Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
Forum Strona Główna -> NA BARYKADACH -> LESZEK JAKUB SŁAWIŃSKI
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
LESZEK JAKUB SŁAWIŃSKI
PostWysłany: 22 Sty 2009 6:40
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





LESZEK JAKUB SŁAWIŃSKI

[link widoczny dla zalogowanych]
Fot. Postać stojąca - Leszek Sławiński; w okularach - Pan J. Jamiołkowski.
Serdeczne podziękowania za tę fotografię dla
Pana Jerzego Jamiołkowskiego z Białegostoku.


[link widoczny dla zalogowanych]

I

ur. 1 V 1927 w Kowlu (obecnie Ukraina), zm. 8 III 1996. 1942-1944 żołnierz AK. Po wojnie członek KW OM TUR, ZMP i PZPR (usunięty w 1957); działacz ZZ Pracowników Budownictwa. 1964-1966 wychowawca w internacie Zasadniczej Szkoły Budowlanej w Białymstoku; od 1972 nauczyciel w Ząbowie; 1976-1978 pracownik agencji reklamy w Gdańsku, potem w Warszawie; od VI 1980 ponownie w Białymstoku.

Od IX 1980 w „S”, od X 1980 rzecznik prasowy MKZ w Białymstoku, pierwszy redaktor naczelny „Biuletynu Informacyjnego MKZ ‘S’ Regionu Białystok”; od II 1981 w Szczecinie, redaktor ogólnopolskiego niezależnego pisma drukarzy „Kwadrat”.

W 1989 w Niezależnym Ruchu Społecznym „S” im. ks. Jerzego Popiełuszki; współzałożyciel KO w Białymstoku; w pocz. l. 90. aktywny działacz PPS, nast. Solidarności Pracy.

Marek Kietliński

[link widoczny dla zalogowanych]

II

W 1979 r. zwolniony z funkcji lektora PZPR jako nieprawomyślny; od 1980 r. związany z "S"; z jego inicjatywy powstała redakcja "Biuletynu Informacyjnego "S" Regionu Białystok". którego był pierwszym redaktorem naczelnym do 1981 r.; w 1981 objął wychodzące w Szczecinie ogólnopolskie, niezależne pismo drukarzy "Kwadrat", które wychodziło do stanu wojennego, tj. do 13 grudnia 1981 r.


[link widoczny dla zalogowanych]

________________________________________________


Bernard Bujwicki

WSPOMNIENIE

O LESZKU SŁAWIŃSKIM





14. Z Kubą Sławińskim biuletyn

Pod koniec lat siedemdziesiątych zbieg okoliczności zetknął mnie w Białymstoku z Leszkiem Kubą Sławińskim, dziennikarzem i pisarzem, a przede wszystkim doskonałym kompanem. Leszek miał bogatą przeszłość, kiedyś nawet robił za lektora koszalińskiego KW PZPR, lecz jego zbytnia niezależność została dostrzeżona dość szybko i musiał szukać chleba w innych miejscach.

Gdy go poznałem był redaktorem periodyku białostockiej gastronomii, a w wolnych chwilach, których miał sporo, pisał opowiadania, niechętnie wydawane. Mówiąc szczerze Leszek nie miał też pisarskiej klasy Sienkiewicza czy Prusa ale posiadał niewątpliwy wdzięk osobisty i odwagę rzucania się w nowe bez chwili zastanowienia, a przy tym worek pomysłów na każdą sytuację.

Sławińskiego spotkałem ku swojemu zdumieniu na jednym z posiedzeń KKP z (Krajowa Komisja Porozumiewawcza NSZZ "S") w Gdańsku, bo przeniósł się tam gdy wybuchły strajki i występował w gronie dziennikarzy wspierających powstanie Solidarności. Spotkanie było serdeczne i bez chwili zastanowienia zaproponowałem mu by zostawił Wybrzeże, choć czuł się tu jak w domu i wrócił w rodzinne strony tj. do Białegostoku. Od pewnego czasu nosiłem w sobie pomysł zorganizowania biuletynu naszego MKZ (Międzyzakładowy Komitet Założycielski), jednak nie miałem dotąd odpowiedniego kandydata na organizatora i redaktora naczelnego. Gdy Sławińskiemu to zaproponowałem, entuzjastycznie przystał. W ciągu tygodnia ściągnął z Wybrzeża i podjął energiczne działania załatwiając m.in. możliwość druku biuletynu, a w tym i papier w Białostockich Zakładach Graficznych. Było to niesłychanie ważne biorąc pod uwagę fakt, że w tamtych czasach wszystko, co wiązało się z informacją było zastrzeżone dla partii strzegącej monopolu, jak źrenicy w oku. A papier był surowcem o znaczeniu strategicznym. Niewątpliwą przyczyną jego skuteczności była także prężność Solidarności zakładowej w B.Z.Graf (Białostockie Z-dy graficzne)

Moi koledzy z prezydium MKZ nie doceniali wówczas jeszcze narzędzia jakim była niezależna gazeta wydawana poza cenzurą. Nikt więc przez pewien czas nie zaprzątał głowy zawartością biuletynu. Ja ze swej strony wiedziałem ile starań musiała podejmować KKP, by uruchomić niezależny periodyk ogólnopolski, Tygodnik Solidarność, wychodzący poza partią i jakie były opory z jej strony. Doceniałem więc osiągnięcia Sławińskiego w tej kwestii i w chwili gdy pojawiła się możliwość wydania pierwszego numeru regionalnego biuletynu, dałem swoje nazwisko do jego stopki i wspierałem informacjami, które do mnie napływały.

Prócz nas dwóch, redakcję współtworzyli:
- Edmund Lajdorf członek prezydium MKZ z Budowlanej Spółdzielni Pracy w Białymstoku,
- Robert Tomczak, przyjaciel mój i mojej rodziny, nauczyciel i filozof na Akademii Medycznej w Białymstoku, człowiek partyjny, lecz oddany sprawie Solidarności. Aktywność redaktorska Tomczaka nie ograniczyła się jedynie do biuletynu regionalnego. Wraz z Andrzejem Lussą oraz Andrzejem Erbelem wydawał on Biuletyn Solidarności na swojej uczelni. Do współpracy w nim ściągnął również Jerzego Gauka, także nauczyciela filozofii z zawodu.

Założony przez Sławińskiego biuletyn był stałym świadkiem wydarzeń w Regionie i funkcjonował w zmieniającym się składzie w różnych okresach bez przerw, także w stanie wojennym.

Przychodząc do Regionu Leszek nie pytał o zarobki i jak się nie mylę długo, tak jak i ja nie był nagradzany za swoją pracę, żyjąc z oszczędności lub pracy w innych miejscach. Nikt też w tamtym czasie nie był nagradzany za pracę w Biuletynie i dostarczane do niego materiały.

Prócz pracy organizatorskiej, Sławiński wniósł do białostockiej Solidarności jeszcze jedną nieocenioną przysługę: wprowadził regionalną Solidarność w środowisko dziennikarskie a dziennikarzy - do Solidarności. Organizując nam, twórcom Solidarności w Regionie spotkania z dziennikarzami, dał możliwość zaistnienia na skalę dotąd niespotykaną. To dzięki niemu, z czasem, dziennikarze uczestniczyli we wszystkich ważniejszych wydarzeniach związanych z Solidarnością i jej tworzeniem, opisywali konflikty mające miejsce z jej tworzeniem i funkcjonowaniem. To w dużym stopniu jego zasługą było to, że „Gazeta Współczesna” oraz miesięcznik „Kontrasty” były faktycznie gazetami Solidarności, choć pierwsza miała w winiecie zapis „Organ Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Białymstoku”.


Socjalista

Leszek Kuba Sławiński jako jeden z pierwszych wszedł na drogę kapitalizmu. Ten dziwny przypadek zdarzył się zapalonemu socjaliście, bo takie poglądy wyznawał Sławiński. A stało się to chyba w roku 1986 gdy wraz z poetą Jerzym Plutowiczem*, w swoim mieszkaniu przy ulicy Jurowieckiej w Białymstoku założył antykwariat. Interes to nie był złoty, bo ludzie tracili ducha i przemijał już czas gdy książka, tym bardziej używana, stanowiła lokatę kapitału, jak było to jeszcze przed rokiem osiemdziesiątym. Nie dziw więc, że ten pierwiosnek kapitalistycznej gospodarki, zapowiadający nadchodzące czasy, po jakimś czasie padł, a obaj, dotychczas przyjaciele, stracili przyjemność częstego przebywania ze sobą.

Kuba był już w wieku podeszłym i powoli tracił grunt pod nogami a wraz z nim swój niegasnący przez lata ciąg do kobiet. Przestawały go odwiedzać w jego domu na parterze z oknem wychodzącym na podwórze, brzydkie jak noc święta. Kuba jeszcze ostatnim tchnieniem starał się nadrobić handlem obrazami, które brał chyba w komis od jakiegoś równie zapędzonego w ciemny kąt, niezaradnego artysty i któregoś dnia, gdy trafiłem do niego miał ich pełen pokój pośród różnorodnych staroci. Miałem ze sobą chyba butelkę polokokty i coś na ząb, co Kuba zjadł z ochotą, a czynił to tak, jakby nie miał nic w ustach od kilku co najmniej dni. Wybrałem więc także obraz, bo jakimś cudem miałem ze sobą chyba ze dwa i pół tysiąca złotych, co w tamtych czasach nie było kwotą zawrotną ale też stanowiło chyba jedną czwartą przeciętnych miesięcznych zarobków. Nie był to obraz mistrzowski, stanowił kopię innego, ale pozostał w naszym domu, jako pamiątka po Kubie i naszej przyjaźni, nie wygasłej i trwającej do dziś, choć on już od dawna wyprowadził się na tamten świat, a jego szczątki doczesne leżą na cmentarzu w Karakulach. **

Kiedy wróciłem do niego po kilku tygodniach, obrazów już nie miał i był na rauszu. Chyba poróżniliśmy się wówczas o politykę i na to konto dałem mu stówkę, bo wyglądał na potrzebowskiego. Od razu poczuł się przy gotówce i zaprosił mnie na piwo, ale mieliśmy tego dnia zbyt odległe poglądy i mogłoby się to zakończyć źle nam obu.


Bernard Bujwicki



____________________
* Jerzy Plutowicz - patrz:
//http://www.plutowicz.com/twor.php

** Karakule – wieś w Polsce położona w województwie podlaskim, w powiecie białostockim, w gminie Supraśl. W latach 1975-1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa białostockiego. Przez Karakule przepływa rzeczka Bałbytka, która jest dopływem Supraśli. Okolica sprzyjająca rekreacji, odwiedzana przez rowerzystów i motocrossowców.

Za: wikipedia


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia 15 Kwi 2010 9:47, w całości zmieniany 7 razy
Zobacz profil autora
LESZEK JAKUB SŁAWIŃSKI
Forum Strona Główna -> NA BARYKADACH
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin