Forum Strona Główna -> ENCYKLOPEDIA WIEDZY WSZELAKIEJ -> Potęga SŁOWA
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
Potęga SŁOWA
PostWysłany: 24 Sty 2009 13:20
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





      POTĘGA SŁOWA

      Albert Camus - „Dżuma”





    „Tak - powiedział - To niemal niewiarygodne. Ale zdaje się, że to dżuma.”

    „DŻUMA”; Albert Camus




W naszym, ludzkim świecie, rzeczy nienazwane nie istnieją. Dopiero nadanie im miana powoduje, że coś (lub ktoś) „staje się”. Kim jest taki „N.N”? Nikim - jakimś potwornym Nomen Nescio, człowiekiem bezimiennym, nienazwanym. Nemo, czyli - nikt.

A to nieznane, dopiero odkryte stworzenie w głębinie? Krab? O, nie! Czyż może istnieć krab, któremu nie nadano imienia a tym samym - nie zakwalifikowano do odpowiedniej gałęzi drzewa wszelkiego żywota?

„Ale zdaje się, że to dżuma”- mówi głośno doktor Rieux w odpowiedzi na pytanie doktora Castel. I w tej jednej, straszliwej chwili coś nieznanego, nieokreślonego więc przerażającego, nabiera namacalnych wymiarów i kształt ostateczny: oto Ona, zaraza o straszliwym imieniu Dżuma; jeden z czterech Jeźdźców Apokalipsy, posłaniec zapowiedzianej od Boga Śmierci. Śmierci wszechobecnej i nieuchronnej w swojej najczystszej, wysublimowanej postaci.

Nim Rieux wypowie te nieodwracalne słowa, jakby magicznym zaklęciem otwierał puszkę Pandory, życie codzienne w Oranie, tam, na północno-afrykańskich rubieżach kolonialnej Francji toczy się według pisanych i niepisanych zasad, utartymi od tysiącleci szlakami gnuśnej i przyjaznej codzienności.

Jest oczywiste, że owa przyjazność codzienności jest sporadycznie zakłócana zgonami z przyczyn równie „przyjaznych”, bo znanych, jak nieuleczalne choroby, starcze zwyrodnienia, cicha Śmierć niemowląt a tylko wyjątkowo - nieszczęśliwe wypadki czy samobójstwa; lecz to wszystko mieści się w „normalnej” krzywej statystycznej zgonów, których ilość zawsze można było przewidzieć z dużą dozą prawdopodobieństwa dla „roku obrachunkowego”. Ale doktor Rieux głośno mówi: „To dżuma” i te słowa zmieniają wszystko; dla nikogo nie ma już odwrotu, nie ma żadnej bocznej furtki; dokonało się! Consummatum est!* I od teraz będzie już tylko coraz to więcej męki i więcej zapomnienia, jakbyśmy powiedzieli parafrazując tytuł powieści Osvaldo Soriano.

Teraz, kiedy „dokonało się”, Czytelnik może zapalić papierosa i wertując książkę Camusa zastanowić się, czy tak jest w istocie; czy słowo ma siłę sprawczą.

Księga Rodzaju podaje:

    "A gdy tak się stało, Bóg nazwał tę suchą powierzchnię ziemią...”.


Jak widać, nawet Bóg nazwał to, co stworzone a nienazwane, by zaistniało. Widać inaczej nie można.

Głośne: „To dżuma” zmienia wszystko; jak gumką wyciera przyjazność błogosławionej śmierci codziennej, ścierając jednocześnie wszelkie dotychczasowe statystyczne krzywe, dane, liczby. I otwiera się przepastna głębia potworności cierpień, do tej pory zarezerwowana wyłącznie dla absolutnie nieuleczalnie chorych na raka. Jest przy tym niezmierne ważne dostrzec, że oto, w Oranie, Śmierć nie jest reprezentowana przez niewiastę o trupiej twarzy z kosą na piszczeli ramienia i w opończy z kapturem, do jakiej nawykliśmy dzięki Mistrzom średniowiecza, budowniczym katedr, ludwisarzom odlewającym cherubiny, pracowitym kamieniarzom wykuwającym Anioły Błogosławionej Śmierci, nie. Ta Śmierć, orańska, przybiera postać zdychających na naszych oczach w krwotocznych drgawkach kanalizacyjnych szczurów i skręconych w agonii, wyjących z bólu i przerażenia umiłowanych żon, mężów, dzieci, kochanków i sąsiadów. Śmierć już nie stoi ante portas*, już jest pośród uliczek, pustoszy miasto od wewnątrz; szarpie pachwiny, rozrywa płuca i nerki. Od tej chwili nikt nie jest zdrowy, bo Dżuma czyha wszędzie a zapyziałe miasto kolonialne Oran, to jedno przepastne, nienasycone mortuarium.

W obliczu zagrożenia, człowiek podejmuje wysiłek walki a ludzkie stado dzieli się na dowódców i żołnierzy; nie można inaczej - żeby przetrwać, trzeba stawić zorganizowany opór. Ale już nie ma podziału na dowódców-lekarzy i żołnierzy-chorych; wszyscy są chorzy po równo, bowiem - jak głosi napis na zegarze ratuszowym w Lipsku - mors certa, hora - incerta*. W Oranie wszyscy są pacjentami bardzo cierpliwymi*

Marsze szczurów zdychających w krwawych konwulsjach ustają, bo Śmierć wypaliła naszych Braci Mniejszych powołując ich do szczurzego Raju; teraz puka od domu do domu, powołując Ludzi. Wszystkie drzwi są naznaczone bo w Oranie, od momentu w którym Rieux dżumę nazwał głośno Dżumą, wszyscy stali się Pierworodnymi przed obliczem Pana.

Chory Oran zionie pustką. Oczywiście, nadal jest pełen jeszcze zdrowych, jeszcze żywych ludzi; jeżdżą autobusy i tramwaje, piekarze wypiekają chleby, kawiarnie serwują wina i homary a dziwki ciągle prowadzają klientów do nędznych klitek „na pięterkach”. Ale Oran zionie pustką duchową, bowiem zniknęła pewność jutra; nikt nie może powiedzieć, że jutra dożyje więc każdy jest a priori potencjalnym zmarłym. Właśnie w tym sensie miasto jest opustoszałe; ludzie rozmawiają półgłosem albo, po prostu, milczą. Przy łożu konającego mówi się szeptem lub milczy a w domu powieszonego nie mówi się o sznurze. W Oranie nad każdą szyją zwisa sznur. Lina. Splot zdarzeń, który wszystkich ulokował pewnej godziny, pewnego dnia i tygodnia, pewnego roku w mieście, gdzie Śmierć spersonifikowana została jednym wymówionym słowem. Kiedy zatrzaśnięto bramy, gdy obstawiono Oran tyralierą żołnierzy gotowych strzelać do każdego, kto zechce opuścić zadżumione miasto, wtedy, zamknięci wewnątrz zdrowi pojęli, że są zostali skazani podwójnie.

Więc dla nich, dla osaczonych od środka i z zewnątrz nic już nie jest jak było. I nigdy nic już nie będzie, jak było, bo każda Śmierć nazwana, jak nielitościwy poborca, egzekwuje podatek „w imieniu i nazwisku”. W życiu. Pustoszeją kuchnie, sypialnie, łóżka; kawiarniane stoliki tracą stałych bywalców, dziwki - alfonsów, alfonsi - zatrudnienie a tramwaje i autobusy - pasażerów. Nawet koty nie znajdują swych odwiecznych ofiar, bo nic nie jest tak, jak było a to, co będzie, będzie zupełnie inne…

Ci, którzy zachorowali, nie mają nawet czasu zapytać dlaczego to ich spotyka, bowiem umierają prawie natychmiast w kałużach wymiocin, ropy, krwi i potu zaś ci, którzy jeszcze nie czują śmiercionośnego muśnięcia pytają w trwodze: „Kiedy ja?” A czasem, oczywiście:
- A jeśli ja, to dlaczego, dobry Boże? Dlaczego ja?

Można snuć wielowątkowe rozważania nad Boskimi intencjami, lecz będą to tylko jałowe rozważania prostaczków, żeby nie powiedzieć – głupków, albowiem Bóg nie ma z tym nic wspólnego. Bóg nie sprowadza zarazy by wypaliła grzeszników; by poprzez Śmierć dokonać katharsis ludzkości, która grzesząc na Śmierć zasłużyła po stokroć. Nie. Bóg umył ręce od naszych uczynków, miłych czy nie-miłych, dając nam Dekalog i wolną wolę. Bóg patrzy, jak zachowamy się w chwili próby i nasłuchuje naszych myśli; rozumiemy czy - nie rozumiemy, że nie On, lecz właśnie my jesteśmy jedyną przyczyną i jedyną siłą i sprawczą, i motoryczną zarazy?

Przecież gdyby Rieux nie wypowiedział słowa „dżuma”, gdyby jakiegoś kraba nie nazwano krabem „takim-to-a-takim”; gdyby Boga nie nazwano Bogiem - śmierć tysięcy szczurów i ludzi nie zaistniałaby, ot - więcej zgonów, zatem starczyłoby podnieść krzywą statystyczną i uznać nową wartość średniej za „normę”! Wszak jeśli większość populacji będzie karłowata i chora na syfilis, to syfilityczna karłowatość stanie się nie tylko normą ale i objawem krzepkiego zdrowia.

„Dżuma” nie posiada bohatera. Żeby zaistniał bohater, autor musi powołać do istnienia anty-bohatera a tego Camus nie uczynił. Dlaczego? I Camus, i doktor Rieux są fatalistami i właśnie ten fatalizm nakazuje uczynić pisarzowi z Rieuxa nie tyle pierwszoplanowego bohatera, ile Uczestnika.

Rieux jest lekarzem i człowiekiem mądrym; on nie walczy z zarazą jako taką, znając jej potęgę i swoją małość; może tylko łagodzić jej skutki, niosąc ulgę cierpiącym przez nacinanie dymienic i dodawanie otuchy żywym i jeszcze zdrowym słowami pociechy, jak duchowy przewodnik. Jak filozof, rozumiejący bezsiłę człowieka w zderzeniu z wyrokami Boskimi; fatum, ananke czy jak tam sobie chcemy nazwać to, co wypala Oran.

Jak wspomniałem, fatalizm czyni z Rieux nie bohatera lecz Uczestnika; on nie walczy z dżumą ponieważ wie, że c’est la vie*; a c’est la vie zawiera prawdę prawd ostatecznych. To odpowiedź na odwieczne, dręczące ludzkość pytanie: dlaczego? To cena, jaką przyszło zapłacić nam, ludziom za jabłko, zjedzone w Raju przez Adama i Ewę.

W „Dżumie” to nie Bóg jest Bogiem ponad Oranem; Bogiem jest Camus; to on rozdziela karty życia i śmierci, decydując kto ma umrzeć a kto przetrwa. I nie zarazki, moszczące się w rynsztokach i sypialniach Oranu zabijają, tylko Albert Camus-pisarz, Camus -Bóg. Dlatego jego powieść nie ma (podobnie, jak ludzkość), jednego bohatera. Owszem, Rieux jest postacią pierwszoplanową, ale także Tarrou, dziennikarz, doktor Castel, niedoszły samobójca Cottard i ów kosteryczny staruszek plujący na koty. Więc Rieux nie jest bohaterem zdarzeń w czas zarazy, tylko ich pierwszoplanową figurą; prawdopodobnie dlatego, że Camus-autor, Camus-człowiek go polubił.

Kiedyś, w jakiejś nieznanej, odległej przeszłości, inny Rieux, w innych okolicznościach i towarzystwie, głośno raz pierwszy wypowiedział sprawcze słowo „Bóg” i wówczas także - Dokonało się! Consummatum est!

Magiczna siła Słowa objawiła ludzkości Moc, która nie powoduje trzęsień ziemi, nie decyduje o naszych świętościach ni zboczeniach; nie zarządza gradem, powodziami, wojnami, pandemiami ani tym, która córek ludzkich zostanie zbrukana a który syn człowieczy - świętym. Moc, będąc Słowem, jest wszystkim: nami i całym naszym Wszechświatem z jego hekatombami szczurzych i ludzkich ofiar zdychających w ów czas orańskiej zarazy. Dlaczego? C’est la vie.


---------------------------------------------------------------------------
*Ante Portas (łac.): u bram.
*Pacjentami cierpliwymi: gra słów; pacjent z łac. patientia - cierpliwość.
*Mors certa, hora incerta (łac.): Śmierć (jest) pewna, (jej) godzina niepewna.
* C’est la vie (fr.); To (takie jest) życie.
* Consummatum est (łac.) – Dokonało się

Plez


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Potęga SŁOWA
Forum Strona Główna -> ENCYKLOPEDIA WIEDZY WSZELAKIEJ
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin