Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
Forum Strona Główna -> ENCYKLOPEDIA WIEDZY WSZELAKIEJ -> Alternatywa dla striptizerki
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
Alternatywa dla striptizerki
PostWysłany: 28 Sty 2009 14:18
Administrator
ADMIN

 
Dołączył: 28 Maj 2005
Posty: 6577
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk





Alternatywa dla striptizerki

Rozmowa z Umberto Eco


Rozmawiał Jarosław Mikołajewski

2004-06-01

Mówi Umberto Eco: - Mogę powiedzieć pod słowem honoru, że trzy godziny przed tym, jak zacząłem pisać "Imię róży", nie myślałem w ogóle, że kiedykolwiek napiszę powieść

Jarosław Mikołajewski: Kiedy pod koniec lat siedemdziesiątych zaczął Pan pracę nad "Imieniem róży", Eco to już było nazwisko. Był Pan szanowanym naukowcem, światowym autorytetem w dziedzinie semiotyki, estetyki, środków przekazu... Dlaczego zaczął Pan pisać powieści?

Umberto Eco: Mam tylko jedną odpowiedź: kiedy napisałem "Imię róży", miałem 48 lat, opublikowałem ponad 10 książek tłumaczonych na wiele języków, miałem katedrę uniwersytecką, nie chciałem zostać ani premierem, ani rektorem i nie wiedziałem, co jeszcze mogę robić. W tym wieku człowiek na ogół ucieka z tancerką albo ze striptizerką, a ja uznałem, że lepiej będzie napisać powieść. Striptizerka w ciągu tych 20 lat pewnie już dawno by mnie rzuciła, a powieści wciąż dotrzymują mi towarzystwa.

Nie było poważniejszych powodów?

- Był - zawsze lubiłem opowiadać. Odnalazłem moje zapiski z czasów, kiedy miałem 10 lat. Już wtedy tworzyłem powieści, niektóre bardzo podobne do tych, które piszę obecnie, choć odrobinę bardziej naiwne. Potem, na uniwersytecie, ważniejsze wydawało mi się prowadzenie badań naukowych. Zauważyłem jednak, że we wszystkich moich książkach, także w tak zwanych poważnych rozprawach, zawsze istnieje jakaś opowieść - nie podaję w nich wyłącznie rozwiązań, lecz opowiadam historię moich dociekań. I widocznie dotarłem do momentu, w którym ta narracyjna skłonność wyszła na powierzchnię, bo forma powieści sama mi się narzuciła.

A więc "Imię róży" nie było spełnieniem jakiegoś przemyślanego pisarskiego planu?

- Absolutnie nie. Nie myślałem o literaturze. Na pierwszych latach studiów chciałem być dziennikarzem. Nie miałem jednak zielonego pojęcia, na czym polega ta praca. Kiedyś z kolegami zgłosiłem się do niewielkiej turyńskiej gazety. „Najpierw popracujecie za darmo jako reporterzy w więziennym szpitalu - powiedziano nam - spędzicie w nim kilka nocy i opiszecie, co się wydarzyło”. Szybko zrozumiałem, że nie mam ochoty na dziennikarstwo. Jeden z moich starszych kolegów powiedział wtedy: „Nie musisz zostać dziennikarzem. Zostań naukowcem, profesorem, i zobaczysz, że kiedy będziesz miał 40 lat, » Il Corriere della Sera «samo zaproponuje ci napisanie artykułu na pierwszą stronę, a temat sam sobie wybierzesz”. Miał rację... Kiedy kończyłem uniwersytet, nie zamierzałem jednak poświęcić się wyłącznie nauce. Pracowałem w telewizji w redakcji programów kulturalnych, potem przez jakiś czas w jednym z wydawnictw. Potem stopniowo coraz bardziej oddawałem się pracy uniwersyteckiej i badawczej. Przez myśl mi nawet nie przeszło, że kiedyś napiszę powieść.

Jak więc do tego doszło?

- Pomysł "Imienia róży" zrodził się całkiem przypadkowo. Przyszła do mnie znajoma, która redagowała w jednej z gazet dodatek kulturalny, i powiedziała: "Chcemy wydać całą serię krótkich opowiadań kryminalnych napisanych przez osoby, które nie są powieściopisarzami, na przykład przez socjologów czy filozofów. Czy napiszesz coś dla nas?". Odpowiedziałem, że nigdy nie miałem ochoty na literaturę, a poza tym nie mam talentu do dialogów. Dla śmiechu powiedziałem jej również, że gdybym miał napisać opowiadanie kryminalne, jego akcja rozgrywałaby się na pewno w średniowiecznym klasztorze, a sama książka miałaby co najmniej 500 stron.

Ale kiedy tylko wróciłem do domu, proszę mi wierzyć, natychmiast zacząłem sporządzać listę imion zakonników. A więc mogę powiedzieć pod słowem honoru, że nawet nie poprzedniego dnia, lecz trzy godziny wcześniej nie myślałem, że kiedykolwiek napiszę powieść. Możliwe, że chodziła mi po żołądku, a ja sobie z tego nie zdawałem sprawy, lecz to już inna sprawa.

Czy "Imieniem róży" nie sprzeniewierzył się Pan przypadkiem samemu sobie?

- A tak dokładnie to czemu?

W latach sześćdziesiątych brał Pan aktywny udział w dyskusjach awangardy, czy - jak sami się nazwaliście - neoawangardy. Grupa 63, której był Pan członkiem, prowadziła polemikę z tradycyjną powieścią na rzecz powieści eksperymentalnej. A "Imię róży" to przecież powieść tradycyjna...

- Pamiętam tamte polemiki, ale pamiętam także i to, że od 1965 roku byłem przekonany - i głośno o tym mówiłem - że w chwili, gdy sztuka osiągnęła już poziom białego płótna, musi wejść na drogę ironicznej reinterpretacji. To samo dotyczyło powieściopisarstwa. W tych latach zaczęli pojawiać się powieściopisarze południowoamerykańscy, tacy jak Gabriel Garcia Marquez. To ich książki prawdopodobnie ośmieliły mnie do tego, by samemu snuć opowieści - nie tak, jak się to robiło kiedyś, ale znajdując smak w ironicznym traktowaniu tradycyjnych form.

Czyli w postmodernizmie?

- Niektórzy nazywają to postmodernizmem, ale ja sam nie lubię tego określenia. Nigdy tak naprawdę nie zrozumiałem, co oznacza słowo postmodernizm. Jest to rzeczownik prawie obraźliwy, bo znajduje zastosowanie w każdej sytuacji.

Ukończył Pan pisanie "Imienia róży" 5 stycznia, czyli w swoje urodziny - czy to był przypadek?

- Owszem, lecz tylko do pewnego stopnia. Materiały do każdej mojej książki zbierałem zawsze przez cały rok, ale pracowałem nad nimi tylko w czasie wolnym od obowiązków zawodowych - latem albo w miesiącach zimowych, a także w czasie Wielkanocy, w moim domu na wsi. "Imię róży" udało mi się zamknąć w czasie ferii noworocznych, właśnie w dniu moich urodzin. I stało się to dla mnie czymś w rodzaju przesądu - również pozostałe powieści kończyłem 5 stycznia. Kiedy na przykład w listopadzie wydawało mi się, że powieść już prawie skończyłem, czekałem na odpowiedni moment, by ostatnie zdanie móc napisać właśnie 5 stycznia. A jeśli nie udawało mi się jej skończyć dokładnie tego dnia, jak w przypadku "Wahadła Foucaulta", wówczas czekałem cały rok. Tylko z "Baudolinem" było inaczej - napisałem go na urodziny wnuka.

za: [link widoczny dla zalogowanych]

.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Alternatywa dla striptizerki
Forum Strona Główna -> ENCYKLOPEDIA WIEDZY WSZELAKIEJ
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin