Forum Strona Główna -> OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA -> CZYTAĆ I ZAPAMIĘTAĆ, ŻEBY PAMIĘTAĆ I
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
CZYTAĆ I ZAPAMIĘTAĆ, ŻEBY PAMIĘTAĆ I
PostWysłany: 23 Sty 2009 14:46
ella_hagar
Rada Strasznych

 
Dołączył: 10 Cze 2005
Posty: 1047
Przeczytał: 6 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Warszawa





Wklejam za Plezantropem:

CZYTAĆ I ZAPAMIĘTAĆ, ŻEBY PAMIĘTAĆ I



            * * *





DANIEL EDELSZTADT

(1866-1892)


Urodził się w Kałudze. Wychowany na literaturze rosyjskiej, mając lat 9 pisał wierszyki po rosyjsku, a w wieku lat 12 publikował już swe utwory w miejscowej prasie. Później przeniósł się do Kijowa, by wstąpić na uniwersytet. Pod wrażeniem pogromu w 1892r. wyjechał do Ameryki i zamieszkał w Cincinnati. Pod koniec lat osiemdziesiątych przeniósł się do Nowego Jorku i przystąpił do ruchu anarchistycznego. Zaczął wtedy pisać po żydowsku. Edelsztadt jest jednym z pierwszych - obok Winczewskiego, Bowszowera i Rozenfelda - rewolucyjnych pisarzy żydowskich. Pieśni jego były śpiewane przez żydowskich robotników w Rosji i w Polsce. Zmarł na gruźlicę w sanatorium w Denver.



***

Gnębieni jesteśmy, ścigani,
Tropieni, znienawidzeni
Za to, że kochamy
Ubogi lud tej ziemi.

Dla nas stryki szubienic,
Dla nas cierpień bez liku
Za to, że prawdy łakniemy,
Wolności dla niewolników.

Lecz nie odstraszy nas przemoc,
Kajdany i mrok kazamatów.
My ludzi ze snu podniesiemy,
My szczęście chcemy dać światu.

By, skutych, złamać nas w męce,
Na to jesteście za słabi.
Zabić ciało możecie - nic więcej,
Ducha nie uda się zabić.

(tłum. Zygmunt Braude)


SAMOTNOŚĆ

Samotnym być.. Nie ma tortury straszniejszej
Tysiące znasz twarzy, a przecie
Ciężar kamieniem ci leży na piersi -
Sam jesteś, sam na tym świecie

Gdzie spojrzeć, na wszystko łez kładzie się brzemię,
Duch wolny - zakuty w kajdany.
Stoisz samotny, wzrok wbity masz w ziemię -
Obcy, niepożądany.

Nikogo, co chciałby wysłuchać cię, nie ma,
Gdy złoto ciąży nad wszystkim.
Nie znajdzie się nikt, co odwagę podtrzyma
Gorącym dłoni uściskiem.

Choć duch twój się wzbija pod niebios sklepienia,
Sztorm ciało do ziemi przytłacza.
I tak jak przestępca przez kraty więzienia
Na świat ten spoglądasz w rozpaczy.

Sam jesteś w swej drodze wśród cierni i nieraz
O ostre głazy się potkniesz.
Gorączka wolności cię trawi i zżera,
Walczysz i padasz samotnie.

(tłum. Zygmunt Braude)

wiersze pochodzą z "Antologii poezji żydowskiej" wybór oraz noty Salomon Łastik, redakcja i słowo wstępne Arnold Słucki, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1986

© Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1983


--------------

JAKUB ZONSZTAJN

(1914-1963)


Urodził się w Łukowie. Kształcił się w chederze i jeszybotach. W 1928 r. przeniósł się wraz z rodzicami do Żychlina, a w roku 1930 zamieszkał w Warszawie. W 1939 roku, gdy wojska hitlerowskie obległy Warszawę, uciekł do Wilna. Lata wojny spędził w Związku Radzieckim. Wrócił do kraju w 1947r. i zamieszkał we Wrocławiu. Ostatnie lata swego życia spędził w Warszawie. W 1961r. odbył podróż do Izraela. Pisał w jidisz.


***

Izraelu, Izraelu,
sam Bóg na niebie -
proch nad prochami
nad tobą
pochylony stoi.
"Wszechmocny...
- tak szepce do siebie -
między ciemnością nocy
a światłem dnia,
któreś w wiekuistości stworzył swojej,
błąd utkwił zatajony.
Biada ci,
Elohim,
że nic nie wiesz o nim".
I Bóg -
- cień jego samotności -
nad wszystkim obróconym wniwecz
płacze,
i wznoszą się nad wami
jego ręce załamane
w rozpaczy.

(tłum. Jerzy Ficowski)


POMARAŃCZOWY SAD

Skulone drzewka
zgarbione,
przygiete do ziemi,

stoją niby Żydkowie
w pokorze
pochyleni.

Nie wiedzą o tym, jakim
szczerozłotem wszędzie
obwieszone są
wszystkie
ich koślawe gałęzie...

tłum. Jerzy Ficowski



ZACZAROWANY KRAWCZYK


O czymże opowiada
"Szymon Eli' ada"?

Prawda wierutna:
To ja
i moja gwiazda smutna.

Przez życie ją prowadzę -
moją kózkę:
tu
i tam.
Ciężki mój wstyd,
i oczy moje w ślozach:
dzień bowiem
zamienia kozę moją w kozła...

Jakaż moja meta i cel?

Igraszką my, igraszką,
Szymon - Ele,
świat dookoła
to błaznów kapele...

(tłum. Arnold Słucki)


DO IZRAELA SZTERNA

Izraelu, Izraelu -
Ile wierszy napisałeś,
ile wierszy przemilczałeś?

Izraelu -
twój sierotka gdzieś ginie,
ucieka ostatni raz:
uśmiech jego wygasa
w głębokiej dolinie,
płacz jego zgasł -
twój sierotka,
sierota, który cię przeżył.

Twoje uliczki,
twoje domy na nich
nie odmawiają już pacierzy
do porannego słońca.
I o zachodzie
nie proszę już
o zmiłowanie.

Pod prochami
starego palta bez guzików,
spiętego agrafką,
leży zwęglone zamilkłe
serce twoje,
twoja ostatnia modlitwa i wiersze
Rainera Marii Rilke.

(tłum. Jerzy Ficowski)

wiersze pochodzą z "Antologii poezji żydowskiej" wybór oraz noty Salomon Łastik, redakcja i słowo wstępne Arnold Słucki, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1986

© Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1983

-----------

KADIE MOŁODOWSKA

(1893 - 1975)


Urodziła się na Litwie. Przez długie lata pracowała jako wychowawczyni dzieci upośledzonych w Otwocku. Pisała liryki rewolucyjne i narodowe. Ceniona jako autorka publikowanych w prasie poetyckich, skrzących się humorem wierszy dla dzieci. W 1935 r. wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Zmarła w Nowym Jorku.



KAMIEŃ NAGROBNY

Gdy w drodze, o świcie, przejmuje mnie mróz
i wstyd własną zzieleniałą twarz
pokazać w rodzinnym mieście,
bo może ktoś tam wypatruje,
a dostrzegłszy moją samotność
zmierzy nieszczęście moje,
o, wtedy wiem jestestwem całym, aż do krwi
że ty, mamo, nie żyjesz
i nie ma już twego ciepłego łóżka,
gotowego przyjąć moje opustoszałe życie.
A może, nie zatrzymując wozu,
mam minąć własny dom
i przystanąć w polu,
i tam, u cichego wezgłowia pagórka,
pozostać, jako kamień nagrobny?
A zamiast napisu, moje usta
wykrzywią się boleśnie i niemo:
"Mateczko, mateńko moja."

(tłum. Stanisław Wygodzki)


OTWOCK


Wille jak żony porzucone przez męża i wszystko, co domowe.
Niskie parkany. Nikt tu nie przyjdzie w nocy, by ukraść cokolwiek
Wąskie ścieżki - parku zastygłe palce.
Ani kroków, ani głosu,
i drzewa jak gdyby nagrobki czyjegoś wyplutego serca.
Cha - cha - ktoś w otwartym oknie zakrztusił się kaszlem.
Ktoś tam dogorywa.
Moje serce jest tu gościem.
Wylęknione z nagła pogania moją krew,
37,5 - 37,3.
I nikt swoim krokiem nie zmierzwił ścieżki.
Czy ja tu jestem?
Tu - tu - uderza serce.
Ziemia wygładzona, uładzona śniegiem.
Tylko przekupień czasami zjawia się i woła:
- Pomarańcze kto kupuje? -
Wynurza się dłoń - powiędły liść:
- Proszę jedną.

(tłum. Stanisław Wygodzki)

wiersze pochodzą z "Antologii poezji żydowskiej" wybór oraz noty Salomon Łastik, redakcja i słowo wstępne Arnold Słucki, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1986

© Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1983


------------

RAJZLA ŻYCHLIŃSKA
(1910-)



Urodziła się w Gąbinie (Kutnowskie). Kształciła się w polskiej szkole i u prywatnych nauczycieli. W 1935 roku była kierowniczką Domu Sierot we Włocławku. Lata 1936-1939 spędziła w Warszawie. Po zajęciu Warszawy przez hitlerowców uciekła do ZSRR. W roku 1947 wróciła do kraju i zamieszkała na Dolnym Śląsku. W latach 1948-1951 przebywała w Paryżu. Stamtąd wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Debiutowała w 1928r. Pierwszy tomik pt. "Lider" (Wiersze) z okładką Jakuba Adlera i ze wstępem Icyka Mangera został wydany przez żydowską sekcję PEN-Clubu w 1938r. Tuż przed wojną ukazał się jej drugi tomik "Der regn zingt" (Śpiewa deszcz, Warszawa 1939). Po wojnie, w czasie pobytu w Polsce, wydała tomik "Cu łojtere bregn" (Ku jasnym brzegom, Łódź 1948). W 1975 roku otrzymała w Izraelu nagrodę im. Icyka Mangera.


BÓG ZAKRYŁ SWOJĄ TWARZ

Wszystkie drogi wiodły do śmierci,
wszystkie drogi.
Wszystkie wiatry szeptały zdradą,
wszystkie wiatry.
U wszystkich progów naszczekiwały psy,
u wszystkich progów.
Wszystkie wody drwiły z nas,
wszystkie wody.
Wszystkie noce karmiły się naszym strachem,
wszystkie noce.
A niebiosa były odkryte i puste,
wszystkie niebiosa.
I Bóg zakrył swoją twarz.

(tłum. Zbigniew Jerzyna)


OSTATNIE PŁATY SŁOŃCA


Ten szary brunatny wór
Na kobiecych plecach
Kołysze się wieczór
Kołysze przez las

Ta czerwona chusta nad nisko pochyloną
Kobiecą głową
Pali się, pali
I białe bose nogi kobiece
Unoszą w noc
Ostatnie płaty słońca

(tłum. Barbara Sadowska)

wiersze pochodzą z "Antologii poezji żydowskiej" wybór oraz noty Salomon Łastik, redakcja i słowo wstępne Arnold Słucki, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1986

© Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1983




MAURYCY (MOSZE) SZYMEL

(1903-1942)


Urodził się we Lwowie. Poeta dwujęzyczny, pisał wiersze w języku polskim i jidysz. Uprawiał również eseistykę. Należał do poetów "grupy galicyjskiej". Po zajęciu Warszawy przez Niemców przeniósł się do Lwowa. Zmożony chorobą, pozostał we Lwowie, gdzie zginął.




PIOSENKA


Skrzypeczki grają w zielonej wiosce,
tam gdzie mnie nie ma, gdzie mnie nie będzie.

W dalekim kraju dom stoi w słońcu,
tam gdzie mnie nie ma, gdzie mnie nie będzie.

Czeka kobieta w lesie jesiennym,
tam gdzie mnie nie ma, gdzie mnie nie będzie.

Gdzieś kamien czeka i grudka ziemi.
O, tam ja będę, wszyscy będziemy.

Ale dlaczego?

(tłum. Witold Dąbrowski)



NA DREWNIANEJ ŁAWCE

Na tej ławce drewnianej, co zaprasza: "Siadajcie",
poczekamy, aż słońce zajdzie.

Przed tysiącem lat czekaliśmy tak samo. Jak co dzień
zajdzie słońce. Słońce zawsze zachodzi.

Przeszliśmy już tyle krajów, tyle mil...
Teraz wieczór faluje wokół kurzem złociście -
teraz możesz po cichu opowiedzieć mi
w tej spokojnej, zacisznej chwili
o tym, o czym myśmy marzyli,
o tym, co się nigdy nie ziści.

Trud to wielki, praca niełatwa.

Podaj mi dłoń, kochanie, w strudze tej wieczornego światła.
Wybaw mnie, wybacz, zrozum mnie i podtrzymaj -
To boli - tak chodzić z otwartymi oczyma.

(tłum. Witold Dąbrowski)



DO CHŁOPCA Z ŻYDOWSKIEGO MIASTECZKA

Nie płacz, malutki, jeszcze wzejdzie dla nas słońce
i zagoją się rany, krwią ociekające.

Dzisiaj słońce zachodu wprost w oczy nam świeci,
stoimy samotni w cierpieniu i w biedzie,

ale musimy znaleźć pocieszenie sami.
To nic, że tak błyskają ostrymi nożami,

że biją, że mordują... Znowu drzwi wstawimy,
wyłatamy poduszki i okna oszklimy.

Przyjdą znowu i znowu, jeszcze wiele razy,
ale bądźmy cierpliwi, mamy wiele czasu.

Nie płacz, mały, wypłakać mógłbyś młode oczy.
Naprawimy komodę i stołek... łzy otrzyj,

odbudujemy domy przez nich popalone,
znów zajaśnieją w słońcu ściany pobielone,

nie płacz, mały, nie warto, szkoda oczu twoich.
Wiosna odnajdzie drogę do nas, rany zgoi,

obcięte będą, na kształt konarów przegniłych,
ręce, które twą matkę i ojca zabiły.

(tłum. Witold Dąbrowski)

---------

DAWID KENIGSBERG
(1891-1942)



Urodził się w Busku. Ukończył polską szkołę i początkowo próbował pisać wiersze w języku polskim. Znał również niemiecki, grekę i łacinę. Po osobistych nieszczęściach odizolował się od świata i przez całe życie pracował wraz z żonś na małej działce we wsi Hanaczów. Dawid Kenigsberg uważany jest za mistrza sonetu i świetnego tłumacza poezji. Przełożył na język jidysz Księgę pieśni H. Heinego i Pana Tadeusza Mickiewicza. Wydał m.in.: Lider (Wiersze) (Lwów 1912). Soneten (Sonety) (Lwów 1913). Hundert sonetn (Sto sonetów) (Wiedeń 1921). W jakim zginął obozie - nie wiadomo.


W NOCNE ODGŁOSY WSŁUCHUJE SIĘ DUSZA

W nocne odgłosy wsłuchuje się dusza:
To pieśń bojowa dobiega mnie z dali.
Dzielni mężowie już szyk sformowali
I krok marszowy kamienie porusza.

Tak mi się śniło: mam szablę u boku,
Głos się przybliża, wokół noc spokojna.
Z nagła pojmuję: oto przyszła wojna!
Powstań! Czas działać! Dotrzymaj im kroku!

Zrywam się z łoża, i wnet mi się marzy,
Że w obcym kraju gdzieś stoję na straży,
Jak gdybym koszar pilnował w mundurze.

Noc czasem dziwne przywidzenia miewa:
W oknie noc biała. Cicho stoją drzewa.
Gwiazda snów jasno zaświeciła w górze.

(tłum. Andrzej Dołęgowski)


ZNAKI

Dziś nowe czasy idą ku nam z dali,
Jakich nikt nigdy nie widział przed nami.
I ty je ujrzysz własnymi oczami.
Długo je ludzie będą podziwiali.

Zorza wieczorna: w którą spojrzysz stronę,
Słońce się zlewa z jaśniejącą glebą,
By każdy wiedział, że ziemia i niebo
Nie są od siebie zbytnio oddalone.

Spójrz, na twych oczach łupieżca niegodny
Jako gołąbek staje się łagodny,
Tego, co w grabież wierzył, czeka klęska.

Umarli z grobów wracają pod strzechy,
A człek rzetelny sczezł za stare grzechy,
Bo sprawiedliwość wieczna jest zwycięska.

(tłum. Andrzej Dołęgowski)



NIE UMIEM PRZESTAĆ

Nie umiem przestać, zanim się wyczerpie
Cała ma istność i resztka sił wszystkich.
Choćbym miał skonać na grobie mych bliskich,
Za wspólne dzieło wszystkie męki ścierpię.

Choćby mnie losy doświadczyły srodze,
Jeśli w wędrówce do celu upadnę
Tam, gdzie zielone pola są tak ładne,
Wy idźcie dalej po tej trudnej drodze.

Pomostem dla was będzie moje życie,
Jak kwiat w przepaści na dnie je ujrzycie
Przechodząc po nim, po grobie z cierniami,

Aż dostąpicie świetlistego celu.
Gdy w rytmie marsza będzie szło was wielu,
Ta kołysanka z grobu pójdzie z wami

(tłum. Andrzej Dołęgowski)

wiersze pochodzą z "Antologii poezji żydowskiej" wybór oraz noty Salomon Łastik, redakcja i słowo wstępne Arnold Słucki, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1986

© Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1983


ZUZANNA GINCZANKA
(1917-1944)


Zuzanna Ginczanka była legendą przedwojennego życia literackiego Warszawy, autorką tomiku poezji "O centaurach" (1936), współpracowniczką "Szpilek", twórczynią słuchowisk radiowych.
Urodziła się w Kijowie w 1917 roku jako Zuzanna Polina Gincburg w zamożnej rodzinie tzw. litwaków, zasymilowanych Żydów przybyłych z obszarów Rosji. Wychowywana przez babkę w Równem Wołyńskim, bardzo wcześnie postanowiła zostać polską poetką. W 1934 r. otrzymała wyróżnienie w konkursie poetyckim, a jej wiersz "Gramatyka" został wydrukowany w "Wiadomościach Literackich".
Wybuch wojny we wrześniu 1939 roku przeciął tę udaną, w pełni "rozkwitu" biografię. Poetka schroniła się we Lwowie. Gdy i tam w 1941 roku wkroczyli Niemcy została zadenuncjowana jako Żydówka przez gospodynię domu, w którym mieszkała. Udało się jej uciec - te tragiczne doświadczenia opisała w najbardziej znanym jej wierszu-arcydziele "Non omnis moriar".

Ukrywała się potem w okolicach Krakowa i w samym Krakowie, ale i tutaj najpewniej doniósł na nią ktoś z polskich sąsiadów. Została rozstrzelana przez Niemców tuż przed wyzwoleniem, w 1944 roku. Miała zaledwie 27 lat. Po wojnie została prawie zupełnie zapomniana.



BUNT PIĘTNASTOLATKÓW


A jest rozkwit przekosmatych sasanek
o przedświcie, o wschodzie, o poranku -
a gdy słońce odpoczywa na drzewach,
im zalążnia jak serce dojrzewa;
to jest sprawa zwykła i prosta
a zawiła jak kwiecień i wiosna,
że o wschodzie, o świcie, o poranku
kwitnie fiolet przekosmatych sasanków. -
Już nie mamy nazbyt długich nóg,
ni sterczących kościstych łopatek.
Nocą skronie krwi rozsadza huk,
kiedy księżyc przez okno się skrada -
ktoś przyjeżdża z Buenos Aires w aucie
i zagląda siną twarzą przez szyby -
wysrebrzone szafy chcą nas gwałcić
(ratuj, Boże!! - a gdyby... a gdyby ...)
Zamknąć oczy - wtulić głowę po kark
pod poduszki rozedrganą głuszę
i od strachu rozpaloność warg
pocałunkom oddawać poduszek.
Jakże trudno wiosennymi rankami
uspokoić serc wzburzoną krew,
gdy wmawiają w nas troskliwe mamy,
że treść serca, to tylko as kier
A czy wiedzieć można - a czy zbadać można,
jak wygląda sasanek rozpuchnięta zalążnia, -
a czy można wiedzieć - a czy można poznać,
jak bolesna bywa ziółkowata wiosna? -
Na kępkach wiosennych mchów
boleśnie leżą bez tchu
omdlałe, liliowe sasanki,
w wiosny podmuchu świeżym
przypłynął żal bezbrzeżny
na pośródleśną polankę - -
My chcemy konstytucji, my chcemy swego prawa,
że wolno nam bez wstydu otwarcie w świat wyznawać
prawdziwość krwistych burz,
że wolno wcielać w słowa odruchy chceń najszczerszych,
że wolno nam już wiedzieć, że mamy ciepłe piersi
prócz eterycznych dusz, -
my chcemy konstytucji i praw dla siebie pełnych,
że wolno nam zrozumieć: mężczyzna to nie eunuch
i wielbić mięśni hart,
że wolno nam już pojąć, jak miłość ludzi wiąże,
że wolno nam nie chować pod stos różowych wstążek
biologicznych - prawd! -
A jest rozkwit przekosmatych sasanek
o przedświcie, o wschodzie, o poranku -
a gdy słońce odpoczywa na drzewach,
im zalążnia jak serce dojrzewa;
to jest sprawa zwykła i prosta
a zawiła jak kwiecień i wiosna,
że o wschodzie, o świcie, o poranku
kwitnie fiolet przekosmatych sasanek.



DZIEWICTWO

My ...
Chaos leszczyn rozchełstanych po deszczu
pachnie tłustych orzechów miazgą,
krowy rodzą w parnym powietrzu
po oborach płonących jak gwiazdy. -
O porzeczki i zboża źrałe
soczystości wzbierająca w wylew,
o wilczyce karmiące małe,
oczy wilczyc słodkie jak lilie!
Ścieka żywic miodna pasieczność,
wymię kozie ciąży jak dynia -
- płynie białe mleko jak wieczność
w macierzyńskiej piersi świątyniach.

A my ...
... w hermetycznych
jak stalowy termos
sześcianikach tapet brzoskwioniowych
uwikane po szyję w sukienki
prowadzimy
kulturalne
rozmowy.


FIZJOLOGIA

Pod opalonym naskórkiem krew podrażniona boli -
w krętych opętlach tętnic życie wylewa wisłą,
w cienki nabłonek wargi ciśnie się krwawo półkolem,
rumieńcem zgrzanych policzków w manifest chce mi wytrysnąć -
cieszę się: życie! (wykrzyknik); oddechom daję posłuch,
że niby: lat siedemnaście,
że niby: jestem szczęśliwa,
a przecież jestem nadziana na pal, na własny kręgosłup
(mam w sobie śmierć nieuchronną jak igła krążąca w żyłach)
to nie da się przekabacić,
i nie da się przeżebrać:
w prześwicie słońca przez dłonie mogę pięć kości dostrzec -
pod pomarańczą piersi jest suche jak gałąź żebro
a pod gibkimi mięśniami jak sztywno chrusciasty kościec -
Oczami jak agrafkami
ostro wpięłam się w świat,
żółto strzelony promień
w źrenicę wwiercił się jak świder -
znienacka srebrzystym dyskiem
blask w odbłysk tęczówki wpadł,
znienacka w przymknięciu powiek
wzrok z chwytu świata się wydarł -
pamiętasz jaki ma znak
w dwa serca rozcięta grusza -
i jaki na wargach smak
zostawia jabłeczny rozgryz?
soczysty wytrysk czereśni,
gdy podniebieniem ją zdusisz
jest zwiastowaniem bolesnym
i lipca chrzestem szczodrym -
Ostrość. Czujność. I baczność.
: broń naostrzona - zmysły
w walce z dniem, co jest dzisaj
zdobywa następny dzień -
zgrzyt żwiru, żarna i żużlu
jest wiedzy tajnym domysłem
a łupem jest to i tamto
i wszystko, wszystko, co wiem.
Walko, tania sentencjo,
w której zwycięstwo jest klęską,
w której zdobywasz kwadranse,
któreś właściwie już oddał;
pod lśniącą klingą - źrenicą,
siekącą ostro i gęsto
wyczuwam twarde obrzeże -
pusty jak zero oczodół. - -



OBCOŚĆ

Patrz:
purpurowy trubadur święto obwieścił surmami -
kupcy rozdają szkarłat i maści pachnącej miarki -
na szklanych szczudłach sopranu chwieją się mdlejąc pieśniarki -
tancerzom dzwonią torsy i ud błyszczący ornament -
- a tyś spowszedniał sobie
ulicą
mierzoną
co dzień,
a w tobie jest śmierć nieuchronna
jak igła krążąca w żyłach.
Radość przepływa
z dala
w różowej świątecznej łodzi
daleką obcą rzeką
z ultramaryny i iłu.
Powiedzą o twoim żalu: "płaskostopy i karłowaty"
powiedzą o twoim smutku: "bielidło, olejek, róż".
Ni liryka z tkliwych batystów
ni cieżki epos z brokatu
nie wyzna ciebie
nikomu
domysłem zza siedmiu mórz.


SPLEEN

Potłukłabym na drobne szkło pobladłych markiz główki,
rozbiłabym na miałkość drzazg brzuchate osramówki,
skopałabym lustrzaność tafl, aż pękłyby z odklaskiem,
deptałabym na żwir i piach czerepy luster z trzaskiem,
aniołki połamałabym o szklanych, lśniących zadkach -
- a potem klęłabym: u - uch! jak klnie się w mięsnych jatkach!
Stanęłabym i klęłabym psią krwią - cholerą jasną,
pod boki bym ujęła się: niech czarci w pysk was trzasną!

Lecz pardonnez moi messieurs et vous, madame kochana -
nie zrobię tego, Boże broń, wszak jestem w y c h o w a n a -

Ne vous craignez pas, mademoiselle, cnotliwy kwiat w sukience,
pozwolę sobie, permettez? - na mały spleen - nic więcej.

Na samotność minioność naniżę - -
Zmieszam karty przeszłości - jak gracze - -
i przeżegnam się smętkiem - jak krzyżem:
- wszystko mogło być przecie inaczej - -
- będę śniła o szarych godzinach -
jedostajnych etiudach, jak "Czerny" -
- będę miłość wyblakłą wspominać -
białe ręce - kamee na czerni - -



ŻAR-PTAK

Nie znam spełnienia swego, jak nie znam śmierci swojej.
Wśród jakich drzew sandałowych i pośród jakich aniołów,
mądrym żądłem języka struny wspierając gardłowe,
Żar - Ptak o piórach z płomieni tokuje i niepokoi?

Pod niebem zoologicznym zwierzęcy zziajany park
łączy gwiaździsty znak lwa z lwica zażartą i żywą;
miłosne gaje przebiegam. Ziemia do lotu się zrywa,
niebo powoli opada. Zderzają się obok mych warg.
Czy tu mnie skrzydło uderzy i oczy porazi blaskiem,
gdzie różą wiatrów gorącą czerwiec napęczniał i kwitnie?
Przebiegam czujna i patrzę: w trawie dziewczęce przepaski
i celne łuki myśliwskie w innej zgubione gonitwie.
Miły mnie dojrzał i wybrał - i oto kroczy jak lew:
"Okręt odpływa dziś w czułość, czeka z szumiącą banderą!"
Daremnie. Wiem: nie pojadę. Nie tutaj jeszcze, nie teraz
metalem roztopionym ptasi zachłyśnie mnie śpiew.
Bo oto łopot przelotu. Trzepot i popłoch we snach.
Mięciutki księżyc łaskocze zgubiony w przelocie puch.
W oddali przeciągły bulgot. To tokowanie. I znów
nie znam spełnienia swego, jak smierci swojej nie znam.

W bitwe mnie pogoń prowadzi z zielonych miłosnych gajów,
Żar - Ptak z piór rozżagwionych zatacza koła nad bitwą,
wodzowie sprawdzają zbroję, sławę węszący zaszczytną,
przykrywam przyłbicą twarz, pomna rycerskich zwyczajów,
i ciężki wyciągam miecz - a okiem kołuję w górze.
Pędzi spiżowy mój wódz i głosem wrogów roztrąca:
"Okręt odpływa w zwycięstwo, czeka z banderą szumiącą!"
Daremnie. Wiem: nie pojadę. Żar - Ptak zatonął mi w chmurze.

Zdejmuję sennie przyłbicę i idę świadoma strat
w pełni podziemnych wspomnień i snów wiejących od ścian
ciche, zastygłe podziemia. Zmeczenie dławi mi krtań,
a za mną smugą surową wiersze znaczą mój ślad.
W kamieniołomach smutku wyrzekam się ptaków i spełnień,
dotykam kolumn bazaltu: - "Panie, - powtarzam śpiewnie, -
wypróbuj mnie smutkiem, rozpaczą, dnem zatracenia i zguby,
lecz szczęściem już nie doświadczaj, nie przetrwam bowiem próby."

I nagle - łopot przelotu. W oddali głos mi się roi,
w zielone soczyste gaje wbiegam znów, i znowu
mądrym żądłem języka struny wspierając gardłowe,
Żar - Ptak o piórach z płomieni tokuje i niepokoi.
Lecz nie ma rzeczy zupełnych - i żadna dlatego rzecz
nie wtrąci mnie w miłość doszczętną, zwątpienie doszczętne ni gniew,
blask piór mnie nie porazi, nie zakołysze mną śpiew,
i skrzydło mnie nie uderzy i nie odrzuci wstecz.


***

Non omnis moriar - moje dumne włości,
Łąki moich obrusów, twierdze szaf niezłomnych,
Prześcieradła rozległe, drogocenna pościel
I suknie, jasne suknie pozostaną po mnie.
Nie zostawiłam tutaj żadnego dziedzica,
Niech więc rzeczy żydowskie twoja dłoń wyszpera
Chominowo, lwowianko, dzielna żono szpicla,
Donosicielko chyża, matko folksdojczera.
Tobie, twoim niech służą, bo po cóż by obcym.
Bliscy moi - nie lutnia to, nie puste imię.
Pamiętam o was, wyście, kiedy szli szupowcy,
Też pamiętali o mnie. Przypomnieli i mnie.
Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze
I zapiją mój pogrzeb i własne bogactwo:
Kilimy i makaty, półmiski, lichtarze-
Niech piją noc całą, a o świcie brzasku
Niech zaczną szukać cennych kamieni i złota
W kanapach, materacach, kołdrach i dywanach.
O, jak będzie się palić w ręku im robota,
Kłęby włosia końskiego i morskiego siana,
Chmury rozprutych poduszek i obłoki pierzyn
Do rąk im przylgną, w skrzydła zmienią ręce obie;

To krew moja pakuły z puchem zlepi świeżym
I uskrzydlonych nagle w aniołów przemieni.

wiersze oraz informacje biograficzne pochodzą ze strony poświęconej poetce oraz książce o niej napisanej przez Agatę Araszkiewicz: zobacz. Na stronie znajdziecie Państwo jeden rozdział z książki. Polecam!!


[link widoczny dla zalogowanych]

.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 23 Lut 2009 10:31
Nunjo

 
Dołączył: 18 Lut 2009
Posty: 178
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: z lasu





Dzięki bardzo, warto było zajrzeć.
Ta Gińczanka, ta Gińczanka!
Muszę więcej się o niej dowiedzieć. Cóż to był za talent!


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
CZYTAĆ I ZAPAMIĘTAĆ, ŻEBY PAMIĘTAĆ I
Forum Strona Główna -> OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin