Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
Forum Strona Główna -> BLOG WOJTKA JANKOWSKIEGO JACOBA -> Opowieść bukowego wzgórka
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
Opowieść bukowego wzgórka
PostWysłany: 30 Sty 2009 2:32
Gość

 





Opowieść bukowego wzgórka
 
Ludziom, Drzewom i Bogom
 
Słońce spalało lasy i łąki, zdawało się to nie mieć końca. Trawy wyschły i zrudziały, drzewa traciły liście. Zwierzęta i ptaki schroniły się w głębinach puszczy, gdzie w zarośniętych jarach sączyły się jeszcze źródełka. W Dolinie, ponad korytem zamarłej rzeczki, stało kilka chat. Pociemniałe bale z oczodołami okien i niesfornymi, słomianymi strzechami. I ani żywej duszy.
 
Mieszkańcy Doliny zebrali się na Bukowym Wzgórku. Kilku mężczyzn. kilkanaście kobiet, trójeczka niemowląt w przewieszonych przez kobiece szyje chustach. Gromadka podlotków i dzieci. Wszyscy półnadzy, spoceni, znękani nieznośnym, upałem. Obok, w cieniu drzew, stały dwie wychudzone szkapy, zaprzęgnięte do drabiniastego wozu. Niemrawymi ruchami oganiały się od gzów. Parę wilkowatych psów dyszało z wywieszonymi jęzorami.
 
A ludzie stali nieruchomo, skupieni wokół Tego, Który Widzi Cztery Strony. Posąg, wyrzeźbiony w cześniowym pniu, przewyższał mężczyzn o dwie głowy. Słoje i sęki drewna wtapiały się w rysy Czterech Twarzy Boga. Światowid patrzył ponad głowami ludzi. Widział dalej, więcej i cztery strony jednocześnie. Dlatego Mu ufali. Dlatego i teraz przyszli do Niego. Po raz ostatni. Pożegnać się przed drogą w nieznane.
 
Przemówił Najstarszy. Siwy, długowłosy Starzec, odziany w sięgającą kolan, konopną koszulę.
 
- Ty, Który widzisz tak wiele... Spójrz na nas. Twoje dzieci odchodzą. Zostawiają domy i odchodzą. Zostawiają Dolinę, lasy, góry. Zostawiają Ciebie i odchodzą. Nie mamy co jeść. Wyschła rzeka, umierają źródła. Od czterech Księżyców nie padają deszcze. Bogowie i Duchy nie słuchają naszych próśb. Ty patrzysz w cztery strony. Ale ogień płynie z nieba i pali, co na dole. Zjedliśmy zwierzęta. Polowania nie udają się. Co zasiane, nie wzeszło. Twoje dzieci odchodzą. Ja zostaję. Mój płomyk dogasa. Przy Tobie złożę swe kości.
 
U stóp Światowida stała kamienna misa z tlącym się żarem, obok leżały pęki ziół. Starzec ukląkł. Nucąc cicho, kruszył zioła i wrzucał je szczyptami do misy. Pozwolił, by obmyły go wonne, niebieskawe smugi. A potem obiema dłońmi ujął kadzielnicę i wstał. Zbliżył się do tych, którzy stali przed Obliczem Poranka. Śpiewał bez słów, z zamkniętymi ustami, przejmującą, znaną wszystkim melodię. Głowy pochylały się, dłonie zbierały pasma Dymu, dotykały serc, gardeł i twarzy. Skupione dzieci, poważni i smutni dorośli. Ci, których obmył Dym, dołączali swe głosy do Pieśni. Najstarszy kroczył powoli, jak Słońce. Minął Oblicze Dnia, potem Wieczoru. Gdy stanął przed obliczem Nocy, śpiewali już wszyscy. I tam złożył kadzielnicę. Przed Obliczem Widzącym w Ciemności. Jego Mocy najbardziej potrzebować będą ludzie, aby kiedyś doczekać Poranka.
 
Starzec dorzucił jeszcze trochę ziół. W objęciach Dymu Światowid rozmywał się i wyłaniał. Falował z Pieśnią i sercami ludzi. Potęga przepełniała ciała, umysły i cały świat. Ale przyszedł czas, że uleciał Dym i zamilkła Pieśń. Najstarszy przemówił raz jeszcze.
 
- Twoje dzieci są czyste. Ich serca są jasne, ich mowa prawdziwa, ich ciała zdrowe. Idą tam, gdzie nie mogą śpiewać o Tobie. Tam, na dole, nad Dużą Rzeką, mieszkają już inni ludzie. Mają żelazne ubrania i miecze. Mają Boga zawieszonego na dwóch kijach. Wybijają zęby każdemu, kto Mu się nie pokłoni. Twoje dzieci tam pójdą i pokłonią się. Tam muszą zbudować swe domy. Tam jest woda, ryby, zwierzęta, tam Ziemia rodzi potrzebny im pokarm. Pokłonią się i pozwolą oblać wodą. Ale Ciebie nic im nic zabierze. Tyś jest w czterech porach roku, czterech stronach świata, w obliczach dnia i nocy. Jesteś w Ziemi, Wodzie, Ogniu i Powietrzu. Twoje Święte Twarze były tu zawsze i będą też, kiedy znikną ludzie. Nie pozwól im zbłądzić. Niech pamiętają, że wszystko, na co patrzą, uświęca Twoje spojrzenie. Bądź z nimi. Nie pozwól o Sobie zapomnieć.
Starzec westchnął. Spokojnym wzrokiem ogarnął skupionych w kręgu ludzi.
- Tak. A teraz idźcie. Idźcie, już czas.
 
Podchodzili do Najstarszego, dotykali i obejmowali go, szeptali coś, mówili, a on kładł im ręce na głowach. Po raz ostatni spoglądali w nieodgadnione twarze Światowida.
 
Odeszli. Objuczeni tobołkami, z przeładowanym skrzypiącym wozem i psami biegającymi w kółko. Śladem zwiadowców, którzy poszli wcześniej. Czasem ktoś odwracał się i uniesieniem dłoni pozdrawiał stojącego przy Posągu Starca. Córki, synowie, wnuki, prawnuki. Ich mężowie i żony. Odchodzili, na zawsze. W końcu zanikło nawet skrzypienie drewnianych kół. Czoło starego człowieka wsparło się o pierś Bóstwa. Posągiem wstrząsnął głęboki, najgłębszy szloch. Ale Cztery Twarze wciąż patrzyły spokojnie i przed siebie. Dalej, niż widzieli ludzie. Dalej, niż mógł widzieć Najstarszy.

[link widoczny dla zalogowanych]
 
Mijały stulecia. W Dolinie powstawały i znikały wsie, wyrósł las, rzeczka zmieniała łożyska. Zdarzały się susze i powodzie, i długie, mroźne zimy. Potem ścięto las i znów zbudowano wieś. Przechodziły wojny -jedna, później druga. Wieś znikła, w Dolinie znów nie ma ludzi. Są zwierzęta, rośliny i ptaki. I pstrągi w wartkim strumieniu. I... Tak. Jest jeszcze Ktoś.
 
Na porośniętym buczyną wzgórku stoi stary, czteropienny buk. Jego korzenie już dawno wchłonęły resztki minerałów, pozostałe po Starcu i cześniowym Posągu. Cztery potężne pnie splotły się i razem dźwigają jedną, rozłożystą koronę. Kora uwypukliła się miejscami w dziwaczne naroślą, jakby oczy, twarze...
 
Nikomu nie chciało się ścinać tak pokręconego i sękatego drzewa. Buk po prostu rósł. Widział zbójców, pastuchów i żołnierzy. I krzyże, które potem obsypały wzgórek- i po latach rozsypały się w proch. Gościł dziki ryjące w poszukiwaniu pysznych, bukowych orzeszków. Wciąż zasiewały się nowe drzewka. A on rósł. Rośnie, trwa.
 
Korzenie przenikają Ziemię we wszystkich czterech kierunkach. Ku dołowi.
Korona otwiera się na cztery strony świata. I ku górze.
A potężny pień łączy to wszystko - od czeluści po przestworza.
Dziesięć kierunków. I ciągły przepływ czterech darów - ziemi, wody, ognia i powietrza. Stary, pokręcony buk. Może kiedyś jakiś wędrowiec rozpozna w nim Boga. Ale jemu jest wszystko jedno. On widzi dalej niż ludzie. Dalej i szerzej od Światowida. Sięga wyżej i głębiej niż Ten, Którego Krzyż już zbutwiał i Którego metalowa figurka rdzewieje nieopodal pod mchem.

Stary, Poczciwy Buk, po prostu tu rośnie. Jest. Bardziej, niż jakikolwiek Bóg, Którego może sobie wyobrazić Człowiek.
 
PostWysłany: 30 Sty 2009 3:31
Gość

 





Wybaczta kicz, szczególnie na początku opowieści, alem inaczej nie umiał zagaić o czymś mniej kiczowatym... Sad{|=
Opowieść bukowego wzgórka
Forum Strona Główna -> BLOG WOJTKA JANKOWSKIEGO JACOBA
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin