. Oprócz mnie i Ludwika Kromera, jako reprezentantów NZS-u, w skład komitetu weszli przedstawiciele wydziałów, którzy zgłosili swój akces. Niektórzy reprezentowali inne nielegalne wówczas organizacje studenckie. Większość osób widziałem wtedy po raz pierwszy w życiu. Naszym głównym problemem było to, że zostaliśmy sami bez doradców, nie mieliśmy też poparcia ze strony pracowników uczelni. To spowodowało osłabienie Komitetu Strajkowego. Ostatecznie słaba organizacja, brak doświadczenia i silne naciski ze strony władz uczelni miały wpływ na to, że rano 5 maja przegłosowano zakończenie strajku. Rektor przedstawił nam rodzaj ultimatum, żądając jego przerwania. Uczestniczyliśmy potem w strajku na UG, wspólnie organizowaliśmy akcje popierające strajkujących stoczniowców.



Zbigniew Goszczycki, wspomagał strajkujących w maju i sierpniu 1988 roku w Stoczni Gdańskiej

– Zaczęło się od spontanicznego skrzyknięcia się grupy znajomych, kiedy w maju zaczął się strajk w stoczni. W tym czasie każdy w miarę rozsądny człowiek popierał wszystko, co godziło w komunę, było więc jasne, że będziemy chcieli jakoś wesprzeć protest, który właśnie się rodził. Zaczęło się od zbierania pieniędzy na plebanii bazyliki św. Brygidy.

Pamiętam wzruszające sceny. Pewnego razu przyszła starsza pani, raczej ubogo ubrana Wyjęła portfel, a z niego 200 złotych. Wszyscy byliśmy zdziwieni jej ofiarnością, ale okazało się, że te pieniądze odłożyła, by zostawić dla siebie. Pozostałą zawartość portfela, w sumie kilka tysięcy, wsypała do naszego worka. Potem trzeba było coś robić z tymi pieniędzmi. Z czasem na plebanii zaczęły pojawiać się dziesiątki młodych ludzi – licealistów, studentów. W kilkuosobowych grupach, z plecakami, chodziliśmy do pobliskich delikatesów i zamawialiśmy np. 10 kilogramów kaszanki. To robiło wrażenie na ludziach i każdy domyślał się od razu o co chodzi.

Mimo wielometrowych wówczas kolejek do mięsnego, przepuszczano nas bez pytania poza kolejnością. Grzegorz Pellowski, znany gdański piekarz, oddawał nam całe wózki chlebów, które ciągnęliśmy na plebanię. Mieliśmy swoje miejsca, niepilnowane przez ZOMO, którymi przedostawaliśmy się na teren Stoczni Gdańskiej. W takich punktach po drugiej stronie już czekali na nas stoczniowcy. Ja najczęściej przechodziłem od strony Stoczni Północnej, którą dobrze znałem. Często robiliśmy za przewodników dla dziennikarzy zachodnich, którzy chcieli wejść do stoczni, przemycaliśmy też materiały poligraficzne, matryce. W sierpniu sytuacja się powtórzyła, byliśmy już skuteczniejsi, mieliśmy opracowane patenty. Wyglądało to trochę jak zabawa w policjantów i złodziei, ale zagrożenie było naprawdę realne, milicja polowała na nas, kilka osób nieźle oberwało. Byliśmy też stale śledzeni przez SB. Po zakończeniu strajku dostaliśmy wszyscy wspaniałe grafiki z dedykacją od stoczniowego Komitetu Strajkowego.


[link widoczny dla zalogowanych]




.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 22 Sty 2009 7:05
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]





Nasza klasa

Jacek Kaczmarski


[link widoczny dla zalogowanych]

LISTA

[link widoczny dla zalogowanych]


[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
MAJ/SIERPIEŃ 1988 - Strajki Zapomniane
Forum Strona Główna -> OPÓR
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin