Forum Strona Główna -> NA BARYKADACH -> MICHAŁ KAWECKI
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
MICHAŁ KAWECKI
PostWysłany: 08 Lut 2010 22:58
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





Dostałem przesyłkę Od Człowieka Spod Celi Numer 15. Cela była w obozie internowanych w Wierzchowie Pomorskim.
W przesyłce znalazłem wspaniale wydany, gruby tom poezji Ryszarda Krynickiego z autografem poety i tomik poezji Józefa Barana a także - nadzwyczaj ciepło zapisaną odręcznie kartkę pocztową, przedstawiającą obraz Gaugina.

Kim jest ów Człowiek Spod Celi numer 15? Michał. Michał Kawecki. Wszystko o Nim - niżej.

Ostatni raz spotkaliśmy się "face to face" w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia 1982 r. Pamiętam, kaktusiki umierały mu na parapecie. I że o jutrzejszej Polsce mówiliśmy. Jutrzejszej wówczas czyli - obecnej. O nietakiej Polsce. A o jakiej? Nie pamiętam. Kaktusiki pamiętam umierające. I że każdego 13-go dnia miesiąca, w obozie w Wierzchowie grałem na gitarze i śpiewałem "Mury". Jakoś tak było...

Kontakt odnowiliśmy. Cieszę się. Zawsze mnie cieszy odnalezienie dawno poznanych ludzi, w miarę zdrowych, w miarę szczęśliwych, na pewno - porządnych. A odnowienie kontaktu z Michałem ważne dla mnie jest z innego powodu; jest nadal "tamtym" Michałem, którego poznałem gdy "on natchniony i młody był..." Bo niewielu pozostało do dziś "tamtymi" sobą, jakimi byli. Oni - nie, Michał - tak. Dlatego to dla mnie takie ważne.




Michał Kawecki



ur. 18 VII 1947 w Piątkowie k. Wąbrzeźna. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, Wydziału Filozoficzno-Historycznego (1971), psycholog (do 1984 odbywał specjalizacje i staże w zakresie: terapii rodzin, poradnictwa psychologicznego, psychologii defektologicznej, psychologii pracy i psychologii edukacji).

1971-1976 psycholog zakładowy w Stoczni Szczecińskiej im. A. Warskiego, 1976-1983 asystent i st. asystent w Zakładzie Psychologii Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Szczecinie. Od 1968 w opozycji, uczestnik studenckich demonstracji marcowych, zmuszony do przeniesienia się z Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu na UJ. 1970-1981 szeregowy członek PZPR. 1975-1980 założyciel i lider Szczecińskiego Ośrodka Społecznej Pomocy Rodzinie przy parafii św. Stanisława Kostki w Szczecinie. Od 1977 sympatyk KOR.

Od IX 1980 członek Komitetu Założycielskiego „S” w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Szczecinie, członek „S”. W 1980 współzałożyciel pierwszego niezależnego (pod egidą „S”) tygodnika „Jedność”, autor artykułów, redaktor, organizator pracy zespołu redakcyjnego (do 13 XIII 1981, wraz z Leszkiem Dlouchym, Tadeuszem Dziechciowskim, Tomaszem Zielińskim). W 1981 inicjator spotkań międzyuczelnianych w celu powołania w Szczecinie Uniwersytetu, realizator pomysłu włączenia ludzi nauki do pracy MKR (Ewy Gutkowskiej, Małgorzaty Piekary, Bazylego Barana, Tadeusza Dziechciowskiego, Jerzego Wojciechowskiego). Od 14 XII 1981 uczestnik strajku okupacyjnego w Stoczni Szczecińskiej im. A. Warskiego (do pacyfikacji 15/16 XII przez wojsko, ZOMO, czołgi, amfibie). Po opuszczeniu stoczni w ukryciu do 2 I 1982; 5 I 1982 internowany, do 8 I 1982 osadzony w AŚ KW MO w Szczecinie, do 11 I 1982 w Ośr. Odosobnienia w Goleniowie, do 12 VI 1982 w Wierzchowie. Od VII 1982 aktywny uczestnik Duszpasterstw Akademickich u o.o. jezuitów w parafii p.w. Św. A. Boboli i o.o. chrystusowców w parafii p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa, 1982-1985 organizator szkoleń i warsztatów, tzw. latających kursów, podejmujących tematykę: edukacji ku wolności i demokracji, godności pracy ludzkiej, niezależnego szkolnictwa i przygotowania do zmian systemowych, krzewiciel idei szkół społecznych. 1982-1989 kolporter niezależnych wydawnictw w środowisku akademickim i nauczycielskim.

1984-1999 psycholog terapeuta w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 1 w Szczecinie. Od 1999 właściciel Specjalistycznego Gabinetu Psychologicznego i psycholog. Po 1989 pomysłodawca i inicjator wielu akcji społeczno-oświatowych i kulturalnych o zasięgu krajowym i międzynarodowym. W 1989 pierwszy prezes Społecznego Towarzystwa Oświatowego – Koła STO w Szczecinie, w 1989 realizator idei powołania Społecznej Szkoły Podstawowej STO, w 1990 Liceum Ogólnokształcącego STO. 1991-2003 oficjalny przedstawiciel Polski i STO oraz członek władz naczelnych European Parents Associacion, z siedzibą w Brukseli. 1997-2001 organizator i przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Przeniesienia Ziemi z Grobu C.K. Norwida na Wawel. 1 VII 2001 członek oficjalnej delegacji Instytutu Dziedzictwa Narodowego na audiencji specjalnej u Jana Pawła II w Watykanie (w związku z poświęceniem urny z ziemią z grobu Norwida). 24 IX 2001 uczestnik uroczystości w Krypcie Trzech Wieszczów na Wawelu, twórca zamkowych Spotkań z Psychologią i Sztuką (od 1996 ok. 80 spotkań), w 2006 twórca Szczecińskiego Salonu Poezji na Zamku Książąt Pomorskich (z udziałem wielkich artystów scen polskich). Autor m.in.prac: Różne oblicza szkoły, w Szkoła: edukacja – dialog – partnerstwo, red. J Kropiwnicki, WN 1998; Rodzina i szkoła jako obszar dialogu, w: Jak skutecznie nauczać i wychowywać we współczesnej szkole, Kraków 1999; Ku edukacji suwerennej, w: Pedagogika alternatywna, Kraków 1998; Schools in Poland – New initiatives, w: Educational Managment Across Europe, De Lier, The Nethherlands 1993; Towards Fruit-Bearing Education, w: „Education & Dialoque”, Special Issue 3/2007.



Sylwia Wójcikowa


Za:
[link widoczny dla zalogowanych]

.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 03 Mar 2010 14:34
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





Referat przedstawiony na Konferencji z okazji Obchodów 25 rocznicy Uczelnianej Solidarności. Uniwersytet Szczeciński, Szczecin, 15 XI 2005r.



WIERNOŚĆ WARTOŚCIOM

Wartości przynależą do krainy wolności, nikomu siebie nie narzucają, do niczego nie przymuszają, za to poruszają swym pięknem i zapraszają. Możemy je sami wybrać, lecz to zależy od naszej decyzji, naszej wolnej woli. Pięknem wartości jest Dobro. Dobro i wartości są przeżywane, doświadczane. Osobiste doświadczanie wartości samo jest wartością – wartością którą się zwykło określać mianem życia duchowego. Życie duchowe ma swoje zakorzenienie w kulturze, w odwiecznych wartościach, a żyjąc nimi człowiek nie zawęża swojego bytowania do “mysiej krzątaniny wokół spraw nieważnych i głupich” /Z. Herbert/.

Solidarność była dla nas wszystkich wspólną ucztą duchową, przybliżała – na wyciągnięcie ręki, dłoni – ku drugiemu człowiekowi, ku innym ludziom, ku milionom, a nie będzie chyba przesady jeśli powiem, że przybliżała ku całemu światu, i ku Bogu.

Solidarność miała w sobie coś odświętnego, niezwykłego, a zarazem codziennego i serdecznego; bliskiego sercu każdego człowieka. Kto pamięta nastrój tamtych dni i miesięcy – to wie o czym teraz myślę i mówię. Tamtego klimatu nie da się zapomnieć: ani tamtych doświadczeń i przeżyć, ani tamtych chwil i wydarzeń.

Solidarność znosiła wszelkie podziały, nie szukała wrogów, pozwalała żyć wszystkim, także tym, co stali po drugiej stronie tej samej rzeki. Swym dobrem nieograniczonym obdarzała wszystkich bez wyjątku i każdego z osobna.

Solidarność budziła Nadzieję, budziła Dobro gdzieś w nas ukryte i skrywane w czasach pogardy. Jej moc płynęła wprost z ludzkich sumień. Pamiętam troskę o prostego człowieka – troskę wyrażaną w formie serdecznej pomocy jemu samemu i jego bliskim. Godność osoby ludzkiej była wtedy w centrum uwagi, i wszyscy stanowiliśmy jedność.

Solidarność dobrocią swą wznosiła się ponad zło, nie nastawając na nie, ani nie walcząc z nim, lecz prowadząc dialog. Dobrem pokonywała całe góry znikczemnienia narosłe w ludziach i w instytucjach, w czasach zadekretowanej szczęśliwości.

Solidarność była autentycznie otwarta na piękno i wielkość tkwiące w człowieku. Szukała tego, co łączy ludzi, wielkodusznie pomijając to, co ich dzieli.

Odruchem ludzkich serc było wzajemne pomaganie sobie i wspólne niesienie ciężarów. Owocem solidarnej Polski – utkanej z serc i sumień – była wspólnota etyczna. Potężny 10 – milionowy związek NSZZ “Solidarność” odcisnął swe pozytywne piętno na historii Polski, Europy i świata.

Solidarność potrafiła ufać szczerze i do końca. Według niej, po drugiej stronie rzeki stali też ludzie, z którymi należało podjąć rzetelny dialog. Była po stronie Solidarności wiara, było też zaufanie pozbawione strachu i lęku, że druga strona uszanuje logikę dialogu i nie posunie się do nikczemności. Musiały jednak upłynąć jeszcze lata, by władza – widząc determinację ludzi pracy oraz nieskuteczność represji – zasiadła do rozmów przy okrągłym stole.

Solidarność, wytyczając drogi pokoju społecznego, nawiązywała do najchlubniejszych tradycji w dziejach naszego Narodu: tradycji tolerancji i szlachetności, pluralizmu i męstwa. Obce były jej przemoc i zdrada, nieufność i podejrzliwość, pomówienie i wzgarda. Zamiast porzucać – ochraniała; zamiast zdradzać – dochowywała wierności; zamiast oskarżać – wybaczała; zamiast pouczać – pracowała nad sobą.

Solidarność była wierna korzeniom. “Wierność korzeniom jest zawsze twórcza, gotowa do pójścia w głąb, otwarta na nowe wyzwania, wrażliwa na znaki czasu. Wierność korzeniom oznacza nade wszystko umiejętność budowania organicznej więzi między odwiecznymi wartościami, które tyle razy sprawdziły się w historii, a wyzwaniami świata współczesnego” /Jan Paweł II/.

Solidarność można widzieć jako wielkie zamierzenie historyczne, wielki “projekt” poszanowania osoby ludzkiej i jej niezbywalnych praw. “Projekt” – dodajmy – ledwie napoczęty, ale niezniszczalny choćby dlatego tylko, że stał się on jedną z osi wielkiego pontyfikatu Jana Pawła II. Tak pojmowana Solidarność ma charakter ponadczasowy.


* * *

Pisałem dotąd o Solidarności w czasie przeszłym, ale to przecież wciąż żywa idea. Solidarność żyje, bo czerpie swą moc wprost z naszych działań. Ucieleśnić ją może każdy człowiek, który podejmie zawarte w niej wyzwania dla współczesności.
Jakie wyzwania – zapytajmy – stawia przed człowiekiem dzisiejsza Polska? Realizacja jakich wartości jest dziś szczególnie aktualna i ważna?

Jedną z takich wartości jest odwaga i oryginalność myślenia o sprawach Ojczyzny. Zadaniem myślenia jest poszukiwanie i znajdowanie “właściwego projektu dla tych poświęceń, do których wzywa ludzi dobrej woli nasza dzisiejsza dziejowa tragiczność” /J. Tischner/.

Nie doczekała się, jak dotąd, Polska klarownego projektu gospodarczego, społecznego i kulturalnego, który dorównywałby standardom nowoczesnego społeczeństwa europejskiego. Żaden z rządów III Rzeczpospolitej nie postawił radykalnie w centrum uwagi tematu godności człowieka pracy. Gdyby albowiem to uczynił – z pewnością nie mielibyśmy dziś trzech milionów bezrobotnych, milionów tragedii indywidualnych i rodzinnych, które wprowadzają do społecznego krwiobiegu ogromny ładunek żalu, frustracji i ślepej agresji, wykorzystywanej potem przez poniektórych polityków z poniektórych partii. Nikt tu nie jest bez winy, a już w szczególności ci o rodowodach solidarnościowych, którzy sprawowali rządy w Polsce. A czy się zmieni co na lepsze pod nowymi rządami? – czas pokaże. Ktoś trzeźwo patrzący może powątpiewać w takie zmiany – zbyt wiele jest znaków na niebie i ziemi wskazujących, że ambicja osobista, pamiętliwość i małostkowość kolejny raz przesłonią dobro Ojczyzny i człowieka.

Budowanie właściwego projektu wymaga odwagi myślenia, by przełamywać obowiązujące schematy, jak również oryginalności myślenia, by ustrzec się zgubnego naśladowania cudzych wzorów. Być może kluczem do zbudowania takiego projektu będzie wykorzystanie ogromnego potencjału intelektualnego i kapitału ludzkiego, jaki drzemie w polskich umysłach, które są twórcze i potrafią sprawić cuda. Nie stanie się to jednak wcześniej, nim nie nastąpi zmiana bardziej fundamentalna: nim mianowicie polityków nie zastąpią prawdziwi gospodarze. Tych zaś trzeba wyłowić z morza talentów, znaleźć dla nich pieniądze potrzebne na wszechstronną edukację, i włączyć w odpowiednio przygotowane struktury kierowania i zarządzania państwem, regionem, gminą.

Wśród wielu innych jeszcze wartości jest jedna, która moim zdaniem zasługuje na szczególną uwagę. Polska współczesna potrzebuje ludzi, którzy zmianę świata zaczynają od zmiany siebie. Praca nad sobą należy do najtrudniejszych, lecz to dzięki niej właśnie stajemy się lepsi i bardziej szlachetni. Bo jak inaczej rozwinąć w sobie horyzonty myślenia, odwagę cywilną, wspaniałomyślność i wiele innych ważnych cech – jak nie poprzez wysiłek pracy nad sobą. Trud samodoskonalenia, pokonywania własnych słabości, zwyciężania samego siebie – nastraja pozytywnie do innych ludzi, wyrabia w nas umiar i łagodność, wdzięczność i łaskawość, wielkoduszność i wyrozumiałość. Sztuki pracy nad sobą nigdy nie opanuje ten, kto jest sobą zachwycony, kto działa na pokaz i jest z siebie wiecznie zadowolony. Taki człowiek nie należy już do siebie. A jak powiada Michel de Montaigne: “Największą rzeczą na świecie to umieć należeć do siebie”.


* * *
Jednym z owoców Solidarności było wprowadzenie do skarbnicy kultury polskiej i europejskiej – pojęcia pracy nad pracą. Jeśli właściwie odczytuję jej ukryty sens, można pracę nad pracą rozumieć jako połączenie myślenia o świecie – z twórczą pracą człowieka nad samym sobą, z pracą co owocuje przemianami duchowymi w nim samym. W owym połączeniu refleksji z autorefleksją tkwi “połączalności siła”: ogromny potencjał Dobra. Dlatego spokojnie można nazwać ten rodzaj pracy – dziełem sztuki etycznej /por. J. Tischner/.

Nie czas i miejsce na rozwijanie tego istotnego tematu. Dość powiedzieć, że to z ust samego Ojca Świętego padły słowa o pracy nad pracą, podczas Jego pamiętnej wizyty, tu, w Szczecinie, na Jasnych Błoniach, w dniu 11 czerwca 1987 roku. W tym symbolicznym fakcie jest jakaś cząstka Papieskiego Testamentu, która została powierzona właśnie nam, w nasze ręce.

* * *

Szczecińską pracę nad pracą współtworzyli robotnicy pospołu z inteligencją, rolnikami i studentami. Dziś kontynuują ją ludzie młodzi z pokolenia JP II.
Chlubną kartę w dziejach tej pracy zapisała ówczesna Wyższa Szkoła Pedagogiczna – poprzedniczka Uniwersytetu Szczecińskiego. Dość wspomnieć grupę uczelnianą w skład której wchodzili: Ewa Gutkowska, Małgorzata Piekara, Bazyli Baran, Tadeusz Dziechciowski, Jerzy Wojciechowski i Michał Józef Kawecki. Grupa ta była współzałożycielem pierwszego w Polsce, niezależnego od władz, tygodnika związkowego “Jedność”.
W łonie uczelnianej “Solidarności” WSP, wśród gorących sporów i dyskusji, dojrzała w nas myśl, aby powołać prężny Uniwersytet. Pamiętam, jak ważne dla nas były opinie J.M. Rektora Józefa Kopcia oraz św. p. doc. Jana Mirskiego z Wyższej Szkoły Morskiej.

Dzięki owej grupie umieszczono w roku 1981 na tablicy upamiętniającej poległych Stoczniowców fragment z dzieł Norwida:

    “O, NIE skończona dziejów jeszcze praca,
    --- Nie przepalony jeszcze glob sumieniem!...”


Tekst ten okazał się profetyczny: oddawał świetnie ducha pracy nad pracą, a także to, co chcieliśmy powiedzieć Polsce i światu o cennym wkładzie Szczecina i całego Pomorza Zachodniego w jedno wielkie dzieło Solidarności.

* * *

Wiele lat później, z inicjatywy Szczecina, nastąpił ciąg dalszy: w Watykanie, 1 lipca 2001 roku, Jan Paweł II pobłogosławił Urnę z ziemią z Grobu Norwida, na której wyryte zostały słowa Wieszcza:


      “Kto ze źródła pije, musi uklęknąć i pochylić czoło”.



Spoczywająca w podziemiach Królewskiego Wawelu Urna stała się symbolem łączności naszego Miasta z Duchami Wielkich Przodków.

Michał Józef Kawecki

SZCZECIN 2005


[link widoczny dla zalogowanych]

.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 03 Mar 2010 14:36
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





Norwid:

Z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie.
Dwie tylko: poezja i dobroć?


Rozmawiała Ewa Podgajna



Pięć lat temu w Watykanie szczecinianin, Michał Józef Kawecki* przekazał na ręce ks. Stanisława Dziwisza urnę z ziemią z grobu Norwida, którą parę chwil później pobłogosławił i poświęcił Ojciec Święty Jan Paweł II. Urna z symbolicznymi prochami wieszcza spoczęła na Wawelu. Dziś Michał Józef Kawecki z grupą delegatów szczecińskich jest gościem ks. kardynała w Krakowie i na Wawelu. A już od poniedziałku z okazji 185. rocznicy urodzin poety z inicjatywy Michała Józefa Kaweckiego będziemy w Szczecinie obchodzić Ogólnopolskie Dni Norwidowskie.


Ewa Podgajna: Dlaczego lubi Pan poezję?

Michał Józef Kawecki: Bo jest dobrą, pożywną strawą dla mojej duszy, wnosi twórczy niepokój. Pozwala oderwać się od "mysiej krzątaniny spraw nieważnych i głupich", jak pisał Herbert. Głębokie myśli wypowiedziane prostymi, pięknymi słowami nie przechodzą przeze mnie bez echa: burzą utarty porządek, wnoszą powiew świeżości, poruszają jakieś czułe struny w moim wnętrzu, odsłaniają bezlitośnie prowincjonalność i zachowawczość mojego myślenia. Lecz jednocześnie użyczają mi swojej mądrości i powagi, swojej duchowej mocy i... przyjaźni. Czytanie wierszy jest czymś bardzo osobistym, jest formą serdecznej rozmowy z poetą, a przy staranności i pokorze z mojej strony - także nawiązywaniem duchowej przyjaźni z twórcą. Pokusie pychy i zwyczajnego zarozumialstwa, która w takiej sytuacji może się pojawić - trzeba przeciwstawić, jak chce Norwid, "sumienność w obliczu źródeł", czyli wyjście poza ciasny krąg własnego ja. Nasze ego zawsze jakoś ogranicza, podczas gdy owa wspólna kraina Wartości i Piękna, ku której naturalnie zdążamy - poszerza nas i wzbogaca. Mówiąc to wszystko, mam na myśli arcydzieła poezji i jej genialnych twórców; bywa także i zła poezja, napuszona, nadęta, i tej należy unikać jak ognia, gdyż zamiast piękna niesie brzydotę i banał.

Jaka jest rola poezji? Uwrażliwiać na codzienność czy raczej pozwolić w niej przetrwać?

- Poezja otwiera człowieka na samego siebie, dzięki niej odkrywa on w sobie to, czego bezskutecznie poszukiwał poza sobą, deprecjonując i unieważniając swoje duchowe wnętrze. Człowiek powinien być sobą, bo jak będzie udawał kogoś innego, to jak mawiał ks. Józef Tischner, na sądzie ostatecznym zbawią nie ciebie, lecz tego innego. Poezja zarówno uwrażliwia, jak również pozwala przetrwać trudne chwile i okoliczności. Gdy byliśmy internowani, wspólnie z Mirkiem Witkowskim odtwarzaliśmy z pamięci wiersze: on Mickiewicza, ja - Norwida, i umieszczaliśmy je potem na korytarzu więzienia w Wierzchowie Pomorskim.


Czy znajomość poezji pomaga Panu w kontaktach, np. przy "Zamkowych spotkaniach z psychologią i sztuką"?

- Przed każdym spotkaniem staram się odnaleźć w sobie ciszę i dobrą energię, staram się odpowiednio nastroić wewnętrznie - i w chwilach takich poezja i muzyka służą mi nieocenioną pomocą. Użyczają mi cząstki swojej mocy, w jakimś sensie uwznioślają i, przepraszam za patos: uskrzydlają. Towarzysząca mi od 10 lat wspaniała publiczność jest przyzwyczajona do niezwykłego klimatu zamkowych spotkań, które przy jej twórczym, choć milczącym współuczestnictwie stają się rodzajem duchowej uczty.

Co Pana ujmuje w poezji Norwida?

- Jej nieprzenikniona głębia: Norwid znał gruntownie literaturę epoki, studiował historię Grecji i Rzymu, podróżował, pokąd starczyło mu środków. Miłosne niepowodzenia raniły go, a obojętność i niezrozumienie jego poezji - pogłębiały poczucie osamotnienia. Henryk Sienkiewicz pisał w roku 1905: "do śmierci nikt we mnie nie wmówi, że Norwid był wielkim poetą". Prawda, jak bardzo można się mylić? Jak trzeba być ostrożnym w swoich sądach i krytykach? Poezja Norwida jest dla mnie niewyczerpalnym źródłem, do którego wciąż pragnę powracać.

Czy Norwid jest poetą trudnym?

- Jeśli "trudny" znaczy "bogaty, wielowątkowy, oryginalny" - to tak. Ale jeśli znaczy: "pokrętny, zagmatwany" - to zdecydowanie nie! Zarzut, że poezja Norwida jest niezrozumiała, pochodzi od tych, którzy włożyli nie dość wysiłku, aby ją zrozumieć.

Ulubiony Pana cytat z Norwida?

- Mam parę: "kto ze źródła pije, musi uklęknąć i pochylić czoło". Kiedy zapytano mnie, jakie słowa powinny się znaleźć na wieczku urny zawierającej ziemię z grobu Norwida - nie miałem wątpliwości, że te właśnie.

Kolejna fascynująca myśl: "oryginalność jest to sumienność w obliczu źródeł (...) jeden atom oryginalnej i sumiennej pracy przeważa góry naśladownictwa". I jeszcze jeden - zaproponowałem, aby znalazł się na płycie poświęconej poległym stoczniowcom w Grudniu 1970 r.: "O! Nie skończona jeszcze dziejów praca, Nie przepalony jeszcze glob sumieniem!"

Dlaczego organizuje Pan Dni Norwidowskie?

- Kocham to miasto, mam tu wielu przyjaciół gotowych zawsze wesprzeć moje pomysły i przedsięwzięcia. Szczecin jest miastem otwartym, zwróconym równocześnie ku przyszłości i przeszłości. Miastem poszukującym swojej wielokulturowej tożsamości. Nasza wierność Norwidowi otwiera przed nami na oścież cały królewski Kraków. Potwierdzeniem tych faktów jest spoczywająca w Krypcie Trzech Wieszczów Katedry na Wawelu urna z symbolicznymi prochami Norwida.

Dzięki Pana staraniom...

- Dzięki staraniom wielu ludzi. Do mnie należał pomysł, inspiracja, ogólna koncepcja. Ale natchnieniem dla niego była poezja. Moja skromna osoba stała się jedynie medium, poprzez które Duch Szczecina wyraził swoje gorące pragnienie łączności naszego miasta z duchami wielkich przodków. Spoczywająca w podziemiach królewskiego Wawelu urna stała się symbolem owej łączności.

Czy nie był to jednak też rodzaj megalomanii narodowej?

- Łatwo Polacy zmieniają podniosłe uroczystości w puste gesty. W przypadku Norwida poświęcenie urny przez samego Ojca Świętego Jana Pawła II nie jest gestem, lecz wielkim znakiem pamięci i wdzięczności. Pobyt urny w Szczecinie to zaszczyt, ale i zobowiązanie, abyśmy pozostali wierni temu, co wielkie w duchowej tradycji Polski i Europy.

Cyprian Kamil Norwid kiedyś powiedział, że wszystko przeminie, ale dwie rzeczy przetrwają: poezja i dobroć.

- "Zniknie i przetrwanie obfitość rozmaita. Skarby i siła przewieją, ogóły całe zadrżą, Z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie, Dwie tylko: poezja i dobroć... i więcej nic..." Jest to fragment wiersza "Do Bronisława Z.". W poezji objawia się najlepsza, najszlachetniejsza cząstka człowieka, a z nią - jej ekstrakt: dobroć. Poezja jest światem naszych tęsknot i marzeń, do niej wraca się jak do matki.

* Znany szczeciński psycholog terapeuta, pomysłodawca "Zamkowych spotkań z psychologią i sztuką". Z poezją Norwida zetknął się na początku lat 60. dzięki swojemu nauczycielowi w liceum w Sejnach Mieczysławowi Straniewiczowi. Wierszy wieszcza zaczął uczyć się na pamięć. Przydało się to choćby w 1982 r. w Wierzchowie, w czasie internowania. Wypisywał je na kartce i wywieszał na korytarzu więziennym - ku krzepieniu serc.

Pochodzi z Piątkowa w byłym Bydgoskiem. W 1971 r. ukończył psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Potem przyjechał do Szczecina, gdzie był m.in. psychologiem w Stoczni Szczecińskiej.


[link widoczny dla zalogowanych]


.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
MICHAŁ KAWECKI
Forum Strona Główna -> NA BARYKADACH
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin