Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
Forum Strona Główna -> KINO -> Piotr Marecki HAS Z ODZYSKU
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
Piotr Marecki HAS Z ODZYSKU
PostWysłany: 16 Cze 2009 10:59
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





Piotr Marecki

HAS Z ODZYSKU

O potomstwie artystycznym Wojciecha Jerzego Hasa




Wstęp

Współczesność nakazuje przeformułować wiele poglądów na temat sztuki, a w szczególności tych jej obszarów, które rozpatrywane są w kategorii oryginalności, kopii, epigoństwa, świadomego nawiązywania, naśladownictwa czy wręcz ściągania. Kultura jest dzisiaj pojmowana w kategoriach Open Source - jako wielka skarbnica motywów, tematów, postaci, wątków, stylów, z których można bezkarnie czerpać. Artyści przestają posiadać prawa autorskie (copyright) do wymyślonych przez siebie konwencji i dzieła udostępniają na zasadzie copyleft, co umożliwia swobodne korzystanie z "opatentowanych" przez nich stylów. Ta sytuacja przypomina wielką promocję rozdawania tworzywa, z którego buduje się sztukę. W tym przypadku nikt nie zarzuca epigoństwa czy "złodziejstwa", mówi się raczej o tworzeniu sztuki recyklingowej, snując porównania z metodą odzyskiwania surowców wtórnych z tworzyw sztucznych. Krytycy wymyślają nowe kategorie - mówi się o "literaturze z literatury", "filmie z filmu", jako nadrzędną metodę tworzenia wskazuje się samplowanie. Nikt nie chce już czytać dzieł w duchu intertekstu - szukać podobieństw, odkrywać aluzji, deszyfrować cytatów. O wiele wygodniej jest powiedzieć, że dane dzieło jest w całości stworzone z tekstowego (celuloidowego?) świata, w którym wszystko jest tak tekturowe, że pomyłką byłoby wskazywać na poszczególne zapożyczenia - te nakładają się na siebie, tworząc kopię kopii podniesioną do potęgi entej.

Takie rozpoznanie jest szczególnie istotne w przypadku twórców, których świadomie czyta się jako kontynuatorów dzieł wielkich mistrzów - mam tu na myśli tych artystów-egoistów (jak np. Gombrowicz), którzy od podstaw wymyślili swoją konwencję i wykorzystali ją do takiego stopnia, że dla ewentualnego potomstwa artystycznego pozostaje niewiele. Na tym obszarze sytuuje się twórczość Wojciecha Jerzego Hasa, który od zera stworzył swój rozpoznawalny styl, do granic wytrzymałości wyeksploatował go (zwłaszcza w "trylogii onirycznej") i nie zostawił nic ani dla siebie (stąd mówi się o niższej randze jego ostatnich filmów), ani dla potencjalnych kontynuatorów. "Hasoidzi" otrzymali zatem zużytą już przez Mistrza konwencję, którą próbują wskrzeszać, tworząc kino z odzysku. Nie chcę przez to powiedzieć, że powinno się na nie patrzeć krytycznym okiem; metoda recyklingu służy raczej opisowi, a nie ocenie dzieł. Przyjrzę się teraz czterem filmom (Diabły, diabły Doroty Kędzierzawskiej, 1991, Białe małżeństwo Magdaleny Łazarkiewicz, 1992, Rozmowa z człowiekiem z szafy Mariusza Grzegorzka, 1993, Księga wielkich życzeń Sławomira Kryńskiego, 1997), które pośrednio i bezpośrednio nawiązują do dzieła Hasa. Dość dodać, że podobna metoda twórcza jest obecnie bardzo modna, np. na bazie twórczości Krzysztofa Kieślowskiego kino recyklingowe uprawiają Jerzy Stuhr czy Tom Tykwer.

Filmy czworga kontynuatorów autora Sanatorium... mają wiele wspólnego. Wszystkie obrazy łączy data powstania, czyli lata 90. - czasy kiedy Mistrz nie realizował już swoich filmów, ale jako Rektor i Profesor Łódzkiej Szkoły Filmowej pełnił funkcję człowieka-instytucji oraz opiekuna artystycznego bardzo wielu debiutów. Już ta pozycja może sugerować wiele wpływów, wszak to właśnie od swoich nauczycieli bierzemy najwięcej, często nawet nie wiedząc o tym. Wymienione przeze mnie filmy (podobnie jak twórczość Hasa) wymykają się czytaniu w "kodzie polskości", co jest niezwykle istotnym wyróżnikiem twórczości filmowej w Polsce. Kolejną cechą wspólną uczniom Hasa jest próba podjęcia trudnej sztuki "zabawy" z filmową przestrzenią i czasem. Te cztery filmy są dowodem chęci zmierzenia się z materią filmową na sposób czysty, wskazaniem, że to właśnie ona jest ważna, ważniejsza od przesłanek ideowych (o czym często zapominało się nad Wisłą); to ambitne mierzenie się w praktyce z ideałem twórców i teoretyków awangardowych, czyli "filmem czystym". Wszystkie wreszcie filmy (każdy na swój sposób) zdają egzamin z niezwykle ważnego i łatwo rozpoznawalnego komponentu dzieła Hasa, czyli niemożliwego do podrobienia nastroju i klimatu. Jeszcze innym sposobem lektury jest obejrzenie ich pod kątem wygospodarowania w kadrze miejsca dla ulubionych przez autora Rękopisu... wszechobecnych przedmiotów, sposobów ich filmowania oraz roli scenografii.

We wstępie zaznaczam, że nie zależy mi na ponownej egzegezie tych filmów, na pisaniu recenzji po latach, stąd spróbuję zmierzyć się z odczytaniem "w kluczu" hasowskim, nie będę zaś zajmował się rozwikłaniem pokrętnych fabuł filmowych, warstw tematycznych i odszyfrowaniem intencji zakrytych, pozostawiając to krytykom i widzom.

"Diabły, diabły" - nastrój

Diabły, diabły są, z wymienionego kwartetu, filmem chyba najdalszym Hasowi. Większość akcji dzieje się w plenerach, brakuje ulubionych hasowskich przedmiotów oraz przestrzeni zamkniętej (mieszczańskiego salonu), a we wnętrzach panuje asceza scenograficzna. Temat filmu także nie jest hasowski: zestawienie dwóch światów - pogrążonego w letargu polskiego miasteczka i "żywego", "barwnego" taboru cygańskiego; na tym tle inicjacja Małej (Justyna Ciemny). W filmie Kędzierzawskiej fabuła nie jest jednak najważniejsza. Istotny jest tutaj nastrój - pewien "czar", który udało się reżyserce wytworzyć. Prawie w ogóle rezygnuje ona ze słów, oddając materię filmu malarskim obrazom, zwolnionemu montażowi i dźwiękom. Właściwie wszystko, co się w tym filmie dzieje, wydarza się poza zdarzeniami. Rolę hasowskich przedmiotów zastępuje w Diabłach... dźwięk; to on buduje wszystkie napięcia. Kędzierzawska świadomie dzieli świat na dwie połowy: ciszy (polskie miasteczko, czyli to co jest za murami) i rozbuchanych dźwięków (tabor cygański, łono natury). Na tym tle pojawiają się bezimienne postaci, które stają się nośnikami znaczeń: Mała, Nauczyciel, Wiedźma, Ksiądz. W prostej linii odsyłają one do konwencji moralitetu czy traktatu, niezwykle ważnej w dziele autora Złota, Osobistego pamiętnika grzesznika czy Podróży Baltazara Kobera. "Lekcję z Hasa" odrobiła więc Kędzierzawska w następujący sposób: obecny w powietrzu klimat oraz bardzo subiektywne poczucie czasu wykreowała za pomocą konsekwentnie i pomysłowo użytej warstwy dźwięków.

"Białe małżeństwo" - przedmioty

Magdalena Łazarkiewicz promowała swój film jako zrealizowany "w przypływie buntu wobec idei posłannictwa kina", podkreślała także możliwość wypowiedzenia się przez "czyste kino". Takie słowa w Polsce mogły odsyłać jedynie do jednego twórcy - Hasa. Na pierwszy rzut oka ten sfabularyzowany traktakt (adaptacja dramatu Tadeusza Różewicza) o płci kulturowej (gender) i płci biologicznej (sex) przepełniony jest "polskością", od której tak mocno reżyserka się odżegnywała w wywiadach. Na ekranie mamy większość narodowych stereotypów: utkany z romantycznych wzorów dworek szlachecki, ułanów i konie, patriotyczne piosenki, mundury, mickiewiczowskie grzybobranie, fredrowskie panienki przed zamążpójściem (Paulina - Agata Piotrowska i Bianka - Jolanta Fraszyńska - rodem ze Ślubów panieńskich), w tle toczy się nawet wojna. "Posłannictwo" nie grozi jednak reżyserce - Łazarkiewicz (podobnie jak Has np. w Lalce) traktuje narodowy sztafaż jako wielką ceremonię malowanych lalek i manekinów, co zostało bardzo dobitnie podkreślone konwencją "teatru w teatrze" - jedna z panienek ma swój teatr lalek, który bardzo przypomina świat żywych. Mamy więc w Białym małżeństwie teatralizację świata - to, co Has kochał najbardziej, czyli nadmiar, przesyt przedmiotów, które często - podobnie jak u niego - występują na pierwszym planie, są celebrowane. Dworek obfituje w pięknych kształtów meble, bibeloty, książki, świeczniki, mnóstwo użytkowych sprzętów i kostiumów z belle epoque. Życie tam płynie na spokojnym przeglądaniu żurnali i leniwym popijaniu herbatki z konfiturami, dyskusjach o posagu córki "w stylu secesion albo zakopiańskim". Łazarkiewicz bawi się czasem: film zamknięty jest współczesną ramą - dzisiejsze nastolatki mieszkają w starym dworku i za sprawą telewizyjnego programu przenoszą się w przeszłość - stąd cudzysłów filmu podniesiony zostaje o kolejny poziom.

"Rozmowa z człowiekiem z szafy" - samplowanie

Metodą przyświecającą powstaniu Rozmowy z człowiekiem z szafy było samplowanie, czyli przetworzenie supertekstu (najczęściej dobrze zadomowionego w tradycji i łatwo rozpoznawalnego) w nowy tekst. W przypadku filmu Grzegorzka tekstem pierwszym jest historia Kaspara Hausera. Mamy więc głównego bohatera - Karola (Rafał Olbrychski), który jest zupełnie odizolowany od społeczeństwa. Poznajemy go w sytuacji, kiedy siedzi w szafie w wynajętym pokoju na poddaszu i wspomina swoje dzieciństwo. Zaczyna się klasyczny bildungsroman - chłopiec opowiada historię dorastania w domu z matką, która separuje go od świata zewnętrznego, zabrania chodzić do szkoły, spotykać się z kimkolwiek, w konsekwencji doprowadza do jego kompletnego kalectwa życiowego (jedynym przyjaznym miejscem jest szafa). Następnie obserwujemy etap nauki w szkole specjalnej, rozmowy z Mistrzem-nauczycielem (Marek Walczewski) i jako efekt usamodzielnienia niezbyt udane próby podjęcia życia w wielkim mieście (mieszkanie, praca), które kończą się ucieczką od świata i ponownym zamknięciem w szafie. Trudno ogarnąć jak wiele jest w filmie Grzegorzka "przetworzeń" różnych artystów, trendów i fabuł. "Wiszący w powietrzu" duch Hasa (reżyser był opiekunem artystycznym filmu) widoczny jest głównie w pierwszej części, rozgrywającej się w typowym mieszczańskim lokalu, gdzie powolna i operująca wieloma zbliżeniami kamera, subiektywizuje poczucie upływającego czasu, dorastania chłopca i jego "dziczenia". Bardzo wyraźnie podkreśla także zamkniętość miejsca, niemożność wydostania się (częste filmowanie okna i firan, rodem z Hasa). Także w tej części mamy kilka zabaw z czasem: nastrój wykreowany przez kilka pierwszych scen powoduje poczucie jakbyśmy znajdowali się poza światem współczesnym (jakby w tytułowej szafie), którą rozbija dopiero telewizor - okno na inny świat, zwiastujące drugą część filmu.

"Księga wielkich życzeń" - film z filmu

Termin "film z filmu" służy na oznaczenie dzieł tych reżyserów, którzy jawią się jako wnikliwi widzowie (reżyserowanie filmów jako konsekwencja czytania-oglądania innych obrazów), którzy potrafią "posklejać" swój utwór z okruchów różnych znanych z historii X Muzy scen. W takich filmach rzadko pojawiają się prawdziwe cytaty czy wyraźne aluzje - mamy do czynienia z którymś z rzędu powtórzeń, więc pierwowzór staje się nieuchwytny. Te założenia spełnia film Kryńskiego - jedynego reżysera, który programowo i otwarcie przyznaje się do robienia "filmów z Hasa". Celuloidowość jego świata polega na tym, że gdyby nie znajomość twórczości autora Lalki, a także powojennego kina polskiego, film typu Księga... byłby prawie nieczytelny, tzn. znikałyby wszystkie smaki, jakich widz może doznać, obcując z czymś znanym i łatwo rozpoznawalnym. Podobnie jak z popularnymi piosenkami-szlagierami czy literaturą brukową. Jeden z krytyków nazwał Księgę wielkich życzeń "muzeum kinematografii". Bo to właśnie w tym filmie obcujemy z dobrze znanymi aktorami, scenografiami, jakby Kryński wskrzeszał na naszych oczach historię powojennego kina polskiego. Hasowska reguła, że przedmioty czy zdjęcia w albumie mówią nam o bohaterach równie dużo jak ich twarze, wypełniana jest na każdym kroku. Fabuła Księgi... jest niezwykle naiwna (jak z filmu dla dzieci): po pożarze Domu Dziecka pobliskie sanatorium dla osób starych i przewlekle chorych postanawia przyjąć pod wspólny dach kilka dziewczynek. Jedna z nich Marysia (Martyna Michalska) próbuje zaprzyjaźnić się ze stojącym u kresu życia Adamem (Gustaw Holoubek - ulubiony aktor Hasa) oraz innymi mieszkańcami. Wszystko jest tutaj "ograne": zestawienie Starości i Młodości, wypowiadane banalne kwestie, zachowania aktorów, np. pensjonariuszka Anna (Danuta Szaflarska) częstuje dziecko cukierkiem, typaże aktorów (męski Leon Niemczyk, dobrotliwy Henryk Machalica, intelektualista Gustaw Holoubek). W wysmakowanych, pięknych wnętrzach tego "sanatorium pod Hasem" każdy element filmu wydaje się być chodzącą intertekstualnością.

+++

Być może technika daje możliwości idealnego odzyskania surowców wtórnych ze zużytych wcześniej przedmiotów i ma się poczucie, że nie ma większej różnicy między oryginałem a kopią czy nawet kopią kopii. Tej zasady nie można jednak przenieść na sztukę. Martin Scorsese - wielki znawca X Muzy, powiedział kiedyś, że tylko dwaj reżyserzy potrafili pokazać inny wymiar rzeczywistości: Federico Fellini i Wojciech Jerzy Has. Kino "hasoidów" udowadnia, że sztuka to trudna do podrobienia.


2001

[link widoczny dla zalogowanych]


.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Piotr Marecki HAS Z ODZYSKU
Forum Strona Główna -> KINO
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin