Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
Forum Strona Główna -> GIGANCI FILMU -> ZAPOMNIANY GENIUSZ FILMU POLSKIEGO
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
ZAPOMNIANY GENIUSZ FILMU POLSKIEGO
PostWysłany: 25 Sty 2009 13:09
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





Kiedy zagrał w "Tylko umarły odpowie" przyznam, że oniemiałem. Nie dlatego, że ciekawie poprowadzona intryga, zawiłość śledztwa, rozliczne tajemnicze wątki i akcja, trzymająca w napięciu, nie. Kino francuskie w owym czasie serwowało thrillery znakomitsze, obsadzając w roli szwarc-charakterów znakomitych - Alaina Delon, Jeana-Paula Belmondo, Michela Piccoli czy starego ale Wielkiego - Jeana Gabin a ich filmy reżyserowały internacjonalistyczne sławy. Powodem, dla którego "oniemiałem" była aktorska, mistrzowska i niespotykana do tamtej chwili gra Ryszarda Filipskiego. To była gra... naturalna? Prawdziwa? Rzeczywista? Nie znam słowa, które może dziś, nawet po upływie tylu lat oddać to, jaka i czym była ta przemiana aktora w postać. A potem wielki epos narodowy - "Hubal" i kontrowersyjny dla każdej strony polskiej, politycznej sceny - "Zamach Stanu".

A potem ta niezrozumiała, straszna i bezsensowna cisza - trwająca lata. Lata zmarnowane dla polskiej kinematografii. I dla Niego, jednego z Największych w tej Wielkiej Kinematografii.




ZAPOMNIANY GENIUSZ FILMU POLSKIEGO

RYSZARD FILIPSKI


Tylko umarły odpowie (fragm.)
[link widoczny dla zalogowanych]


[link widoczny dla zalogowanych]

ur. 17 lipca 1934 we Lwowie – polski aktor i reżyser filmowy i teatralny.

Był aktorem założonego przez siebie teatru eref-66. Pod koniec lat 70. XX wieku pełnił także funkcje administracyjne: najpierw jako dyrektor Teatru Ludowego w Nowej Hucie (1975–1979), potem – kierownik Zespołów Filmowych "Kraków" (1980–1981) i "Iluzjon" (1982–1987). Jako aktor najbardziej kojarzony z filmową rolą "Hubala" (1973) – majora Henryka Dobrzańskiego, w filmie Bohdana Poręby. Także – posępnego wachmistrza Soroki, przybocznego Kmicica z Potopu (1974) Jerzego Hoffmana.

Ceniony w środowisku aktorskim za umiejętności warsztatowe. Przykuwał uwagę nawet na drugim planie (Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię, reż. Janusz Majewski, 1969). Z powodu warunków fizycznych, przez pewien okres etatowy "twardziel" polskiego kina sensacyjnego przełomu lat 60. i 70. ubiegłego stulecia: zawzięty kapitan milicji w "Tylko umarły odpowie" (1969, reż. Sylwester Chęciński [link widoczny dla zalogowanych] ); agent kontrwywiadu z Brylantów pani Zuzy (1971, reż. Paweł Komorowski), czy zdemobilizowany weteran wojny w "polskim westernie" Południk zero (1970, reż. Waldemar Podgórski).

W wywiadzie prasowym mówił o tym w następujący sposób:

- Lubiłem rolę Staszka w "Cierpkich głogach" (...). Przypominam o tym dlatego, że dzięki tej roli pozbyłem się pieczątki "aktora od morderstw, bijatyki i gwałtów".

Debiutował pan w "Końcu nocy" jeszcze w roku 1955, będąc aktorem teatru "7,15" w Łodzi...

- Właśnie Edek, którego grałem, jeden z bohaterów tego filmu – silny, bezwzględny – sprawił, że zaszufladkowano mnie do typu "brutalnych mężczyzn". Następne role proponowano mi mniej więcej tak: "Czy może pan do nas przyjechać na piątek?"; pytałem wówczas po co – odpowiedź brzmiała: "Rola niewielka, ale dla filmu ważna; a dla pana to drobiazg – trzeba udusić jedną panią...".


Aktor chętnie jednak podejmował próby przezwyciężenia tego filmowego emploi: dobrych recenzji doczekała się jego rola zmęczonego i zdezorientowanego życiem czterdziestolatka w Molo (1968, reż. Wojciech Solarz); rolę adwokata w groteskowym "Przekładańcu" (1968) Andrzeja Wajdy chwalił nawet Stanisław Lem, autor opowiadania będącego pierwowzorem filmu. W "Wycieczce w nieznane" (1967, reż. Jerzy Ziarnik) był bon-vivantem, którego zmienia przypadkowa wizyta w Muzeum Zagłady w Oświęcimiu.

W dorobku filmowym ma również role w serialach telewizyjnych: jako król Władysław Łokietek wystąpił w młodzieżowym "Znaku orła" (1977, reż. Hubert Drapella), jako wojewoda Jakuszyn w Ile jest życia (1974, reż. Zbigniew Kuźmiński).

Zajmował się także reżyserią filmową: debiutem była sensacyjna opowieść z czasów II wojny światowej Orzeł i reszka (1974, zagrał tam też główną rolę), później zrealizował jeszcze m.in. dramat społeczno-polityczny Wysokie loty (1979).

Filmowym dziełem życia Ryszarda Filipskiego pozostaje monumentalny obraz "Zamach stanu" (1980), który wyreżyserował i w którym zagrał główną rolę – marszałka Józefa Piłsudskiego. Film został wyróżniony Nagrodą Główną Jury na festiwalu filmowym w Gdyni, ale w kinach nie zdobył dużej publiczności. Zamach stanu przedstawiał osobę Marszałka jako dyktatora, przeciwnego demokracji i nierozumiejącego zmian społecznych zachodzących w kraju, a obóz sanacji jako cyników, popełniających przestępstwa dla osiągnięcia politycznych korzyści. Filipski jako aktor nie poprzestał na niezbędnej charakteryzacji, starając się możliwie wiernie naśladować także sposób mówienia Piłsudskiego, jego gesty.

O technice pracy nad rolą w filmie mówił:

Pana sposób gry porównano kiedyś do aktorstwa amerykańskiego.

- To wielki komplement. Staram się budować rolę w oparciu o jakiś jeden, zaskakujący szczegół – spojrzenie lub gest charakterystyczny dla roli, a więc dla psychiki bohatera, którego gram. W aktorstwie tego typu obowiązuje surowa selekcja niepotrzebnych gestów, zbytecznych słów. I właśnie to stwarza postać o cechach indywidualnych: naturalną, nie naturalistyczną.



Kariera teatralna

Na dorobek teatralny Ryszarda Filipskiego składają się przede wszystkim role z teatru eref-66. Teatr działał w latach 1966–1981, dając około 6 tysięcy przedstawień, oprócz Filipskiego pod jego szyldem pracowało w sumie siedmiu aktorów. Realizacja monodramów sprowadzona była do minimalistycznej scenografii, przekaz opierał się nawiązaniu przez aktora słownego kontaktu z widzami, zatarciu granicy między zaimprowizowaną sceną a widownią. Najgłośniejszych komentarzy w całym kraju doczekał się monodram "Ja i mój brat" – oskarżany z jednej strony o antysemityzm, z drugiej chwalony za bezkompromisowe odkrywanie trudnej prawdy o latach okupacji. Nagrodzony m.in. za monodram "Raport z Monachium" wg. Brychta (1968) o procesie hitlerowskich zbrodniarzy wojennych.

W widowisku Teatru Telewizji "O coś więcej niż przetrwanie" (1978, reż. Grzegorz Królikiewicz), Filipski wcielił w rolę generała AK Stefana Roweckiego "Grota".

Debiutował w 1957 roku, rolą Valorina w Ich głowach Marcela Aymé w reżyserii Jerzego Antczaka, w łódzkim Teatrze Satyry. Po powrocie do Krakowa dwa lata spędził w Teatrze Rozmaitości, a następnie w latach 1962–1966 był członkiem zespołu Teatru Starego. Współpracował tam m.in. z reżyserami Konradem Swinarskim i Jerzym Jarockim. W kierowanym przez siebie Teatrze Ludowym wyreżyserował m.in. spektakl "Nasza patetyczna", będący doraźnym głosem w sprawie polityki socjalistycznego państwa[5].

Śpiewającego Filipskiego usłyszeć można w m.in. filmie "Potem nastąpi cisza" (1965, reż. Janusz Morgenstern), lub dokumentalnym "Że dni nasze wiosenne", gdzie wykonuje piosenkę z tekstem wiersza Jurgowska karczma skamandryty Jerzego Lieberta. W latach pracy w krakowskich teatrach udzielał się również w przedsięwzięciach kabaretowych.

Według jego własnych słów, nie skorzystał z zaproszeń do współpracy kierowanych do niego przez Tadeusza Kantora, Józefa Szajnę i Jerzego Grotowskiego.

Emigracja wewnętrzna

Porażka Zamachu stanu i problemy aktora ze zrealizowaniem kolejnych projektów spowodowały jego decyzję o "emigracji wewnętrznej" i porzuceniu zawodu. Filipski, przez całe życie chętnie zabierający głos w sprawach publicznych, bardzo aktywny w środowisku politycznym po stronie rządzącej partii, zamilkł zupełnie i wycofał się z bieżącej działalności aktorskiej na początku burzliwej w Polsce dekady lat 80. XX wieku.

Prowadził stadninę koni na Zamojszczyźnie, mieszkał z dala od zgiełku miast i "wielkiego świata" w Białowieży. Owocem jego przemyśleń z tego okresu jest powieść Mzehomo (wyd. 1997), opowieść o człowieku i ziemi, jak sam o niej mówi[8], nazwana w jednej z recenzji utopią ewangeliczną. Dopiero po kilkunastu latach raz dał się namówić na występ w filmie Lazarus (1993, reż. Waldemar Dziki), o chłopcu, który z koszmaru wojny trafia do zastępczej rodziny, która też go nie kocha (grał "dziadka" bohatera). Konsekwentnie jednak odrzucał inne propozycje.

Swoją decyzję o wycofaniu się z zawodu ocenia negatywnie. W jednym z wywiadów powiedział krótko o tej decyzji:

Żałuję! Dzisiaj, po przemyśleniach i analizie – żałuję!

(Rozmowa z Ryszardem Filipskim, Trybuna, 23 maja 2003.)

Na dobre powrócił do aktorstwa w 2003 roku, gdy na ekranach telewizorów pojawił się serial TVP Zaginiona w reżyserii jego dobrego znajomego z łódzkiej szkoły filmowej Andrzeja Kostenki. Filipski zagrał posępnego policjanta, starego wygę, który w duecie z młodym komisarzem (w tej roli Andrzej Chyra) poszukuje tytułowej zaginionej – maturzystki Uli. Jak sam mówił w wywiadzie prasowym, zdecydował się zagrać, bo serial ten był inteligentnym komentarzem do dzisiejszych czasów, w których ludzie porzucają wartości, by ścigać się za pieniędzmi[8].

W tym samym roku w Starej baśni Jerzego Hoffmana zagrał Wisza, ojca głównej bohaterki, starszego piastowskiej wsi. Od tego momentu można mówić o powrocie Filipskiego na ekrany kin i telewizorów. Jesienią 2004 roku telewizja TVN rozpoczęła nadawanie serialu policyjnego Kryminalni, w którym Ryszard Filipski gra rolę doświadczonego komisarza Grodzkiego. Wiosną 2005 roku na ekrany kin wszedł film Pitbull (reż. Patryk Vega), życzliwie przyjęta przez krytykę opowieść o pracy policjantów z wydziału zabójstw. Tu Filipski zagrał Wora, "sędziego" ormiańskiej mafii w Polsce. W 2004 roku zrealizował serial dokumentalny, którego głównym bohaterem jest dominikanin o. Mieczysław Albert Krąpiec, filozof (film emitowany był w katolickiej telewizji Trwam).

[link widoczny dla zalogowanych]

.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia 25 Sty 2009 16:27, w całości zmieniany 3 razy
Zobacz profil autora
PostWysłany: 25 Sty 2009 13:17
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





Ryszard Filipski
____________________________________________________

ŻADNYCH WSPOMNIEŃ




Rolą Wisza w "Starej baśni" Jerzego Hoffmana przerywa aktorskie milczenie Ryszard Filipski - aktor, wokół którego narosło wiele mitów. Dlaczego przed dwudziestoma laty zrezygnował Pan z uprawiania zawodu?

- Przed przeszło dwudziestu laty marzyłem o zrobieniu filmu o Janie Piwniku - "Ponurym". Przymierzaliśmy się do tego z dr. Cezarym Chlebowskim, niestety, w miarę upływu czasu szanse na realizację zmalały do zera. Chciałem również zrobić osiemnastoodcinkowy serial o profesorach Uniwersytetu Jagiellońskiego i Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, których Niemcy wywieźli jesienią 1939 roku do Sachsenhausen i wielu zamordowali. Ówczesny prezes telewizji uznał, że życiorysy i martyrologia polskich uczonych nie są dobrymi wzorami i potrzebnymi przykładami bohaterstwa na przyszłość. W pewnym sensie miał słuszność, bo gdy się popatrzy na dzisiejszy repertuar teatrów z ich błahymi komedyjkami, a przede wszystkim na telewizyjny repertuar filmów prezentujących głównie seryjnych morderców, zdziczałe baby i niedorozwinięte dzieci, łatwo zrozumieć, że ludzie tworzący nowe czasy w kulturze mieli zupełnie inne plany na przyszłość. Na początku lat 80. zrealizowałem pięć filmów telewizyjnych pod wspólnym tytułem: "Kto ty jesteś" - filmy te do dziś leżą na półkach. Mój "Zamach stanu" ukazał się w TVP tylko raz w ciągu dwudziestu paru lat, a i to dopiero po moim liście do ówczesnego premiera Wojciecha Jaruzelskiego. Z tych powodów - a także z własnej, prywatnej, ale prawidłowej analizy nadchodzących czasów niosących bezmyślność, krótkowzroczność, komercjalizm, banalizm i bezguście w sztuce - moją działalność na niwie kultury polskiej uznałem w przyszłości za niepotrzebną i bezcelową.

Podziela Pan pogląd, że życie Ryszarda Filipskiego zdeterminowała polityka?

Nie. Nigdy nie piastowałem żadnych funkcji politycznych czy partyjnych, nie miałem żadnego wpływu na tok życia politycznego, nie brałem też udziału w wydarzeniach 1956, 1968, 1970, 1976, 1980 i 1989 roku, więc polityka nie mogła dominować w moim życiu. Szczerze mówiąc, unikałem wdawania się w polityczne awantury - zawsze przecież wywoływane i programowane przez kogoś, na czyjeś polecenie, i dla korzyści konkretnej, choć nie zawsze widocznej grupy osób. Moje życie i twórczość były zdominowane patriotyzmem wyniesionym z domu i ukształtowanym w Liceum oo. Pijarów w Krakowie, do którego uczęszczałem w okresie stalinowskim.

Mówi się, że to Mieczysław Moczar stanowił trampolinę dla Pańskiej kariery. Czy to prawda?

Nie znałem osobiście Mieczysława Moczara, czy jak on tam naprawdę się nazywał. Nigdy nie zamieniłem z tym człowiekiem nawet pół słowa. Zagłębiając się pamięcią w tamte czasy, sądzę, że Mieczysław Moczar mógł być trampoliną tylko do własnej kariery, trampoliną jednak niezbyt sprężystą i giętką, skoro wyniosła go tak nisko, jak sądzę - nieadekwatnie do jego marzeń i planów.

Przez kilkadziesiąt lat należał pan do PZPR. Nie wstyd Panu?

Absolutnie nie! Polska Ludowa do roku 1956 i Polska Ludowa po roku 1956 - to dwie różne Polski Ludowe. Do partii zapisałem się w latach 60., uznałem, że jeśli mam wykorzystać darowane mi przez Boga talenty, muszę być w rządzącej partii, a nie jakiejś przyległej do niej atrapie. Dziś mogę powiedzieć, że nie byłoby "Hubala", gdyby nie moja obecność w PZPR. Może mi pan wierzyć lub nie...

Na Pańską karierę i osobę rzuca cień Stowarzyszenie "Grunwald", którego Pan był współzałożycielem i członkiem...

Nie należałem i nie zakładałem "Grunwaldu". Nawet nie wiem, pod jakim adresem mieściło się to Stowarzyszenie. Znałem i do dziś znam kilku bardzo przyzwoitych i szlachetnych ludzi, którzy do niego należeli. Ale w tamtym czasie mówiono pokrętnie również i o tym, że "Grunwald" jest siedliskiem wszelkiej maści wywiadów, że został założony na zlecenie kogoś wysoko postawionego w MSW. Nie wiem, czy to prawda czy nie. Nie zajmowałem się studiowaniem "Grunwaldu" i życiorysów jego członków. Nie interesowało mnie to. Mimo wielokrotnych odwołań w prasie, w dalszym ciągu, przy różnych okazjach, łatę grunwaldzką przypina mi się nadal. Myślę, że pora na wyjaśnienie. Z Bohdanem Porębą zrobiliśmy jeden film - dzięki mojej roli udany! Nigdy z nim nie podejmowaliśmy żadnych innych wspólnych działań o charakterze artystycznym, politycznym, patriotycznym czy jakimkolwiek innym. Owszem, łączyła nas towarzyska zażyłość, nawet go lubiłem, bo żal mi było tego człowieka, który przez tyle lat musi nosić na karku tak ograniczony umysł. Mówię o tym w ten sposób, ponieważ pan Poręba w prasie polskiej, a nawet zagranicznej, nieupoważniony przeze mnie, wywnętrza się na temat mojego życia, mojego bytowego niedostatku. Zachowując się podle, pan Poręba zwolnił mnie z lojalności w stosunku do siebie. Czas, by odlepił się od mojego starego okrętu. Może po tym, co powiedziałem, zamilkną głosy o mojej przynależności do "Grunwaldu".
Dużo złego w tej sprawie robią dziennikarze w rodzaju Rafała Smoczyńskiego, który połączył mnie nieuczciwie w jednym artykule z Porębą. Nieuczciwie, bo go uprzedzałem, żeby mnie z nim nie łączyć.

Za poglądy polityczne środowisko filmowe w latach 70. rzuciło na Pana anatemę. Jej czas chyba minął, skoro powraca Pan teraz do aktorstwa rolami w serialu Andrzeja Kostenki: "Zaginiona" oraz w przygotowanej przez Jerzego Hoffmana "Starej baśni".

To jakieś nieporozumienie. W latach 70. prowadzących i znaczących ról w polskich filmach zagrałem w sumie dwanaście, w tym Hubala, Grota-Roweckiego i wachmistrza Sorokę. W tych latach byłem również - chociaż krótko - szefem Zespołu Filmowego "Kraków" i zastępcą Czesława Petelskiego w "Iluzjonie". Wygadywano na mnie różne bzdury, głównie wynikające z fałszywych mniemań i pobożnych życzeń w dziedzinie polityki. Byli ludzie, którzy mnie nie lubili, ale ja też kilku do dziś nie lubię i co z tego?

Nie wiem, kogo ma pan na myśli? Wajdę?

Nie lubię go, bo za komuny trząsł kinematografią, a dziś zabiera młodym reżyserom wszystkie pieniądze. Może on ciskał klątwami? Do mnie w każdym razie nie dolatywały.

Słyszałem, że w latach przygody hippicznej na Zamojszczyźnie miał Pan oferty filmowe. Jakie?

Raz zadzwonił do mnie jakiś asystent z propozycją zagrania nic nie znaczącego epizodu. Spławiłem go. Pierwszą sensowną propozycją była rola starego Polaka na obczyźnie w "Lazarusie" Waldemara Dzikiego. Skorzystałem z niej.

Ile prawdy jest w pogłosce, że powrót do wyuczonego fachu wymusiła na Panu bieda?

O czym chce pan wiedzieć? Jak się bierze "na krechę" chleb w sklepiku? Po co to panu i pańskim czytelnikom? Wie pan, ilu jest ludzi, którzy chcieliby kupić pańską gazetę, a nie kupią jej, bo wolą kupić mleko dla dziecka? Aktorom najlepiej dziś płacą za grę w telenowelach i reklamie.

Jaki Pan ma stosunek do tych przedsięwzięć?

Nawet telenowela mogłaby być dziełem sztuki. "Noce i dnie" były dziełem dużego formatu, a przecież to także telenowela. "Zaginiona" Kostenki, która wejdzie na ekrany w przyszłym roku, jest serialem o czymś, o dzisiejszym czasie, o dzisiejszej rodzinie goniącej za pieniędzmi. Telewizyjne telemele duperele pokazywane ludziom kawałek po kawałku w odcinkach są zawsze tą samą opowieścią o małpim gaju, w którym zabawne i mało zabawne małpy człekokształtne robią miny. Zawsze te same, tylko oglądane z różnych punktów widzenia.

Jak Ryszard Filipski czuje się w III Rzeczypospolitej?

Źle! Bardzo źle! Mieszkam w Ursusie. Zdarza mi się czasem po południu przejść przez środek zabudowań fabrycznych. Pusto. Powybijane okna, śmieci rozwiewa wiatr. W domach, w których mieszkali ludzie, widać przez okna jasne ślady na ścianach - po rodzinnych fotografiach. Tu była przyzakładowa szkoła, tu przedszkole, żłobek, klub, kino. Pracowali ludzie, na placach stały tysiące kolorowych ciągników. A jak dziś wygląda cała Polska? Ale cóż? Żyjemy podobno w wolnej Polsce. Każdy może stanąć w kolejce przed biurem pośrednictwa pracy i krzyczeć, że kolejne rządy, kolejnych premierów, prezydentów mamy do dupy! Wolna Polska? Raczej zniewolona ekonomicznie! Jeszcze tylko opieczętujemy to zniewolenie pieczęcią Wspólnej Europy i będziemy mogli uwolnieni od pracy i płacy siedzieć sobie pod kościołem, wyciągając pusty kapelusz. Zawsze pozostaje nadzieja, że będzie przechodził ktoś z rządu i nas zauważy.

Którym ugrupowaniom politycznym Pan kibicuje?

Żadnemu. Już żadnemu...

Podobno pracuje Pan nad wspomnieniami?

Nie, proszę pana. Napisałem i wydano mi "Mzehomo", sporą powieść o człowieku i ziemi. Z dawnych czasów nie zachowałem żadnych pamiątek - nagród, orderów, recenzji. Wszystko wywaliłem na śmietnik. Nie chcę tych wspomnień. Moja nowa wojna o życie, życie w zgodzie z Bogiem i własnym sumieniem zaczęła się 2 września 1996 r. i trwa do dziś. Nie chcę tego szerzej wyjaśniać, bo to zbyt osobiste i zbyt prawdziwe...

Nadal ubiera się Pan po "wojskowemu"?

Ubieram się w ciuchlandach, a tam na wieszakach nie ma mundurów.

Życie Warszawy
11 października 2002



[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia 25 Sty 2009 13:18, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
ZAPOMNIANY GENIUSZ FILMU POLSKIEGO
Forum Strona Główna -> GIGANCI FILMU
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin