Forum Strona Główna -> OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA -> STEFAN PASTUSZEWSKI
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
STEFAN PASTUSZEWSKI
PostWysłany: 23 Sty 2009 14:52
ella_hagar
Rada Strasznych

 
Dołączył: 10 Cze 2005
Posty: 1048
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Warszawa





Marek Jastrząb:
„Stefan Pastuszewski dał się poznać jako twórca nieschematyczny: i jako poeta konwencjonalny, uprawiający rzemiosło artystyczne w sposób zwyczajny, tradycyjny, uładzony, rzetelny, i jako prozaik zdolny do artykułowania myśli mało popularnych, beletrysta niespokojny, kontrowersyjny, wprowadzający zamęt w nasze literackie przyzwyczajenia, poszukujący nowych środków wyrazu, penetrujący interpretacyjne ewentualności wypowiedzi współczesnego języka i współczesnej formy”.


A Sławek wybrał do wklejenia:

STEFAN PASTUSZEWSKI
[link widoczny dla zalogowanych]

Poeta, prozaik, eseista, krytyk literacki, wydawca

Urodzony 19 sierpnia 1949 r. w Bydgoszczy, ukończył mechanikę w WSI w Bydgoszczy, pedagogikę w UMK i polonistykę w Uniwersytecie Gdańskim.

Pracował jako dziennikarz w bydgoskiej prasie: „Ilustrowanym Kurierze Polskim” (1972 - 1977), „Wodniaku Bydgoskim” (1977 – 1980; redaktor naczelny), tygodniku „Kujawy” (1979 – 1981, kierownik działu kulturalnego) i czasopiśmie „Wolne Związki” (1980 – 1981, zastępca redaktora naczelnego). Podczas stanu wojennego został internowany 14 grudnia 1981 r. W latach 80. XX w. był kilkakrotnie aresztowany z powodów politycznych i skazany. W okresie tym nie mógł też uzyskać stałego zatrudnienia. Później otrzymał pracę w UAM w Poznaniu (1983 – 1992). Był również nauczycielem języka polskiego w bydgoskich szkołach średnich (1990 – 1992). W latach 1991 – 1993 był posłem na Sejm RP, a w latach 1990 – 2002 radnym miejskim. Był też wiceprezydentem Bydgoszczy (1994 – 1998) oraz wiceprzewodniczącym sejmiku samorządowego (1990 – 1994).

W 1987 r. założył Instytut Wydawniczy „Świadectwo”, a w 1998 r. miesięcznik literacki „Akant”, w którym jest sekretarzem redakcji.

Debiutował w „Politechniku” w 1971 roku.

Wydał następujące zbiory wierszy: Druga gałąź (Staromiejski Dom Kultury, 1977), Dzień, w którym przyszedł (WRZZ, 1977), Odloty (ZLP, 1978), Trzeba iść (K-PTK, 1989), Imię moje (Pomorskie Wydawnictwo Prasowe, 1980), Listy do siebie (Wydawnictwo Morskie, 1981), Kuszenie Ikara (LSW, 1981), Biały pokój (Młodzieżowa Agencja Kulturalna, 1981), Czas ostateczny (Wydawnictwo „Filip”, 1983), Wiersze (Młodzieżowa Oficyna Literacka, 1985), Róża i miecz (Wydawnictwo „Somix”, 1991), Smak malin i czereśni (IW „Świadectwo”, 1993), Kobiety są (IW „Świadectwo”, 1993), Zachłanność (K-PTK, 1994), Listy do Pani (IW „Świadectwo”, 1995), Przepaść w brzuchu (IW „Świadectwo”, 1996), Wiersze wybrane (IW „Świadectwo”, 1997), Sonety i poematy (Agencja Wydawnicza „Gens”, 1999), Po przełomie (IW „Świadectwo”, 2000), Pamiątki inflanckie (IW „Świadectwo”, 2003). Jest autorem powieści Późne majowe popołudnie (IW „Świadectwo”, 1995) oraz zbiorów opowiadań: Dziwne sprawy (LSW, 1980), Szczególny zbieg okoliczności (IW „Świadectwo”, 1994), Miasto (IW „Świadectwo”, 1996), Nie-do-opowiadania (IW „Świadectwo”, 1997), Karły (IW „Świadectwo”, 2000), Dwanaście miłosnych miesięcy (IW „Świadectwo”, 2001), Teraz Polska (IW „Świadectwo”, 2002), Dwanaście pań i panów w lusterkach (IW „Świadectwo”, 2003).

Tłumaczy z bułgarskiego, niemieckiego, rosyjskiego, serbskiego i ukraińskiego.

Animator kultury, działacz społeczny i polityczny. Prowadzi badania naukowe w zakresie historii oraz literaturoznawstwa.

Laureat XVII Ogólnopolskiego Turnieju Poezji Społecznie Zaangażowanej „Czerwonej Róży” (1976), nagrody „Bydgoskiego Informatora Kulturalnego” (1996) Nagrody Ryszarda Milczewskiego-Bruno w Poznaniu (2001). W 2003 r. zdobył tytuł „Artysty Roku” w plebiscycie „Gazety Wyborczej (Bydgoszcz)”. Odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Był członkiem - założycielem Grupy Faktu Poetyckiego „Parkan” (1975 – 1981). W latach 1971 – 1980 należał do Koła Młodych ZLP.


* * *

Marek Jastrząb:

„Stefan Pastuszewski dał się poznać jako twórca nieschematyczny: i jako poeta konwencjonalny, uprawiający rzemiosło artystyczne w sposób zwyczajny, tradycyjny, uładzony, rzetelny, i jako prozaik zdolny do artykułowania myśli mało popularnych, beletrysta niespokojny, kontrowersyjny, wprowadzający zamęt w nasze literackie przyzwyczajenia, poszukujący nowych środków wyrazu, penetrujący interpretacyjne ewentualności wypowiedzi współczesnego języka i współczesnej formy”.

Zygfryd Szukaj:

„Poeta zamieszkuje Miasto. Tutaj wypełnia swoją misję. Megapolis, w którym technika (dachy z antenami) i przyroda (gołębie) wydają się zgodnie współegzystować. Miasto bez szczęśliwych okien, gdzie światła nagle gasną i świt przedwcześnie zapala białe łóżka, staje się celną peryfrazą cywilizacji śmierci. Stefan Pastuszewski pokazuje rzeczywistość w sprzecznych fragmentach, jest niechętny ocenom i sądom, lakoniczny w języku, wzbrania się prorokować. Ogranicza się do postawienia znaku równości między obecnością i miłością”.

Jan Tyborczyk:

„W świecie przedstawionym w opowiadaniach Stefana Pastuszewskiego ważną rolę odgrywa trzecia postać działająca: narrator nadrzędny i przewodnik. Ma cechy autora rzeczywistego. Kieruje nim potrzeba poznania siebie, a także innych, szczególnie kobiet. Przeżywa trudności wieku przełomu. Przyjmując role – badacza, pisarza, dziennikarza, bibliotekarza – zbiera materiały do tworzonej przez siebie książki. Zapisuje rozmowy i zwierzenia, analizuje fakty i uważnie obserwuje zachowania, nie unika nawet metody eksperymentu; falsyfikuje koncepcje, zestawia opinie, robi notatki z gazet i książek. W jego relacjach dominuje styl quasi naukowy: liczne zdania nawiasowe, podkreślenia (przez pochylenie) niektórych wyrażeń, cytaty, komentarze i odwołania do różnych źródeł, jakby przypisy. Pisarstwo swoje traktuje jako laboratorium poznawcze świata. Zapisywane przez niego historie z życia wzięte układają się w warianty >wciąż zaczynanej i nigdy nie skończonej, pisanej fragmentami z byle jakiej strony, powieści<”.



***

Stanisław Chyczyński:

Czy Pastuszewski jest antyfeministą?; „Akant” 2002, nr 10, s. 30 – 31

Jarosław Sułkowski: „Wszędzie i nigdzie” – Laura; „Akant” 2004, nr 5, s. 35 – 36

Stanisław Truchan: Nieznośny ciężar alienacji. Człowiek i polityka; „Akant” 2004, nr 11, s. 30 – 41, 49 - 51



(Za: [link widoczny dla zalogowanych] )
.


[link widoczny dla zalogowanych]

(fot. za: [link widoczny dla zalogowanych] )

Traktat o domu

dobrzy grabarze wracają do domu na rowerach
nie zaciągają tak jak źli grabarze pasów na przebranych marynarkach
w dobrze wymytych limuzynach
w zapachu cedrowym oszukanym
strzepali jednak ze swych łachmanów ziarna żółtego lub białego piasku
bo są martwe
jadą
i czują ruch, mięśnie i powiew
wiatru lub Ducha Świętego
który mówi
mówi ich mięśniami
załzawionymi od wiatru oczami
wilczym apetytem
mówi o domu na skale
i domu z żoną
myli im się od tych trzech kieliszków wódki
jeden z drugim
choć Duch Święty mówi o tym samym
ale i tak bezbłędnie docierają do tego drugiego
jak konie do stajni
a Duch Święty skrzeczy gawronem na kominie
z którego wydobywa się równie czarny dym palonych śmieci
i tak sobie gwarzą o życiu i śmierci
czarni
podczas gdy dobrzy grabarze, kolorowi
milcząc
uprawiają miłość do żony, dzieci i obiadu
i są ponad to wszystko
tyle im mocy ta podłoga daje
w locie zwanym jakoś leci
przez ściany
równie mocne



Traktat o czasie

zza rzeki dochodził gwar zmarłych
bawiły się dzieci
gwar dzieci od wieków jest taki sam
ten sam?
nic nie jest to samo
tylko powtarzając się płynie

koryto rzeki wraz z rzeką było modelem czasu
w laboratorium krajobrazu
czy jak kto woli w muzeum historii naturalnej
(wszystko już było)
bo nie rzeka sama
ona też powtarza się płynąc
w krajobrazie
nawet miejskim
dopiero z tego wynika czas

spoglądam na zegarek
liczby i wskazówki nic nie mówią
tylko dzieci
rzeka
i jej koryto


(Za: [link widoczny dla zalogowanych] )

[link widoczny dla zalogowanych]

Stefan Pastuszewski

***

przed moim domem urządzili skwer z różami:
mój dom stoi w szeregu żywych ruin ze szkła i aluminium
ze skweru tego korzystają moje dzieci
ich dzieciństwo jest oszukane
tak jak mnie łudził strzęp ostrokrzewu na granicy
zimowego cienia
aż do momentu pierwszej śmierci z głodu marzeń

umierający sąsiad potrzaskał sąsiad wtedy telewizor
i porcelanowy serwis

przed lotem Ikara głową w bruk
zdążył jeszcze zabić żonę
i nazwać czas

(Stefan Pastuszewski,
Wiersze wybrane,
Bydgoszcz 1998,
Instytut Wydawniczy „Świadectwo”, s. 64)


Późny styczeń


jakże cicho się zrobiło w mieście
jak pod kołdrą
a jeśli już coś słychać
to echa:
ojciec nogi otupuje na wycieraczce pod drzwiami
matka – śpiewając – zupę kminkową gotuje
na czas
a w uszach tramwaj zawczorajszy dzwoni i dzwoni

późny styczeń straszy pustką białą:
włóż ciepłe skarpety – mówi matka i zacicha
ojciec milczy –
taka jego białość

znów wszystko rusza
o dwa białe kadry nieobecności przesunięte

Zależności

Czas przeszły – dla mężczyzn
Czas teraźniejszy – dla kobiet

patrzcie ludzie, taki mały meteor
a taka gwiazda!
taka niewielka ziemia
a pulsuje żądzą nienasycenia
czeka na zależność

patrzcie, ludzie, w siebie
w mężczyznę
i w kobietę
zauważcie wreszcie to małe i

Ludmiła Iwanowa

Lipcowy znój


Upał uwił wrzącą parą
Nad mą głową jasny krąg.
Żar bez żadnego umiaru
Dręczy ludzi pasmem mąk.

Z nieba wąwóz szaro-siwy
Rozkopały obłoki.
Dalej już nie mając siły
Gdzieś w oddali rozmokły.

Rozpalone niebo taje,
Siejąc duszny aromat.
Miód słoneczny łzą się staje
I zalewa cały świat.

Z rosyjskiego przełożył Stefan Pastuszewski

Stefan Pastuszewski

Moja Bydgoszcz

Gdzie rzeki dwie się splotły,
Gdzie lasy się rozstały,
Gdzie zmiennych dziejów kotły
Zupę stu smaków dały

Miasto – z odrębnych kręgów,
Mieszkańcy – każdy sobie,
Dzień gazet – pełen błędów,
Rok książek –w cierpkim słowie.

Rozbrzmiewa wzgórze ciszy,
Gdzieś z boku bluszczowa Brda,
Na jutro nikt nie liczy,
Pustynia śpi w młodych snach.

Tak, ty jesteś mi piękna:
Zielona z lotu ptaka.
Szara na wprost sukienka
Z oddali – w barwnych kwiatach.

Łatwo jest ciebie kochać,
Gdyż trudnym dzieckiem jesteś;
Bo kogoś, gdy się szlocha,
Tego się kocha więcej.

Domy twe znam na pamięć.
Ślepo mknę ulicami.
Nie straszna losów zamieć –
Mój okręt w twej przystani.

19 sierpnia 2003


-------------
Kursywą cytaty z: Alfreda Kowalkowskiego „Zachód nad Bydgoszczą”,
Tadeusza Nowakowskiego „Urzeczenie”, Juliusa Kossarskiego
„Wiersze do pięknej Bydgoszczanki”



Stefan - Dziękuję !


.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 23 Sty 2009 15:01
ella_hagar
Rada Strasznych

 
Dołączył: 10 Cze 2005
Posty: 1048
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Warszawa





Traktat o naszym domu


dom jest z wody i powietrza

bo tylko te dwa żywioły

dają poziom i pion

(w powietrzu spada kamień)

a my z nim

z ziemi

i ognia

nasza szarość

nasza miłość
.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 23 Sty 2009 15:02
ella_hagar
Rada Strasznych

 
Dołączył: 10 Cze 2005
Posty: 1048
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Warszawa





Stefan Pastuszewski

TANCERKA


2007; ISBN 83-7456-133-5

oprawa miękka, liczba stron 104

cena: 15 zł

proza





Fragment



Opowiem wam historię banalną, tak pełną sprzeczności, jak pełne sprzeczności jest życie, ale tak prawdziwą, że grzechem wobec prawdy byłoby jej nie opowiedzieć. Nie o prawdę faktograficzną chodzi, czyli zgodność słów z wywołującymi je faktami, ale o prawdę istoty, czyli coś, co określa sens rzeczy, ludzkiej rzeczy. Bo ludzka natura i dzianie się tej natury, czyli egzystencja, mają przecież swój kręgosłup, stelaż - jakbyśmy to konstrukcyjnie powiedzieli - na którym wszystko, co ludzkie się opiera. A że wszystko, co ludzkie, jest zagmatwane i niejasne, bogate - jakbyśmy w przypływie humanistycznej euforii wykrzyczeli - więc ów stelaż, ta istota rzeczy jest głęboko ukryta, albo lepiej - trudna do zdefiniowania, bo w naszym świecie wszystko jest, tylko wszystkiego nie da się odkryć, a tym bardziej nazwać.

Wydaje mi się, że tę istotę ludzkiej rzeczy udało mi się tym razem ująć, ale nie jednym słowem czy definicją mniej lub bardziej kategoryczną, tylko całą opowieścią. W całości, nie w poszczególnym słowie czy zdaniu, tylko w całości tkwi prawda. Pojęta a nie wyrażalna. Jak zwykle zresztą.
O tym, że udało mi się dotrzeć do prawdy niech świadczy następujące rozumowanie:

Każda relacja mężczyzna - kobieta, a będzie to właśnie opowieść o tym, jest inna, ale wszystkie mają jednak coś wspólnego. Co? To, że dominuje w nich kobieta. Ona jest osią tych wszystkich obrotów. Kobieca połowa, z epoki na epokę niestety coraz większa (w Polsce wskaźnik feminizacji wynosi dziś aż 113 procent), jest poprzez silniejszy związek z biologią bardziej zunifikowana niż męska, a więc w wyniku łatwiej o wnioski uogólniające, bo biologia ma przecież swoje ściśle określone prawa.
Czasem więc można powiedzieć:
— Jak każda kobieta...
(...)


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 23 Sty 2009 15:03
ella_hagar
Rada Strasznych

 
Dołączył: 10 Cze 2005
Posty: 1048
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Warszawa





Kamil Kwidziński dodał:

Stefan Pastuszewski

Nie daleko, tutaj


Nie daleko, tutaj
Kwitną morele, czereśnie, wiśnie,
migdałki, tawuły wczesne, pigwowce,
tulipany i irysy
dziewczyny
oliwkowe i sarnie
ze słabością w środku opromienionej tarczy
nie dajemy im do ręki miecza
nie prosimy o nic
mgła niczym puszek na brzoskwini
niczym kożuch na zsiadłym mleku
skrywa
wyrazistą doskonałość corocznego ranka
to nie gdzieś i nie ktoś
to tutaj


Bydgoszcz, 14 maja 1992 roku

***



nie wiem

ale tak mi się zdaje

że gdy będę musiał odchodzić

czy w daleką drogę

czy na drugą stronę

co w zasięgu snu i noża

to nie o matce będę myślał

nie o ojczyźnie

nie o córce którą też kocham

ale o tej dziewczynie

całej w śmiechu i czułości

chwili mojej


wybaczcie mi poeci i patrioci


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 23 Sty 2009 15:04
ella_hagar
Rada Strasznych

 
Dołączył: 10 Cze 2005
Posty: 1048
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Warszawa





i jeszcze Sławek:


Taki lipiec



kura jest niepoetycka

kura mi została

moje kochanie w świecie

punkcik samolotu myśli

albo jeszcze gorzej

palcem po mapie ciała

moje kochanie wszędzie

czyli trzeba uciec

przed nim przed rozpaczą

jak przed burzą

na podwórku stoi stołek

obszczany przez szczury

obok szary sznurek

szemrze suchy powiew

zakurzonego miasta

kurz kura kurewki

w każdej

i na każdej ulicy

maluję żółtą farbą stołek-

kurze nogi

lipiec

taki lipiec!


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 23 Sty 2009 15:04
ella_hagar
Rada Strasznych

 
Dołączył: 10 Cze 2005
Posty: 1048
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Warszawa





Stefan Pastuszewski

Kawa rozruchowa



Fala życia coraz skutecznej odsuwa mnie na bok.

Lubię przypatrywać się tej fali, przypatruję się jej z uśmiechem. Stojąc na przystanku autobusowym przypatruję się matce z dwójką, wciąż podskakujących i obiegających ją, dzieci. Młodym dziewczynom podającym jak na tacy swe tyłki do skonsumowania, a współczesna moda zna wiele takich sztuczek, które z mało apetycznego towaru potrafią uczynić przedmiot najwyższego pożądania. (Skądinąd krągłość zapisana jest w instynkcie mężczyzn wszystkich epok i wszystkich miejsc na świecie jako kształt nad wyraz apetyczny; stąd między innymi męska pasja do piłki nożnej).

Prawdopodobnie ta, mnie w ostatnich latach skłonność do przypatrywania się bezmyślnej fali życia powoduje, iż staję obok tej fali. No bo jak czemuś się przypatrywać będąc wewnątrz tego?

Wstaję wcześnie rano, bo ciepła otchłań snu, w którą z wielką radością zapadam co wieczór, coraz wcześniejszy zresztą wieczór, wyrzuca mnie nieodwołalnie na powierzchnię, skoro tylko pierwsze promienie słońca wedrą się przez szczeliny w storach na oknach sypialni. Wstaję i momentalnie marzę o pachnącej kawie, zwanej w myślach rozruchową. Marzę, aby dodała mi sił, energii, werwy, abym mogła przetrwać ten kolejny nie wiadomo po co jeszcze dany (dodany?) mi dzień. Coraz dłużej nad tą kawą siedzę, w wygodnym oczywiście fotelu, i ze smutkiem konstatuję, że kawa już też przestaje na mnie działać. Dochodzę do wniosku, że gdyby nie ta wola, którą nadludzkim wysiłkiem pobudzam w sobie do istnienia to nic bym tego kolejnego cholernego dnia nie zrobił wałęsając się z kata w kąt i marudząc napotkanym ludziom. Pustka, pustka i jeszcze raz pustka wewnątrz i w najbliższym otoczeniu, bo przecież nie dalszym (coraz dalszym!), które buzuje, brzęczy niczym rój pszczół miliardem zjawisk i czynności, zazwyczaj mechanicznych, schematycznych i w istocie swej bez sensu. Bez sensu w perspektywie wieczności oczywiście i jakiegoś wielkiego celu, który wciąż w odniesieniu do tego świata i do siebie jeszcze wierzę.

Bo mały cel jakim jest życie, życie i ruch, życie i ruch same dla siebie, zawsze pozostanie, celem każdego człowieka.

Tylko jaki większy sens, obok samego dziania się, ma ten cel?

Nawet gdyby Bóg chrześcijański rzeczywiście oferował ludziom po śmierci (bo istotą tego mechanicznego dziania się jest także ciągłe obumieranie i ciągłe wzrastanie w miejsce tego), jakąś inną rzeczywistość, to gdzie on tych wszystkich ludzi z wszystkich czasów i wszystkich miejsc na ziemi pomieści? I jak ich zorganizuje, jaki sens nada tej ich drugiej egzystencji?

No i po co?

W rozważaniu tym nie biorę oczywiście pod uwagę wszystkich innych organizmów ożywionych, bo jeśli idzie o nie, to bez wątpienia przeistoczą one w mechanicznym obrocie materii w nową materię a ich przejściowe życie jest tylko pewną formą owego kosmicznego obrotu cząstek mniejszych i większych, a jak udowodniła ostatnio nauka, także podcząstek. Być może to samo jest z człowiekiem, tylko on w pysze swojej, bo jest on rzeczywiście najwyżej zorganizowanym organizmem żywym, nie chce z tym się pogodzić. No i wymyślił dla siebie to życie po życiu, inną rzeczywistość, być może nawet Boga zawiadującego tą inną rzeczywistością. A że również nie mógł poradzić sobie z tą gęstością ludzi wszystkich czasów i wszystkich miejsc, to wmówił swemu Bogu mechanizm podziału ludzi na dobrych i złych, zbawionych i potępionych. Rozumowanie to pociągnęło za sobą kategorię dobrego i złego życia, pomocy i krzywdy, miłości i nienawiści, w sumie cały system etyczny. A potem już rozpoczęła się lawina systemów krępujących człowieka: prawo, ideologia, państwo.

Być może moje coraz konsekwentniejsze stawanie obok rzeczywistości jest próbą wyrwania się z tych więzów. A może to tylko starość, mechaniczny zanik sił witalnych, wyczerpanie się energii, nieuchronne przechodzenie w świat cząstek elementarnych, lub mówiąc bardziej fideistycznie, inny świat? (W tym procesie obumierania coraz łatwiej godzę się z tezą, że też jestem tylko cząstką materii w wszechświatowym obrocie materii. Bóg jest, ale jakby go nie było).

Obudziłem się! Otrząsnąłem, Pisanie to znów związało mnie, wolny elektron, meteoryt, z tym światem. Chce mi się jeść, pić, z kimś tam spotkać się…No i może coś jeszcze…

Tylko po co? Po co? Zbigniew już nie żyje, Jarosława nigdy nie było. Dla mnie.

Zaniosę na przykład ten tekst do redakcji, która mnie drukuje, no i wydrukuje. Inna redakcja tekstu tego nie przyjmie, bo inna tylko innych drukuje. Każda ma swoich dobrych i złych, zbawionych i potępionych. I ma ku temu cały system argumentów, ową moralność redakcyjną, którą tylko naiwniak może potraktować jako obiektywną prawdę. Jest to jednak jedynie rozpaczliwa reakcja na ogłupiającą gęstość życia objawiająca się budową obronnego biurka w tej kleistej zawiesinie, wylewanej cały czas także w nocy przez środki masowej informacji i komunikacji. Wlewają się one ustami, nosem i uszami (nie zapomnijmy też o odbycie), ba, wszelkimi partiami ciała do wnętrza, mającego jeszcze jakieś zmysły człowieka(czasem chciałoby się być ślepym i głuchym). Nawet te redakcyjne bunkry ta kloaczna gęstość zalewa, a objawia się to tym, że każdy bunkier jest tylko dla samego siebie i żaden w tej szaro-burej zawiesinie wytworów ludzkiej psychiki nie jest wszędzie i dla wszystkich wiadomy. Nie widzi się dziś niczego nic poza czubek własnego nosa…

Nie, nie zaniosę tego tekstu do zaprzyjaźnionej redakcji. Bzdura, w ogóle nikomu go nie pokażę. Ważne, że choć na moment wybudził mnie on z tej śpiączki, w którą od pewnego czasu co rusz, jakbym szła po bagnie, zapadam. Pisanie jako forma życia, coś jakby śpiew ptaka. każdy inaczej śpiewa…

Chwila. Chwila życia. Świadoma chwila życia z gorącą interakcją tego, co wewnątrz z tym, co na zewnątrz- to jest chyba jedyny sens tego życia i tego świata, gęstego od swoich wytworów i swego wiecznego czasu. Nic innego nie ma sensu, tylko chwila.

Czuję się teraz (chwila!) jakbym wszystko mogła, a za oknem świeci, przełamane przez lekki chłód radosne majowe słońce. Miasto szumi swą kloaczną gęstością, w której niczym kawałki odpadków organicznych (czy gówien) przebijają się pojedyncze głosy ludzi. Wszystko trwa i ja w nim trwam. Póki co. Do następnej kawy.

Bo ja chyba jednak niczego nie napisałam, tylko wypiłam kawę. Chwilę. Mocną chwilę.


Za: [link widoczny dla zalogowanych]

.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
STEFAN PASTUSZEWSKI
Forum Strona Główna -> OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin